Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 263 286 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Na półce

poniedziałek, 31 lipca 2017 17:09

       To dziwne, ale z bogatego dorobku naukowego i popularyzatorskiego Yi-Fu Tuana w języku polskim dostępna jest tylko jedna jego książka: Przestrzeń i miejsce, wydana przez PIW w serii Biblioteka Myśli Współczesnej. Tuan jest geografem i zaproponował nowe podejście do organizowania przestrzeni przez człowieka, jego koncepcje zapoczątkowały nowy nurt nazwany geografią humanistyczną. Książka prezentuje skondensowane założenia tego myślenia w odniesieniu do sposobów funkcjonowania istot ludzkich w przestrzeni i przeobrażania jej w miejsce. Miejsce bowiem jest przestrzenią nazwana, intymną, osobistą, natomiast przestrzeń to obszar anonimowy, będący wyzwaniem i możliwością zarazem. Wychodząc od rozgraniczenia tych dwóch pojęć, Tuan w kolejnych rozdziałach omawia różnice między nimi na polu doświadczenia, emocji, mitu, wpływu na budowanie tożsamości człowieka. 

        Czytałam z rosnącym zainteresowaniem. Niesamowite, jak ciekawych rzeczy można się dowiedzieć od chińskiego badacza i myśliciela. Tuan stosuje ogromny materiał porównawczy i czerpie przykłady z tak różnych kultur jak mieszkańcy atolu Paluwat na Pacyfiku, afrykańscy Buszmeni, australijscy Aborygeni, syberyjscy Jakuci, indiańskie plemiona czy Eskimosi. Z drugiej strony osadza swoje rozważania w dalekiej tradycji, w planach mieszkania z Ur, Priene i w obyczajach starożytnego Egiptu. Znajduje odniesienia w literaturze, sztuce ikonicznej i symbolice gestów. Punktem wyjścia badania przestrzeni, w której porusza się człowiek, jest ludzka aktywność fizyczna. Strony świata, kierunki takie, jak "przód", "tył", "góra", "dół", "lewo", "prawo" maja sens, gdyż w centrum stoi człowiek, jego ciało. Wymiary przestrzeni są fizycznie odbierane i rejestrowane poprzez zachowania, napięcie mięśni potrzebne do wykonania odpowiednich ruchów: kroków, wyrzutu ramion, ciśnięcia kamieniem, napięcia cięciwy w łuku i wypuszczeniu strzały. 

       Tuan omawia wpływ przestrzeni na poczucie wolności, kształtowanie sprawności przestrzennej, ustalanie kierunku, a nawet relacji między orientacją w przestrzeni a astronomią (co w zasadzie nie powinno dziwić). Związek stron świata z kolorami już taki oczywisty nie jest. Dlaczego bowiem według wyobrażeń Majów południe jest żółte, a według Chińczyków czerwone? Jedni i drudzy jednak tworzą podobny obraz mitu środka, w którym stoi człowiek. Koncepcje przestrzeni w każdej kulturze są antropocentryczne. Nie mogą być inne, wszak stworzyli je ludzie. 

       Można się zastanawiać jak kształtuje się choćby takie na pozór powszechne zjawisko jak przywiązanie do ziemi, do swojej ojczyzny, także tej małej. Zjawisko małoojczyźniane tak popularyzowane we współczesnej choćby Europie nie jest wcale żadnym novum. Przeżywa ono renesans być może z powodu kryzysu ojczyzn narodowościowych. Ostatecznie człowiek ojczyznę wielką może sobie tylko wyobrażać, nigdy nie pozna jej dogłębnie, jest ona tylko pewna koncepcją wytworzoną w toku cywilizacyjnego rozwoju. Natomiast ojczyzna mała, a więc miejsce, które człowiek jest w stanie naprawdę poznać osobiście, zdoła je obejść na własnych nogach, policzyć drzewa w najbliższym lesie, rozpoznawać kwiaty i  zwierzęta, poznać ludzi, z którymi codziennie przez wiele lat pracuje i żyje - ta ojczyzna jest zawsze o wiele mniejsza i jak on poznaje ją na wylot, tak ona świadczy o tym, kim i skąd jest człowiek. "Pejzaż jest uwidocznieniem historii osobistej i plemiennej. identyczność urodzonego tu człowieka - jego miejsce w totalnym schemacie rzeczy - nie podlega wątpliwości, bo podtrzymujące je mity są tak rzeczywiste, jak skały i kałuże, które można zobaczyć i dotknąć" - pisze autor o australijskim plemieniu Ilbalintja, ale mają te słowa znaczenie uniwersalne, bo każde miejsce, wieś, miasto, region, ma swoje historie, swoje opowieści, tak realne jak kałuże, skały i drzewa, a w nich zapisana jest historia jego mieszkańców mieszkańców. Tak więc przywiązanie do miejsca, do miejscowości to z jednej strony znajomość jego historii i historii wcześniejszych pokoleń tu mieszkających, ale też cała sieć emocji utrwalonych w pamięci ciała poprzez gesty, jak sadzenie drzewa, zrywanie owoców, budowanie domu, oraz w pamięci osobistej, we wspomnieniach lub wyobrażeniach. Tuan zauważa, że nawet wędrowcy, podróżnicy czy zawodowi nomadzi odczuwają przywiązanie do stałego jedynego miejsca, marząc o nim jako o czymś niezmiennym, w przeciwieństwie do ich ruchliwego życia."Miejsce jest zorganizowanym światem znaczeń. Jest w istocie pojęciem statycznym." Nawet człowiek wiecznie podróżujący, jeśli zatrzymuje się gdzieś na nocleg, czyni  pewien niewielki wycinek przestrzeni swoim miejscem poprzez wieczorne rytuały: kolację, rozpakowywanie szczoteczki do zębów, układanie się do snu.

       "Ludzie, tak jak inne zwierzęta, czują się na ziemi jak w domu. Przeważnie dobrze się czujemy w naszej części świata. Życie codzienne jest dokładnie znane. Za rzeczywistość uznajemy grzankę na śniadanie i potrzebę przyjścia na czas do pracy. Raz wyuczone sprawności są dla nas równie naturalne jak oddychanie. przede wszystkim jesteśmy zorientowani, i to jest podstawowe źródło naszej pewności siebie." Tuan co prawda nie doprowadza swoich rozważań do absolutnego końca. Stawia pytania, na które brak odpowiedzi. Niemniej jego książka prowokuje do przyjrzenia się naszym własnym przywiązaniom, bądź ich brakowi, do refleksji nad własnym poznawaniem przestrzeni, nad swoim miejscem na ziemi. Polecam :-)



komentarze (6) | dodaj komentarz

Molier prowincjonalnie

wtorek, 25 kwietnia 2017 23:49

      Na prowincjonalnej amatorskiej scenie teatralnej największym powodzeniem cieszą się komedie. Czasami dawne, czasami autorów współczesnych, może nie z pierwszych scen ogólnokrajowych, raczej scenopisarzy niż dramaturgów. Ale klasyka też się zdarzy: Fredro i Molier mają nadal moc przyciągania widzów. 

      Uczone białogłowy Moliera to kolejna propozycja komediowa, wyreżyserowana przez Marylę Olejko. Trzeba przyznać, tekst w tłumaczeniu Boya-Żeleńskiego dla dzisiejszego widza dość trudny. Trzeba więc było w zrozumieniu zawiłości języka dopomóc odpowiednią mową ciała i plastycznością gestów, z czego większość aktorskiej obsady wywiązała się znakomicie. Treść pseudopoetyckich sonetów Trysotyna została tak groteskowo przerysowana gestykulacją, że znaczenie słów było zgoła nieistotne. Rzecz cala została sprowadzona do egzaltacji słuchaczek: Filaminty, Armandy i Belizy oraz rozkoszowania się własnym głosem przez autora owego dziełka. Sławomir Pluta  grający Trysotyna pokazał, nie pierwszy raz zresztą, że nie straszna mu żadna postać i doskonale poradzi sobie nawet w konwencji groteskowej.

      Na docenienie zasługują także role Chryzala (Adam Kozera) i Filaminty (Elżbieta Kłosek) zbudowane na wyrazistym kontraście charakterów: dominującej silnej osobowości żony i ugodowym, wycofanym nieco zachowaniu męża "pod pantoflem". Rysem nadrzędnym Filaminty jest ponadto mocny, wręcz kontraltowy głos przenikający na wskroś przestrzeń sceniczną. Na tym tle postać siostry Chryzala, Belizy, zagranej brawurowo przez Dorotę Balicką w konwencji ezoterycznej muzy odbierającej wyimaginowane hołdy wielbicieli, wprowadza na scenę niemal absurdalną poetyckość. Czerwony szal Belizy i taneczne przemykanie po scenie narzucają skojarzenia z postacią Racheli z Wesela w reż. Andrzeja Wajdy.

       Dla uproszczenia monologowych dłużyzn tekst został skrócony na tyle, by intryga i relacje między postaciami pozostały nadal czytelne. Spektakl grany jest bez przerwy, prowokując do humorystycznego odczytania, zgodnie z tytułem, pozornej uczoności. Co prawda tyrada Marcyny o tym, że "nie babska rzecz przewodzić (i ja, choć kobita,/Wiem, że chłop ma we wszystkim górą być) i kwita" trąci myszką, ale pseudouczoność nadal ma się dobrze w różnych kręgach społecznych i środowiskach. Internet sprzyja popularności "uczoności", gdy prawdziwa mądrość, jak w każdej epoce, prezentuje się skromnie i nie zabiega o popularność. Popularność pozornych autorytetów pewnie i dzisiaj mogłaby być inspiracją dla niejednej molierowskiej satyry.

 

Molier: Uczone białogłowy

Tłumaczenie: Tadeusz Boy-Żeleński

Reżyseria: Maryla Olejko

Obsada:

Chryzal - Adam Kozera

Filaminta - Elżbieta Kłosek

Armanda - Aneta Kwiatkowska

Henryka - Lidia Grabowska

Aryst - Piotr Bazan

Beliza - Dorota Balicka

Klitander - Sławomir Niemiec

Trysotyn - Sławomir Pluta

Wadius - Grzegorz Kubik

Marcyna - Ewa Niedźwiecka

Rejent - Andrzej Mazurek

 



komentarze (10) | dodaj komentarz

Kobiety

środa, 08 marca 2017 7:26

Nie ma kobiet niedostępnych, są tylko mężczyźni słabego charakteru.

 

Ewa w raju była pierwszą damą. Nagą. bez paparazzich!

 

Najlepsza reklama dla kobiety: święta albo grzesznica!

 

Dla Adama Ewa była Miss Universum. Słusznie. 

 

Skoro diabeł niewiele wie o cnotach i niecnotach niewiast, to cóż my, biedni mężowie, możemy powiedzieć.

 

Boję się kobiet, które nie są kobietami.

 

Czy kobieta upadła może być cnotliwą żoną? A czy jest upadły mężczyzna?

 

Zbigniew Strzałkowski



komentarze (2) | dodaj komentarz

Takie tam zdania

środa, 08 lutego 2017 22:16

Chodziłem uparcie od pokoju do pokoju i jak najęty zadawałem pytania, na które udzielano mi fałszywych odpowiedzi. (Stanisław Lem. Pamiętnik znaleziony w wannie)

 

Obudziłem się w rozpłomienionej białości capryjskiego poranka. (Gustaw Herling-Grudziński. Dziennik pisany nocą)

 

No a nam, Polakom, nie wolno mieć swoich durniów? (Stanisław Vincenz. Dialogi z Sowietami)

 

Ocalony, bo z nim wieczne i boskie zdziwienie (Czesław Miłosz. Na moje 88 urodziny)

 

Bergman jest nieśmiertelny, proszę pana. I nigdy nie umrze. (Jan Tomkowski. Czarna wstążka)

 

Całe "usieciowienie" zaś "globalizacyjne" świata jest po prostu łącznością do wielkiej potęgi, albowiem jeśli nie wystarczy nam bzdura z sąsiedztwa, powinna to nadrobić brednia z maksymalnej oddali (Stanisław Lem. Bomba megabitowa)

 

Senlis jest miastem, przez które przeszła historia. Mieszkała w jego murach parę wieków, potem odeszła. (Zbigniew Herbert. Barbarzyńca w ogrodzie)

 

Przeświadczony był, że gdy cały zamieni się w słuch, zdoła po niejakim czasie, niczym ślepiec, odgadywać wiernie tajemnicę spojrzeń i uśmiechów niewidzialnych z brzmienia głosu, z treści słów, z długości przerw między słowami (Teodor Parnicki. Srebrne orły)

 

Co roku w wyobraźni odbywam podróż do Grecji, aby przeżyć czystą radość i sięgnąć do źródeł (Zbigniew Herbert. Mistrz z Delft i inne utwory odnalezione)

 

Nie idź śladami wielkich, utoniesz! W nich. (Stanisław Jerzy Lec. Myśli nieuczesane)



komentarze (112) | dodaj komentarz

One są naprawdę dobre

czwartek, 12 stycznia 2017 23:22

      Dostałam dwa tomiki wierszy od znajomej poetki. Nie miałam czasu zajrzeć wcześniej, dopiero teraz, jak zwykle do wanny wzięłam ;-)  Po znajomości nie powinnam pisać, ale... one naprawdę są dobre. Te wiersze, Róże z Pierii - taki tytuł. Są jak róże w wielu kolorach. Najpierw zaczęłam od innego tomiku: Wiersze jak ziarna. To zbiór utworów w stylu poezji ludowej, nawiązujących do ludowości, do folkloru, ku pamięci ludowych twórców i bliskich, chłopskich rodziców Autorki. Pisane prostym językiem, z tematami klasycznej wsi polskiej. Może nie nad wyraz wysublimowane, ale wzruszające. Bo znam te tematy, te motywy, zapachy, dźwięki i chropawość życia. Dlatego wzruszyłam się. Nawet więcej, poczułam wszystkie pory roku. Przywołam jeden wiersz, o jesieni. Bardzo mi się podoba:

* * *

nostalgiczna

jak skargi żurawi gnanych

dzikim instynktem do podróży

po kres

 

nieważna

jak poniewierające się 

po ścieżce

kartoflane pędy

 

niespełniona

jak rozkwitające

w październiku

słoneczniki

 

bezsensowna

jak wsiąkające w ziemię

łzy za utraconym

latem

 

rozczarowująca 

jak wszystko co przychodzi

bez niespodzianki i odchodzi

mimochodem

 

tegoroczna jesień

 

      Tak, ten wiersz mnie zastanowił, zatrzymał. Nie przeszedł mimochodem. Poszłam za ciosem i otworzyłam drugi tomik. Nie chcę snuć analiz formalnych ani rozbierać na drobne ukrytych treści. Wiersz ma przemawiać całością. I tak właśnie w przypadku utworów Haliny Graboś odbieram. Owszem, zatrzyma mnie jakaś świetna fraza, jakaś metafora, mogłabym wymieniać sposoby budowania nastroju, opisywania przestrzeni wewnętrznej, wskazywać tropy i nawiązania, aluzje literackie w zdumiewających Różach z Pierii. Ale po porostu szkoda. Szkoda na to miejsca na blogu i czasu. Tak rzadko się zdarza, że czytając wiersz, czujemy jak wbija się ostrzem w samo nasze istnienie: w ciało, umysł, emocje i duszę. Nie znaczy to wcale, że wiersze te są w jakiś niewyobrażalny sposób genialne. Nie. One są po prostu poezją. Tylko i aż.          

       Tyle już konstruowano definicji poezji, a żadna nie jest satysfakcjonująca. Sprawdzianem dla niej zawsze jest moment czytelniczej recepcji. Wiele zależy od samego czytelnika, ale nie przesadzajmy. skok z mostu wahań zawsze będzie poezją, nawet bez czytelnika, a przedświt, być może, kto wie, kongenialnym zapisem relacji między naturą, pędzlem  a szaleństwem van Gogha. Ja w każdym razie poczułam, że tak właśnie mogły się rodzić jego obrazy. 

      Jestem na trzydziestej stronie, jeszcze zostało ponad 50. Nie wiem, czy napiszę więcej o tych wierszach po zakończeniu całości. Może nie. Dzisiaj chciałam napisać o tych, które już we mnie zostaną. Nie o wszystkich, bo się nie da. I trudno je cytować w całości, to nie aforyzmy, choć wiele z nich uderza pointą. Jak wiersz bez tytułu poświęcony Pamięci Wandy Karpińskiej: 

 

"śmierć jest lepsza

(od takiego życia)"

lecz nikt nie wie na pewno

czy nie są

tym samym

istnieniem

 

      Trudno powiedzieć, dlaczego są słowa, które przenoszą nas w inny wymiar. Ale jeśli poezja ma moc przekraczania granicy życia i śmierci, jak wierzył Horacy, to może już teraz, czytając, czasami dotykamy nieśmiertelności? 

 

echo

 

nie jesteś już moja chwilo

choć byłaś mi bliższa niż skóra i kości

i każdy kochany człowiek

prostota naszych uczuć była bardziej jasna

niż spojrzenie w oczy

zależność bardziej złożona niż struktura kryształu

byłaś mną a ja tobą

i nie pragnęłyśmy niczego więcej

nie chciałaś odejść

lecz czas wyrwał mi ciebie

nie było szans bym pokonała go

w bezpośredniej walce

podchodziłam go podstępnie i nie fair play

biegłam za tobą wołałam

nawet jakiś błędny ognik

pokazywał mi drogę

byłam blisko widziałam cię

lecz ty już mnie nie pamiętałaś

zakotwiczałaś się w kimś innym

szukam cię ciągle takiej samej

a znajduję tylko to samo echo

 

Nie dziwią nas wcale

 

W snach, zmarli mają sukienki w grochy,

korale na szyjach, kapelusze i płaszcze

jak w zwyczajnym życiu.

Kolczyki, bransolety i złote pierścionki,

które ze zdjęciami wnuków włożyły do trumien

zabobonne ciotki.

Nie dziwią nas wcale,

zajęci ścinaniem kwiatów, w zwyczajnie kwiatowym,

niemagicznym, ogrodzie, ścieranie  kurzu

w zwyczajnie nieastralnym pokoju.

Jadąc autobusem machają rękoma, nie na pożegnanie, 

tylko z wymownym gestem pozdrowienia.

Przystają, obejmując nas przyjacielsko, patrzą w oczy

radośnie żywi, życiem tryskający.

Rozmawiają zwyczajnie o niezwykłych sprawach,

że dzisiaj słońce zamieniło się miejscem z księżycem,

lub, że za trzy minuty odwiedzą nas goście

z Galaktyki Andromedy.

I zupełnie nas to nie dziwi.

Jemy razem czereśnie, przeskakujemy kałuże.

Przez moment coś nam chodzi po głowie,

chcemy o coś zapytać, ale zaraz odrzucamy tę myśl:

chyba nie o to...? to niedorzeczne,

przecież się wcale nie boimy,

że mogliśmy się u nich zasiedzieć,

tak zwyczajnie, po prostu

jakby na zawsze.

 

Halina Graboś: Róże z Pierii. Wydawnictwo TAWA. Chełm 2014.

Halina Graboś: Wiersze jak ziarna. Chełm 2016.



komentarze (11) | dodaj komentarz

czwartek, 17 sierpnia 2017

Licznik odwiedzin:  403 884  

Kalendarz

« sierpień »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
28293031   

O moim bloogu

Szczęście nie jest stanem posiadania, lecz sposobem odczuwania

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Ulubione strony

Anderszewski

Arie i Głosy

Bach

Balet

Chopin

Chóralnie

Garrett

Händel

Jaroussky

Kaufmann

Koncertowo

Mahler

Mariusz Kwiecień

Małas-Godlewska

Membra Jesu

Minkowski

Muzyka polska

Scholl

Xavier de Maistre

Zimermany

Źródła

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 403884

Lubię to