Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 243 141 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Molier prowincjonalnie

wtorek, 25 kwietnia 2017 23:49

      Na prowincjonalnej amatorskiej scenie teatralnej największym powodzeniem cieszą się komedie. Czasami dawne, czasami autorów współczesnych, może nie z pierwszych scen ogólnokrajowych, raczej scenopisarzy niż dramaturgów. Ale klasyka też się zdarzy: Fredro i Molier mają nadal moc przyciągania widzów. 

      Uczone białogłowy Moliera to kolejna propozycja komediowa, wyreżyserowana przez Marylę Olejko. Trzeba przyznać, tekst w tłumaczeniu Boya-Żeleńskiego dla dzisiejszego widza dość trudny. Trzeba więc było w zrozumieniu zawiłości języka dopomóc odpowiednią mową ciała i plastycznością gestów, z czego większość aktorskiej obsady wywiązała się znakomicie. Treść pseudopoetyckich sonetów Trysotyna została tak groteskowo przerysowana gestykulacją, że znaczenie słów było zgoła nieistotne. Rzecz cala została sprowadzona do egzaltacji słuchaczek: Filaminty, Armandy i Belizy oraz rozkoszowania się własnym głosem przez autora owego dziełka. Sławomir Pluta  grający Trysotyna pokazał, nie pierwszy raz zresztą, że nie straszna mu żadna postać i doskonale poradzi sobie nawet w konwencji groteskowej.

      Na docenienie zasługują także role Chryzala (Adam Kozera) i Filaminty (Elżbieta Kłosek) zbudowane na wyrazistym kontraście charakterów: dominującej silnej osobowości żony i ugodowym, wycofanym nieco zachowaniu męża "pod pantoflem". Rysem nadrzędnym Filaminty jest ponadto mocny, wręcz kontraltowy głos przenikający na wskroś przestrzeń sceniczną. Na tym tle postać siostry Chryzala, Belizy, zagranej brawurowo przez Dorotę Balicką w konwencji ezoterycznej muzy odbierającej wyimaginowane hołdy wielbicieli, wprowadza na scenę niemal absurdalną poetyckość. Czerwony szal Belizy i taneczne przemykanie po scenie narzucają skojarzenia z postacią Racheli z Wesela w reż. Andrzeja Wajdy.

       Dla uproszczenia monologowych dłużyzn tekst został skrócony na tyle, by intryga i relacje między postaciami pozostały nadal czytelne. Spektakl grany jest bez przerwy, prowokując do humorystycznego odczytania, zgodnie z tytułem, pozornej uczoności. Co prawda tyrada Marcyny o tym, że "nie babska rzecz przewodzić (i ja, choć kobita,/Wiem, że chłop ma we wszystkim górą być) i kwita" trąci myszką, ale pseudouczoność nadal ma się dobrze w różnych kręgach społecznych i środowiskach. Internet sprzyja popularności "uczoności", gdy prawdziwa mądrość, jak w każdej epoce, prezentuje się skromnie i nie zabiega o popularność. Popularność pozornych autorytetów pewnie i dzisiaj mogłaby być inspiracją dla niejednej molierowskiej satyry.

 

Molier: Uczone białogłowy

Tłumaczenie: Tadeusz Boy-Żeleński

Reżyseria: Maryla Olejko

Obsada:

Chryzal - Adam Kozera

Filaminta - Elżbieta Kłosek

Armanda - Aneta Kwiatkowska

Henryka - Lidia Grabowska

Aryst - Piotr Bazan

Beliza - Dorota Balicka

Klitander - Sławomir Niemiec

Trysotyn - Sławomir Pluta

Wadius - Grzegorz Kubik

Marcyna - Ewa Niedźwiecka

Rejent - Andrzej Mazurek

 



komentarze (10) | dodaj komentarz

Kobiety

środa, 08 marca 2017 7:26

Nie ma kobiet niedostępnych, są tylko mężczyźni słabego charakteru.

 

Ewa w raju była pierwszą damą. Nagą. bez paparazzich!

 

Najlepsza reklama dla kobiety: święta albo grzesznica!

 

Dla Adama Ewa była Miss Universum. Słusznie. 

 

Skoro diabeł niewiele wie o cnotach i niecnotach niewiast, to cóż my, biedni mężowie, możemy powiedzieć.

 

Boję się kobiet, które nie są kobietami.

 

Czy kobieta upadła może być cnotliwą żoną? A czy jest upadły mężczyzna?

 

Zbigniew Strzałkowski



komentarze (2) | dodaj komentarz

Takie tam zdania

środa, 08 lutego 2017 22:16

Chodziłem uparcie od pokoju do pokoju i jak najęty zadawałem pytania, na które udzielano mi fałszywych odpowiedzi. (Stanisław Lem. Pamiętnik znaleziony w wannie)

 

Obudziłem się w rozpłomienionej białości capryjskiego poranka. (Gustaw Herling-Grudziński. Dziennik pisany nocą)

 

No a nam, Polakom, nie wolno mieć swoich durniów? (Stanisław Vincenz. Dialogi z Sowietami)

 

Ocalony, bo z nim wieczne i boskie zdziwienie (Czesław Miłosz. Na moje 88 urodziny)

 

Bergman jest nieśmiertelny, proszę pana. I nigdy nie umrze. (Jan Tomkowski. Czarna wstążka)

 

Całe "usieciowienie" zaś "globalizacyjne" świata jest po prostu łącznością do wielkiej potęgi, albowiem jeśli nie wystarczy nam bzdura z sąsiedztwa, powinna to nadrobić brednia z maksymalnej oddali (Stanisław Lem. Bomba megabitowa)

 

Senlis jest miastem, przez które przeszła historia. Mieszkała w jego murach parę wieków, potem odeszła. (Zbigniew Herbert. Barbarzyńca w ogrodzie)

 

Przeświadczony był, że gdy cały zamieni się w słuch, zdoła po niejakim czasie, niczym ślepiec, odgadywać wiernie tajemnicę spojrzeń i uśmiechów niewidzialnych z brzmienia głosu, z treści słów, z długości przerw między słowami (Teodor Parnicki. Srebrne orły)

 

Co roku w wyobraźni odbywam podróż do Grecji, aby przeżyć czystą radość i sięgnąć do źródeł (Zbigniew Herbert. Mistrz z Delft i inne utwory odnalezione)

 

Nie idź śladami wielkich, utoniesz! W nich. (Stanisław Jerzy Lec. Myśli nieuczesane)



komentarze (18) | dodaj komentarz

One są naprawdę dobre

czwartek, 12 stycznia 2017 23:22

      Dostałam dwa tomiki wierszy od znajomej poetki. Nie miałam czasu zajrzeć wcześniej, dopiero teraz, jak zwykle do wanny wzięłam ;-)  Po znajomości nie powinnam pisać, ale... one naprawdę są dobre. Te wiersze, Róże z Pierii - taki tytuł. Są jak róże w wielu kolorach. Najpierw zaczęłam od innego tomiku: Wiersze jak ziarna. To zbiór utworów w stylu poezji ludowej, nawiązujących do ludowości, do folkloru, ku pamięci ludowych twórców i bliskich, chłopskich rodziców Autorki. Pisane prostym językiem, z tematami klasycznej wsi polskiej. Może nie nad wyraz wysublimowane, ale wzruszające. Bo znam te tematy, te motywy, zapachy, dźwięki i chropawość życia. Dlatego wzruszyłam się. Nawet więcej, poczułam wszystkie pory roku. Przywołam jeden wiersz, o jesieni. Bardzo mi się podoba:

* * *

nostalgiczna

jak skargi żurawi gnanych

dzikim instynktem do podróży

po kres

 

nieważna

jak poniewierające się 

po ścieżce

kartoflane pędy

 

niespełniona

jak rozkwitające

w październiku

słoneczniki

 

bezsensowna

jak wsiąkające w ziemię

łzy za utraconym

latem

 

rozczarowująca 

jak wszystko co przychodzi

bez niespodzianki i odchodzi

mimochodem

 

tegoroczna jesień

 

      Tak, ten wiersz mnie zastanowił, zatrzymał. Nie przeszedł mimochodem. Poszłam za ciosem i otworzyłam drugi tomik. Nie chcę snuć analiz formalnych ani rozbierać na drobne ukrytych treści. Wiersz ma przemawiać całością. I tak właśnie w przypadku utworów Haliny Graboś odbieram. Owszem, zatrzyma mnie jakaś świetna fraza, jakaś metafora, mogłabym wymieniać sposoby budowania nastroju, opisywania przestrzeni wewnętrznej, wskazywać tropy i nawiązania, aluzje literackie w zdumiewających Różach z Pierii. Ale po porostu szkoda. Szkoda na to miejsca na blogu i czasu. Tak rzadko się zdarza, że czytając wiersz, czujemy jak wbija się ostrzem w samo nasze istnienie: w ciało, umysł, emocje i duszę. Nie znaczy to wcale, że wiersze te są w jakiś niewyobrażalny sposób genialne. Nie. One są po prostu poezją. Tylko i aż.          

       Tyle już konstruowano definicji poezji, a żadna nie jest satysfakcjonująca. Sprawdzianem dla niej zawsze jest moment czytelniczej recepcji. Wiele zależy od samego czytelnika, ale nie przesadzajmy. skok z mostu wahań zawsze będzie poezją, nawet bez czytelnika, a przedświt, być może, kto wie, kongenialnym zapisem relacji między naturą, pędzlem  a szaleństwem van Gogha. Ja w każdym razie poczułam, że tak właśnie mogły się rodzić jego obrazy. 

      Jestem na trzydziestej stronie, jeszcze zostało ponad 50. Nie wiem, czy napiszę więcej o tych wierszach po zakończeniu całości. Może nie. Dzisiaj chciałam napisać o tych, które już we mnie zostaną. Nie o wszystkich, bo się nie da. I trudno je cytować w całości, to nie aforyzmy, choć wiele z nich uderza pointą. Jak wiersz bez tytułu poświęcony Pamięci Wandy Karpińskiej: 

 

"śmierć jest lepsza

(od takiego życia)"

lecz nikt nie wie na pewno

czy nie są

tym samym

istnieniem

 

      Trudno powiedzieć, dlaczego są słowa, które przenoszą nas w inny wymiar. Ale jeśli poezja ma moc przekraczania granicy życia i śmierci, jak wierzył Horacy, to może już teraz, czytając, czasami dotykamy nieśmiertelności? 

 

echo

 

nie jesteś już moja chwilo

choć byłaś mi bliższa niż skóra i kości

i każdy kochany człowiek

prostota naszych uczuć była bardziej jasna

niż spojrzenie w oczy

zależność bardziej złożona niż struktura kryształu

byłaś mną a ja tobą

i nie pragnęłyśmy niczego więcej

nie chciałaś odejść

lecz czas wyrwał mi ciebie

nie było szans bym pokonała go

w bezpośredniej walce

podchodziłam go podstępnie i nie fair play

biegłam za tobą wołałam

nawet jakiś błędny ognik

pokazywał mi drogę

byłam blisko widziałam cię

lecz ty już mnie nie pamiętałaś

zakotwiczałaś się w kimś innym

szukam cię ciągle takiej samej

a znajduję tylko to samo echo

 

Nie dziwią nas wcale

 

W snach, zmarli mają sukienki w grochy,

korale na szyjach, kapelusze i płaszcze

jak w zwyczajnym życiu.

Kolczyki, bransolety i złote pierścionki,

które ze zdjęciami wnuków włożyły do trumien

zabobonne ciotki.

Nie dziwią nas wcale,

zajęci ścinaniem kwiatów, w zwyczajnie kwiatowym,

niemagicznym, ogrodzie, ścieranie  kurzu

w zwyczajnie nieastralnym pokoju.

Jadąc autobusem machają rękoma, nie na pożegnanie, 

tylko z wymownym gestem pozdrowienia.

Przystają, obejmując nas przyjacielsko, patrzą w oczy

radośnie żywi, życiem tryskający.

Rozmawiają zwyczajnie o niezwykłych sprawach,

że dzisiaj słońce zamieniło się miejscem z księżycem,

lub, że za trzy minuty odwiedzą nas goście

z Galaktyki Andromedy.

I zupełnie nas to nie dziwi.

Jemy razem czereśnie, przeskakujemy kałuże.

Przez moment coś nam chodzi po głowie,

chcemy o coś zapytać, ale zaraz odrzucamy tę myśl:

chyba nie o to...? to niedorzeczne,

przecież się wcale nie boimy,

że mogliśmy się u nich zasiedzieć,

tak zwyczajnie, po prostu

jakby na zawsze.

 

Halina Graboś: Róże z Pierii. Wydawnictwo TAWA. Chełm 2014.

Halina Graboś: Wiersze jak ziarna. Chełm 2016.



komentarze (18) | dodaj komentarz

Palcem po mapie

sobota, 07 stycznia 2017 13:45

       Województwo tarnopolskie... Buczacz, Zaleszczyki, Okopy Świętej Trójcy, Trembowla, Złoczów, Ponikwa… Skąd znam Ponikwę? Z historii? Nie, raczej z literatury. Z jakiegoś wiersza? Z powieści? Ze wspomnień? Czytam nazwy i za każdą stoi jakieś skojarzenie, nazwisko, utwór, fragmenty przeszłości. Czytam i zwiedzam – palcem po mapie. Mapka formatu A4. Malutkie niewyraźne literki: Bilcze Złote… ach, byłam tam .. w wyobraźni,  zwiedzając skarb z Werteby (patrz tutaj). To miejsce, gdzie zaczęła się europejska cywilizacja ;-) Nazwa "Werteba", choć określa tę jedną archeologicznie cenne stanowisko, tak naprawdę jest słowem pospolitym podziemnych zapadlisk, wklęsłości tworzących jaskinie: W wielu miejscach Miodoborów wskutek zapadnięcia się podziemnych grot gipsowych powstały zaklęsłości  tzw. werteby – pisze autor przewodnika. I tak oto zagadka wyjaśniona. Przynajmniej ta jedna.  Miodobory, tak zwaną Podolską Szwajcarię, opiewał Wincenty Pol: Tam ku górom Miodoborskim,/ Coraz wyżej kraj się wznosi…

      O rzut beretem Zaleszczyki. Polski biegun ciepła, słynne uzdrowisko – wszyscy jeździli do Zaleszczyk. Miasto jak cypel z trzech stron otoczony Dniestrem chlubi się kąpieliskami i klimatem porównywalnymi z czarnomorskim czy adriatyckim. Na letni wypoczynek przyjeżdżał Jan Kasprowicz. Podobno tutaj w kryzysie emocjonalnym po zdradzie żony,  która uciekła z Przybyszewskim, napisał „Święty Boże, Święty Mocny” z cyklu „Hymnów” o charakterze ekspresjonistycznym. W Zaleszczykach śpiewała Salomea Kruszelnicka, diva wielu europejskich scen operowych, partnerująca między innymi samemu Enrico Caruso w La Scali. Obiecywała wrócić do Zaleszczyk Maria Pawlikowska –Jasnorzewska w wierszu „Nitka Ariadny”. Wojenny los nie pozwolił jednak na spełnienie obietnicy. W opisie Zaleszczyk zaciekawiła mnie rola tutejszego kasyna: W kasynie biblioteka i czytelnia. Musiałam doczytać, że bynajmniej nie chodzi o przybytek hazardu, lecz kasyno urzędnicze pełniące funkcję miejsca spotkań towarzyskich i zarazem domu kultury. Z ciekawostek geograficznych można wspomnieć o ciekawych formach skalnych w okolicach Holihradów, z których autorzy Przewodnika wspominają Sfinksa podolskiego i Puchar Sobieskiego. Znalazłam zdjęcie starej pocztówki z tym pierwszym:

thumbnail-by-url.json.jpg

      Górzyste tereny zaleszczyckiego powiatu zasłużyły sobie na określenie Naddniestrzańskiej Szwajcarii. W Beremianach na zachodnim skraju powiatu urodził się w 1823 r. „podolski Jeremiasz” Kornel Ujejski. Mimo zagranicznych wojaży na stałe związany z tą ziemią, najpierw jako uczeń gimnazjum w Buczaczu, następnie ożeniwszy się z Henryką Komorowską przez pewien czas gospodarował wraz z teściem w majątku Pawłów w powiecie radziechowskim. W późniejszych latach gospodarował jeszcze w Podlipcach w powiecie złoczowskim, aby ostatecznie na starość powrócić do Pawłowa, którego wówczas był właścicielem syn Ujejskiego, Roman. Tam też ostatecznie zmarł w 1897 roku i został pochowany.  Kilkanaście km na północ od Pawłowa, w Witkowie Nowym została pochowana Gertruda z Komorowskich Potocka, opiewana jako Maria w powieści poetyckiej Antoniego Malczewskiego. Powiat radziechowski jakoś szczególnie bogaty  jest w mogiły znanych osób, ponieważ w mieszczącym się w jego granicach Łopatynie znajdziemy jeszcze majestatyczny grobowiec generała Józefa Dwernickiego (zm. w 1856 r.), znanego z bitwy pod Stoczkiem.

       Brzeżany to kolejna miejscowość słynna swoimi niezwykłymi mieszkańcami. Sieniawscy, założyciele miasta, dbający o jego rozwój, pozostawili po sobie obronny zamek z barokową kaplicą, w której pochowani zostali możni tego rodu. Poruszenie serca wywołują nawiasowe wtrącenia autorów przewodnika, którzy informują, że kunsztowne sarkofagi Sieniawskich jeszcze nie wróciły (w 1928 r.) do zamkowej kaplicy z Krakowa, dokąd je wywieziono przed najazdem bolszewików. Z Krasnopuszczą położoną w odległości 22 km od Brzeżan wiąże się legenda ufundowania przez Jana III Sobieskiego klasztoru oo. Bazylianów. Król, zgubiwszy się w puszczy podczas polowania, znalazł schronienie w chatce pustelnika. Jako żywo przypomniała mi się komedia „Henryk VI na łowach” Wojciecha Bogusławskiego. Buczacz niesławny traktatem z Turkami (1672) wielokrotnie opierał się najazdom dzięki warownemu zamkowi, ale w czasach międzywojennych pozostały z niego tylko ruiny. W szeregu przesiąkniętych historią i literaturą miejscowości dawnego województwa tarnopolskiego nie można pominąć Trembowli i jej okolic. Ciekawostką jest tzw. step Pantalicha od nazwy miejscowości pochodzący Pantalicha (podobnie jak Pustynia Błędowska od Błędowa). Step ten już w czasach przedwojennych został częściowo osuszony, a  po wojnie przeznaczony pod rolnictwo.

      Znamienna jest liczba zamków, zameczków, warownych budowli, stawianych przez kolejnych właścicieli, reprezentantów magnackich rodów, których nazwiska przewijają się w połączeniu z nazwami historycznych miejscowości: ruiny zamku Lanckorońskich w Skale, zamek Kąckich w Krzywczach, zamek Żółkiewskich w Brodach, Sieniawskich w Brzeżanach, ruiny zamku Buczackich, następnie odnowiony przez  Potockich nad Strypą, pozostałości zamków Kalinowskich w Husiatynie i Sidorowie, zamek Wichrowskiego, następnie Firlejów w Skałacie, zamek w Grzymałowie należący kolejno do Ludzickich, Sieniawskich, Lubomirskich, Rzewuskich i Pinińskich, zamek Tarnopolskich, Sobieskich i Korytkowskich w Tarnopolu, zamek Siemieńskich w Złoczowie i wiele innych, a niepełną tę listę niech zakończy warownia utrwalona w literaturze przez Sienkiewicza w „Ogniem i mieczem” – Zbaraż broniony pod dowództwem „strasznego Jaremy” przed armią kozacko-tatarską. Prawdziwa kraina kresowych warowni zwieńczona w samym najwęższym cyplu u zbiegu trzech granic (polskiej, rosyjskiej i rumuńskiej) Okopami Świętej Trójcy.

      Na koniec perełka w Podhorcach – największy zabytek architektoniczny województwa tarnopolskiego. Wzniesiony przez hetmana Stanisława Koniecpolskiego drogą darowizny przeszedł ręce Sobieskich, a następnie nabyty przez Rzewuskich, od których odkupili go Sanguszkowie przeobrażając we wspaniałą rezydencję i zarazem muzeum. Właściciele pałacu zgromadzili  w nim miedzy innymi obrazy Tycjana, Rubensa, Renbrandta, Reniego, sufity zdobione malowidłami o tematyce mitologicznej i biblijnej, meble do wyposażenia sprowadzano z Francji, sale muzealne wykończone w różnych kolorach i dekoracjach: zielona, żółta, bilardowa, mozaikowa… Tak było dawniej, a  dziś, cóż, nikogo nie stać na odbudowanie obiektu i utrzymanie go w stanie użytkowym nawet dla celów turystycznych.

      Opisy atrakcji województwa ułożone zostały według alfabetycznego spisu powiatów. Uderza w nich bogactwo życia społecznego, wszędzie działają różne stowarzyszenia i organizacje społeczne, „Sokół”, Towarzystwo Strzeleckie,  oddziały TTK, Kasy Rolnicze, różne spółdzielnie, banki, ale co mnie zdumiewa najbardziej: we wszystkich powiatowych miejscowościach są stacje kolejowe! A są to miejscowości w zasadzie małe, od czterotysięcznych Przemyślan do piętnastotysięcznego Złoczowa (pomijając stolicę województwa Tarnopol z 35 tysiącami mieszkańców). Stacje kolejowe są albo w samym środku miasteczek, albo w odległości 3-4 km, skąd kursują np. dorożki (których cennik jest w przewodniku podany). Tymczasem w moim regionie w 30-tysięcznym mieście powiatowym jest jeden pociąg osobowy na dobę ze stacją 4 km od centrum, przy czym budynek stacji został kilka lat temu rozebrany i stoi się na mrozie deszczu (nie wspominając, że żadnej „dorożki” nie uświadczysz ;-)), w innym powiatowym 15-tysięcznym stacji nie ma wcale, nawet w pobliżu, w trzecim 20-tysięcznym stacja kolejowa była 8 km od centrum, ale przejazdy pasażerskie zawieszono i dopiero po protestach mieszkańców przywrócono, ale tylko na okres letni! Więc te stacje kolejowe w 5-, 6-, 7-tysięcznych podolskich przedwojennych miasteczkach wywierają wrażenie :-)

Tomasz Kunzek: Przewodnik po województwie tarnopolskim z mapą. Tarnopol 1928 (reprint Wydawnictwo Libra)

 



komentarze (15) | dodaj komentarz

czwartek, 25 maja 2017

Licznik odwiedzin:  378 031  

Kalendarz

« maj »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728
293031    

O moim bloogu

Szczęście nie jest stanem posiadania, lecz sposobem odczuwania

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Ulubione strony

Anderszewski

Arie i Głosy

Bach

Balet

Chopin

Chóralnie

Garrett

Händel

Jaroussky

Kaufmann

Koncertowo

Mahler

Mariusz Kwiecień

Małas-Godlewska

Membra Jesu

Minkowski

Muzyka polska

Scholl

Xavier de Maistre

Zimermany

Źródła

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 378031

Lubię to