Bloog Wirtualna Polska
Są 1 243 143 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Bożyszcze?... kobiet?...

środa, 10 września 2014 23:29

       Roberto Bolle - najlepszy tancerz świata?... Eeee... Hmmm... No cóż... Jest dobry. Żadnego zawahania w skokach. W powietrzu wisi, spada na cztery łapy, szpagat o kącie otwartym zrobić potrafi.

Trening i przygotowanie do występu:

 

 

I przed królową angielską tańczył ;-) Więc poczujmy się jak królowe i popatrzmy.

Roberto Bolle jako Apollo Musagete:

 

 

Roberto Bolle odpowiada na kwestionariusz Prousta. Ulubiony kompozytor to Chopin, a ulubiony kolor - niebieski. Całkiem sympatyczny, prawda? :-)

 

 

I tego Mozarta w choreografii Kiliana też tańczy! Trochę jak dla mnie za szybko. Ależ on podnosi partnerkę jak piórko! Facet ma 1,87 m wzrostu, to coś znaczy ;-) Bez względu na to, że troszkę za szybko, jest to taniec przepiękny. Tak, po tym tańcu mogę przyznać rację, że Roberto Bolle to najlepszy tancerz na świecie :-) 

 

 

 



komentarze (14) | dodaj komentarz

Rigaudon - sen choreografa

poniedziałek, 07 kwietnia 2014 18:51

      Rigaudon (czyt. rigodą) - taniec czy gimnastyka? Jedno i drugie, zwłaszcza w TYM wykonaniu współczesnym. Pierwotnie był to dworski taniec francuski w szybkim rytmie dwudzielnym. Rameau uczynił z niego stały element swoich oper. Na przykład w Platei. Oto rigaudon ze snu współczesnego choreografa ;-)

 

 

Jak znam Minkowskiego, to on tutaj tempo nieźle podkręcił ;-)

 



komentarze (8) | dodaj komentarz

Szekspir komiczny i kosmiczny

niedziela, 17 listopada 2013 20:55

        O balecie dawno było, więc nadrabiam zaległości...

 

Sen nocy letniej

 

Balet  Johna Neumeiera według Williama Szekspira do muzyki  Feliksa Mendelssohna Bartholdy`ego, György Ligetiego i katarynki 

Polski Balet Narodowy

Orkiestra - dyrygent - Łukasz Borowicz

TWON 16 listopada 2013

 

       Choreografia Neumeiera z 1977 roku została zrealizowana w TWON w marcu 2013. Na wiosnę nie zdążyłam, pojechałam teraz. 

       Reportaż z realizacji wyjaśnia wszystko, albo prawie wszystko i można sobie dużo wyobrazić. Dodam tylko to, czego nie powiedziano.

        Ponieważ całość oparta została na sztuce Szekspira, trzeba najpierw przeczytać. Tę niby oczywistość nie wszyscy za oczywistą przyjmują.  W zasadzie można i nie czytać, ale wówczas tajemniczy świat elfów z Oberonem i Tytanią na czele, magicznymi sztuczkami Puka i oślimi uszami Spodka mogą okazać się niezrozumiałe. Jednak zastosowana przez Neumeiera czytelna konwencja snu dużo wyjaśnia: świat elfów może być po prostu snem  Hipolity. Co prawda najpierw komplikują się w nim, a następnie rozstrzygają losy dwóch par: Lizandra i Hermii oraz Demetriusza i Heleny, ale zabieg ten pozwala na obsadzenie w partiach Tytanii i Oberona tych samych tancerzy, których na początku widzimy jako Hipolitę i Tezeusza. Oznacza to, że w jednym spektaklu raz prezentują się w balecie klasycznym do klasycznej muzyki Mendelssohna, a w akcie 1 w diametralnie zmienionej scenografii, w cielistych błyszczących kostiumach, do kosmicznej muzyki Ligetiego widzimy taniec współczesny z "niemożliwymi" do wykonania akrobacjami ;-) W podwójnej roli głównych dwóch par zaprezentowali się Yuka Ebihara i Vladimir Yaroshenko. I przyznam, że jako władczy i złośliwie obrażony Oberon Yaroshenko podobał mi się bardziej niż w roli Tezeusza, ale to mało istotny szczegół.

       Po drugie, wszystkie sceny z amatorską trupą teatralną rzemieślników pod wodzą Spodka są tak nieodparcie komiczne, że można z nich skomponować całkowicie niezależną burleskę ku uciesze gawiedzi. Paweł Koncewoj jako Fujara, przebrany w kostium baletnicy, przewracający się na pointach, w roli Tysbe dał popis nie tylko taneczny, ale i aktorski.  Podobnie zresztą jak inni z rzemieślniczej aktorskiej trupy. Kurusz Wojeński jako Spodek grający Pyrama to istny Achilles pokonujący Lwa (jako Lew stolarz Cichy, czyli Bartosz Anczykowski), a potem zabijający się w rozpaczy po rzekomej śmierci  żony - Tysbe. Naprawdę wzruszył mnie do łez (ze śmiechu) Głodzik, czyli Carlos Martin Perez z wielkim zaangażowaniem grający Światło Księżyca, niosąc owe ciało niebieskie w postaci pękatego białego abażuru na kiju.  A biedak miał trudne zadanie, bo bohater ciągle mu się przemieszczał i on tak musiał za nim biegać z tym księżycem. 

       Czy ktokolwiek wyobraża sobie jak zagrać ścianę?? Neumeier i tu stworzył koncept oparty na pomysłowym kostiumie, w którym występowali we dwóch Michał Tużnik jako Pigwa i Michał Chróścielewski jako Ryjek.

        Elementy humorystyczne nie ograniczają się do amatorskiej trupy rzemieślników pod wodzą kataryniarza. Mamy przecież Demetriusza, zawadiackiego oficera, który z desperacją ucieka przed narzucającą mu się Heleną. Maksim Woitiul jako Demetriusz pokazał talent komiczny pierwszej klasy, a w takiej roli jeszcze go nie widziałam. Zapętlenie losów czworga postaci (Demetriusza, Heleny, Lizandra i Hermii) za sprawą roztargnionego Puka kończy znowuż zabawna sekwencja  totalnej awantury, w  której panowie mają już na sobie resztki koszul, a panie w wystrzępionych sukienkach ostatecznie postanawiają sprawę wyjaśnić damskim boksem, czyli wyrywaniem sobie nawzajem włosów.  Tak, tak, bez czarów się nie obejdzie. Dzielny Puk namieszał i teraz rzecz całą musi odkręcić, czyli znowu pomachać zaczarowaną różą.

       Puk (Patryk Walczak), ten spiritus movens całej intrygi, najpierw przy dźwiękach niesamowitej muzyki Ligetiego wyłania się z mgły i wypróbowuje  czarodziejską moc machania kwiatkiem bez ładu i składu, potem ma niezły ubaw z całego zamieszania, następnie przywołany do porządku przez Oberona musi w ciężkim znoju przywrócić ład w sercach ludzi.  I żyli długo i szczęśliwie. 

       Ostani taniec Hipolity i Tezeusza w dniu zaślubin wydał mi się nieznośnie po Mendelssohnowsku patetyczny. Inna rzecz, że muzyka Ligetiego z kolei puszczana z nagrania była stanowczo za głośna, siedziałam zdecydowanie za blisko. Ale świat elfów wykreowany poprzez idealne zestawienie muzyki, scenografii (niesamowite "straszne" te ruchome drzewa niczym Las Birnam), kostiumy, taniec, stanowi wizję niesamowicie spójną, przemawiającą do wyobraźni. Baśń, ale z elementami grozy; kosmiczna atmosfera, ale oparta na ludzkich emocjach. 

       Takiej mieszanki klasycznej muzyki z klasycznym baletem, z elementami liryki i patosu, połączonej ze współczesną muzyką z taśmy (nawet jeśli pierwotnie to były organy i klawesyn), tańcem rytmicznym i akrobatycznym oraz humorem i nostalgią  katarynkowej nuty ulicy jeszcze nie widziałam. 

 

A tu można zobaczyć zdjęcia

 http://www.teatrwielki.pl/repertuar/balet/kalendarium/sen_nocy_letniej.html

 

    Ciąg dalszy warszawskiej odysei na 

http://zapiskizkultury.blogspot.com/2013/11/czarno-biae.html



komentarze (15) | dodaj komentarz

To tak...z braku laku...

poniedziałek, 07 stycznia 2013 15:27

 

       Zima... śnieg sypie... mrozik... Kiedy były święta? Nie pamiętam. No,  czekam na koniec... Nawał roboty. Zaspy się szykują nie tylko na dworze, ale wokół mojego biurka, pod stołem, wszędzie... Że co, proszę? Karnawał? Tańce? Zabawy? Eee tam...  ani nie ma kiedy, ani gdzie, ani z kim... Wczoraj zaczęłam czytać "lekką" literaturę, bo już nie dałam rady ciągle tylko myśleć, myśleć, myśleć... 

      Rodorek pokazała iluminację świąteczną Gorzowa. A ja nie wiem, jak było (czy nadal jest???) iluminowane moje miasto. Stokrotka załączyła dawną taneczną piosenkę (której oczywiście nie znałam, podobnie jak wokalisty), a ja nie pamiętam przy czym tańczyłam w czasach młodości (nie tańczyłam?!). Czesia napisała o weselach... no temat prawie mi obcy... 

     Nowy rok się zaczął, i już pędzi, choć kalendarza ściennego, żeby mnie nie poganiał, nie posiadam. Aha, zadzwonić, umówić, zapłacić... Rok jak co roku, rachunki te same, załatwienia. I dieta! Poświąteczna ;-) Że co? Aha, karnawał.  No tak, tylko co ja mam z nim wspólnego?...

 

       Jiři Kylian, czeski choreograf, od 1976 r. dyrektor artystyczny Nederlands Dans Theatre, ma swój niepowtarzalny, rozpoznawalny styl. Jego pomysły mogą szokować, mogą też bawić, ale zawsze przykuwają uwagę. Jednego na pewno nie można tancerzom i choreografii odmówić - perfekcji.

       Propozycja na... karnawał. Niech będzie. Chyba nie muszę tłumaczyć, co znaczy tytuł... balet bardzo współczesny, ale... prawie klasyczny.

 

       Jiři Kylian - Petite Mort (do muzyki Mozarta) 1991

 

 

     



komentarze (23) | dodaj komentarz

Ha!

niedziela, 18 listopada 2012 22:54

 

       Będę niekonsekwentna. Trudno... To jest genialne. Chwilami. No, powiedzmy, z przebłyskami genialności. Bo nie w całości. Może i dobrze, że tylko chwilami, bo by człowiek aż takiej kondensacji genialności nie wytrzymał. To się pobawię. Opiszę genialność, na której się nie znam, której nie rozumiem, ale mi się podobała.

       Echa czasu, premiera trzyczęściowego wieczoru baletowego w TWON, 17 listopada 2012.

       Rzecz składa się z trzech odrębnych baletów do całkowicie różnej muzyki, w różnych choreografiach. 

Część pierwsza - Century rolls do muzyki Johna Adamsa w choreografii Ashleya Page (zamówienie specjalne dla Polskiego Baletu Narodowego na premierę 17 listopada 2012)

Część druga - Moving rooms do muyzyki Alfreda Schnittkego i Henryka Mikołaja Góreckiego w choreografii Krzysztofa Pastora (światowa premiera 19 czerwca 2008)

Część trzecia - Artifact suite - choreografia Williama Forsythe`a do muzyki Johanna Sebastiana Bacha i Evy Crossman-Hecht (premiera światowa 15 września 2004)

        I od czego by tu zacząć? Część pierwsza nijaka. Tancerze kręcą sie w kółko i kompletnie nic z tego nie wynika. Ja wiem, jest jakaś teoria, jakieś uzasadnienie, które choreograf wyłożył w wypowiedzi zamieszczonej w książeczce programowej, ale mnie to nie przekonuje. Nudne było. Kręcą się i kręcą, ponoć ma to być jakaś analogia do trybików w maszynie (?), do jazdy na rolkach (?), ale budowa trybików i ich funkcja w silniku też mnie nie interesują za bardzo. Duety były ciekawe, ale poza tym... czekałam na przerwę. Ale oklaski były, kwiaty, a jakże, też i zachwyt publiczności.

     Więcej obiecywałam sobie po części drugiej i nie zawiodłam się. Przede wszystkim rewelacyjna muzyka. Concerto grosso Alfreda Schnittkego to jedno, ale Koncert na klawesyn Góreckiego to już całkiem sam w sobie robi wrażenie. 

       Po raz kolejny zauważam, że pomysły Krzysztofa Pastora nie tylko mi się podobają, ale nawet głębiej do mnie trafiają i zapadają w pamięć. Dobór muzyki oczywiście ma tu niebagatelne znaczenie (ten Górecki! ), ale nie tylko. Taniec w strugach deszczu Rubiego Pronka z I przejdą deszcze... mam do dziś przed oczami. Tym razem choreograf ustawił tancerzy na przestrzeni zgeometryzowanej: kwadratowe pola zarysowane górnym światłem, mniejsze lub większe, czasem się zmieniały, łączyły w jedną rozświetloną przestrzeń, a czasem tworzyły typową szachownicę z polami jasnymi i ciemnymi, a tancerze przemykali od narożnika do narożnika, przeskakując z jednych na drugie. Albo skupiali się w jednym większym jasnym polu, zewsząd otoczeni ciemnością. W przeciwieństwie do części pierwszej, Pastorowi udało się wydobyć z muzyki i w tańcu wyrazić różne emocje, którym bez problemu dałam się zawładnąć. No bo i sama muzyka, jak już wspomniałam, niosła w sobie i emocjonalność i kombinacje struktury, w przypadku Góreckiego, niemal bachowskie.   

       Oklaski znacznie większe, więcej okrzyków zachwytu, aplauz zasłużony (nie będę się czepiać, że miałam wrażenie, jakby w którymś momencie ktoś się potknął lekko, może ja źle widziałam, ostatecznie siedziałam daleko).

 

Pastor, Moving rooms, zdjęcia z próby

 

      No i część trzecia, ta genialna, czyli Artifact suite. O Chaconne z Partity nr 2 d-moll Bacha, do której Forsythe ułożył choreografię, pisać nie będę. Podobnie jak o Muzyce na fortepian solo Crossman-Hecht. Oba utwory trudne, perfekcyjne, dające ogromne możliwości. William Forsythe w sposób kongenialny zagrał je tancerzami. Przede wszystkim całość, mimo że pocięta, w części początkowej zwłaszcza, z zamierzonym hałasem spuszczaną kurtyną, z eksperymentatorsko wykorzystanym światłem padającym raz z góry, raz z boku, to znów z góry, to nieml znad samej podłogi, to z kolei ustawione trójkami z jednej strony sceny, jest niesamowicie spójna. Widz się oczywiście nie spodziewa, co zobaczy na scenie po kolejnej odsłonie kurtyny, za każdym razem przyzwyczajając się do całkowicie przegrupowanego układu tancerzy, ale są one tak ściśle zestrojone z muzyką, że sprawiają wrażenie całkowicie naturalnych. 

       Kolejna sprawa to atmosfera tych układów, niezwykłość baletowego tańca całego corps de ballet, ustawionego geometrycznie, z trzech stron sceny, jak i w zwartej grupie, oraz duetów, solistów... właściwie to nie wiem, jak określić.  Ta geometryzacja kierowana, dyrygowana przez Inną Osobę (Magdalena Ciechowicz) w niesamowitym, odrealnionym, odczłowieczonym kostiumie i makijażu, upodobniającym ją do figury wsokowej lub mechanicznej lalki, jakiejś pozaziemskiej istoty, wywierała najmocniejsze wrażenie. Bardzo mroczne. W końcowej sekwencji, kiedy owa Inna Istota niemal wije się wzdłuż sceny, w gwałtownych aczkolwiek straszliwie falujących, animalistyczno-wężowych ruchach przemieszcza się na przód sceny, wrażenie niesamowitości było chyba najgłębsze i przerażające. Zachwycająco porzerażające. I to wcale nie jest oksymoron. 

      Na docenienie zasługuje też duet Maria Żuk i Vladimir Yaroshenko, którzy tak w części drugiej, jak i trzeciej zaprezentowali się widowiskowo. Rzecz dziwna, o ile w dwóch pierwszych częściach po popisowych partiach czy solistów, duetów czy całego zespołu rozlegały się brawa, w części trzeciej panowała cisza. Coraz głębsza cisza. Nawet właśnie ten duet nie wywołał reakcji, nawet solówka Woitiula (krótka zresztą, może nawet nie wszyscy ją zauważyli).

        O co chodzi? Nie jestem specjalistką we właściwym odczytywaniu cudzych emocji, zawsze mam z tym problem. Tym razem jednak miałam nieodparte wrażenie, że Artifact suite Williama Forsythe`a wprawiła publiczność w konsternację. Stąd ta straszna cisza i brak reakcji, jakby wszyscy, gdyby tylko mogli, chcieli uciec. 

        W takim razie ja jestem dziwna, albo się kompletnie nie znam, ale dla mnie to było wspaniałe, choć jeszcze nigdy żaden balet nie sprawiał wrażenia tak genialnie przerażającego. Mroczny, po prostu mroczny. I cudowny. Genialny?...


Forsythe, Artifact suite w TWON, próba

 

A tu zajawka wszystkich trzech choreografii

 

Echa czasu w TWON

 

I przede wszystkim niezwykła muzyka Góreckiego. Oni do tego tańczyli.

Górecki, Koncert na klawesyn

 

A na koniec trochę kabaretu. Jadę ja autobusem po stolicy, a na kierowcę trafiłam, co pewnie niedawno pracę zmienił i jechał, jakby kartofle woził jeszcze. Stoję ja sobie w miejscu strategicznym, do właściwego przystanku się zbliżając, a autobus po hamulcach przed światłami aż zarzuciło. Walizka moja, lekka i mała, skrzydeł dostała i wpieriod pofrunęła. To ja rzucam się na ratunek. Pal sześć walizka, ale tam strój operowy jechał. Zanim zdążyłam na powrót strategiczne miejsce zająć, za zakrętem kierowca znowu po hamulcach, a ja tym razem, jako skrzydeł niemająca, ryję głową w deskę "do prasowania", co to na sztorc złożoną naprzeciwko szerokich drzwi na przedzie autobusu widuję (nie bardzo wiem, do czego ona służy, bo zawsze złożona jest i nie widziałam  jej w użyciu, może ktoś wie?). Jakiś "gentelmen" stojący obok usłużnie radzi: "Trzeba się trzymać, proszę pani!" Jakbym nie wiedziała! To ja na to jak prawdziwa "dama": "To czemu pan walizki mojej nie łapał?! Ja bym się wtedy miała czym trzymać!" Chyba się zbulwersował lekko.

 




komentarze (31) | dodaj komentarz

czwartek, 25 maja 2017

Licznik odwiedzin:  378 082  

Kalendarz

« maj »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728
293031    

O moim bloogu

Szczęście nie jest stanem posiadania, lecz sposobem odczuwania

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Ulubione strony

Anderszewski

Arie i Głosy

Bach

Balet

Chopin

Chóralnie

Garrett

Händel

Jaroussky

Kaufmann

Koncertowo

Mahler

Mariusz Kwiecień

Małas-Godlewska

Membra Jesu

Minkowski

Muzyka polska

Scholl

Xavier de Maistre

Zimermany

Źródła

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 378082

Lubię to