Bloog Wirtualna Polska
Są 1 243 143 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Miasto, pałac i muzyka

środa, 29 marca 2017 15:53

        Długa ulica z zabytkowymi kamienicami zdobionymi klasycystyczną sztukaterią i secesyjnymi wzorami. Właściwie nie wiem, jaki to styl, ale ciasno stojące budowle tchną historią. Kręci się tu zawsze mnóstwo ludzi. Ruch na chodnikach i ulicy utrudnia swobodne przemieszczanie się, ale lubię tędy chodzić, bo czasem wystarczy skręcić odrobinę w zaułek i zapada cisza. Tylko z daleka dociera stłumiony gar. na każdym kroku otwarte drzwi i parasolki nad stolikami zachęcają do delektowania się smakami i zapachami kawiarenek, barów, traktierni, przytulnych zakątków, gdzie można usiąść z książką, gazetą lub otwartymi uszami i oczami, chłonąc gwar i gorączkową atmosferę starego miasta. Znam już trasę na pamięć. U wlotu ulicy na górnym jej biegu wielki pałac z prowadzącymi do niego szerokimi schodami. Na placu przed pałacem wysokie kuliste latarnie. Po przeciwnej stronie nieco dalej duża oszklona gastronomiczna "przytulnia". Jest tu wszystko, dlatego trudno określić charakter przybytku smaku. Jest osobna sala dla kawoszy, osobna dla herbaciarzy, osobna dla amatorów dań bardziej wykwintnych. Ale najbardziej oblegane jest  niewielka salka z bułeczkami i naleśnikami. Najwięcej tutaj studentów, bo tuż obok ich uczelnia. Gdy ma się szczęście, można usiąść tak, że przez okno otwiera się widok na lekki zakręt ulicy i wznoszący majestatycznie na wzgórzu pałac. 

         Idąc dalej lekko w dół mijamy setki małych sklepików utkanych w starych kamienicach. Są salony jubilerskie, sklepy z pamiątkami, kiedyś podziwiałam witrynę z kryształami i porcelaną, innym razem trafiłam na ręcznie robione torebki i ozdoby skórzane. Znajdzie się też sklep muzyczny z instrumentami, antykwariat i zwyczajne butiki jakich wszędzie wiele. Ale ja sobie skręcam nieco w bok, w zaułek, gdzie mam trzy obok siebie mikrorzemieślnicze cacka: w jednym nici, guziki, tasiemki i kapelusznik, w drugim stare foliały i oprawa książek, w trzecim włóczka, mulina i hafty. Cudowności! Idąc dalej w dół mam jeszcze ulubioną kawiarnię z rękodziełem ludowym. Przed wejściem przy schodach stoją wielkie gliniane dzbany, nad wejściem kołyszą się w koszach pelargonie. Drzwi malowane w koguty i kelnerki w ludowych strojach. Wejście do kawiarni jest z boku, od niewielkiego podwórza otoczonego z trzech stron innymi ciekawymi sklepikami: z drewnianymi zabawkami, z wyrobami ceramiki ludowej. Dzieci biegają po kamienistym podwórku bawiąc się drewnianymi kogutami na kółku. Idąc dalej w dół mijam witryny ekskluzywnych salonów obuwniczych i butików, do których raczej nie zaglądam. Moim celem u samego wylotu ulicy u jej dolnego końca jest sklepik z artykułami papierniczymi. Tutaj poszukuję kartek czerpanego papieru, pióra gęsiego, buteleczki tradycyjnego atramentu - do ozdoby na biurko - drewnianych ręcznie zdobionych pudełek na drobiazgi. Sklep jest wąski i głęboki w środku, ale ma bardzo wesołą witrynę, pełną kolorowych wycinanek, pajacyków, dzwoneczków. Byłam niepocieszona, gdy kiedyś okazało się, że jest zamknięty. Wracałam wówczas z powrotem w górę ulicy czym prędzej, żeby znaleźć pocieszenie w ulubionej kawiarni. 

        Idąc właśnie już z dołu w drogę powrotną, można skręcić odrobinę w lewo i po schodach wejść na deptak biegnący równolegle. Jets to najstarsza część miasta brukowana dawną głowiastą kostką, na której łamie się obcasy. Dlatego chodzić trzeba w butach sportowych ;-) Najpierw przechodzi się przez starą zabytkowa bramę z wieżą. Ulica jest wąziutka, zamknięta dla ruchu kołowego. Z obu stron napierają na przechodniów stare średniowieczne mury. I tutaj wzdłuż w każdym wolnym miejscu znajdujemy setki kramów z tradycyjnymi wyrobami i rękodziełem. Są też przystanki kulinarne: naleśnikarnia, ogródek z piwem z beczki, jakieś słodkości, cukrowa wata dla dzieci. Ulica wydaje się radosna i pogodna, ale za grubymi murami po jej lewej stronie kryją się głębokie tunele i dawne kazamaty. Można się w nie zapuścić i przejść na skróty do dolnej i nowocześniejszej części miasta. Jednym takim tunelem wychodzi się do olbrzymiego kościoła, innym do przystanku miejskiej komunikacji, jeszcze inny w miejscu rozwidlenia ma pasaż handlowy z atrakcjami dla turystów. W jeszcze innym odnoga skręca w dół do podziemnego muzeum tortur. Można łatwo zabłądzić. Miejscowi skracają sobie tędy drogę, ale obcy łatwo się gubią i niestety, stają się ofiarami drobnych złodziejaszków. Nastrojowi grozy sprzyjają kolebkowe sklepienia i grube mury odbijające ponurym echem ludzkie kroki. Część tego podziemnego labiryntu jest jeszcze w remoncie. Co w nich zostanie odkryte, nie wiadomo. 

          Po powrocie do górnego początku ulicy głównej skręcam w stronę pałacu i okrążając go dochodzę do przystanków, skąd wracam do domu. Tym razem jednak utknęłam w samym pałacu. Był wieczór i znajoma namówiła mnie na zwiedzanie. W pałacowych krużgankach szykowała się jakaś impreza, koncert połączony z pantomimą i tańcem. Wyglądało to wszystko jeszcze dość chaotycznie: Ciężkie kotary zwisały ze stelaży, damy w klasycystycznych i barokowych sukniach przebiegały w pośpiechu szukając a to rękawiczki, a to wachlarza. Minęłyśmy ten rejwach, wchodząc do środka. A tam groza! Kosze rozkawałkowanych na części manekinów wytrzeszczających oczy... krwawe kałuże... Scena do jakiegoś horroru? Nową wersję "Dantona" będą kręcić czy co??? Opuszczam pomieszczenia i idę w głąb, za jakieś kulisy. Korytarze, puste alabastrowe sale, jakieś pozostałości po ekipie remontowej: wiaderko po farbie, malarska drabina, zachlapane gazety... Widzę ukryte przejście dokądś, Idą tamtędy dwaj lokaje w liberii, więc ja za nimi. Przechodzę przez kwadratowe wyjście zasłonięte od tyłu czymś ciężkim, wielkim obrazem. Po drugiej stronie oszklony taras? patio? coś jakby zejście do ogrodu. odwracam się: co za obraz tak skrzętnie ukrywa tajemne przejście? Mało nie padłam: królewski portret Stanisława Augusta. No tak, to już wiem, jaki film tu będę kręcić. Chcę wrócić z powrotem, ale nie mogę się wgramolić na wysoki parapet ukryty za obrazem. Podstawiam sobie stojący obok królewski podnóżek obity aksamitem. Ha! na coś się przydał. Jak mnie ci kustosze w lokajskich liberiach przyuważą, będzie afera. Stoją zaraz za wejściem do pałacu, ale widzę, że to dzieci, mali paziowie. Mówię do nich: "Tylko nie mówcie nikomu" i przykładam palce do ust. Śmieją się i kiwają głowami. 

        Wracam do głównego wyjścia. Słychać dynamiczną muzykę, coś się zaczęło. Wpadam do ogromnej sali, gdzie górale przytupują zbójnickiego. Skądś wibruje natarczywy rytm "Krzesanego". Rewelacja! Tańczą, wirują, kierpce, ciupagi, parzenice, bufiaste koszule, kolorowe chusty. Energia udziela się i próbuję przebrnąć przez roztańczony tłum po dudniącym parkiecie. Naprzeciwko widać olbrzymie czarne okna - zapadł zmierzch. Przez któreś z nich zagląda światło baniastej lampy ulicznej. Przechodzę przez roztańczone pary do na wpół otwartych drzwi. Zamykam je za sobą, intensywny dźwięk góralskich skrzypiec cichnie, za to z lewej strony, gdzieś spod pałacowej oficyny dochodzi delikatny dźwięk fortepianu. Nie widać instrumentu ani pianisty, idę za dźwiękiem. Przenika mnie chłód i chociaż to nieodpowiednia pora roku, w powietrzu zaczynają fruwać pojedyncze drobne płatki śniegu. Jak te delikatne tony spod klawiszy. Niemożliwe po prostu. Nie schodzę schodami, lecz idę okrążając pałac. Noc ciemna zasnuła ulice w dole, poniżej pałacowego wzgórza. I widzę: pałacowe skrzydło osłania tarasowy prostokąt, w którego rogu stoi fortepian. Pianista w czarnym fraku - czy mu nie zimno? - pochylony nad klawiaturą nie zwraca uwagi na płatki śniegu spadające na włosy i barki. Gra... 

 

PS Jeśli ktoś ciekawy, co to za miasto, odsyłam do eseju Josifa Brodskiego "Miasto jak każde"



komentarze (7) | dodaj komentarz

Przypomnienie

środa, 02 listopada 2016 22:52

       W tym życiu nikt z nas nie uniknie śmierci i nikt nie wie, kiedy przyjdzie jego kres. A jednak jako małe dzieci  oczekujemy, że staniemy się chłopcami; jako chłopcy, że młodzieńcami; jako młodzieńcy, że dorosłymi; jako dorośli,  że dojrzałymi, a jako dojrzali wyglądamy starości. Czy się doczekamy, nie ma pewności, ale zawsze jest coś, czego się wygląda. Atoli człowiek stary nie ma przed sobą kolejnego etapu życia. - Święte słowa wypowiedział biskup Hippony, ale zapomniał dodać, że nadal pozostało człowiekowi oczekiwanie - na śmierć. (...) Przyjmij nicość. To sleep. To die. (Ryszard Przybylski)

Czy to stoją cherubiny pobite na niebie

Całe we łzach?

(Jarosław Iwaszkiewicz)

 

Zmarli w ostatnim roku od 1 listopada 2015 do 1 listopada 2016:

Czesław Kupisiewicz - 5 listopada

Monika Szwaja - 22 listopada

Janusz Odrowąż-Pieniążek - 8 grudnia

Kurt Masur - 19 grudnia

Zmarli w 2016 roku:

David Bowie - 10 stycznia

Umberto Eco - 19 lutego 

Karl Dedecius - 26 lutego

Nikolaus Harnoncourt - 5 marca

Marian Kociniak - 17 marca

Maria Podraza-Kwiatkowska - 5 kwietnia

Janusz Tazbir - 3 maja

Ryszard Przybylski - 10 maja

Janusz Ekiert - 1 czerwca

Peter Shaffer - 6 czerwca

Włodzimierz Odojewski - 20 lipca

Franciszek Macharski - 2 sierpnia

Gene Wilder - 29 sierpnia

Alicja Kubacka-Bazan - 11 września

Neville Marriner - 2 października

Andrzej Wajda - 9 października

Andrzej Kopiczyński - 13 października

 



komentarze (8) | dodaj komentarz

Znak czasu?

poniedziałek, 17 października 2016 9:52

     Dopisek 18 października, godz. 22:35 - do IV etapu, finałowego, zakwalifikowano siedmioro uczestników, w tym Polkę Marię Włoszczowską. Robert Łaguniak wycofał się ze względu na kontuzję ręki i jury nie oceniało jego występu w III etapie, nie był więc brany pod uwagę. 

 

       Literacki Nobel dla Boba Dylana ma kilka wymiarów. Od dawna wszystkie jaskółki wróżyły (znaczy bukmacherzy, prognostycy, rankingowcy, analitycy i wszelkie maści profeci), że w tym roku nagrodę otrzyma ktoś z USA. Znawcy amerykańskiej literatury, znawcy, czyli tacy, którzy parę książek przynajmniej przeczytali, typowali kogoś z listy powieściopisarzy. Wtedy skończyłoby się tak, jak często bywało, że po ogłoszeniu nazwiska laureata, najczęstszym pytaniem byłoby: a kto to taki? Też bym pytała, amerykańska proza współczesna leży daleko poza moim obszarem czytelnictwa. O Boba Dylana nikt nie zapyta, wszyscy znają to nazwisko. Nazwisko? Wielu, bardzo wielu zna nawet piosenki. Wielu uważa, że to twórca kultowy dla kilku generacji co najmniej. W odpowiedzi na uwagi, że w tekściarz dostaje literackiego Nobla pada argument, że w zasadzie nagroda ta ma poniekąd wymiar popularnościowy, świadczy o miejscu twórcy w świecie odbiorców, a odbiorców Bob Dylan ma miliony. Tak więc Szwedzka Akademia uhonorowała kogoś, kto nie jest twórcą niszowym, choć wybitnym, lecz autora od kilku dekad bijącego rankingi popularności. Czy jest to więc nagroda za osiągnięcia literackie? Od dawna wiadomo, że otoczka towarzysząca Noblom w ogóle bywa wrażliwa na niuanse współczesnego świata. Polityczne, społeczne, obyczajowe wpływy czasami są bardziej, czasami mniej widoczne. Churchill dostał literackiego Nobla za opracowania historyczne, ale czy za wartości literackie? Podobne pytanie można zadać o ubiegłoroczną laureatkę, Swietłanę Aleksijewicz. Problem nie w tym, żeby podważać wartość, zaangażowanie, wpływ na czytelników twórczości czy to jednego, czy drugiego laureata, tylko o zawartość, umownie mówiąc, literackości w ich pisarstwie. Jeśli, jak w przypadku Dylana, o przyznaniu nagrody zadecydowała popularność i tzw. kultowość, ma ona symboliczny wymiar, oznacza zmianę paradygmatu współczesnego rozumienia literatury, a może i kultury w ogóle. Stajemy się, w skali globalnej, społeczeństwem nieczytającym, nie można "nas" katować grubymi dziełami do czytania. Wolimy słuchać piosenek, są krótkie, łatwe do zapamiętania, nie wymagają długiego skupienia uwagi. Ostatecznie reportaże też można sobie dawkować w krótkich odcinkach. Z powieścią stricte fabularną radzi sobie coraz mniejsza populacja czytelników. Kiedy za parę lat, no, może kilkanaście, zmieni się skład jurorów przyznających Nagrody Nobla w literaturze, wróżę sukces Joanne Rowling. Tylko czy będzie to jeszcze nagroda literacka, czy już może kolejny ranking na poły filmowych bestsellerów?

     Tymczasem w Polsce odbywa się XV Międzynarodowy Konkurs Skrzypcowy im. Henryka Wieniawskiego, na którym króluje klasyka: poza patronem konkursu są obecni w wykonaniach uczestników Saint-Saens, Szymanowski, Beethoven, Czajkowski, Faure, Massenet, Ravel, Grieg, Franck i inni. Ba, nawet Pendereckiego La follia dodano do przesłuchań w I etapie. Teraz słuchamy już etapu III, do którego zakwalifikowało się czworo Polaków ze zdecydowaną przewagą pań: 3:1. W wykonaniach obowiązuje Mozart i Bach. Słuchając przesłuchań II etapu byłam nausznym świadkiem, jak uczestnikowi na ostatniej nucie granego utworu pękła struna. Nie przejął się tym za bardzo, zszedł ze sceny na chwilę po nową i kontynuował występ. A trzeba wiedzieć, że wszystko działo się na oczach jury. Po występie skrzypek przyznał, że podczas próby również ta sama struna się zerwała, więc pilnował się, żeby za bardzo nie szarpnąć podczas publicznego wykonania, ale i tak nic to nie pomogło. Widać skrzypce nie wytrzymały gorącego temperamentu utworu ;-) W IV etapie finałowym będzie duży rozrzut kompozytorów: poza Wieniawskim uczestnicy będą grali jeden z listy jedenastu koncertów  skrzypcowych: Beethovena, Brahmsa, Brucha, Dvoraka, Karłowicza, Lipińskiego, Prokofiewa, Paganiniego, Sibeliusa, Szostakowicza lub Szymanowskiego. 23 października okaże się, kto wygrał. Do finału  - IV etapu -  wchodzi sześciu uczestników z etapu III. Trzymajmy kciuki za naszych skrzypków. W III etapie grają: Amelia Maszońska, Celina Kotz, Robert Łaguniak, Maria Włoszczowska. 

       Kiedy odbywał się Międzynarodowy Konkurs Pianistyczny im. Fryderyka Chopina, wszystkie jego etapy, przesłuchania, nagrania, dyskusje miały wymiar światowy. Strona Konkursu była oblegana przez internautów z całego świata jak żadna inna, a o uczestnikach i ich grze rozmawiano na co dzień. Konkurs Wieniawskiego ma ten sam wymiar i rangę, a skalę trudności chyba nawet wyższą, ponieważ uczestnicy zmagają się z utworami różnych kompozytorów. Ale czy ich trud i mistrzostwo zajmują tak bardzo uwagę jak ubiegłoroczne popisy pianistów? A czy występy skrzypków przynoszą mniej wzruszeń, mniej emocji? 

A tak gra Maxim Vengerov - przewodniczący jury

 

I jeszcze "Medytacja" Masseneta, jeden z utworów konkursowych



komentarze (4) | dodaj komentarz

Jack Strong

poniedziałek, 05 września 2016 23:44

      Nie oglądałam, gdy było w kinie, obejrzałam teraz na Kulturze. To znaczy kilka dni temu. O Kuklińskim czytałam lata temu, gdy jego sprawa stała się głośna. Gdy jeszcze ciążył na nim wyrok śmierci wydany przez sąd wojskowy i później, gdy został zrehabilitowany. Tak więc zarys jego biografii i działalności był mi znany. 

       Film "Jack Strong" Władysława Pasikowskiego ani mojej wiedzy nie uzupełnił, ani nie rozwiewa żadnych  wątpliwości. No cóż, nie jest film historyczny. Jest to po prostu film o bohaterze. Wszystkie treści historyczne i polityczne w nim zamieszczone są ogólnie dostępne na najbardziej podstawowych internetowych stronach. Natomiast jak śmierć synów Kuklińskiego była niewyjaśniona, tak też i w filmie nie ma nawet próby rozszyfrowania któregokolwiek tropu. Chodzi tylko o szpiegowską, chwytliwą akcję, budowanie postaci kryształowego - bardziej kryształowego niż w rzeczywistości - niezłomnego bohatera. 

      Owszem, jest jedna scena wstrząsająca. Scena początkowa - wrzucenie żywcem do pieca hutniczego Olega Pieńkowskiego, zdemaskowanego jako szpiega. W dalszej części filmu mamy polską rzeczywistość lat 60. i 70. a na tym tle rozwijaną karierę szpiegowską Ryszarda Kuklińskiego z centralną sceną pościgu samochodowego po oblodzonych polskich drogach. Kompozycja filmu korzysta z dobrze znanych chwytów, jak inwersja, kiedy poznajemy Kuklińskiego jako starszego pana opowiadającego o początkach współpracy z amerykańskim wywiadem, klamrowe zamknięcie, kiedy rozstajemy się z bohaterem po zakończeniu owej opowieści i tajemnicza śmierć starszego syna już w Stanach. Po drodze zaś reżyser stosuje stopniowanie napięcia, suspensy, podsuwa fałszywe tropy i zestawia mylne informacje.

       Tak, to wszystko służy filmowej kreacji, jak się rzekło, niezłomnego bohatera. Film ogląda się nie dlatego, że nie wiemy, co się stanie i jak się zakończy. Przeciwnie, właśnie dlatego, że WIEMY, jaki będzie koniec. Można więc skupić się na szczegółach scenografii, aktorach i paru ciekawych dialogach. Aktorzy są świetni, i to zarówno polska obsada, jak rosyjska. O ile weźmie się poprawkę na upraszczające zdemonizowanie Rosjan oraz przesadne uszlachetnienie Amerykanów. Dimitri Bilov jako tajemniczy "Don Pedro"  Sasza Iwanow jest genialnie mroczny. Jego pojawienie się w domu Kuklińskiego "prosto z lotniska", gdy ten właśnie przygotowuje siebie i rodzinę na własne samobójstwo, gdyby został zdemaskowany, jest rewelacyjne. Z polskiej obsady drugoplanowej zapadli w pamięć Ireneusz Czop, Mirosław Baka, Zbigniew Zamachowski, Krzysztof Globisz, czyli kadra oficerska. Nie dorównuje im okrzyczany amerykański aktor Patrick Wilson grający agenta Davida Fordena kontaktującego się z Kuklińskim. Niestety, ponownie utwierdziłam się, że nie lubię Mai Ostaszewskiej. Kompletnie nie rozumiem, co ona gra. Tak było w "Katyniu", tak było i tutaj. Obserwowanie jej ról w najlepszym razie wprowadza widza w konsternację, a w najgorszym sprawia estetyczny i psychologiczny ból. Naprawdę nie mamy lepszych aktorek?

       Pomijając fakt, że z Ryszarda Kuklińskiego zrobiono herosa, no, prawie, Ryszard Dorociński sprawdził się w tej roli jak należy. Właściwie oglądałam ten film dla niego, bo pod względem historycznym dzieło odkrywcze nie jest. Z typową dla siebie oszczędną grą aktorską Dorociński buduje napięcie poszczególnych scen. Pamiętam, że po raz pierwszy widziałam go w jakimś serialu telewizyjnym, a zachwycił mnie w niezwykłym "Boisku bezdomnych". Później były kolejne filmy. Nie wszystkie oglądałam, ba, świadomie niektóre omijałam szerokim łukiem, ale przypuszczam, że Dorociński jest w stanie zagrać wszystko. Na herosa też się nadaje ;-)

     



komentarze (10) | dodaj komentarz

Polonica

niedziela, 27 marca 2016 11:26

        Feliks Tournachon - rudy olbrzym o życzliwym sercu, potomek  lyońskich drukarzy, został cenionym fotografem znanych osobistości swoich czasów. Wcześniej jednak wsławił się jako jeden z pierwszych podróżą balonem, a w 1830 roku zaciągnął się do polskiego oddziału, aby wziąć udział w powstaniu listopadowym. Z tej okazji też przybrał spolszczone nazwisko: Turnaszewski. Podzielił los wielu powstańców najpierw dostając się do niewoli, następnie emigrując przez Niemcy do Francji. Do końca pamiętał o swoim polskim epizodzie w życiorysie i zawsze spełniał toasty na cześć Polaków.

 

        Gerard de Nerval w 1831 roku napisał "polski" wiersz Naprzód marsz! wzywający do pomocy Polakom w walce przeciw tyranii. Dwa lata później pisze poemat o Bolesławie Chrobrym, wzorując się na "Śpiewach historycznych" Niemcewicza. Z kolei w 1847 bohaterem wiersza Opactwo Saint-Germain-des-Pres czyni mieszkającego tam po abdykacji polskiego króla Jana Kazimierza. Nerval był także słuchaczem wykładów Mickiewicza w College de France, co znalazło odbicie we fragmencie Les Illumines. Polska utrwaliła się także w osobistych dziejach rodziny Nervala. Jego ojca ranionego pod Wilnem ukrywała polska hrabina, o której wspomnienie pozostało zawsze żywe w rodzinnych przekazach.

 

         Jeden z najbardziej podziwianych tenorów I połowy XIX wieku - Adolphe Nouritt - po samobójczej śmierci doczekał się w Marsylii mszy żałobnej, podczas której na organach grał Fryderyk Chopin wracający wówczas z Majorki.

 

        Jack London w 1912 (? nie znalazłam potwierdzenia daty) był drużbą na ślubie inżyniera, geologa, etnografa, badacza Mandżurii i Syberii  (a także szpiega!) Kazimierza Grochowskiego z Amerykanką Elizabeth Jumith.



komentarze (4) | dodaj komentarz

czwartek, 25 maja 2017

Licznik odwiedzin:  378 071  

Kalendarz

« maj »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728
293031    

O moim bloogu

Szczęście nie jest stanem posiadania, lecz sposobem odczuwania

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Ulubione strony

Anderszewski

Arie i Głosy

Bach

Balet

Chopin

Chóralnie

Garrett

Händel

Jaroussky

Kaufmann

Koncertowo

Mahler

Mariusz Kwiecień

Małas-Godlewska

Membra Jesu

Minkowski

Muzyka polska

Scholl

Xavier de Maistre

Zimermany

Źródła

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 378071

Lubię to