Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 263 287 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

czasem umierają

wtorek, 13 września 2016 1:10

ludzie

znani od lat i poznani wczoraj

rozmawiamy w przelocie między

bankomatem a wizytą u lekarza

czasem w tłumie na chodniku urywa się dialog

na wspólne milczenie nad kawą nie ma czasu

spóźnimy się idziemy biegniemy

ludzie

przemykają ze swoimi ukrytymi talentami

ona maluje autoportrety ustawiane w piwnicy

on naśladuje nocą słowiki 

w zakamarkach pamięci lista nikomu niepotrzebnych

zadań do zrealizowania w wolnej chwili

pisanka wyklejana sznurkiem na styropianie

ciemne butelki bez przeznaczenia

niedokończony plan ziołowego ogródka

wzór na serwetkę pusty gąsiorek na domowe wino

nieotwierane farby gotowe pędzle czysta paleta

książki na baczność w oczekiwaniu pusta kartka

ludzie

codziennie kroją chleb dobierają skarpetki do pary

gubią i odnajdują klucze sprawdzają pogodę

planują poważną rozmowę z szefem o podwyżce

odliczają godziny zmęczenia i próbują zasnąć przed świtem

wpadają w irytację bo właśnie skończyła się pasta do zębów

ludzie

za młodzi żeby patrzeć wstecz

za starzy żeby wierzyć w jutro

między codziennymi porcjami zwyczajności

czasem umierają 

 

 

 

 

 



komentarze (5) | dodaj komentarz

Jack Strong

poniedziałek, 05 września 2016 23:44

      Nie oglądałam, gdy było w kinie, obejrzałam teraz na Kulturze. To znaczy kilka dni temu. O Kuklińskim czytałam lata temu, gdy jego sprawa stała się głośna. Gdy jeszcze ciążył na nim wyrok śmierci wydany przez sąd wojskowy i później, gdy został zrehabilitowany. Tak więc zarys jego biografii i działalności był mi znany. 

       Film "Jack Strong" Władysława Pasikowskiego ani mojej wiedzy nie uzupełnił, ani nie rozwiewa żadnych  wątpliwości. No cóż, nie jest film historyczny. Jest to po prostu film o bohaterze. Wszystkie treści historyczne i polityczne w nim zamieszczone są ogólnie dostępne na najbardziej podstawowych internetowych stronach. Natomiast jak śmierć synów Kuklińskiego była niewyjaśniona, tak też i w filmie nie ma nawet próby rozszyfrowania któregokolwiek tropu. Chodzi tylko o szpiegowską, chwytliwą akcję, budowanie postaci kryształowego - bardziej kryształowego niż w rzeczywistości - niezłomnego bohatera. 

      Owszem, jest jedna scena wstrząsająca. Scena początkowa - wrzucenie żywcem do pieca hutniczego Olega Pieńkowskiego, zdemaskowanego jako szpiega. W dalszej części filmu mamy polską rzeczywistość lat 60. i 70. a na tym tle rozwijaną karierę szpiegowską Ryszarda Kuklińskiego z centralną sceną pościgu samochodowego po oblodzonych polskich drogach. Kompozycja filmu korzysta z dobrze znanych chwytów, jak inwersja, kiedy poznajemy Kuklińskiego jako starszego pana opowiadającego o początkach współpracy z amerykańskim wywiadem, klamrowe zamknięcie, kiedy rozstajemy się z bohaterem po zakończeniu owej opowieści i tajemnicza śmierć starszego syna już w Stanach. Po drodze zaś reżyser stosuje stopniowanie napięcia, suspensy, podsuwa fałszywe tropy i zestawia mylne informacje.

       Tak, to wszystko służy filmowej kreacji, jak się rzekło, niezłomnego bohatera. Film ogląda się nie dlatego, że nie wiemy, co się stanie i jak się zakończy. Przeciwnie, właśnie dlatego, że WIEMY, jaki będzie koniec. Można więc skupić się na szczegółach scenografii, aktorach i paru ciekawych dialogach. Aktorzy są świetni, i to zarówno polska obsada, jak rosyjska. O ile weźmie się poprawkę na upraszczające zdemonizowanie Rosjan oraz przesadne uszlachetnienie Amerykanów. Dimitri Bilov jako tajemniczy "Don Pedro"  Sasza Iwanow jest genialnie mroczny. Jego pojawienie się w domu Kuklińskiego "prosto z lotniska", gdy ten właśnie przygotowuje siebie i rodzinę na własne samobójstwo, gdyby został zdemaskowany, jest rewelacyjne. Z polskiej obsady drugoplanowej zapadli w pamięć Ireneusz Czop, Mirosław Baka, Zbigniew Zamachowski, Krzysztof Globisz, czyli kadra oficerska. Nie dorównuje im okrzyczany amerykański aktor Patrick Wilson grający agenta Davida Fordena kontaktującego się z Kuklińskim. Niestety, ponownie utwierdziłam się, że nie lubię Mai Ostaszewskiej. Kompletnie nie rozumiem, co ona gra. Tak było w "Katyniu", tak było i tutaj. Obserwowanie jej ról w najlepszym razie wprowadza widza w konsternację, a w najgorszym sprawia estetyczny i psychologiczny ból. Naprawdę nie mamy lepszych aktorek?

       Pomijając fakt, że z Ryszarda Kuklińskiego zrobiono herosa, no, prawie, Ryszard Dorociński sprawdził się w tej roli jak należy. Właściwie oglądałam ten film dla niego, bo pod względem historycznym dzieło odkrywcze nie jest. Z typową dla siebie oszczędną grą aktorską Dorociński buduje napięcie poszczególnych scen. Pamiętam, że po raz pierwszy widziałam go w jakimś serialu telewizyjnym, a zachwycił mnie w niezwykłym "Boisku bezdomnych". Później były kolejne filmy. Nie wszystkie oglądałam, ba, świadomie niektóre omijałam szerokim łukiem, ale przypuszczam, że Dorociński jest w stanie zagrać wszystko. Na herosa też się nadaje ;-)

     



komentarze (10) | dodaj komentarz

czwartek, 17 sierpnia 2017

Licznik odwiedzin:  403 936  

Kalendarz

« wrzesień »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
2627282930  

O moim bloogu

Szczęście nie jest stanem posiadania, lecz sposobem odczuwania

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Ulubione strony

Anderszewski

Arie i Głosy

Bach

Balet

Chopin

Chóralnie

Garrett

Händel

Jaroussky

Kaufmann

Koncertowo

Mahler

Mariusz Kwiecień

Małas-Godlewska

Membra Jesu

Minkowski

Muzyka polska

Scholl

Xavier de Maistre

Zimermany

Źródła

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 403936

Lubię to