Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 273 396 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

A to dopiero!...

środa, 26 września 2012 21:20

 

      Ktoś się postarał, żeby przetłumaczyć.

 

       Philippe Jaroussky - wywiad

 

       Jeżeli wywiad jest z 14 lipca 2011 r., a Jaroussky mówi w nim o "wczorajszym koncercie", czyli z 13 lipca, to byłby to Stuttgart, gdzie śpiewał Vivaldiego: Nisi Dominus, Stabat Mater i arie operowe. Nie znalazłam dobrych nagrań z tego koncertu. Jest jedno amatorskie. Ktoś się tak zasłuchał, że mu kamera obiektywem prawie w sufit poleciała. Ale fajne. Można się pośmiać. 

 

       Philippe Jaroussky - 13 lipca 2011 Stuttgart

 

       No i śpiewał wówczas pewnie jeszcze to, choć nagranie pochodzi z zupełnie innej okazji. Mniejsza z tym, nie sądziłam, że kiedykolwiek ten utwór w jego wykonaniu zamieszczę. Ale nich tam!...

 

       Vivaldi, Cum dederit - Jaroussky





komentarze (18) | dodaj komentarz

"Skończyło się... miało wiecznie trwać..."

niedziela, 23 września 2012 21:43

 

      Kiedyś, wiele lat temu, usłyszałam te słowa i uznałam, że są najbardziej smutne, jakie można sobie wyobrazić. Ten kontrast nadziei i końca, bezpowrotnego końca...  

       Raz jeden w życiu byłam na koncercie Agaty Budzyńskiej. Jej głos z małej sceny miejskiego domu kultury w pewnym miasteczku niósł się wysoko, że aż spojrzałam czy nie przebił sufitu i nie poleciał dalej.  Poleciał...

       Nie miałam dzisiaj nastroju do słuchania ani pisania. Nie miałam pomysłu, nie miałam natchnienia. I nagle, nie wiadomo skąd, z powietrza, tego jesiennego powietrza... z zapachu żółtych nagietków, które przywiozłam dzisiaj z ogrodu... z zapachu pieczonych jabłek... wyłoniła się piosenka, jej piosenka, jej głos, jej nazwisko.

  Agata Budzyńska zginęła tragicznie 22 września 1996 r. na skutek zatrucia czadem.  Miała 32 lata. Śpiewała piękne piosenki o przyjaźni, miłości i zdradzie. I o śmierci, Jej głos, choć sama delikatnej postury, niósł się wysoko i nie wiedzieć czemu zawsze mnie wzruszał. Przygrywała sobie na wielkiej, w porównaniu z jej filigranowością, gitarze. 

  A kiedy kończyła piosenkę, nie chciałam ani klaskać, ani wyjść, ani robić cokolwiek. Chciałam tak jeszcze posiedzieć.

        Nic nie trwa wiecznie, prócz wieczności samej - tak mógłby napisać Mikołaj Sęp Szarzyński, mistrz paradoksu. Jednak mimo dotykalnej, wręcz bolesnej rzeczywistości i wbrew danemu nam ułamkowemu doświadczeniu znikomości wszystkiego, człowiek wciąż próbuje wzlatywać ponad poziomy. Lecz prawo przyciągania jest nieubłagane i kiedy kolejny Ikar spada, jego imieniem nazywają morze, górę, jezioro, albo cypel. Co więc pozostaje nam, jednodniowym śmiertelnikom, za pociechę  prócz zawodnej pamięci? Poezja i muzyka. 

 

Agata Budzyńska - Skończyło się...

 

Agata Budzyńska - A kiedy umrę...

 

Tylko ona tak potrafiła śpiewać wiersze ks.Twardowskiego:

 

Budzyńska, Bliscy i oddaleni (Twardowski)


 



komentarze (30) | dodaj komentarz

No nie! Skandal!

niedziela, 16 września 2012 19:31

 

 

 

      Żeby mi jacyś Francuzi polską muzykę odkrywali?! Mea culpa, mea cupla, mea maxima culpa, ale naprawdę nic o Mielczewskim nie wiedziałam! Słowo daję! Dopiero jak ONI zaśpiewali,  usłyszałam, jaka to piękna muzyka jest. No, kajam się, do nóg padam (czyich?...). I trochę pousprawiedliwiam.

      Ostatecznie bowiem nawet nie wiadomo, kiedy Marcin Mielczewski się urodził. Gdzieś, kiedyś, może 1600? Chyba najpóźniej w tym roku, skoro w 1638 r. został muzykiem na dworze królewskim Władysława IV Wazy. Miałby wówczas 38 lat. To tak jeszcze w normie. A siedem lat później został kapelmistrzem na dworze biskupa wrocławskiego i płockiego Karola Ferdynanda Wazy ( najmłodszego królewskiego brata), które to stanowisko piastował aż do śmierci w roku 1651. Którego dokładnie dnia zmarł, też nie wiadomo, gdzieś między 8 a 30 września.

        Na stronie www.culture.pl podaje się ponad 70 utworów wokalnych i wokalno-instrumantalnych Mielczewskiego oraz 9 instrumantalnych. A przecież to nie wszystkie, część uważa sie za zaginione, część przetrwała w późniejszych kopiach, najciekawsze zaś, że chyba większość utworów Mielczewskiego znajduje się w bibliotekach zagranicznych, np. Berlinie, Paryżu, Wilnie czy Lewoczy.

        A skąd Francuzi?  Ano nagrali tego Marcina Mielczewskiego, którego pewnie nawet nazwiska wymówić nie potrafią, wykonują na koncertach i zachwycają. Zespół Les Traversées Baroques został założony w Burgundii i zaczął odkrywać barokowe zasoby muzyczne Europy Środkowej i Wschodniej.  Pojawiła się płyta.

 

A na niej 7 kompozycji Marcina Mielczewskiego:

Plaudite manibus, Confitebor Tibi Domine, Victimae Paschali Laudes, Lauda Jerusalem, Nisi dominus aedificaverit domum, Virgo prudentissima, Magnificat Tertii Toni  

       Bardzo przepraszam wszystkich innych, wcześniej nagrywających polską muzykę barokową, ale Mielczewskiego odkryli dla mnie Francuzi. I kocham ich za to. No wiem, skandal na całego, kajam się, ale poprawy nie obiecuję.

(Co najwyżej, jak się okaże, że już nijak inaczej nie dam rady odpokutować, założę sobie za karę blog kucharski ]:->

 

Marcin Mielczewski, Plaudite manibus

 

Najbardziej podoba mi się Lauda Jerusalem, ale nie znalazłam nagrania. Więc zastępczo:


Mielczewski, Victimae paschali laudes

 

 



komentarze (31) | dodaj komentarz

Z okazji...

czwartek, 13 września 2012 16:22

 

 

         ... spotkania, rozmowy, przypomnienia... z okazji... Możesz wybrać dowolną okoliczność,  jaka pasuje najlepiej.  Pamiętaj jednak, że jeśli wciąż będziesz czekać na właściwą okazję,  większość z nich przemknie niezauważenie. Więc lepiej po prostu zacząć od zaraz: dzisiaj też jest dzień ten najwłaściwszy, aby go uczcić. Taka okazja się nie powtórzy.

       Z okazji spotkania... z okazji rozmowy... z okazji porannego olśnienia...  Dzisiaj, tutaj i teraz najlepszy jest moment na wiersz, na kawę, na muzykę. Na miłość.

       Ponieważ żyjemy... jeszcze. Ponieważ marzymy... wciąż. Ponieważ... kochamy?...  Ponieważ rano wstało słońce. I zawsze jest nadzieja, że gdy Ziemia nas zapomni, dobre gwiazdy przyjmą nas.

        Z okazji ... jakiejkolwiek.

 

      Kserkses (Serse) - kwiecień 1738 - to druga (po Faramondo, styczeń 1738) opera Händla, w której tytułową partię śpiewał rozpoczynający karierę  sopran-kastrat Gaetano Majorano zwany Caffarellim. Tym razem jednak nie zajmę się ani królem Franków Faramondem, ani królem Persji Kserksesem, tylko księżycowym  poetą, jak go nazywa Piotr Kamiński - Arsamenem, który miał nieszczęście być bratem despoty. Kserkses bowiem bez skrupułów zabiega o względy Romildy, jego ukochanej, a nawet w celu pozbycia się rywala, skazuje swojego brata na wygnanie. Intryga się rozwija i plącze na skutek działań kolejnych osób, jednak miłość Arsamene pozostaje niezmienna, choć wystawiona na próbę zazdrości, coraz więcej przysparza cierpień, o mało nie przypłacając jej życiem. 

 

Händel, Amor, tiranno Amor (Kserkses) - Paul Esswood jako Arsamene

 

Amor, tiranno Amor, 

per me non hai pietà,

farmi languir ogn'or 

è troppa crudeltà. 

Un core, un petto sol

tanto soffrir non sa,

o cangia tempre al duol, 

o dammi libertà! 

 

 



komentarze (13) | dodaj komentarz

Zamiast...

poniedziałek, 10 września 2012 23:00

 

       Zamiast dokończyć to, co zabrałam z pracy do domu... Zamiast zakupów... Zamiast ogarnąć plany i obowiązki na jutro... Zamiast zadzwonić... Zamiast poczytać... Zamiast pójść spać...

      Zamiast tych cholernych fiordów, których nie zobaczę!...


A przecież miłość nie umiera... umierają ludzie...

 

Wagner, Liebestod (Tristan und Isolde) - Waltraud Meier

 

Mild und leise
wie er lächelt,
wie das Auge
hold er öffnet, -
seht ihr's, Freunde?
Säh't ihr's nicht?
Immer lichter
wie er leuchtet,
sternumstrahlet
hoch sich hebt?
Seht ihr's nicht?
Wie das Herz ihm
mutig schwillt,
voll und hehr
im Busen ihm quillt?
Wie den Lippen,
wonnig mild,
süsser Atem
sanft entweht: -
Freunde! Seht!
Fühlt und seht ihr's nicht?
Hör ich nur
diese Weise,
die so wunder-
voll und leise,
Wonne klagend,
alles sagend,
mild versöhnend
aus ihm tönend,
in mich dringet,
auf sich schwinget,
hold erhallend
um mich klinget?
Heller schallend,
mich umwallend,
sind es Wellen
sanfter Lüfte?
Sind es Wogen
wonniger Düfte?
Wie sie schwellen,
mich umrauschen,
soll ich atmen,
soll ich lauschen?
Soll ich schlürfen,
untertauchen?
Süss in Düften
mich verhauchen?
In dem wogenden Schwall,
in dem tönenden Schall,
in des Weltatems
wehendem All, -
ertrinken,
versinken, -
unbewusst, -
höchste Lust!




komentarze (17) | dodaj komentarz

piątek, 24 listopada 2017

Licznik odwiedzin:  409 434  

Kalendarz

« wrzesień »
pn wt śr cz pt sb nd
     0102
03040506070809
10111213141516
17181920212223
24252627282930

O moim bloogu

Szczęście nie jest stanem posiadania, lecz sposobem odczuwania

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Ulubione strony

Anderszewski

Arie i Głosy

Bach

Balet

Chopin

Chóralnie

Garrett

Händel

Jaroussky

Kaufmann

Koncertowo

Mahler

Mariusz Kwiecień

Małas-Godlewska

Membra Jesu

Minkowski

Muzyka polska

Scholl

Xavier de Maistre

Zimermany

Źródła

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 409434

Lubię to