Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 243 141 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

I nikt mi nie pomoże...

środa, 31 sierpnia 2011 1:14

 

 

      Ja się wykończę... i nikt mi nie pomoże... Nie, to oni wszyscy mnie wykończą. Nie mogliby się zdecydować, co kto śpiewa, żeby nie wchodzili sobie w paradę?! I  nie przysparzali mi problemów z wyborem, kto jest lepszy??? Jak mam wybrać, skoro wszystko (no, prawie) mi się podoba. Słucham jednego wykonania: pełen zachwyt, rewelacja, jestem wniebowzięta. Słucham innego - i to samo. Jeszcze trochę i schizofrenia mnie jakaś dopadnie, albo co?...

 

Händel, Dover, giustizia, amor (Ariodante) - Ewa Podleś

 

Händel, Dover, giustizia, amor (Ariodante) - Philippe Jaroussky

 

___________________________________

 

Händel, Cara sposa (Rinaldo) - David Daniels

 

Händel, Cara sposa (Rinaldo) - Philippe Jaroussky

 

Händel, Cara sposa (Rinaldo) - Andreas Scholl

 

PS Już wiem. Wiem, dlaczego choć Daniels jest lepszy, nie zwariuję na jego punkcie. On mnie zmusza do myślenia. To jest oczywiście cecha dobrego artysty, którą szanuję i podziwiam. W każdym innym przypadku, w innych dziedzinach sztuki poszłabym za takim artystą jak w dym, ale nie w muzyce. Nie chcę tak strasznie "myśleć', chcę słuchać, tylko słuchać! Czy to umysłowe lenistwo? Och, zapewne, ale przecież muszę kiedyś odpocząć i moja głowa też musi. Strawiłam dwie trzecie dzisiejszej nocy na roztrząsanie tego problemu, więc chyba wystarczy.  Daniels jest tak dobry, że aby za nim "nadążyć", muszę nieźle natężyć swoje szare komórki. A Jaroussky "myśli" za mnie i mogę się skoncentrować tylko na słuchaniu. Pisałam już o tym, że on śpiewa jak muzyk. I mogę odbierać bez problemu, od razu, bez intelektualnego filtra. W ciemno. Z zamkniętymi oczami.

      O Schollu nie piszę, bo on jest zupełnie z innej bajki.


 




komentarze (34) | dodaj komentarz

Lekarstwo

wtorek, 30 sierpnia 2011 23:26

 

 

       Na bolącą głowę, na całodzienne wiercenie dziur w ścianie u sąsiada, na powszechną dookoła głupotę, na absurdalną rzeczywistść mam jedyne lekarstwo. 

 

  

Właśnie kupiłam. Może i przepłaciłam, ale warto było. 


Georg Friedrich Händel, Ariodante (prapremiera 8 stycznia 1735 r.)


Król Szkocji - Denis Sedov

Ariodante - Anne Sofie von Otter

Ginevra - Lynne Dawson

Lurcanio - Richard Croft

Polinesso - Ewa Podleś

Dalinda - Veronica Cangemi

Odoardo - Luc Coadou

oraz:

Chœur  des Musiciens du Louvre

Les Musiciens du Louvre

Dyryguje - Marc Minkowski

 

       Ewa Podleś w partii Polinesso - rewelacyjna.  Podpobnie jak Anne Sofie von Otter jako Ariodante. I gdyby ktoś miał wątpliwości: obaj bohaterowie to mężczyźni. A przy tym Polinesso to postać wyjątkowo wredna, sprawca podłej intrygi, z powodu której jednak marnie kończy ginąc w pojedynku. 

      Słucha się fantastycznie. A najbardziej podoba mi się to niezwykłe, poetyckie imię  - Ariodante. Samym brzmieniem aż się prosiło o muzyczną oprawę. Mogłoby być hasłem wywoławczym sztuki operowej w ogóle.  Dla mnie takim właśnie jest.  Albo mogłyby tym imieniem być zatytułowane wszelkie publikacje partytur - jakby nie było - zbiory arii: ario+dante. 


Haendel, Ariodante (Dover, giustizia, amor) - Ewa Podleś

 




komentarze (8) | dodaj komentarz

Tenor - wypisy z kariery

poniedziałek, 29 sierpnia 2011 22:25

 

 

 

      Jeden z czołowych współczesnych tenorów lirycznych. Kalendarz występów ma zapełniony z czteroletnim wyprzedzeniem - w tej chwili planuje sezon 2015/2016. Specjalizuje się w lirycznym repertuarze włoskim i francuskim. I jakkolwiek brzmi to nieprawdopodobnie, ukończył technikum mechaniczne w specjalności: aparatura kontrolno-pomiarowa.

      Urodził się  w 1966 roku. Karierę śpiewaczą zaczynał od Landestheater w Linz (Austria), skąd w 1997 r. przeniósł się do Opery w Zurychu. Śpiewa w operach w Amsterdamie, Paryżu, Kolonii, Brukseli, Hamburgu, Frankfurcie, Berlinie, Genewie, Petersburgu, Atenach, Covent Garden, San Francisco, Chicago, mediolańskiej La Scali... 19 XII 2006 r. zadebiutował w MET i odtąd ma tam kontrakt. W 2008 r. uznany za najleszpego śpiewaka operowego festiwalu w Monachium za rolę tytułowego Wertera w operze Masseneta.  Za partię Rudolfa w Cyganerii Pucciniego nowojorska publiczność oklaskiwała go na stojąco. Transmitowany na żywo spektakularny występ w MET (2009r.) jako Edgardo w Łucji z Lammermooru w duecie z Anną Netrebko wywołał burzliwą owację i ugruntował jego światową sławę.

       Znany i oklaskiwany w partiach: Romea w Romeo i Julii Gounoda, Rudolfa w Cyganerii Pucciniego, Leńskiego w Eugeniuszu Onieginie Czajkowskiego, Alfreda w Traviacie VerdiegoJenika w Sprzedanej narzeczonej Smetany... Jego ulubioną rolą jest Faust Gounoda.

       Mówi o sobie: Nie przekłuję uszu i nie wepnę kolczyków, by zwrócić na siebie uwagę. Nie zapuszczę długich włosów lub dredów. Takie manipulowanie własnym wizerunkiem jest mi obce, rynek poszukuje, co prawda, kolorowych ptaków, ale szybko jest nimi znudzony. Moimi idolami są artyści, którzy długo utrzymywali świetną formę. 

      Oraz: Śpiewam dla wszystkich, którzy chcą słuchać.

 

Pod jego nagraniami można przeczytać między innymi takie komentarze słuchaczy: Chciałbym go słuchać przez całe życie lub Jest to aktualnie najlepszy tenor świata. 

Właśnie nagrywa trzecią solową płytę.

 

       Kto???

 

      PIOTR BECZAŁA

 

Czwarty polski tenor w MET - po Reszkem, Kiepurze i Ochmanie.  W specyficznym polskim paradoksalnym stylu wcześniej zadebiutował w Metropolitan Opera niż w Operze Narodowej  w Warszawie. W przyszłym roku - być może - przyjedzie do Polski na jubileuszowy koncert dwudziestolecia pracy scenicznej.

 

Piotr Beczała w Łucji z Lammermoor


http://www.youtube.com/watch?v=d8u4ynQW-rI&feature=related

(Wklejam tutaj link bezpośredni do youtube, bo wstawianie z ulubionych stron znowu nie działa! WP nie radzi sobie z powtarzającym się problemem.)


 

Piotr Beczała w Czarodziejskim flecie 

(A ten się udało)

 

 




komentarze (5) | dodaj komentarz

Ona i on - Orfeusz

niedziela, 28 sierpnia 2011 19:25

 

 

 

      Zamierzałam dokończyć jeszcze notatkę o Barbarze Skardze. Rozwijając wątek, chciałam zamieścić swoje rozważania na temat autorytetów w życiu.  Planowałam napisać o operze Haendla Rinaldo na BBC Proms. A potem, w nawiązaniu do recitalu Pawła Wakarecego, miało być o "medytacyjnych" Etiudach transcendentalnych Harmonies du soir Franciszka Liszta, przepięknych zresztą. Nic z tego. Będzie coś zupełnie innego.

 

      Christoph Willibald Gluck (1714 - 1787) skomponował Orfeusza i Eurydykę do libretta Ranieri de`Calzabigi w 1762 roku. Opera do dziś cieszy się zasłużoną sławą, będąc wystawiana w dwóch wersjach: włoskiej - właśnie z 1762r. oraz francuskiej (1774), której libretto napisał Pierre Louis Moline. Jako że między obiema wersjami zachodzą pewne różnice (we francuskiej są wstawki baletowe, dodatkowe recytatywy i arie Orfeusza itp.), mają one swoich zwolenników i przeciwników. Nie wchodząc w spór między jednymi a drugimi, trzeba za Piotrem Kamińskim przyznać, że jeśli cierpienia Orfeusza poruszają nas do głębi, to dlatego, że streszcza się w nich ludzka kondycja, nade wszystko zaś nasze osamotnienie w obliczu zagadek istnienia. 

       Historia Orfeusza, który wiedziony miłością do żony wyrusza za nią do Hadesu, by tam siłą swojej muzyki i swojego śpiewu wzruszyć władców podziemnego świata, jest uniwersalnym mitem o marzeniach człowieka o odwróceniu porządku natury. Orfeusz czy to mityczny, czy z epok późniejszych i współczesny to artysta swoją sztuką przeciwstawiający się śmierci.  Jest to niemożliwe; Orfeusz przecież ostatecznie traci swoją Eurydykę i nie wyprowadza jej ze świata zmarłych. A jednak jego historia się nie kończy, jak pokazuje choćby poemat Czesława Miłosza Orfeusz i Eurydyka napisany przez poetę po śmierci żony Carol. W poemacie Miłosza znajduje się to, co stanowi kwintesencję prawdziwej sztuki, niejako definicja, recepta dla twórców i dla odbiorców:

 

Śpiewał o jasności poranków, o rzekach w zieleni.

O dymiącej wodzie różanego brzasku.

O kolorach: cynobru, karminu,

sieny palonej, błękitu.

O rozkoszy pływania w morzu koło marmurowych skał.

O ucztowaniu na tarasie nad zgiełkiem rybackiego portu.

O smaku wina, soli, oliwy, gorczycy, migdałów.

O locie jaskółki, locie sokoła, dostojnym locie stada

pelikanów nad zatoką.

O zapachu naręczy bzu w letnim deszczu.

O tym, że swoje słowa układał przeciw śmierci

I żadnym swoim rymem nie sławił nicości.

 

      Sztuka, prawdziwa sztuka, czy to muzyka, czy poezja, jest zawsze przeciw śmierci.  Nawet gdy schodzi do podziemi. Po tym można ją rozpoznać. Odróżnić od tego, co tylko za sztukę się przebiera jak na balu maskowym.

      A Orfeusz? Może być nim każdy, kto się odważy przeciwstawić rozpaczy, nie sławiąc nicości.

      

       Jedna aria w dwóch wersjach.

Francuską J`ai perdu mon Eurydice śpiewa Magdalena Kožena

Włoską Che faro senza Euridice śpiewa Andreas Scholl

      


 

Gluck, Orfeusz i Eurydyka - Magdalena Kožena

 

Gluck, Orfeusz i Eurydyka - Andreas Scholl

(przepraszam, ale w tym nagraniu najpierw włazi reklama i trzeba ją przecierpieć)

 

To może jeszcze absolutna klasyka

 

Gluck, Orfeusz i Eurydyka - Maria Callas

 

 


 




komentarze (12) | dodaj komentarz

Pozwólmy się zmieniać...

wtorek, 23 sierpnia 2011 12:27

      Człowiek to nie jest piękne zwierzę. Jedyne, co go ratuje, to jego myśli, dzieła sztuki, jego twórczość.

      Jak nikt inny, Barbara Skarga miała pełne prawo do takiej opinii. Dziesięcioletnie oświadczenie łagru i przymusowej pracy w kołchozie nauczyło ją patrzeć na człowieka takiego, jakim jest w istocie. Trzeba sobie po prostu zdać sprawę z tego, jaki człowiek jest. Człowiek to nie jest piękne zwierzę.

      Są emocje, postawy, ideologie, których należy się bać i ich wystrzegać. Należą do nich, według Barbary Skargi: nienawiść, demagogia, obojętność, oportunizm… Najgorszym i najniebezpieczniejszym z nich jest nienawiść. Na nienawiści nigdy niczego nie zbudowano. A jednak bywają ludzie, czego przykładem była ona sama, którzy jej nie ulegają. Wszakże na pozór każdy może ulec nienawiści. Tak jednak nie jest. Jak uczy obserwacja otaczającyh nas faktów, poddają się jej najczęściej ci, którzy mają rozchwianą tożsamość, którym trudno jest zbudować własną osobowość, ludzie w gruncie rzeczy słabi, jakby pozbawieni mocy bycia sobą…

       Dostrzegała niebezpieczeństwa i małość naszej współczesnej cywilizacji. Nie zachłystywała się naiwnie rzekomym postępem i trywialnością demokracji. Demokracja – choć jest, jak mówią, najlepszym ustrojem z możliwych – obniża poziom kultury. Do głosu dochodzą najniższe warstwy ludności, które nie mają żadnej kultury i zadnego do niej przywiązania. Ale też widzieć, po czyjej stronie leży odpowiedzialność i kto nie zdał z niej egzaminu: Jest coś obraźliwego w tym, jak decydenci telewizji traktują społeczność. Patrzą na nią z pogardą, rzucając jej tę lub inną zabawkę, aby tylko niezbyt trudną. Nie przychodzi im do głowy, że w małych miastach ludzie, którzy nie mają teatru, kina i w ogóle dostępu do tzw. kultury wysokiej, marzą, by zobaczyć coś dobrego w telewizji, innego niż to, czym są na co dzień karmieni. Tymczasem nie mają szansy wyboru, ciągle tylko seriale i talk-show. Przyzwyczajają się do tych ogłupiających programów, ale to nie znaczy, że nie chcą czegoś więcej.

       Bo mimo wszystko dla Barbary Skargi człowiek pozostaje istotą metafizyczną. Istotą pytającą. Ona sama, uprawiając filozofię, nieustannie stawiała pytania o prawdę i wolność. A kiedy dochodziła w rozważaniach do jakichś odpowiedzi, zaraz je podważała kolejnym pytaniem, jakby nie ufając własnym dociekaniom: Dochodząc zaś do tych stwierdzeń, zaczynam wątpić w dokładność własnych słów. Bo człowiek w swoim myśleniu nie może się zatrzymać i zatrzymać się nie da.

        Jest moc w myśleniu, moc, która nie potrzebuje oparcia w empirii. Myśl czerpie z samej siebie i choć taką myśl dziś niektórzy nazywają pustą, ma dość inwencji i siły, by na nowo, choć w innych formach, rozwijać się w tym przekonaniu, że jest twórcza i znosi wszelkie granice

 

       Nie pamiętam, kto nazwał Barbarę Skargę ostatnim klerkiem współczesności. W średniowieczu klerkowie stanowili intelektualną i kulturową elitę. Skarga niemal samotnie ustanowiła wzór intelektualisty, wbrew panującym trendom, wbrew materializmowi czasów współczesnych mającym odwagę bronić lekceważonych wartości, jak otwartego myślenia, etyczności postępowania i metafizycznej natury człowieka.

       

         Człowiek to nie jest piękne zwierzę. Nie mogę, nie potrafię przyjąć tej definicji za własną Może nawet nie chcę? Wszystko się we mnie burzy i protestuje, choć wiem, że rozumność i piękno nie są  najpowszechniejszymi zjawiskami, z którymi mam do czynienia. Ale właśnie dlatego tak bardzo ważna jest otwartość, o której pisała Barbara Skarga – nasza osobista otwartość myślenia, otwartość ducha, czyli wielkoduszność, otwartość emocjonalna, otwartość na dar obecności drugiego człowieka. Oni mogą nam tyle dać: swoje spojrzenie na świat, swoją wrażliwość, swoje piękno.

       Może to trudne wyłapywać z codzienności chwile i spotkania, które są warte zatrzymania i uwagi. Myślę jednak, że wystraczy niewiele, chwila refleksji, zmiana nastawienia, abyśmy zaczęli dostrzegać tę lepszą stronę świata. Drobna korekta priorytetów: zamiast więcej mieć, po prostu BYĆ TU i TERAZ, autentycznie być, a nie biec, pędzić, gonić. Nawet w zwariowanej pracy można prawdziwie być, a nie tylko odwalać robotę czy popadać w chorobliwy pracoholizm.

       Ach, ten człowiek!... Jedyne, co go ratuje, to jego myśli, dzieła sztuki, jego twórczość.

        Pozwólmy sobie samym się zmieniać. Pozwólmy zmieniać się swojemu życiu.  Pozwólmy innym, aby nas zmieniali na lepsze.

 

 

Lapidarium mistrzów. Barbara Skarga, wybór cytatów Aleksandra Klich,  Warszawa 2011

 




komentarze (15) | dodaj komentarz

czwartek, 25 maja 2017

Licznik odwiedzin:  378 041  

Kalendarz

« sierpień »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728
293031    

O moim bloogu

Szczęście nie jest stanem posiadania, lecz sposobem odczuwania

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Ulubione strony

Anderszewski

Arie i Głosy

Bach

Balet

Chopin

Chóralnie

Garrett

Händel

Jaroussky

Kaufmann

Koncertowo

Mahler

Mariusz Kwiecień

Małas-Godlewska

Membra Jesu

Minkowski

Muzyka polska

Scholl

Xavier de Maistre

Zimermany

Źródła

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 378041

Lubię to