Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 263 286 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Mistyka drzewa

sobota, 25 lipca 2015 9:17

       Od czternastu lat Marcin Duda (Stefan Szmidt) co rano wspina się na drzewo ratując je przed ścięciem. Przez cały dzień odwiedzają siedzącego różni ludzie ze wsi, Milicjant próbujący namówić go do zejścia, zdesperowany Inżynier budujący autostradę oraz postacie z przeszłości, duchy zmarłych: Żona, z której stratą nie może się pogodzić, stary Partyzant, którego pogrzeb właśnie się odbywa, ale mu się nudzi podczas nabożeństwa i urwał się z trumny na pewien czas, Strażak Gabriel, który zginął w pożarze ratując dziecko, orkiestra, której członkowie zginęli po wejściu na minę, dawni państwo właściciele majątku wyzuci po wojnie ze swojego majątku i inni. Plejada osób, charakterów, świadków historii.

       Stefan Szmidt, dokonując plenerowej adaptacji sztuki Wiesława Myśliwskiego Drzewo, za każdym razem uaktualnia tekst w jednym z monologów głównego bohatera Marcina Dudy wymieniając nazwiska osób niedawno zmarłych a znaczących w miejscowości, w której spektakl jest prezentowany. Jest więc sztuka zapisem przemian, jakie dokonują się w powojennej rzeczywistości polskiej prowincji, w polskiej wsi, a z drugiej wciąż aktualnym komentarzem, refleksją o śmierci, odchodzeniu i ciągłości pokoleń. Nowoczesność, tak zwany postęp cywilizacyjny bez oglądania się na przeszłość, tradycyjne wartości, technologiczny wyścig szczurów reprezentuje narwany Inżynier, który nakazuje ścinać drzewo wraz z siedzącym nań człowiekiem. W tej roli młody Robert Kuraś faktycznie zachowuje się jak opętany manią cywilizowania kraju bezlitosny wizjoner sieci autostrad łączących góry i morze. Marcin Duda z filozoficznym spokojem ripostuje jego krzyki: "Ale po co? Przecież góry i tak tą autostradą tutaj nie przyjdą".

         Robotnicy mający ścinać drzewo po pierwszej dość nerwowej reakcji, usilnych wezwaniach, aby Duda, jeśli chce się wieszać, bo siedzi ze stryczkiem na szyi, niech się przeniesie na inne drzewo, w końcu godzą się z sytuacją, nieoczekiwanie mają przestój w pracy i okazję, żeby się napić.

        Groteskowa postać Milicjanta, rewelacyjnie zagrana przez Zdzisława Wardejna, to synteza zdrowego rozsądku, posłuszeństwa władzom i absurdalnej służbistości. Chyba najbardziej komiczna postać w całej sztuce. Z jednej strony wszystkich chce spisywać i wlepiać mandaty, wyniośle i z poczuciem klasowego odwetu traktuje Panią (Alicja Jachiewicz) i Pana (Stanisław Biczysko), dawnych właścicieli majątku, z drugiej za oczywistość przyjmuje pojawienie się ducha Strażaka Gabriela a nawet zdarzyło mu się zaaresztować ducha Puzonisty (Sławomir Pluta), przy czym kajdanki się zacięły i kiedy już chce go uwolnić, zabiera go do kowala, żeby go rozkuł.

        Między Hrabiostwem a Milicjantem dochodzi do ostrej wymiany zdań na temat zasadności rewolucji. Hrabia rzuca ironiczne pytanie: "I co? Lepiej wam teraz bez nas?" Kiedy Milicjant zamierza wypisać mu mandat, Hrabia zaśmiewa się, bo na jaki adres go wysłać, chyba ich starego dworu, w którym co teraz jest, pyta, przedszkole, przytułek czy niszczeje bezpański.

        Groteskową postacią jest też Partyzant (Jerzy Złotnicki), którego pogrzeb się odbywa. Ale że mu się nudzi podczas nabożeństwa, wyskoczył odwiedzić Marcina pod drzewem. Utyka na jedną nogę, bo mu nie do końca dobrze naciągnęli oficerki na jednej nodze. Na polowym mundurze partyzanckim ma poprzyczepiane medale, które syn jego kolekcjonował, w tym niemiecki Krzyż Żelazny, pordzewiały, to nikt się nie pozna.

         Plejadę postaci realnych i zaświatowych - czasami jakby Leśmianowskich - uzupełnia wzruszające spotkanie ze zmarłą Żoną (Magdalena Warzecha), która wypytuje jak Marcin radził sobie z wychowaniem malutkiej córeczki, jak ją karmił z butelki, przewijał, dbał o nią. Żona w stroju ślubnym odwiedza Marcina po raz pierwszy, dlatego ma on pretensje, że nie pojawiała się wcześniej, chociaż prosił, modlił się o to. Okazuje się, że zmarli umierając jakby zapominają drogę powrotną. Ratowanie drzewa przed ścięciem ma wymiar mistyczny, bowiem jest ono drogowskazem, punktem rozpoznawczym, dzięki któremu zmarli mogą wrócić do swojej wioski. Jak mówi Marcin Duda: "Na Sądzie Ostatecznym każdy będzie sądzony w swojej wsi".

          Mistycznych przeżyć dostarcza postać zięcia Dudy, Franka ( w tej roli Zbigniew Dziduch), który w trakcie rozwoju akcji z prostego czy nawet prostackiego chłopa, chcącego teścia strącić drągiem z drzewa, przeobraża się w Kosiarza koszącego niebieskie łany ludzkich dusz.

          Atmosfera i egzystencjalny, filozoficzny wymiar spektaklu rozgrywanego zawsze po zachodzie słońca, w naturalnej przestrzeni, mają w sobie coś ze Stu lat samotności Marqueza. Akcja rozgrywa się tu i teraz a zarazem wszędzie i wykracza poza czysto biologiczną, materialną granicę między życiem a śmiercią. Drzewo obrasta w symboliczne znaczenia, jako Drzewo Życia, Drzewo Poznania, Drzewo Proroków (mistyczny wątek śpiewania w gałęziach chóru zmarłych dusz ludzi ze wsi), Drzewo Drogowskaz, Drzewo Kosmos.

          Od czternastu lat plenerowa inscenizacja grana jest w różnych miejscowościach, dużych i małych. Drzewo było wystawiane w Parku w Wilanowie i Krasnymstawie, w Nisku i Lublinie, w Mielcu i Lubartowie, w Radzyniu Podlaskim i Maćkowej Rudzie na Suwalszczyźnie, dzisiaj będzie w Chorzowie.

         Część obsady postaci głównych:

Marcin Duda - Stefan Szmidt

Jego żona zmarła przed laty - Magdalena Warzecha

Zofia, córka Dudy - Ewa Gorzelak

Milicjant - Zdzisław Wardejn

Pani, Hrabina - Alicja Jachiewicz

Pan, Hrabia - Stanisław Biczysko

Franek, mąż Zofii, zięć Dudy - Zbigniew Dziduch

Inżynier - Robert Kuraś

Partyzant - Jerzy Złotnicki

Drwal, robotnik I - Arkadiusz Głogowski

 

Fragment nagrania jednej z realizacji spektaklu (obsada wcześniejsza w paru przypadkach):

 



komentarze (6) | dodaj komentarz

Atak na świętość?

niedziela, 05 lipca 2015 18:00

     Nie da się ukryć, że Mona Lisa jest dziełem przereklamowanym. jej sława i estyma, jaką się cieszy, nie wynika ani z wartości artystycznej, ani z upowszechnienia wiedzy o sztuce wśród masowego odbiorcy. Szereg przypadków i zbiegów okoliczności sprawił, że portret tajemniczej damy zawładnął masowa wyobraźnią i stał się symbolem, archetypem arcydzieła. Francuzi szczycąc się jego posiadaniem poniekąd na wyrost i niezasłużenie odebrali chwałę Włochom. Jeśli bowiem Mona Lisa miałaby być symbolem narodowej sztuki renesansu czy nawet renesansowego humanizmu to akurat włoskiego i estetycznych odkryć dokonanych na gruncie quattrocento. Swego czasu (w kontekście "patriotycznej" kradzieży obrazu , której dokonał w 1911 r. Vincenzo Peruggia) przetoczyła się fala dyskusji i wręcz postulatów oddania Mony Lisy Włochom. Oczywiście Francja  nigdy się na to nie zgodzi i portret tak naprawdę niezbyt urodziwej Giocondy dzisiaj nierozerwalnie łączy się z Luwrem jako świątynią Sztuki. Zmierzają tam tłumy pielgrzymujących turystów przyciąganych magnesem popularności, swoistego kultu i chęci dowartościowania się poprzez obcowanie ze sztuką wysoką. Tymczasem równie a nawet artystycznie lepsze, doskonalsze arcydzieła wiszą w setkach innych muzeów czy kościołach i pałacach, gdzieś na bocznych trasach zbłąkanych wędrowców. Tylko czy bez krzyczących kolorowych bedekerów i wytłuszczonych drukiem haseł masowej wyobraźni przygodni zwiedzający będą wiedzieli, co oglądają?



komentarze (12) | dodaj komentarz

Stare odkrycia

czwartek, 02 lipca 2015 17:45

       Przecież ja to wszystko wiedziałam! a czytam jakby po raz pierwszy. Z jednej strony to fajne, bo  znowu coś się nowego objawia. z drugiej jednak frustrujące: cholerka, czyżby ze mną aż tak źle już było??!!

       Taki Dante, jak to możliwe, że zapomniałam. jego prawdziwe imię to Durante, a Dante to po prostu jakby zdrobnienie, skrót jakiś. Z kolei co można wyczytać ze zwyczajnej skarpetki? Ze skarpetki nic, ale niejaki Scarpetta degli Ordelaffi przyjmował w gościnie Dantego, a  to już powód do pozostania w pamięci potomnych na wieki. No i rzecz arcyciekawa, pomijając postacie mitologiczne, wszystkie inne zamieszczone w Boskiej  Komedii są historyczne. A jednak miałam nadzieje, że Alighieri trochę nazmyślał ;-) I rzecz ostatnia, najgorsza: zapomniałam swoich notatek!!! Tak tak, słuszne domysły, czytam właśnie Boską Komedię. Co za różnica, skoro i tak czuję się jak piekle od prażącego słońca.



komentarze (4) | dodaj komentarz

czwartek, 17 sierpnia 2017

Licznik odwiedzin:  403 854  

Kalendarz

« lipiec »
pn wt śr cz pt sb nd
  0102030405
06070809101112
13141516171819
20212223242526
2728293031  

O moim bloogu

Szczęście nie jest stanem posiadania, lecz sposobem odczuwania

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Ulubione strony

Anderszewski

Arie i Głosy

Bach

Balet

Chopin

Chóralnie

Garrett

Händel

Jaroussky

Kaufmann

Koncertowo

Mahler

Mariusz Kwiecień

Małas-Godlewska

Membra Jesu

Minkowski

Muzyka polska

Scholl

Xavier de Maistre

Zimermany

Źródła

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 403854

Lubię to