Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 273 395 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Czas na podróże

piątek, 27 czerwca 2014 1:01

     Klatka schodowa prowadząca do mieszkania nr 50 w pewnej kamienicy cała jest popisana krótkimi suplikacjami: "Szukam mojej Małgorzaty!", "Mistrzu, wróć!", Woland, czekamy na ciebie", "Wezmę pod opiekę kota Behemota"... Gdzie? Oczywiście w Moskwie na ulicy Sadowej 302a. A na Patriarszych Prudach są ławeczki i czas przysiąść, a nuż  z drgającego powietrza zmaterializuje się ten mający "ze dwa metry wzrostu, ale w ramionach wąski i chudy niepomiernie, a fizys, proszę zauważyć, mał szyderczą". A przed wieczorem, o zachodzie słońca, z Worobiowych Gór będziemy patrzeć jak Moskwa płonie.

     Trochę inna będzie Praga: melancholijna i smutna w ciasnych uliczkach lub pieniąca się w kuflach. Zależy z kim pójdziemy: z Franzem Kafką czy z Jaroslavem Haškiem. No i jeszcze Hrabal posłużyć może za przewodnika. Z Pragi rzut beretem do Wiednia na przejażdżkę tramwajem linii 38. Canetti, jak inni wielcy tego miasta w tym czasie, poznał muzę  wielu z nich: Almę Mahler, która dwa lata przed jego przybyciem do Wiednia została wdową po wielkim kompozytorze. 

     Dalej podróż odbędzie się nocą, żeby o świcie zakończyć najsłynniejsze "Pożegnanie z Berlinem" uwiecznione w książce, musicalu i filmie. Choć autorem literackiego pierwowzoru jest  Christopher Isherwood, to nazwisko Boba Fosse bardziej zapada w pamięć jako reżysera oskarowego "Kabaretu". Tu też, jak w  Moskwie spotkać można diabła, ale jakże inny to będzie Mefisto, nie wiem,  Klausa Manna bardziej czy w filmowej interpretacji Brandauera. Nocne życie w Berlinie jest zbyt głośne, hałaśliwe, szokujące ekstrawagancją. Ale czyż Paryż czasów belle epoque był inny? O, w Paryżu wędrować można po krzyżujących się śladach pisarzy, poetów, malarzy i bohaterów stworzonych na przewodników dla każdego rodzaju turysty. Wiesława Czapińska w swojej ksiażce wybrała Klaudynę z cyklu powieściowego  Colette oraz meandry spacerów z  Françoise Sagan. A przecież tyle jeszcze innych możliwości. Może  powędrować z Remarquem pod pachą, a może nie tak tragicznie, pójść za cieplejszym spojrzeniem Woody`ego Allena nawet jeśli za moment spadnie deszcz? W Łuku Triumfalnym" pod portretem Joanny kryje się Marlena Dietrich, z którą Remarque`a łączył krótki choć gwałtowny romans. W Paryżu właśnie. 

       Będzie jeszcze Wenecja sportretowana przez Thomasa Manna, a potem w filmie Viscontiego z polskim bohaterem, obiektem pożądania Aschenbacha. Będzie Rzym Moravii i Werona Szekspira. Musi być, rzecz jasna, Elsynor, Dania więzienie, ale i Dania "oglądana z latającego kufra' Andersena. I na koniec, na sam koniec Warszawa. Czyim tropem podąża autorka tego niezwykłego zestawienia literackich podróży? Tadeusza Konwickiego. "Mała apkalipsa". Wspomina Konwicki jak próbowano od niego wydobyć tajemnicę podziemnego przejścia z Paradyzu do KC.  To przynajmniej dowód, że jego pwieść była czytana. Czy będzie poczytna nadal, gdy świat w niej opisany coraz bardziej oddala się w przeszłość i trudno znaleźć dawny tradycyjny bar mleczny? 

      Książka  Wiesławy Czapińskiej jest zaledwie zarysem, szkicem literackich podróży, jakie można odbyć z ulubionymi powieściami w rękach zamiast map i przewodników Pascala. Ładne, eleganckie wydanie, z architektonicznym fotomontażem w kolorze sepii na twardej okładce, zachęca i pozostawia z niedosytem. Podróże są zbyt krótkie, za mało w nich ducha książek, za dużo zdań zbyt krótkich, by się nimi rozkoszować. Za mało tej tytułowej magiczności, nie czuję jej. Może przeczytam jeszcze raz i przejdę znowu ulicami miast? 

 

Wiesława Czapińska: Magiczne miejsca literackiej Europy. Wydawnictwo Europa.

      

      



komentarze (13) | dodaj komentarz

Zagadka

sobota, 14 czerwca 2014 18:06

Rozwiązanie zagadki 

 

Zagadka - gdzie znajdują się te freski?

 

fresk z kominkiem.JPG

 

 Jeden z fresków na ścianie, drugi na okapie kominka, między nimi ozdobne wypełnienie w postaci roślin i kwiatów.

 

 

fresk.JPG

 

 

 

 

 

 

 

 

Ten sam fresk z górnego zdjęcia w powiększeniu. 

 

 

Amor i Psyche.JPG

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Tutaj Amor i Psyche, postacie wpisane w obramowanie koliste koloru lekko czerwonego czy bordowego nawet. Na zdjęciu kolory trochę blado wyszły.

Na suficie też były, ale niewygodnie było mi robić zdjęcia. 



komentarze (4) | dodaj komentarz

Rzecz o pamięci

niedziela, 08 czerwca 2014 21:25

      Z latami stajemy się sami do siebie mało podobni. I nawet nasza własna pamięć nie zawsze chce nas pamiętać, jacy kiedyś byliśmy.  Tym bardziej jak zapamiętać wszystkie przeczytane w ciągu życia książki? Albo te z ostatnich dwudziestu pięciu lat? 

      Dwójkowy plebiscyt na 25 najlepszych polskich książek  ostatniego dwudziestopięciolecia został rozstrzygnięty 4 czerwca. Od lutego do czerwca na antenie radia prezentowano sto literackch propozycji, czytelnicy wysyłali sms-y na wybrane tytuły. Nie wiem, ilu czytelników ostatecznie wzięło udział w głosowaniu. Policzenie ich byłoby trudne, ponieważ niektórzy oddawali głosy kilkakrotnie na różne tytuły warte według nich uwagi. Z drugiej strony, system identyfikował telefony, z kórych wiadomość wysyłano, toteż policzenie numerów nie byłoby wcale niemożliwe. Jakkolwiek więc wyglądała sytuacja liczbowa,  wybrano kanon książek 25-lecia. Książek wolności

        Pełna lista znajduje się na stronie Programu II Polskiego Radia Dwójkowy kanon literacki 

       Podam tylko sześć pierwszych miejsc:

1. Wiesław Myśliwski Traktat o łuskaniu fasoli

2. Antoni Libera Madame

3. Magdalena Grochowska Wytrąceni z milczenia

4. Wojciech Wencel Oda na cześć św. Cecylii

5. Paweł Potoroczyn Ludzka rzecz

6 Wiesław Myśliwski Widnokrąg

       Dlaczego akurat sześć? Ponieważ widać, że Wiesław Myśliwski okazał się najlepszym współczesnym powieściopisarzem.  Chociaż nie oddałam głosu na jego utwór, jestem zadowolona z pierwszego miejsca dla Traktatu. Także ciekawą rzeczą jest drugie miejsce dla Madame Libery. Jest to bowiem klasyczna powieść z tradycyjną, chronologiczną narracją wspomnieniową.  Po przeczytaniu Madame miałam wrażenie, że oto wreszcie odżywa zapomniany gatunek, gatunek zdradzonej powieści przeznaczonej dla ludzi, a nie tylko dla krytyków dokonujących intelektualnych akrobacji w celu wyjaśnienia, o co chodziło autorowi. Ale też dla ludzi myślących i wymagających od powieści czegoś więcej niż tylko wartkiej fabuły, która się szybko kończy. W każdym razie Madame była dla mnie objawieniem w tym sensie, że można pisać normalnie, bez stylizowania się na dziwność i bez uproszczeń na pozimie harlequina.

      W dalszym zestawieniu jest jeszcze powieść z gatunku political fiction Dukaja, Masłowska zajęła miejsce wyższe niż Tokarczuk, są ksiażki biograficzne o Witkacym i Miłoszu, z poezji dominuje Herbert (Epilog burzy, Elegia na odejście), Różewcza Matka odchodzi to zgoła rzecz sylwiczna, a więc nie tylko poetycka, no i reportaże. Trzecie miejsce Grochowskiej, w dalszym zestawieniu Szczygła Gottland wyprzedza Podróże z Herodotem Kapuścińskiego. Szczegóły można zobaczyć w podanym wyżej linku. 

      Nie zamierzam jakos specjalnie omawiać wyboru, choć nie każdą pozycję równie wysoko cenię. Na pewno nie jest to mój indywidualny kanon, ale jako przekrój polskiego stanu czytelnictwa coś tam mówi o społeczeństwie, a może tylko o czytelniczych trendach. Jestem skłonna na przykład świeżości wydania i właśnie modzie przypisać wysoką pozycję Szczygła.  Takie moje prywatne podejrzenie. Mój kanon byłby bardziej rozrzucony  po całym 25-leciu, jeśli chodzi o daty wydania. Dziwi nieobecność Miłosza, którego tomik To uważam za jeden z wybitniejszych w polskiej poezji XX wieku. Rozumiem zaś, że głosowanie na krótki poemat, kilkustornicowy zaledwie, Orfeusz i Eurydyka tegoż Miłosza, mogłoby się wydawać zbytnią ekstrawagancją w zestawieniu z opasłymi tomiszczami powieściowymi.

       Wygranie rankingu przez pozycje prozatorskie, w tym dwie rzeczywiście jedne z najlepszych współczesnych powieści, może oznacza że z polskim czytelnictwem nie jest aż tak źle? Ja jednak czynię ten wpis z innego powodu - i właśnie tutaj, na tym blogu. Otóż mój pierwszy wpis prawie cztery lata temu, dotyczył Traktatu o łuskaniu fasoli. Lektura powieści Myśliwskiego była poniekąd impulsem do założenia tego blogu. Zaczęłam pisać dla siebie, dla swojej ułomnej pamięci, w której tak łatwo gubią się wrażenia z przeczytanego, usłyszanego, oglądanego. Kto wie (tego już nie pamiętam dokładnie), czy bezpośrednią inspiracją nie było na przykład zdanie z Traktatu: O, niełatwo jest żyć z tyloma twarzami w sobie, nie wiedząc o nich nic. Żeby więc się dowiedzieć więcej, zaczęłam pisać. A może to: A jeśli nie łzy, jedynie muzyka. Gdy serca pękają, jedynie muzyka? Albo: To prawda, że znaleźć siebie to nieprosta sprawa. Kto wie, czy nie najtrudniejsza ze wszystkich spraw, jakie człowiek ma do załatwienia na tym świecie?  Teraz już nie odpowiem, bo nie jest to wcale ważne. Bo jak pisze Myśliwski: Człowiek tak czasem o coś spyta, ale nie oczekuje odpowiedzi. Są przecież pytania, zgodzi się pan,  które same sobie wystarczą. 

 



komentarze (4) | dodaj komentarz

Polacy z innych krajów...

poniedziałek, 02 czerwca 2014 17:51

...tańczyli, śpiewali, dzwonili. Wspominałam, że wybieram się na śpiewy i tańce z Zurychu i Sztokholmu? Właśnie wczoraj byłam na koncercie. Od rana było pochmurno i nawet kropiło deszczem, ale na miejscu okazało się, że jednak wszystko odbędzie się  na wolnym powietrzu, na nowo ufundowanej z dotacji MKiDN letniej scenie. Artyści kręcili piruety na scenie, a widzowie siedzieli na ławeczkach. Twarde były :-(

       Nie robiłam zdjęć, moją komórką nawet nie było warto, a lepszego sprzętu nie mam.  Trzeba sobie wyobrazić te kolorowe stroje, te pasiaste spódnice łowickie z kwiatowym haftem, te kaftany wyszywane, gorsety zielone, te czerwone kozackie szarawary (dowiedziałam się: to był ukraiński taniec hopak), krakowskie rogatywki i sukmany, góralskie parzenice, a obok tego czarne tiulowe woale szwajcarskich gospodyń, niebieskie kaftany, nie jedno dyndające pawie piórko, ale cały ich wachlarz przypięty do czapek, wielkie dzwony ze szwajcarskich łąk, dziewczęta ze słomkowymi kapeluszami na plecach, szwedzkie chłopy jak dęby w pomarańczowych portkach i niebieskich kamizelkach (pewnie te stroje mają swoje nazwy, ale jakie?), czerwone fartuchy na brązowych spódnicach, i pieśni ludowe szwajcarskie, szwedzkie i polskie! 

       Trzy zespoły, w tym dwa polonijne: Piastowie ze Sztokholmu oraz Lasowiacy z Zurychu, dały dwugodzinny spektakl ludowo-obrzędowy w tańcu, śpiewie i popisach zręczności. Popisywał się między innymi  "chorąży" zespołu szwajcarskiego demonstrując podrzucanie flagi. Zaczęło się od poloneza, a potem już było coraz szybciej. Chodzone, zawijane, obracane, parami i w sznureczku,  a nawet na stołeczku, z podskokami, machaniem ciupagą,  szukano przepióreczki, co uciekła w proso, pojono konie, a Szwedzi się naradzali na coś (czyżby na kolejny potop?), gdy z kolei Szwajcarzy, ludek spokojny, wesoło kręcili młynki ze swoimi pannami. Tak to mniej więcej wyglądało.

        Zespół Lasowiacy został założony stosunkowo niedawno, w  2004 roku w Zurychu, jego szefową jest p. Ewa Skoczylas. Piastowie ze Sztokholmu mają dłuższą tradycję, gdyż działają od 1973 roku, kierowniczką jest p. Grażyna Piątek.  Mimo różnicy w latach powstania oba zespoły łączy to, że ich członkami są  trzy pokolenia polskich emigrantów. Niektórzy urodzili się już w Szwajcarii czy Szwecji, inni wyemigrowali w czasach najnowszych. Są to zespoły amatorskie, tańczą dzieci, młodzież, ale i wielu dorosłych, którzy zdecydowali się tą drogą kultywować polskie korzenie. Jak się okazało, zespoły mają w swoich szeregach także rodowitych Szwajcarów czy Szwedów oraz imigrantów z innych krajów (aplauz wywołał Wenezuelczyk). Trzecią grupą był polski Zespół Folklorystyczny Pokolenia z Biłgoraja. I to oni pokazali dwa układy najciekawsze: ukraińskiego hopaka oraz żydowskie wesele, które tak się podobało, że częściowo je bisowano.

       Zdjęć nie mam, nagrań też nie.  Ale  mniej więcej jak to mogło wyglądać,  można zobaczyć na filmikach z YouTuba - ukraiński hopak (tylko tu tańczą wybitnie zawodowcy, układ  jest dłuższy i bardziej cyrkowy,  zespół Pokolenia nie jest aż tak liczny i skład nieco starszy, a tu chłopaki z siłą i energią młodości, eh! ale stroje były równie kolorowe i utrzymane w tej samej stylizacji, mnie zaciekawiły te wąskie spódniczki, zupełnie inne niż nasze polskie szerokie, suto marszczone)  

Proponuję usiąść, bo dech zapiera :-)



komentarze (2) | dodaj komentarz

piątek, 24 listopada 2017

Licznik odwiedzin:  409 433  

Kalendarz

« czerwiec »
pn wt śr cz pt sb nd
      01
02030405060708
09101112131415
16171819202122
23242526272829
30      

O moim bloogu

Szczęście nie jest stanem posiadania, lecz sposobem odczuwania

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Ulubione strony

Anderszewski

Arie i Głosy

Bach

Balet

Chopin

Chóralnie

Garrett

Händel

Jaroussky

Kaufmann

Koncertowo

Mahler

Mariusz Kwiecień

Małas-Godlewska

Membra Jesu

Minkowski

Muzyka polska

Scholl

Xavier de Maistre

Zimermany

Źródła

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 409433

Lubię to