Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 263 287 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Czym karmi się zmęczona dusza?

sobota, 23 maja 2015 22:31

   Pisać tak, żeby inni, czytając zdumiewali się i odnajdując te same wzruszenia, niezmienne od wieków, żegnali czas zapisany w martwej dłoni.
Niewielu potrafi, niewielu takich znam. Są ksiażki, które czyta się tylko raz. Czy warto? Są takie, od których nie można się oderwać do samego końca. Potwierdzają prawdziwość teorii względności czasu. Są też takie, do których chce się wrócić, a wciąż brakuje na to czasu. Kto wygra ten wyścig? Są wreszcie takie, do których się wraca i czyta właściwie cały czas, i choć dawno przewertowało się wszystkie kartki, okazuje się, że ich coraz więcej, jakby z mgły wyłaniały się stopnie kolejnych wtajemniczeń. Ogromna to rzadkość, tylko nielicznie potrafią tak pisać. Są wreszcie zdania, fragmenty, ułamki, odpryski, w których jak w odłamkach skalnych formacji pod ciężarem słów sprasowana została tajemnica życia.

 

       "Ona była jasna i miękka (czy byłbyś w stanie odnaleźć w swym ciele ślad tamtych dotyków?), kojarzyła z przynoszonym z dobrej piekarni chlebem, który leżał przykryty szmatką na kuchennym stole, natarczywie domagając się łamania zakazu  i wyjadania spod chrupiącej skórki ciepłego ciasta. W ich pokoju wędrowałeś wąskimi ścieżkami, bo resztę miejsca zajął za duży, dumnie kupiony komplet jasnomiodowych mebli: olbrzymie łóżko, nad którym w  złotej ramie unosił się obraz słodkiej Madonny, wcielenie kiczu pełen cyprysów,  kalii i aniołków, ławica solidnej stolarki: stół, taborety, krzesła i nakastliki, toaletka z trójskrzydłowym lustrem, dającym się tak nastawić, by ujrzeć nieskończoność własnych odbić, krzepka szafa, a na niej zegar, który wybijał godziny i emocje, bo podnoszony na rękach dziadka mogłeś otworzyć szybkę, włożyć w otwór zdobiony kluczyk i ostrożnie nakręcić sprężynę. Minęło czterdzieści lat, a palce pamiętają tamten ruch i opór, słyszysz metaliczny stukot, mógł byś znów poprosić o przesunięcie wskazówek, oszukanie czasu, by niski gong wybrzmiał już teraz. (...)

        Co oni, ten szczupły, silny mężczyzna i krępa, pogodna kobieta, ciągle dopiero zaczynający, młodsi od ciebie dzisiaj, trzymali tuz przy łóżku, na wyciągnięcie ręki, zanim w ich nakastlikach utknęły jakieś stare zawiniątka,  zaległ obłok naftaliny? Na którą nastawiali wysłużone budziki? Jakie miasto odległej Europy wskazywała wskazówka na radiowej skali? Kiedy pojawiły się te różańce (nazywane zresztą "koronkami"), książeczki do nabożeństwa, święte obrazki? Okulary? Jak narastały zwarte szeregi leków?  Jakie padały tu słowa, jakie trwały myśli, nim po obojgu została kartka z pedantycznie? rozpaczliwie? bezradnie? zapisanymi ręką twojej matki datami, godzinami i minutami śmierci?

       Rozgrzebujesz pamięć, szukasz przegapionych, wchodzących głęboko kłączy, ale wiesz, że nie odnajdziesz wiele. Gdy żyli, przyciągały cię nie ich losy, które wtedy uznałbyś za banalne, nie wiedząc jeszcze, ze na większość życiorysów składają się głównie trwanie, klęski i rozczarowania. "

 

(Andrzej Franaszek)



komentarze (17) | dodaj komentarz

Z każdym ginącym słowem...

piątek, 08 maja 2015 22:22

... umiera cały świat. W ciągu życia poznajemy tysiące słów.  A im dłużej ktoś żyje, jest świadkiem jak coraz więcej słów umiera. Te, które opisywały jego dzieciństwo i młodość, odchodzą do lamusa rzeczy zapomnianych i nieużywanych.  Język jest co prawda zjawiskiem żywym, musi się rozwijać, ale faktem jest, że pewnych słów szkoda, gdy odchodzą, gdy umierają, bo razem z nimi ginie znacznie więcej: cała cywilizacyjno-obyczajowa otoczka, kultura, sposób myślenia, wrażliwość, specyfika świata,  pewne jego właściwości, których nagle nie ma jak nazwać. Bo w powszechnej pamięci zabrakło adekwatnych określeń. W codziennym podążaniu za językowym rozwojem nie zawsze uświadamiamy sobie, że w ciągu życia ponieśliśmy ogromne straty w zasobie osobistego języka. 

       Książka Zapomniane słowa pod redakcją Magdaleny Budzińskiej rejestruje i ocala, przynajmniej na papierze,  około dziewięćdziesięciu słów funkcjonujących w poprzednim stuleciu, a dziś młodemu pokoleniu całkowicie nieznanych. Są tu słowa ewidentnie archaiczne, jak ochędóstwo (od samego Kochanowskiego), samowtór, atoli, gumno, polepa, przez regionalizmy, takie jak czuczeło, nachkastlik, beresić, skucha, po oryginalne spolszczenia i zapożyczenia, jak gwiazdopatrznia, dezabil, szmizetka. Z zachwytem czytam o słowach, które przecież znam od dzieciństwa; z żalem doświadczam ogromnej straty, uświadamiając sobie, że już od bardzo dawna żadnego z nich nie używałam: kontent,  udatny,  zacny,  miglanc, łapserdak, ancymonki,  niepomny,  prywatka,  suty, poniewczasie... Zdumiewam się, że do listy słów zapomnianych dołączono: list, szadź, owszem,  dusza,  harmider, jarosz,  awanturnik... Może nie powinnam się dziwić.  Dziś listów się nie pisze, tylko smsy i e-maile, o duszy mówić po prostu nie wypada, zamiast "owszem" króluje wszędobylskie "dokładnie", a zamiast jaroszy mamy wegetarian i wegan. 

       Wielką zaletą książki jest dobór autorów: każde słowo omawiane jest przez kogoś innego, kto akurat to jedno jedyne słowo chciałby od zapomnienia ocalić. Stanisław Bereś wyjaśnia i przypomina pochodzenie swojego nazwiska od czasownika "beresić",  Krzysztof Czyżewski z rozczuleniem wspomina jak był ancymonkiem, Wojciech Młynarski z żalem zauważa, że facecjoniści to już wymarły gatunek, Mariusz Szczygieł na własnym przykładzie objaśnia, co znaczy hecny, Sylwia Chutnik zastanawia się, czy już osiągnęła ten stopień ukształtowanego charakteru, który można nazwać charakternością. Wśród autorów są znane powszechnie nazwiska: Ernest Bryll, Olga Tokarczuk, Jan Miodek, Magdalena Środa, ks. Adam Boniecki, Jerzy Bralczyk, Joanna Szczepkowska, czasem znane może mniejszej liczbie czytelników: Anda Rottenbrg, Józefa Hennelowa, Filip Łobodzińśki, Edmund Wnuk-Lipiński, Ireneusz Kania. Nie sprawdzałam wszystkich życiorysów, ale najmłodsi z nich urodzeni w latach 1978-1982 proponują zapomniane słowa, które wchodziły w życie za moich czasów, jak np. VHS (Agnieszka Wolny-Hamkało). Czyli byłam świadkiem narodzin i śmierci słowa. 

       Wielu z nich podkreśla myśl, wyrażoną przeze mnie na początku: słowo wychodząc z powszechnego użycia, zabiera ze sobą w niebyt kawałek świata, rzeczywistości, kultury i sposób myślenia. Zapominając o dezabilu, zostawiamy za sobą epokę, gdy intymność była intymnością  - stwierdza Katarzyna Kłosińska. Z nutą żalu wtóruje jej Hanna Samson: Nie tylko słowa znikają lub gubią znaczenie. Giną światy, a Andrzej Stasiuk wspomina: Jakbym był gdzieś w innym kraju, na innej planecie. Na gumnie. A ja za Tadeuszem Lubelskim mogę powtórzyć: Brak mi słowa "kajet", bo brak mi tego świata.

 

Zapomniane słowa, pomysł i redakcja Magdalena Budzińska. Wydawnictwo Czarne. Wołowiec 2014.



komentarze (21) | dodaj komentarz

Sezon zwiedzania rozpoczęty ;-)

poniedziałek, 04 maja 2015 11:35

      Tak sobie tylko zatytułowałam, bo każdy czas na zwiedzanie jest dobry ;-) Ale skoro utknęłam na półtorej godziny w prowincjonalnym miasteczku, w dodatku w Trzeciomajowe święto, nie miałam wyboru. Wyruszyłam na rekonesans z wielkimi obawami. Tymczasem pogoda dopisała i także tutaj każdy grosz zostawiony przez turystów się liczy. Znalazłam czynne dwie lodziarnie, trzecia właśnie była przez właścicieli otwierana i wyposażana, sklep herbaciany z degustacją na miejscu pachnących mieszanek z całego świata, kawiarnię - czegóż więcej trzeba dla zabłąkanej duszy? Zjadłam cztery gałki lodów, wypiłam cappuccino osobiście zaparzone i spienione przez właściciela kawiarni, obeszłam ryneczek, popodziwiałam przemarsz pod pomnik Kościuszki sztandarów i wszelkich służb z orkiestrą dętą w celu wiadomym w ramach obchodów Święta 3 Maja. Na dworcu pod ławką drzemał pies, ale go dęciaki ogłuszyły i poszedł sobie w spokojniejsze miejsce. Po drodze kupiłam w jedynym czynnym kiosku gazetę świąteczną i nadjechał bus zabierając smętnych podróżnych zagubionych w przedsezonowej wycieczce.

 

Przemarsz świąteczno-patriotyczny

orkiestra.jpg

 

Ryneczek - otóż okazuje się, że to tak zwany Rynek Starego Miasta, bo jest też Rynek Nowomiejski, ale ten drugi może następnym razem ;-)

wszystkie cztery.jpg

      

       Kilka słów o czterech rzeźbach. Wiedziałam, że muszę gdzieś znaleźć informacje i znalazłam. Dotarłam do obszernego dokumentu lokalnego programu rewitalizacji miasteczka zaplanowanej na lata 2009 - 2015. I tam właśnie znajduje się opis ustawionych na Rynku rzeźb. Obrazują one cztery zajęcia tutejszych mieszkańców znane od wieków. Rzeźby przedstawiają: maślnicę (drewniane naczynie do ubijania masła - w głębi po lewej), co przypomina o rolniczym charakterze regionu, beczkę - (z lewej) przypomina o tradycjach piwowarskich, dzban - (pierwsz y z prawej) - to symbol do dziś żywych tradycji garncarskich i w głębi po prawej - misa z wodą na cokole - przypomina o tradycjach źródlanej wody związanej z cudownym źródełkiem (teren sanktuarium).

 

Kamienne rzeźby w zbliżeniu - beczka, dzban i misa z wodą źródlaną (tam jest dysza fontanny, ale była nieczynna)

beczka.jpg

 

flakon.jpg

 

lwy na kolumnie.jpg

 

Patron miasta - św. Jan Chrzciciel:

patron miasta.jpg

 

A po drugiej stronie Ryneczku, a właściwie na dalszej jego części, tylko po drugiej stronie szosy:

studnia.jpg



komentarze (13) | dodaj komentarz

czwartek, 17 sierpnia 2017

Licznik odwiedzin:  403 935  

Kalendarz

« maj »
pn wt śr cz pt sb nd
    010203
04050607080910
11121314151617
18192021222324
25262728293031

O moim bloogu

Szczęście nie jest stanem posiadania, lecz sposobem odczuwania

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Ulubione strony

Anderszewski

Arie i Głosy

Bach

Balet

Chopin

Chóralnie

Garrett

Händel

Jaroussky

Kaufmann

Koncertowo

Mahler

Mariusz Kwiecień

Małas-Godlewska

Membra Jesu

Minkowski

Muzyka polska

Scholl

Xavier de Maistre

Zimermany

Źródła

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 403935

Lubię to