Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 263 286 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Nic się nie dzieje, a powietrze drży

środa, 28 maja 2014 23:34

    Za kratą wejściową zamkniętą na głucho niezwykły relief z rycerzem w pełnej zbroi.  Skąd tu i dlaczego? Nie da się wejść i ogarnąć wzrokiem całej postaci. Szkoda. Skręcam i idę nieco pod górkę.  Dobrze, że zawróciłam, bo zerwał się wiatr, szurnął deszcz, przechodnie łapią wygięte parasolki. Ulica  przerzedziła się momentalnie. Skądś - skąd tutaj? - urywany dźwięk jakby katarynki.  Idę za dźwiękiem i nagle przede mną - Białoszewski! Kolorowa karuzela z madonnami.  Naprawdę.  Mała, prawie jak zabawka, karuzela obraca się wolno z pustymi łabędziami, kucykami i karocą.  Ale już wyjrzało słońce i karuzela zapełnia się. Madonny z dziećmi podchodzą i kręci się świat.

      To samo miejsce, ale w innych czasach: włochate nosorożce i lisy polarne przemykały pod chmurnym niebem.  Wielkim przysmakiem były żółwie błotne, znad ognisk unosił się dym, a nocą grozą przejmowały głuche pomruki lwów. Ten Światowid ze Zbrucza, który patrzy na mnie czterema twarzami, widział to? 

 

    Światowid posąg.JPGŚwiatowid twarz.JPG

   

 


      

 

 

       

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

       Mówią, że największa jego twarz jest twarzą kobiety.  Należałoby zapytać, czy  widziała?  Co w ogóle widziała?  Włochate  mamuty czy madonny  z dziećmi  na karuzeli? Kapelusz  na głowie  ma zgoła nieepokowy.  Bardziej  współczesny. Czy takie  nakrycia  głowy noszono w X  wieku, z  którego pochodzi  posąg?   Nic  się  nie dzieje, a powietrze  drży  niepewnie. Ktoś wyśpiewać  chce  duszę na drodze pod niebem.  W  pałacu, w kawiarni,  klasztornym  wirydarzu, na placu  pod obłokiem  grać będą,  śpiewać  będą, tańczyć  będą.  Muzyka  dawna,  ale    bliska, stronami pogoda, stronami  niepogoda... 

       Pod chmurnym  niebem na  ulicach miast nastaną  noce  nakrótsze. Nadchodzi pora sezonu bezsennych nocy. Jordi Savall dzisiaj śpiewał i grał w  Barcelonie. Jutro Parys z Heleną  uciekną do Troi.  A ja się udam na  kawałek Polski w śpiewie i tańcu z  Zurychu i Sztokholmu.  



komentarze (4) | dodaj komentarz

Słoń a sprawa polska

niedziela, 11 maja 2014 13:40

    Nie wiem, jak to się dzieje, ale skoro wciąż tu trwa spory ruch na liczniku, to wypada dostarczyć temu ruchowi przynajmniej jakiś sensowny powód, żeby nie było na marne ;-) A więc, jak w tytule i wcale nie chodzi o to, że 20 tysięcy lat temu po terenach dzisiejszej Polski biegały mamuty, a mamut to przecież prawie jak słoń. 

 

mamut.JPG

 

       Otóż rzecz jest o wiele bardziej współczesna. Na osiem miesięcy przed śmiercią Vincenzo Bellini wystawia w Paryżu Purytanów, ostatnią operę, która pod wieloma względami zapowiadała kierunki, w jakich poszłaby dalsza twórczość kompozytora, gdyby nie przedwczesna śmierć. Opera wystawiona została 24 stycznia, a Bellini umiera 23 września 1835 roku w wieku 34 lat. Historia opowiedziana na scenie przenosi nas do Anglii XVII wieku, do trwającej wówczas wojny domowej między purytanami a dynastią Stuartów. Wydarzenia historyczne są tłem dla rozgrywajacego się na pierwszym planie wątku miłosnego. Można mieć obiekcje wobec małej wiarygodności psychologicznej postaci, można się zżymać na absurdalny z dzisiejszego punktu widzenia motyw obłędu Elviry, która to traci zmysły, to je odzyskuje na głos ukochanego, a potem znowu traci. No cóż, romantyczna konwencja wymagała od heroiny właściwej reakcji na miłosne rozterki. W każdym razie rzecz cała ostatecznie dobrze się kończy, gdyż bohaterka wreszcie odzyskuje świadomość (mamy nadzieję, że na dobre) i czeka ją szczęśliwe życie u boku ukochanego Artura. Gdzie więc jest słoń pogrzebany? 

        Słoń jest w zakończeniu aktu drugiego, kiedy Sir Giorgio, wuj Elviry, prosi Sir Riccarda, aby ten zechciał w swojej szlachetności uratować Artura, ukochanego Elviry, przed szafotem. Bo to było tak: Lord Artur jest zwolennikiem Stuartów, z kolei Sir Riccardo jest nie tylko jego przeciwnikiem politycznym, wrogiem Stuartów, ale na dodatek rywalem, ubiegającym się o względy Elviry. Śmierć Artura byłaby mu na rękę. Co prawda ocalenie rywala przed szafotem, na który naraził się ratując królową, nie gwarantowałoby wcale, że Artur w ogóle przeżyje, ponieważ między stronnictwami ma się rozegrać następnego dnia decydująca bitwa. Chodzi tylko o to, żeby Lord Artur nie umierał jak nędznik, jak wyjęty spod prawa rzezimieszek, lecz miał szansę zginąć bohatersko na polu chwały. No więc Sir Giorgio i Sir Riccardo śpiewają fantastycznie heroiczny duet o tym, jak to dźwięk wojennych trąb wzywa bohatera na pole bitwy, zapewniając mu nieśmiertelną sławę. Aria zaczyna się tak:

 

Suoni la tromba, e intrepido

Io pugnero da forte,

Bello e affrontar morte

Gridando liberta!

 

Słowem, jak słodko jest umierać za ojczyznę, a w pierwszej linijce jest rzeczony "słoń" la tromba ;-) 

      Teraz czas na sprawę polską. Otóż 3 maja w transmisji z Metropolitan Opera można było posłuchać, jak w partii Sir Riccarda śpiewa Mariusz Kwiecień. Duet z Sir Giorgiem (Michele Pertusi) wypadł znakomicie mimo nie w pełni odzyskanej po chorobie dyspozycji naszego śpiewaka.

     Ok, wiadomo, wszyscy czekali zagryzając palce, czy Lawrence Brownlee, tenor w partii Lorda Artura zaśpiewa słynne  wysokie F w trzecim akcie, napisane przez Belliniego specjalne dla pierwszego wykonawcy Giovanniego Rubiniego. Nie, nie wyciągnął, bo to jest po prostu niemożliwe. Rubini był tylko jeden i jak on to robił, sprawdzić nie możemy, bo nie ma nagrań sprzed prawie dwustu lat. Ale strasznie, strasznie wysoko. No! To jednak inny temat. Dzisiaj kończymy na tym, co w tytule, czyli duet ze "słoniem" ;-)

 

 

 

 Jest! Lawrence Brownlee - atak na wysokie F. Moment bardzo krótki, trzeba uważnie się wsłuchać.

Śpiewa naprawdę wysoko, że aż to nienaturalne.

 

 

 

 

 



komentarze (9) | dodaj komentarz

Jak go nie kochać?

poniedziałek, 05 maja 2014 19:08

  ... więc też gdy przerywać mi podobnie próbuje w toku rozmowy (...) zawrotnie dostojnymi przodkami swoimi czy innymi związkami krwi i powinowactwa szczycący się nie od świtu do nocy, ale od świtu do świtu, bo i w snach swych też, pan Napoleon - przepraszam! Napoleone Orsini - wyrzucam go natychmiast za drzwi a w ślad za nim purpurowy jego kapelusz, po czym przez tydzień nie chcę na oczy go widzieć.

 

      I mówi to Jan XXII o kardynale Napoleone Orsinim, w Awinionie, początek wieku XIV, a rzecz cała i tak dotyczy czegoś zupełnie innego:

 

- I jakiż wniosek końcowy z tego przedziwnego zaiste przetworzenia się śledztwa sądowego w rozprawę na tematy literackie?

- Iżeś szaleniec.

 

     Kto tak pisze? Wiadomo, tylko Teodor Parnicki. Do antykwariatu wchodzę zawsze z jednym pytaniem: czy jest  pan P.? Był. A raczej była: Tylko Beatrycze

 

 Ciąg dalszy romansu z panem P. 

http://zapiskizkultury.blogspot.com/2014/05/twoj-czar-nade-mna-trwa.html



komentarze (2) | dodaj komentarz

czwartek, 17 sierpnia 2017

Licznik odwiedzin:  403 893  

Kalendarz

« maj »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
262728293031 

O moim bloogu

Szczęście nie jest stanem posiadania, lecz sposobem odczuwania

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Ulubione strony

Anderszewski

Arie i Głosy

Bach

Balet

Chopin

Chóralnie

Garrett

Händel

Jaroussky

Kaufmann

Koncertowo

Mahler

Mariusz Kwiecień

Małas-Godlewska

Membra Jesu

Minkowski

Muzyka polska

Scholl

Xavier de Maistre

Zimermany

Źródła

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 403893

Lubię to