Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 263 286 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zanim nadejdą święta

niedziela, 22 marca 2015 15:37

        Dzisiaj miałyśmy ze Stokrotką zwiedzać Zamość, ale nie wyszło. Musiałam znaleźć sobie jakieś zajęcie zastępcze. Najwyższy czas rozejrzeć się za świątecznymi rekwizytami ;-)

 

Stoły pełne różności

pełny stół wielkanocny.JPG

 

Pisanki duże i małe

 

pisanki duĹźe.JPG

 

pisanki dekupaĹźowe.JPG

 

kosz pisanek.JPG

 

duże i małe w jednym koszyku.JPG

 Stroiki

stroik w ceramicznej doniczce.JPG

 

wielkanocny wianuszek.JPG

 

 W tym znalazły się przepiórcze jajka i - wyjątkowo  zgodnie z tradycją i świątecznym znaczeniem Wielkanocny - baranek wielkanocny, co teraz jest rzadkością, bo częściej można spotkać zające. Taka nowa świecka tradycja, niestety.

koszyczek z przepiĂłrczymi jajeczkami.JPG

 

Dobrze, że chociaż palmy niektóre panie potrafią jeszcze robić:

palmy kolorowe.JPG

 

palmy z mchu i paproci.JPG

 

Był też wielkanocny anioł:

 

wielkanocny anioł.JPG

 

No i rzecz absolutnie niezbędna - wielkanocny koszyczek z siedmiuset kolorowych karteczek ;-)

 

koszyczki z papieru.JPG



komentarze (11) | dodaj komentarz

Biały kamień z duszą

niedziela, 15 marca 2015 1:39

        O józefowskim piaskowcu nie wiedziałam nic i nagle objawił mi się jak niespodziewane odkrycie piękna. Chciałam tylko pójść na wystawę, a okazało się, że to za mało. Trzeba było poszperać, doczytać,  pooglądać, przypomnieć sobie widoki z przeszłości. Teraz zatem mam pragnienie posiadania. Tylko posiadać gdzie? Oto jest pytanie.

       No więc, zaczynając od początku, wszystko zaczęło się jakieś 7 mln lat temu, kiedy na terenie dzisiejszej Kotliny Sandomierskiej i przylegającego doń Roztocza rozlewało się mioceńskie morze. Jego pozostałością są między innymi złoża piaskowców i wapieni litotamniowo-detrycznych (cokolwiek to znaczy!), które do dziś wykorzystywane są jako materiał budowlany. Roztoczański piaskowiec szczególnie zasłynął za sprawą kamieniołomów eksplorowanych w części środkowej regionu.

 

 Mapa Roztocza

Roztocze_map.png

"Roztocze map" autorstwa MaKa - Praca własna. Licencja CC BY-SA 3.0 na podstawie Wikimedia Commons.

 

       Pod koniec XVI  w. z Trzęsin koło Szczebrzeszyna sprowadzał kamienie do budowy Zamościa Bernardo Morando. Trzęsiński kamień posłużył też jako budulec kościółka na wyspie w Zwierzyńcu oraz pałacu w Klemensowie. Wkrótce znaleziono inne, bogatsze i łatwiejsze w obróbce złoża, których popularność doprowadziła do powstania na terenie Ordynacji Zamoyskich miejscowości Józefów Ordynacki (1725). Z józefowskich kamieniołomów pochodziły kamienie młyńskie i żarnowe, nagrobki, kamienne rzeźby cmentarne, kapliczki przydrożne i krzyże,materiał budowlany do kościołów między innymi w Tarnogrodzie. Danuta Kawałko wśród kamieniarskich ośrodków wymienia - oprócz Józefowa - Goraj, Majdan Nepryski, Krasnobród, Łaszczówkę, Szopowe, Ignatówkę, Żelebsko. Jednym z najdłużej działających i chyba największych jest Babia Dolina koło Józefowa. Równolegle z typowo budowlanym wykorzystaniem białego piaskowca rozwijała się ludowa rzeźba, której  świadectwa obecne do dziś praktycznie od Bugu na wschodzie po San na zachodzie oraz od Zamchu na południu i po Opole Lubelskie i cmentarz na Lipowej w Lublinie (mapkę można zobaczyć w publikacji nr 2 podanej na dole). Na szczęście współcześnie również działają i rzeźbiarze, którzy szczególnie upodobali sobie ten materiał, i kamieniarze, u których można zamówić czy to ogrodzenie, czy wyłożenie podjazdu, czy po prostu rzemieślnicy prowadzący mniejsze i większe zakłady oferujące kamienne dzieł sztuki użytkowej. Natomiast działające kamieniołomy oraz miejsca szczególnie pięknych złóż można będzie zwiedzać w geoparku Kamienny Las na Roztoczu oraz na Szlaku Geoturystycznym Roztocza Środkowego (linki na dole).

         Zachwycił mnie przekrój możliwości wykorzystania józefowskiego białego kamienia. Odtwarzam dawne z nim spotkania, przypominam sobie te krzyże kamienne z Krasnobrodu, przydrożne kapliczki, wielki kamień młyński leżący pod progiem starego drewnianego domu, biały mur z kamienia wokół nowo wybudowanego domu, cmentarz w Szczebrzeszynie... Radują serce starania o zachowanie tych pamiątek przeszłości w ramach akcji Cmentarze Pogranicza oraz przeznaczanie na renowację nagrobków zbiórek przeprowadzanych 1 listopada. 

        A jak wykorzystuje się  biały józefowski kamień dzisiaj można obejrzeć poniżej, na zdjęciach z wystawy, której motywem przewodnim był przydomowy ogród :-)

 

W kącie ogrodu:

kąck ogródkowy.JPG

 

kącik ogródkowy 2.JPG

 

Doniczki i donice:

 dwie kamienne doniczki.JPG

 

 trzy duże donice w szeregu.JPG

 

 kolmna skręcona.JPG

 

kolumna prosta.JPG

 

kolumna trzecia.JPG

 

doniczka mała okrągła.JPG

 

Kąciki wypoczynkowe 

stlik na okrąglakach.JPG

 

stół i stołki ogrodowe.JPG

 

kamienny stołek okgrodowy.JPG

 

Blat okrągłego stołu jest rzeźbiony i przykryty dla ochrony wpasowaną szybą:

blat stołu.JPG 

 

 

Grill i zestaw kominkowy:

grill ogrodowy.JPG

 

fragment wystawy z kominkiem.JPG

 

Kominek zbliżenie.JPG

 

Kamienne rzeźby ogródkowe

kamienne ptaki.JPG

 

kamienny kosz.JPG

 

kamienny żółwik.JPG

 

Wzorki:

wzorki z kamienia.JPG

 

wzorki z kamienia 2.JPG

 

 

Bibliografia internetowa:

 

1. D. Kawałko: Józefowski ośrodek kamieniarski

2. A. Szokaluk-Gorczyca, K. Gorczyca: Roztoczańskie kamienie pamięci. Ludowe kamieniarstwo józefowskie.

3. Projekt Kamienny Las na Roztoczu

4. Szlak Geoturystyczny Roztocza Środkowego



komentarze (12) | dodaj komentarz

"... czasem śnią się Włochy"

poniedziałek, 09 marca 2015 20:36

        Po wielu latach od pierwszego pobytu w Rzymie Adam Mickiewicz mógł z pewnością światowego bywalca dawać listowne rady  swojej córce Maryni: Słyszałaś, jak ludzie pracują w Kalifornii na kawałek złota; teraz dla ciebie Rzym ta kopalnią. (...) Widziałaś Paryż i widzisz, jak mały przy Rzymie. (...) Napisz tedy jakie wasze mieszkanie? Czy macie słońce i wiele okien?

       O, bo kwestia mieszkania wielce istotna i dla zdrowia najważniejsza była. Kiedy Mickiewicz i Odyniec wylądowali 18 listopada 1829 r. w Wiecznym Mieście, nie mieli upatrzonego lokum i po prostu idąc wzdłuż ulic pytali o możliwość noclegu. Po dwóch godzinach wędrówki dostali dwa pokoje na via del Corso w cenie 5 paoli za noc, co znaczy, że była to kwota podejrzanie niska.  Jak się okazało, adekwatna do fatalnych warunków, na jakie natrafili podróżnicy: zimno, wilgotno, niezdrowo. Jak pisze Odyniec, w pomieszczeniu nie było pieca, tylko marny kominek, do którego nie mogąc doprosić się drewna, trzęśli się w temperaturze poniżej zera. Na szczęście nie przebywali tam długo, z pomocą przyszedł Stiepan Pietrowicz Szewyriow (w sumie postać marna i niezbyt sympatyczna), wychowawca syna Zinaidy Wołkońskiej, z której polecenia już w dwa dni później pomógł poetom znaleźć znacznie zdrowsze, choć droższe mieszkanie. 

       Przybywając do Rzymu Mickiewicz po raz pierwszy w życiu był jako tako finansowo zabezpieczony, a to za sprawą  publikacji Sonetów, Konrada Wallenroda i dwóch tomów Poezji. Nie obawiał się jakichś problemów finansowych co najmniej do maja 1831r. Pieniądze miały sukcesywnie spływać ze sprzedaży publikacji w Warszawie i Paryżu. Teoretyczne. Rzeczywistość okazała się bardziej skomplikowana. Po pierwsze, żegnając się z Odyńcem w Genewie (październik 1830), podzielił się z nim zasobami pieniężnymi, żeby przyjaciel mógł bezpiecznie dotrzeć do Drezna i Paryża. Po drugie, paryski wydawca, Barbezat zbankrutował i zwinął firmę, pieniądze wpłacone na publikację i mające  się zwrócić  z zyskiem przepadły bezpowrotnie. Po trzecie, warszawski wydawca Walerian Skorobohaty Krasiński pieniądze przysłane na wydanie dzieł Mickiewicza zainwestował w co innego, co oczywiście zysków nie przyniosło, popadł  - mówiąc dzisiejszym językiem - w spiralę długów, na fali wydarzeń w 1831r. wyjechał do Anglii, tam znowu dorobił się kolejnych długów, za które nawet siedział w więzieniu. O odzyskaniu wkładu, a tym bardziej o jakimkolwiek zysku, Mickiewicz mógł jedynie pomarzyć. I po czwarte wreszcie, kiedy na wieść o wybuchu powstania listopadowego Stefan Garczyński postanowił wyruszyć do kraju, po prostu pod nieobecność gospodarza pożyczył sobie na drogę z biurka Mickiewicza prawie wszystkie jego pieniądze. Mówiąc krótko, poeta został bez grosza przy duszy. 

        No cóż, z czego żył dalej, nie mam pojęcia. Tym bardziej, że jak się okazało, poeta marnie się orientował w sprawach bankowo-finansowych. Kiedy bowiem Garczyński przysłał na jego adres zlecenie do rzymskiego bankiera, poeta uznał, że to zwykły świstek papieru i dopiero po interwencji Sobolewskiego, któremu Mickiewicz zwierzył się z finansowych kłopotów, pieniądze z banku mu wypłacono. Okazało się, że Garczyński zwrócił cały dług i jeszcze dołożył. Co robi w tej sytuacji Mickiewicz? Dzieli kwotę na pół i jedną część wysyła przez znajomego Hipolita Rajeckiego do brata Franciszka w Nowogródku. Pieniądze oczywiście nigdy do adresata nie docierają. 

       No i tak to z finansami w Rzymie bywało, z czego widać, że nie bardzo można się dziwić nawiedzającemu nieraz poetę ponuremu nastrojowi. Kupienie złotego zegarka w Genewie z wygrawerowanym herbem Poraj było zaiste jednorazową ekstrawagancją, spowodowaną nadziejami - złudnymi jak się wkrótce okazało - na wzajemność Henrietty Ewy Ankwiczówny. Staremu Ankwiczowi nie w smak była poufałość poety z córką i zaczęły się schody, typu nagłe zmiany planów podróży, którą niby mieli odbyć wspólnie, zrywanie żony i córki o piątej rano, aby wyjechać z Mediolanu zanim odwiedzi ich Mickiewicz. W każdym razie poeta skomentował to po swojemu, na pożegnanie zostawiając list, w którym życzył szczęścia we wszystkich potrzebnych i niepotrzebnych podróżach. Kto wie, czy nie najtrafniej scharakteryzował Ankwiczów, którzy tytułem hrabiowskim szczycili się zaledwie od niespełna sześćdziesięciu lat, Zygmunt Krasiński w liście do ojca: ... wyglądają na parafianów, ale bardzo dobrzy ludzie.

        Dość zabawnie rozwijały się natomiast kontakty Mickiewicza z hrabiną Chlustin i jej dziećmi, synem Siemionem Siemionowiczem i córką Anastazją, o której Odyniec pisał: ta Muza, dziewięć razy jedna, ta jakaś nowa Safo czy Korynna - której właśni ziomkowie nadają właśnie to imię "Korynna znad Donu". Oczywiście nie byłoby romantycznej historii, gdyby legenda nie łączyła na różne sposoby imienia Adama z Anastazją, rzeczywiście dziewczyną wykształconą, światową i oczytaną. Było w tym wszystkim więcej romantycznej konwencji salonowego romansu niż rzeczywistego uczucia i poważnych zamiarów. Mickiewicz pasował po prostu do salonowego kosmopolitycznego wianuszka adoratorów panny Anastazji. On zaś już wcześniej zwierzał się przyjacielowi przy innej okazji: Co powiedzieliby o mnie Polacy, gdybym ożenił się z Rosjanką... Każdy Polak mniemałby, że kierowały mną pobudki niskie i podłe. Nie mam prawa poniżać siebie w ten sposób, gdyż wyrządziłbym szkodę swemu narodowi. 

       Egzaltowany Siemionow, młodszy brat Anastazji, współczuł Mickiewiczowi niemożności dotarcia do Polski podczas powstania i straconej okazji do bohaterskiej śmierci: Żałuję Pana. Umrzeć tam byłoby pięknym, godnym Pana, darem losu. Nasze życie może być jedynie wyborem śmierci. Miał ją Pan tak piękną na wyciągnięcie ręki, a nie udało się jej osiągnąć. To smutne.  Mimo wszystko przyjaźń z Chlustinami przetrwała wiele lat, do Wiery Chlustin, matki Anastazji, poeta napisał jeden z ostatnich swoich listów w 1855r. To właśnie ona była matką chrzestną Władysława, syna poety. 

 

      PS Czy można wierzyć listom?

Większość relacji o pobycie Mickiewicza w Rzymie i Włoszech w latach 1929-1831 pochodzi z Listów z podróży Antoniego Edwarda Odyńca, opracowanych i publikowanych przez autora w Kronice Rodzinnej w latach 1867 -1878, a więc 30 -40 lat po opisanych wydarzeniach. Odyniec nie tylko cenzurował swoje listy, być może nawet niektóre od nowa napisał. Mało tego, zwrócił się do Henrietty Ewy o udostępnienie mu listów Mickiewicza i jej wspomnień w celu uzupełnienia swojej publikacji. Na ile uległ pokusie wyczyszczenia relacji z intencją złożenia hołdu dawnemu towarzyszowi podróży, romantycznemu Wieszczowi w wiele lat po jego śmierci? Hrabina Kuczkowska, primo voto Ankwicz, obszerne wspomnienia przekazała Sewerynie Duchińskiej na osiem lat przed  śmiercią. Czy pamiętała wiernie wydarzenia sprzed lat? Zygmunt Krasiński pisząc z Włoch do kochanego Papy, doskonale zdawał sobie sprawę,  jaką drogą jego listy będą wędrowały i w czyje ręce mogą wpaść. Czy mógł pisać wszystko i szczerze? 

 

       



komentarze (12) | dodaj komentarz

Zwiedzanie

środa, 04 marca 2015 18:39

       Doprawdy, liczba zwiedzanych miast, miasteczek, przebytych ścieżek, podziwianych ruin, kościołów i willi jest imponująca. Do tego takaż sama wprawiająca w zdumienie liczba poznanych osób, nazwisk, odbytych spotkań, nawiązanych kontaktów. I wszystko to w niespełna półtora roku.        

        Czytam opisy wędrówek Mickiewicza po ulicach Rzymu, szukając jednocześnie wspominanych ulic na mapie i oglądając albumy z reprodukcjami obrazów, architektury, pejzaży. Przydałby się jeszcze mój album fotograficzny z własnych rzymskich wojaży, ale gdzieś utknął w czeluściach półek chwilowo niedostępny. A i tak wracałam po kilka razy w te same miejsca, odnajdując zerwaną nić Ariadny. Przekonuję się, jak ważny był ten pierwszy pobyt poety we Włoszech, nieustanne wędrówki od miasta do miasta, zaglądanie do miejsc nadal tętniących życiem i ruin będących świadectwem minionego czasu. Półtora roku włoskiego nieba, włoskiej kuchni, włoskiej sztuki, włoskiej polityki wreszcie, włoskich ulic, placów, fontann  i włoskich ruin. Nawet nie półtora, ponieważ  w trakcie pobytu zdarzyła się jeszcze czteromiesięczna ( od 1 lipca 1830) wyprawa do Szwajcarii, przez Asyż, , Florencję, Pizę, Genuę, Mediolan, , Przełęcz Simplońską do Genewy, gdzie rozstał się z Antonim Edwardem Odyńcem, który wyruszył dalej do Paryża, a Mickiewicz powrócił pod koniec października do Rzymu.

           Kiedy się czyta opisy krótszych i dłuższych wycieczek, uderza ogromna liczba odwiedzanych miejscowości. Wolniejsze niż dzisiaj tempo podróżowania wymuszało częstsze  zatrzymywanie się na noclegi w różnych miastach, a przy tym intensywność wędrówek jest porażająca, bo kiedy poeci docierali gdzieś wystarczająco wcześnie przed zmierzchem, od razu podejmowali przynajmniej zwiedzanie najbliższej okolicy. Nawet suche kalendarium dat i miejsc daje wyobrażenie o niezwykłej wytrzymałości podróżników. Na przykład: 3 dni we Florencji, potem dwa dni podróży do Pizy, jeden dzień odpoczynku i trzydniowa wyprawa z Pizy do Genui z dwoma noclegami po drodze, 3 dni w Genui i kolejny odcinek drogi - w dwa dni do Pavii, stamtąd do Mediolanu, zwiedzanie okolic i kolejna wyprawa częściowo piechotą przez Przełęcz Simplońską do Sion, i znowu piechotą do Chamonix, gdzieś po drodze zwiedzanie trzech lodowców, rejs statkiem po jeziorze, zaliczenie dwóch wysp, i na koniec przystanek w Genewie. Całość wykonana w 20 dni. A to tylko w jedną stronę. Podróż powrotna do Rzymu wcale nie była mniej intensywna. A trzeba wiedzieć, że w tym samym roku na wiosnę, od 5 maja Mickiewicz z Odyńcem mieli za sobą bogatą we wrażenia wyprawę do Neapolu, a wieszcz dodatkowo samotnie wyprawił się jeszcze na tygodniową wycieczkę na Sycylię. W sumie cala wyprawa na południe Włoch trwała od 5 maja do 20 czerwca, a już 1 lipca, jak wspomniałam wyżej, wyruszyli do Szwajcarii. Tempo zabójcze, bo przecież bez samolotów, samochodów, kolei. Wszystko powozami, czasem zwykłym wózkiem pocztowym i na piechotę. No i statkiem. 

          Zjeżdżając na dłuższe postoje w Rzymie, podejmowali wędrówki do miejsc bliżej położonych, często kilkakrotnie w tym samym kierunku. Na przykład co najmniej dwa razy byli w Albano, którego sceneria pojawia się w wierszu Śniła się zima.... Nie mówiąc przecież o wielu miejscach w samym Rzymie odwiedzanych po wielokroć, jak Villa Mills położona na Palatynie. 

         Intensywne życie towarzyskie tego okresu również wprawić może w zdumienie. W listach Odyńca co rusz mowa o uroczystych kolacjach, proszonych obiadach, śniadaniach, zebraniach,  odwiedzinach oficjalnych i mniej oficjalnych. Owszem, jadąc do Rzymu Mickiewicz miał pewne lokum - u księżnej Zinaidy Wołkońskiej, która rada by mu była nawet  odstąpić w swoim pałacu część na stałe zamieszkanie, z czego poeta nie skorzystał jednak czterokrotnie podczas całego pobytu zmieniając adres. Niemniej salon księżnej był jednym z pewniejszych miejsc,  gdzie Mickiewicza można było znaleźć, a zwłaszcza znajdowały go tam przysyłane do niego listy. Drugi salon, którego był częstym gościem, mieścił się w domu hrabiny Chlustinow i jej córki Anastazji. Kolejnym takim miejscem - znanym i poniekąd obrosłym legendą - był salon hrabiostwa Ankwiczów, gdzie Mickiewicz poznał Henriettę Ewę. Za sprawą tych pierwszych znajomości oraz częściowo obowiązkowych kontaktów z ówczesnym carskim ambasadorem w Rzymie, księciem Gagarinem, krąg poznawanych osób stale się powiększał, od dyplomatów i ministrów poczynając, na artystach i dobrowolnych emigrantach kończąc.

           Przede wszystkim ma się wrażenie, że w 1830 roku cała niemal artystyczna i arystokratyczna Polska zjechała do Rzymu. Dość wymienić: Henryka Rzewuskiego (tego od Pamiątek Soplicy), Zygmunta Krasińskiego, wspomnianego w poprzednim wpisie Wojciecha Stattlera, Juliana Karczewskiego, Stefana Garczyńskiego, księżnę Barbarę Czartoryską,  księstwo Władysława i Izabelę Sanguszków, Augusta Zamoyskiego, Michała Kleofasa Ogińskiego (tego od Pożegnania Ojczyzny).

           Podziwu godny jest międzynarodowy krąg osób wybitnych, znaczących i ciekawych, z którymi miał możliwość zetknąć się Mickiewicz w tamtym czasie. Bywał w salonie u Horacego Verneta, dyrektora Akademii Francuskiej mieszczącej się wówczas w Villa Medici, poznał jednego z najsłynniejszych włoskich malarzy, Vincenzo Camucciniego, odwiedził studio  duńskiego rzeźbiarza Berthela Thorvaldsena, który kierował artystyczną Akademią św. Łukasza. Dłużej i bliżej obaj polscy podróżnicy zaprzyjaźnili się z angielskim malarzem Williamem Allanem, który we włoskiej knajpie zamawiał kawę z mlekiem po polsku :-), gdyż przebywając przez pewien czas w majątku Szczęsnego Potockiego w Tulczynie, nauczył się kilku polskich słów i używał ich zamiast odpowiedników włoskich. W listach Odyńca pojawiają się nazwiska malarzy związanych z grupą "nazareńczyków", jak Johann Overbeck z Lubeki, Franz Catel, Giuseppe Craffonara, Giuseppe Sogni. Obaj poeci poznali kilku z nich choćby przez sympatyzującego z nimi Stattlera. Kiedy Mickiewicz z Odyńcem podjęli wyprawę  do Mediolanu, tam opiekę nad nimi przejął brat Giuseppe Sogniego i zapewnił im poznanie wszystkich znaczących osobistości miasta, w tym poetów, malarzy, rzeźbiarzy, którzy uważali się za prawdziwie romantyczną szkołę artystyczną. Trzeba też wspomnieć o Oreście Kiprenskim, którego Mickiewicz poznał jeszcze w Rosji, a w Rzymie spotkali się ponownie, gdyż malarz przybył tam rok przed polskim poetą. Kiprenskij jest autorem obrazu Czytelnicy gazet w Neapolu, o którym sądzi się, że jest odbiciem nastrojów w gronie polskich emigrantów na wieść o upadku powstania listopadowego. Czterema przedstawionymi mężczyznami mieli być: Adam Mickiewicz,  Antoni Edward Odyniec,  Zygmunt Krasiński i hrabia Aleksander Potocki. Inni natomiast rozpoznali w jednym ze sportretowanych Stefana Graczyńskiego. Zdaje się, że nie można z całą pewnością stwierdzić, kim są postacie, obraz ma raczej wymiar symboliczny, niemniej jest wyrazem sympatii Kiprenskiego dla Polaków. 

      Kiprenskij.JPG

 

       Chciałam napisać, jak to Odyniec z Mickiewiczem opisali w listach swoje wrażenia z podróży po Włoszech i ze spotkań z ludźmi, ale  wpis się rozrósł zanim do listów doszłam. Toteż  wypisy z listów będą może następnym razem ;-)



komentarze (7) | dodaj komentarz

czwartek, 17 sierpnia 2017

Licznik odwiedzin:  403 872  

Kalendarz

« marzec »
pn wt śr cz pt sb nd
      01
02030405060708
09101112131415
16171819202122
23242526272829
3031     

O moim bloogu

Szczęście nie jest stanem posiadania, lecz sposobem odczuwania

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Ulubione strony

Anderszewski

Arie i Głosy

Bach

Balet

Chopin

Chóralnie

Garrett

Händel

Jaroussky

Kaufmann

Koncertowo

Mahler

Mariusz Kwiecień

Małas-Godlewska

Membra Jesu

Minkowski

Muzyka polska

Scholl

Xavier de Maistre

Zimermany

Źródła

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 403872

Lubię to