Bloog Wirtualna Polska
Są 1 243 143 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

No to szok!...

czwartek, 29 marca 2012 16:17

 

 

       Nie liczyłam na wygraną i wzięłam udział ot, tak, dla żartu. Tymczasem los potraktował to całkiem serio i ... mam dwa darmowe bilety na koncert G. F. Haendla Arie e concerti z Simone Kermes (sopran) i Venice Baroque Orchestra 8 kwietnia w Filharmonii Krakowskiej. Może ktoś ma ochotę pójść???

 

      Kontakt na meila: aniollewy@wp.pl

 

Taki prezent na tegoroczne Misteria Paschalia:-]

Kurczę, głupio mi teraz, że w ogóle wzięłam udział w losowaniu :-/:-/

 

Słuchamy: oto płomiennowłosa Simone Kermes

 

 

Głos, który nie potrzebuje tła muzycznego, żeby pięknie brzmieć! A już tym bardziej, żeby go coś zagłuszało ;-) 

 

Andreas Scholl śpiewa Wolkensteina

 




komentarze (28) | dodaj komentarz

Tylko Bach...

wtorek, 27 marca 2012 18:28

 

 

      ... potrafi tak przenikać bezpośrednio do dna duszy i serca. Nawet nie wiem, czy można wytłumaczyć, dlaczego tak się dzieje. Tak po prostu jest. Niech tam sobie badacze twierdzą, co chcą, a i tak fenomenu Bacha wyjaśnić się nie da.

 

Maestro Jan Sebastian Bach - Stirb in mir... (z kantaty Gott soll allein mein Herze haben)

A to jest bardzo, bardzo piękne.  Delikatne, elegijne, wzruszające... przecudowne.  Raz wysłuchać nie wystarczy.  Czysty zachwyt musi mieć czas, aby wybrzmieć do końca, choć i tak zostajemy niezaspokojeni. Taka muzyka potrafi wycisnąć łzy.  Co ten Bach ze mną robi?...

 

Stirb in mir

Welt und alle deine Liebe,

dass die Brust

sich auf Erden für und für 

in der Liebe Gottes übe;

stirb in mir

Hoffart, Reichtum, Augenlust,

ihr verworfnen Fleischestriebe!

 

________________________

Umiera we mnie

świat, duma, bogactwo, pożądliwość

i wszystko, co śmiertelnicy

uważają za skarb.


Bach, Stirb in mir (Gott soll allein mein Herze haben)

 

środa, 28.03 godz. 11:36

Za chwilę w Dwójce tę arię będzie śpiewał Andreas Scholl z najnowszego płytowego nagrania Bach. Cantatas

 :-]

Już!

 

czwartek, 29.03 godz. 11:38

Dwójka mnie lubi!  0:-) Znowu Scholl, tym razem Cara sposa z płyty The best of Andreas Scholl

O, i na tym nie koniec. Teraz Ombra mai fu - zawsze przepiękne!

 




komentarze (18) | dodaj komentarz

Dawno, dawno temu...

niedziela, 25 marca 2012 13:36

 

 

      ...żyła niezwykła kobieta: mniszka, mistyczka, reformatorka, wizjonerka, lekarka i uzdrowicielka, przez Kościół katolicki uznana za świętą, i … kompozytorka, Hildegarda z Bingen (1098 – 1179). Jako mniszka pełniła funkcję przeoryszy konwentu żeńskiego benedyktynek, który jako pierwsza kobieta samodzielnie założyła, doprowadzając do oddzielenia go od klasztoru męskiego. Dzięki wszechstronnemu wykształceniu zyskała uznanie w czasach zdominowanych przez mężczyzn. Pisała traktaty naukowe i mistyczne, zabierała głos w aktualnych sprawach nurtujących epokę, jej rady zasięgali świeccy władcy i papieże, nie wahała się wypowiadać na tematy teologiczne, historyczne i społeczne. Odznaczała się nieprzeciętnym talentem krasomówczym, dzięki któremu zasłynęła jako kaznodziejka, zyskując zgodę papieża na głoszenie kazań dla osób świeckich i duchownych. Jej dzieła naukowe zawierają wiele sformułowań, odkryć, twierdzeń, które dopiero rozwój nauki wyposażonej w doskonalsze narzędzia badawcze pozwolił zweryfikować i uznać za słuszne. Głosiła równość ludzi bez względu na wyznawaną wiarę i poglądy. Na jej dorobek składają się trzy księgi mistyczne,  dramat liturgiczny  Ordo virtutum, księgi medyczne oraz kilkanaście innych z teologii, filozofii, kosmologii… No i zajmowała się muzyką, która według niej jest czystym wspomnieniem raju. A ponieważ jest pierwszą kompozytorką, której biografia jest tak dokładnie udokumentowana, można ją uznać za pierwszą artystkę, której rozpoznawalny i indywidualny styl pozwolił na przełamanie średniowiecznego obyczaju anonimowości w sztuce. Skomponowała  ok. 80 utworów. Należała do najświetniejszych umysłów swojej epoki. 

       W klasztorze w Eibingen nad Renem (po historycznym Bingen pozostały już tylko ruiny) benedyktynki nadal uprawiają zioła według receptur swojej wielkiej przeoryszy sprzed tysiąca lat.

 

Hildegarda z Bingen

 

 

Aha, zapomniałam dodać, że Hildegarda opracowała trzy wersje postu oczyszczającego:

1. post orkiszowo-warzywny

2. orkiszowy

3. ścisły

Zastanawiam się, od którego zacząć.

 




komentarze (14) | dodaj komentarz

Zazdrość

środa, 21 marca 2012 16:42

 

 

 

      Nie stać mnie na obiektywizm. I dobrze, to nie praca zawodowa, że muszę zachować profesjonalną niewzruszoną emocjonalną obojętność. Więc będę stronnicza, nieobiektywna, tendencyjna, subiektywna…. Uprzedzona? Nie, nie mogłam być uprzedzona, bo nawet nie zdążyłam przed wyjazdem choć jeden raz całości posłuchać. I nawet nie kojarzyłam wszystkich występujących solistów.  Z oczekiwaniem więc zapadłam z ulgą (pobudka 6 rano i do pracy, wyjście z pracy 12:30,  12:45 pierwszy bus, 14:30 – 15:00 łapanie miejskiej komunikacji z jednego dworca na drugi, przesiadka na drugi bus, 18:05 dojazd do stolicy, 18:30 kawa na stojąco już w Filharmonii, 19:00 początek koncertu) w fotel czwartego rzędu. Znajomy chorał początkowy utwierdził mnie, że dotarłam na to, na czym chciałam być: Pasja według św. Jana Johanna Sebastiana Bacha.

       Jeśli sens poznawania najpierw czegoś w kawałkach polegać ma na tym, że potem całość robi  większe i lepsze wrażenie, to chyba jestem na dobrej drodze. No bo ten Bach jest taki… ogromny, monumentalny, wielki, że zwykle zaczynam od kawałków.  Boję się, że zanim dobrnę do końca, wcześniej mnie znuży, a nie chcę gromadzić przykrych z nim doświadczeń. Jak na razie moja metoda się sprawdza. I wczoraj też się sprawdziła.  Wysłuchałam Pasji Janowej od początku do końca. I wydała mi się taka strasznie surowa, ascetyczna, co nie znaczy jednak, że pozbawiona emocji.

       Śledząc głosową i mimiczną ekspresywną  interpretację Jamesa Gilchrista (Ewangelista) nie można było o emocjach zapomnieć. Zdarzało mu się nawet śpiewać pod nosem partię chóru czy arię basu śpiewaną przez Dietricha Henschela (Piłat). Jednym słowem, wczuwał się bardzo. Najpierw mnie to raziło, ale z drugiej strony, dlaczego nie? Jaki niby miałby być Ewangelista, będący świadkiem i uczestnikiem zdarzeń tak pełnych dramatyzmu?  Przecież to Jan, najmłodszy i ukochany uczeń Jezusa.

       Pięknie i mocno zaśpiewała Ruth Ziesak (sopran), zwłaszcza druga aria Zerfliesse mein Herz z końcowym Dein Jezus ist tot bardzo ekspresywnie. Dużym zaskoczeniem, pozytywnym, okazał się młody tenor Eric Stoklossa. Podobało mi się jego wykonanie Ach, mein Sinn. Nie mogłam dotąd znaleźć nagrania, które by mnie tak całkiem zachwyciło, natomiast wczoraj wreszcie byłam w pełni usatysfakcjonowana. Zapewne duża w tym zasługa różnych okoliczności, nie tylko samego śpiewaka, ale i muzycznego zespołu Le Concert Lorrain, dyrygenta Christopha Prégardiena, którego tempo wykonania całości od początku do końca bardzo mi odpowiadało (z jednym małym wyjątkiem). Ale i sam głos Stoklossy, czysty i dźwięczny, z dramatycznym naciskiem, gdy trzeba, przypadł mi do gustu także i w drugiej arii, Erwäge, wie sein blutgefärbter Rücken, nawet bardziej niż w pierwszej. Muszę zapamiętać jego nazwisko; jestem ciekawa, co będzie śpiewał dalej. Yorck Felix Speer jako Jezus nie zapadł szczególnie w pamięć i w ucho, ale może dlatego, że w sumie do śpiewania miał niewiele.

       Andreasa Scholla kocham miłością bezwarunkową, a już szczególnie, gdy śpiewa Bacha. Jakoś nikt inny do lipskiego kantora nie pasuje mi bardziej. Es ist vollbracht! (Wykonało się!) to nie tylko aria, muzyka, śpiew. Lecz znacznie więcej. To mesjańska teologia, centralny moment Zbawienia. Scholl zaśpiewał bardzo dojrzale, w sposób dokładnie przemyślany nie tylko od strony muzycznej, ale i treściowej. Posłuchałam wcześniejszych jego nagrań i uważam, że wczorajsza interpretacja była spośród nich najlepsza. Nie bez znaczenia jest fakt, jak się Pasję odbiera: czy tylko jako dzieło muzyczne, choćby i genialne, czy także jako dzieło religijne, znajdując w niej źródło i potwierdzenie własnej wiary. Na początku odbierałam Pasję według św. Jana jako dzieło muzyczne, z ciekawością słuchacza zainteresowanego Bachowską polifonią, różnorodnością chóralnych chorałów, ale od Es ist vollbracht mój sposób słuchania się nagle zmienił. Nagle poczułam zgrzyt, że głos i muzyka nie niosą się pod wysokie sklepienie katedry, tylko w bezosobową kanciastą przestrzeń filharmonii, że zamiast migotliwego blasku świec razi sztuczne białe światło,  że zamiast półmroku nisz i bocznych ołtarzy wokół tylko puste, wyprane z emocji, gołe ściany. Siła oddziaływania muzyki Bacha byłaby większa jednak w kościele. Czy dla wszystkich? Nie wiem, dla mnie na pewno.

       Zastanawiając się nad całością dzieła, doszłam do wniosku, że czasem koncentrowanie się jednej czy drugiej arii, na wybranych ułamkach, bywa profanacją. Dramatyzm każdej Pasji można odebrać dopiero, gdy się zna całość i podążając za muzyką i tekstem, śledzi się rozwój wydarzeń aż do samego końca. Bo czy to ewangelista, czy kompozytor, obaj chcą doprowadzić do jakiejś pointy. Historia się co prawda urywa, ale przecież nie kończy definitywnie, bo jak śpiewa chór: Grób, który dla was przeznaczono, nie zawiera już w sobie cierpienia. Otwiera mi niebo, a zamyka piekło.


Pasja według św. Jana - Ruht wohl, ihr heiligen Gebeine

 

 No i w tym momencie całość mogłaby się zakończyć. Ale Bach postanowił dodać jeszcze jeden chorał, według mnie zbyteczny, ale skoro miał na niego pomysł, zrobił, co zamierzył, czyli „przedobrzył”. 

       Zazdrość to podobno brzydkie i niebezpieczne uczucie. Kiedy opanuje człowieka, może go zniszczyć. W zasadzie nie zazdroszczę ludziom niczego, ani urody, ani pieniędzy, ani niczego, za czym tak wielu goni tracąc życie. Ale wczoraj… pozazdrościłam Niemcom, że mają Bacha. I tym, którzy potrafią, jak Nederlands Kamerkoor, go śpiewać.

 

 



komentarze (20) | dodaj komentarz

Ten głos już nie zaśpiewa nic więcej

niedziela, 18 marca 2012 15:16

 

Montserrat Figueras - Noumi, noumi yaldati

 

      Montserrat Figueras, katalońska sopranistka,  zmarła 23 listopada 2011 roku. Już po jej śmierci ukazała się ostatnia płyta z jej nagraniami, przygotowana przez jej męża, Jordiego Savalla, hiszpańskiego instrumentalistę, dyrygenta i kompozytora. Oboje specjalizowali się w muzyce dawnej, penetrując znane i mniej znane partytury ludów basenu Morza Śródziemnego. Płyta Mare Nostrum jest właśnie świadectwem owych poszukiwań.  Na dwupłytowym albumie znalazły się utwory muzyki hiszpańskiej, andaluzyjskiej i katalońskiej,  włoskiej, greckiej, hebrajskiej, tureckiej, marokańskiej czy sefardyjskiej. Niezwykły głos Figueras brzmi tutaj cudownie delikatnie, lirycznie, mistycznie. Śpiewaczce towarzyszy Lior Elmaleh (tenor) i zespół Hesperion XXI, założony przez muzyczne małżeństwo z Katalonii (to znaczy Figueras i Savalla). Zespół nazywał się najpierw Hesperion XX, ale od 2000 r. zmieniono nazwę na Hesperion XXIMuzyka o tak różnych źródłach, a przecież stanowiąca nasze wspólne dziedzictwo kultury śródziemnomorskiej, nastraja medytacyjnie i refleksyjnie. Utwory dają przekrój kultur i tradycji w najdawniejszym, średniowiecznym brzmieniu, w którym głos Figueras nie miał sobie równych. Niestety, album nie na każdą kieszeń: średnia cena nie schodzi poniżej 150 zł, a i to przy dużym szczęściu. 

 




komentarze (11) | dodaj komentarz

czwartek, 25 maja 2017

Licznik odwiedzin:  378 085  

Kalendarz

« marzec »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
262728293031 

O moim bloogu

Szczęście nie jest stanem posiadania, lecz sposobem odczuwania

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Ulubione strony

Anderszewski

Arie i Głosy

Bach

Balet

Chopin

Chóralnie

Garrett

Händel

Jaroussky

Kaufmann

Koncertowo

Mahler

Mariusz Kwiecień

Małas-Godlewska

Membra Jesu

Minkowski

Muzyka polska

Scholl

Xavier de Maistre

Zimermany

Źródła

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 378085

Lubię to