Bloog Wirtualna Polska
Są 1 243 143 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Muzyka duszy

poniedziałek, 28 marca 2011 21:59

      

     

      Tym razem dużo nie napiszę.  Pisałam już bowiem o genezie i charakterze Membra Jesu Nostri Buxtehudego w wykonaniu Chóru Monteverdiego. Wspaniała, przejmująca kompozycja do słów średniowiecznych wierszy. Można słuchać i słuchać, za każdym razem odkrywając na nowo niezwykłe akordy, przejścia, połączenia głosowe. Do dzisiaj sądziłam, że to najlepsze, najcudowniejsze wykonanie tego utworu. 

     Jednak dokonałam odkrycia - ta sama przejmująca kompozycja, ale inne wykonanie, nowe doznania estetyczne - ZAUROCZENIE

I przede wszystkim - połączenie wrażeń słuchowych z oglądaniem. Jestem pod wrażeniem tym bardziej, że wśród wykonawców znajduje się mój ukochany śpiewak - Andreas Scholl, "głos anioła", jak o nim mówią. Nie wskażę go na załączonych filmach, sądzę, że bez trudu każdy zidentyfikuje go, słuchając śpiewu. 

     Muzyka z głębi duszy i do głębi przejmująca; śpiew poruszający najdelikatniejsze i najgłębiej ukryte struny; piękno absolutne. 

 

Ad Pedes - Membra Jesu Nostri

Ad Genua - Membra Jesu Nostri

Ad Manus - Membra Jesu Nostri

Ad latus - Membra Jesu Nostri

Ad Pectus - Membra Jesu Nostri

Ad Cor - Membra Jesu Nostri

Ad Faciem - Membra Jesu Nostri

 




komentarze (5) | dodaj komentarz

Mroczna rosyjska dusza

sobota, 26 marca 2011 21:34

 

 

     Dama Pikowa Piotra Czajkowskiego z librettem na podstawie opowiadania Aleksandra Puszkina od momentu premiery w 1890 roku odniosła oszałamiający sukces do tego stopnia, że sam kompozytor orzekł, iż stworzył arcydzieło. Do dziś należy do najsłynniejszych oper, choć nie wszędzie da się ją z powodzeniem wystawić. Problem stanowi mroczna rosyjska dusza głównego bohatera, Hermana – hazardzisty, który dla poznania tajemnicy trzech wygrywających kart poświęca miłość własną i wykorzystuje kochająca go Lizę (Lizawietę), która popełnia samobójstwo topiąc się w Newie, śmiertelnie przeraża Hrabinę, która umiera nie wyjawiwszy tajemnicy, a ostatecznie opętany myślą o wygranej przegrywa wszystko i popełnia samobójstwo.

     Na pozór historyjka niezbyt skomplikowana ani budująca. Ot, nałogowy hazardzista niszczy wszystkich wokół i sam doprowadza się do marnego końca. A jeszcze gdy się pamięta o literackim pierwowzorze, w którym bohater ani taki demoniczny nie jest, ani zbyt skomplikowany od strony psychologicznej, można się zastanawiać, skąd ta popularność i nieustający sukces.

     Jak to w przypadku opery bywa, z muzyki oczywiście. Czajkowski mistrzem był, że tak sparafrazuję całkiem serio polskiego pisarza. Słucha się go z rosnącym zachwytem. Grozę i tajemniczość potrafił wykreować samą muzyką, nawet jeśli nie towarzyszą jej słowa żadnej arii. Bardzo patetyczne wejście orszaku carycy Katarzyny odbywa się przy dźwiękach poloneza. A zaraz potem narastające napięcie na początku sceny drugiej w akcie 2 wywołuje wręcz gęsią skórkę. Herman ukrywa się w pokoju Hrabiny, która za moment wejdzie i dojdzie do nieuchronnej konfrontacji, którą ona przypłaci życiem. Tajemnica trzech wygrywających kart nie zostanie odkryta, ale bohaterowi objawia się ona w wizji, której on oczywiście wierzy. To już wyraźny objaw obłąkania Hermana, który o niczym innym nie myśli, tylko o wygranej.

     Zupełnie logicznie można przewidywać, że przegra, a ostatnią kartą, jaką trzyma w ręce jest tytułowa dama pikowa zamiast asa. Bohater całkowicie traci kontrolę nad swoim rozumem, bo w postaci damy widzi zmarłą Hrabinę.  Ona zaś kim jest? Uosobieniem pozagrobowej zemsty? Przerażającym fatum? Przestrogą? Kim była? Tajemniczą „Wenus moskiewską” w świetnych latach swej młodości w Paryżu? Kochanką hrabiego Saint-Germaina, który wyjawił jej sekret trzech kart? Za jaką cenę go zdobyła? Wiele tajemnic skrywa ta prosta historia, a jedną z najdziwniejszych jest funkcjonowanie całej opery w szeregu asocjacji, które towarzyszą jej słuchaniu. Takie muzyczne i literackie światy równoległe kłębiące się w pamięci, obrazy, cytaty, frazy… Aria Komandora Mozarta, gotycyzm Walpole`a, Józef Balsamo, „Gracz” Dostojewskiego, " Bel-Ami " Guy de Maupassanta, nawet „Portret Doriana Graya” Oskara Wilde`a, ba nawet Ofelia Szekspira, która przecież się topi, jak później Liza w Newie.

     Może właśnie stąd fenomen Damy Pikowej - z nagromadzenia mrocznych tajemnic, które przemawiają do każdej wyobraźni. Przecież lubimy się bać.  Zwłaszcza gdy się siedzi bezpiecznie w domu, a horror rozgrywa sie w telewizji, albo na operowej scenie za pośrednictwem radia. I jeszcze jeden aspekt w przypadku opery rosyjskiej - jako przedstawicielka pokolenia, które uczyło się przymusowo języka rosyjskiego w szkole, rozumiem przynajmniej pewne fragmenty libretta bez tłumaczenia :-)

 


Piotr Czajkowski Dama Pikowa, opera w trzech aktach

 Wyk. Vladimir Galouzine, Peter Mattei, Dolora Zajick, Karita Mattila, Chór i orkiestra Metropolitan Opera, Andris Nelsons - dyrygent

Transmisja w Dwójce

26 marca 2011r, godz. 18:00

 


Tagi: opera, MET

komentarze (2) | dodaj komentarz

Czytanie Kadłubka

sobota, 26 marca 2011 10:37

 

 

     Nazbierał Kadłubek tysiące powiedzeń, sentencji, przysłów, że można jego dzieło uważać za słownik. Czy nikomu nie przyszło do głowy opracować do nich indeks? Powstałaby wręcz całkiem spora książeczka skrzydlatych słów. Po co szukać po setkach innych autorów, starożytnych, biblijnych, średniowiecznych, skoro Mistrz Wincenty zebrał je wszystkie razem? Trochę też jego własnych. Dodać jeszcze obrazowe porównania, które się tu i ówdzie pojawiają. Całkiem niezła byłaby zabawa. I zupełnie inne czytanie.


Nieurodziwy nie ma nic do stracenia z powodu oceniania swojej urody.


My bowiem dzisiejsi jesteśmy i nie masz w nas sędziwej wiedzy wczorajszości.


 

I wskazówki dla rządzących by się znalazły, jak później u Kochanowskiego:

Nie należy bowiem dbać o własne ocalenie, ilekroć zachodzi wspólne niebezpieczeństwo.

 

I ponadczasowy ogląd wad ludzkich:

Żądza władzy zwykła obchodzić wszystkie kąty u wszystkich, do wszystkich się umizgiwać, wszystkim do nóg padać, dopóki nie osiągnie, do czego wszelkim sposobem dążyła.


Najsprawniejszą stręczycielką przychylności jest moneta.


Podwójnie bezecny jest ten, kto życie komus odebrawszy, gdy nie może zabrać duszy, usiłuje zbrukać jego dobrą sławę.

 

W wielu miejscach Kadłubek wygrywa znaczenia słów, z paradoksu wydobywa oczywistą mądrość, bawi się wieloznacznością, popisuje językową żonglerką, jakby pisanie sprawiało mu niezmierną radość i było zabawą:

Niełatwo przychwycić kogoś na kłamstwie w tym, czego nikt nie wie, ani niełatwo może uniknąć fałszu ten, kto w rzeczach niewiadomych wiele wyrokuje.


Nie jest rzeczą błahą w ludzkich sprawach lekceważyć błahostki.


Zuchwałością jest o sprawach niepewnych skwapliwie i nierozważnie wyrokować.


Wszystko jest cudze oprócz dwóch rzeczy: duszy i czasu.


Dla serca spragnionego nawet pośpiech jest zwłoką.


Jest czymś niedorzecznym niezachowywanie miary w zdobywaniu czegoś, skoro w posiadaniu należy zachować pewną miarę.


Naturę przekroczyłeś, z naturą nie masz nic wspólnego.


Lżejsza jest strata mienia niż czasu.


Za chmurą często kryje się słońce, lecz nigdy za chmurą nie gaśnie.


Czego podejmujemy się z miłości ojczyzny, miłością jest, nie szaleństwem, męstwem, nie zuchwałością.


Nazbyt wybredny jest, kto pragnie zaszczytu bez ciężaru.


Wielce jest to niegodziwe, żeby kara poprzedzała wyrok.


Lekarz nie zawsze wyleczy i mówca nie zawsze przekona.


Twojemu zadziwieniu się nie dziwię (...), zdumiewa mnie waszk twoje zdumienie (...) – przytyka Jan Mateuszowi.


Stoi niskie sitowie, a wysokie sosny obala sama ich rosłość.


Konieczność bowiem wszelkich sztuk wszędzie jest mistrzynią i zawsze nauczycielką nieumiejętnych.

 

I makiaweliczne zgoła pouczenia dla opisu podłości Zbigniewa:

Zawsze więcej obiecuj, niż chciałbyś udzielić, gdyż wielkie obietnice mało kogo obowiązują, wielu zaś radują.

Tylko że Machiavelli żył później i Kadłubek jego Księcia nie czytał.


     Echa Kadłubkowych metafor, figur retorycznych, porównań znaleźć można w późniejszej literaturze. Np u Mickiewicza w monologu Konrada pobrzmiewa ślad wywodu Mateusza:

Wśród opowiadania  bowiem zawodzi rozum, zrozumieniu nie dopisuje mowa, a słowa nie wyjaśniają rzeczy zgodnie z tym, co zaszło.

 

     Aż dziw, jak w wielu miejscach Kadłubkowe sentencje głęboko drążą prawdę o człowieku dzisiaj potwierdzaną przez poważne badania psychologów, jak choćby Paula Ekmana wnioski na temat przejawów kłamania. Kadłubkowi nie trzeba było lat badań i dociekań ani całej książki, by w jednym zdaniu streścić istotę fałszu:

Choćby języki wszystkich milczały, własne zamysły człowieka o nim nie zamilczą.


I Lec by się nie powstydził wielu aforyzmów, a nie wiem, czy on także z Kadłubka nie czerpał natchnienia.

Nikt oprócz mędrca nie może nie podobać się sam sobie.


W człowieku nie ma nic doskonalaszego nad samą niedoskonałość.


Gdy zestawić obok siebie przeciwieństwa, uwydatnia się i to, co ważniejsze, i to, co mniej ważne.


Wielki błąd popełniamy, jesli dobrze nie chwalimy czynów innych, ale też nie osiągamy żadnej nagrody, jeśli, ile tylko możemy, tych czynów nie naśladujemy.


Słabi są ci, którzy bezpiecznymi się czują w tłumie, mało bowiem sobie zawierza, kto potrzebuje licznego towarzystwa.


  Jak wielka i zacięta musiała być bitwa, jeśli niektórzy z nich, nie zwyciężeni, lecz zwyciężaniem umęczeni, pośród mnogich poległych nieprzyjaciół zasypiają.

 

     Cała Kronika naszpikowana jest chwytami retorycznymi ubarwiającymi to cnoty władców, książąt i królów, to wady ich przeciwników. O Bolesławie Krzywoustym pean wzniosły brzmi tak: na kształt bystrego strumienia jakby bardziej wzburzonym rwie sie nurtem, z każdą przeszkodą staje się gwałtowniejszy, za każdym zrywem odważniejszy. (...) Jednakże im sroższy był dla tych, których miał pokonać, tym łaskawszy był dla pokonanych. (...) łaskawa zyczliwość księcia wszystkich oszczędza, wszystkim przebacza; uznał bowiem, że słuszniejsza jest miłościwa łaskawość i ludzkość niż zemsta surowej sprawiedliwości. Im zaś wynioślejszy i łaskawszy był Bolesław, tym bardziej podstępny i podły starszy brat jego przyrodni Zbigniew, na którym łaska, życzliwość i ludzkość Bolesława ostatecznie się wyczerpała. Wszelako on zawsze był najzaciętszym wrogiem tych wszystkich wartości. Przeto jeśli oko rozumu zwrócimy na jego wrodzoną nikczemność, jeśli wasze wrażliwe powonienie czuje straszliwą zgniliznę jego obyczajów, której wstrętna woń zakaża całe powietrze, jeżeli rozważyć kładąc na szali zaciętą zapamiętałość w złośliwym postępowaniu, jakiej nigdy mu nie brakowało, jeżeli pogrąża go cały ciężar okoliczności i nie dałby się wymyślić na jego korzyść żaden zgoła, choćby wyżebrany głos obrony – nikt nie zaprzeczy, że tu zły czyn popełniono.

 

     Brygida Kürbis (tłumaczka) przesadza jedank ze wstawkami, które rzekomo mają tekst Kadłubkowy rozjaśniać, dopowiadając opuszczone wyrazy a konieczne ze względu na logikę słowa. Skutek jest odwrotny od zamierzonego. Jasne, klarowne, ekonomiczne zdania Kadłubka stają się rozwlekłe, naszpikowane niepotrzebnymi zaimkami, partykułami, rzeczownikami. To, co miało swoją gęstość treści, staje się rozmyte, wyprane z emocji, pozbawione mocy. Np. Za tak wielkie zaś dobrodziejstwo [tamten] odwdzięczył się w tak podły sposób, że nie dowierzając [skutkom] własnej niegodziwości rozdmuchał [jeszcze] przeciw Bolesławowi nienawiśc cesarza. Trzy zupełnie zbyteczne dopowiedzenia. Wiadomo, że tamten, bo zdanie poprzednie kończy się jak ów tamten został księciem Prażan. Typowa konstrukcja temat-remat, więc doprawdy, po co mnożyć zaimki? Nie dowierzając własnej niegodziwości brzmi o wiele, wiele lepiej, mocniej, dosadniej; był tak zaślepiony nienawiścią, że nawet swojej podłości nie dowierzał, czy wystarczy. Rzeczownik skutki zbędny, niweluje niezwykłe napięcie emocjonalne Kadłubkowego oryginału. Tak samo trzecia wstawka jeszcze. A po co? To oczywiste: nie dowierzając własnej niegodziwości rozdmuchał przeciw Bolesławowi nienawiść cesarza. Przecież nie po to, by samemu dać sobie spokój, by się cesarzem wyręczyć, ale żeby swoją zapiekłość wzmocnić.

         Podobnie przedobrzyła w zdaniu: znośniej niewolnikiem się urodzić aniżeli się nim stać, gdyż tamto jest niełaską natury, [a] to rozbiciem niedołęstwa, po którym pływa się [wprawdzie] nader łatwo, ale nie bez trudności [stamtąd] wypływa. Zdanie jest całkowicie jasne, a dodatkowo silniejsze w wymowie bez tych dodatków. Jeżeli najpierw jest tamto , wiadomo, że to po przecinku rozpoczyna zdanie przeciwstawne, więc po co a ? ... po którym pływa się nader łatwo... – wszystko jasne, klarowne, nader, czyli bardzo, co tu robi wprawdzie ? No i jeśli już wcześniej było wspomniane morze, w którym się nader łatwo pływa, doprawdy trzeba być ślepcem, albo dopiero uczącym się czytania pierwszoklasistą, żeby trudność wypływania do tegoż morza nie odnieść. To już bardziej pasowałoby z niego, choć i to zbędne.

         Kadłubek potrafi zbudować całkiem długie, zagmatwane zdania, trzeba to przyznać, ale jest też mistrzem w nazywaniu rzeczy po imieniu bez zbędnych słów. Umie być zwięzły i lakoniczny, gdzie trzeba. Umie być złośliwy i ironiczny. Umie celnie podsumować czyjeś zachowanie. Jest bardzo różnorodny i cały urok Kroniki w tym, że jest tak bogata stylistycznie i składniowo. Czemu ta baba pozbawia ją piękna różnorodności? Jeśli coś jest jasno wyrażone, nie stanie się jaśniejsze przez mnożenie wielosłowia.

         Albo takie zbędne spójniki i przyimki: Nie brakło jednak czyichś wiele mówiących westchnień [i] jęków [wśród] tłumionego pogadywania... Robi się z tego jakaś pusta i wydumana retoryka, a przecież całkiem prosta, oczywista jest sytuacja: nie brakło jednak czyichś wiele mówiących westchnień, jęków, tłumionego pogadywania... Wspaniała, klarowna fraza wyliczeniowa, prowadząca do kulminacji. Chyba Kadłubek nie był głuchy i słyszał rytm swojej prozy. I nie psuł tam, gdzie prostsza konstrukcja daje mocniejszy efekt. Pani Brygida Kürbis może i zna perfekcyjnie łacinę, ale na polszczyznę jest trochę głucha.


 

 



komentarze (7) | dodaj komentarz

Cecilia Bartoli - spełniając prośbę

poniedziałek, 21 marca 2011 16:21

    

 

      Recenzent w The West Australian napisał: Jeśli jakakolwiek pieśniarka zasługuje na określenie primadonna  absolutna, to tylko Cecilia Bartoli.

     Natomiast The Times twierdzi: W świecie opery i muzyki klasycznej Bartoli tworzy osobną ligę. 

Na poparcie tej opinii wystarczy zauważyć:

- pierwszy publiczny występ operowy w wieku 8 lat w Tosce;

- właściwy debiut operowy w wieku 21 lat (gdy z reguły dochodzi do niego koło trzydziestego roku życia, gdyż tyle czasu zajmuje praca nad techniką śpiewania i kształcenie głosu);

- ponad 8 mln sprzedanych płyt;

- nagroda Grammy za album Sacrificium w kategorii Best Classical Vocal Performance;

- na międzynarodowych listach przebojów zajmowała czołowe miejsca przez ponad 100 tygodni;

- jej popularności nie dorównuje dzisiaj nikt inny z operowego świata;

- z równą łatwością śpiewa zarówno koloraturowym mezzosopranem, jak i sopranem;

- współpracowała z największymi dyrygentami:  Ricardo Mutim, Herbertem von Karajanem, Danielem Barenboimem, Nikolausem Harnoncourtem i innymi.

 

     Rodowita rzymianka z iście włoskim temperamentem potrafi zauroczyć publiczność bezpośredniością i teatralnym gestem. Pochodzi z rodziny zawodowych muzyków. Zaczynała karierę od dzieł barokowych: Haendla, Salierego, Cacciniego, stopniowo poszerzając repertuar o Mozarta, Vivaldiego, Berlioza, Bizeta czy Rossiniego, nie trzymając się jednej epoki.


Sacrificium

 

     Ostatnia płyta Sacrificium pokazała nie tylko wielką skalę talentu i umiejętności wokalnych Bartoli, ale też jej niepokorny charakter. Na płytę bowiem składają się najtrudniejsze arie, jakie kiedykolwiek zostały skomponowane, a przeznaczone dla słynnych włoskich kastratów, jak Farinelli czy Cafarelli ze szkoły neapolitańskiej. Wśród kompozytorów tworzących dla siedemnasto- i osiemnastowiecznych kastratów znajdują się: Antonio Caldara, Francesco Araia, Carl Heinrich Graun, Leonardo Leo, Nicola Porpora i Leonardo Vinci oraz dodatkowo w wersji dwupłytowej: Ricardo Broschi, George Frideric Handel i Geminiano Giacomelli.

     Cecilia Bartoli zadbała, aby na płycie oraz w książeczce dołączonej do niej znalazły się zdjęcia będące połączeniem męskich aktów z jej twarzą. Wydawca początkowo nie chciał się zgodzić na tak prowokacyjną okładkę, ale śpiewaczka się uparła i ostatecznie postawiła na swoim. Jak twierdzi, chodziło jej o zaakcentowanie połączenia męskiego ciała i kobiecego głosu, który zachowywali kastraci na skutek okaleczenia, które w osiemnastym wieku stosowano powszechnie zwłaszcza w Neapolu i Casercie.  Szkolono ich później, aby mogli wykonywać najtrudniejsze i najbardziej skomplikowane arie pisane specjalnie dla nich. Współcześnie arie te wykonywane są przez śpiewaczki (dysponujące głosami sopranowymi, mezzosopranowymi czy altowymi) oraz kontratenorów, posługujących się specjalną techniką, pozwalającą im osiągać wysokie tony.

     Cecilia Bartoli koncertuje na całym świecie. Była także w Polsce, między innym we Wrocławiu na 36. Festiwalu Wratislavia Cantans oraz w Warszawie. Uważa, podobnie jak wielu wybitnych śpiewaków, że głos jest darem Boga.

 

     Ciekawostka – przy obecnej technice i umiędzynarodowieniu Internetu można za jego pomocą zamówić i kupić bilety na koncert Cecilii Bartoli także w innych krajach, nie czekając aż przyjedzie znowu do nas. Bilet kosztuje od 400 zł wzwyż.

 

 


 

 



komentarze (9) | dodaj komentarz

Najlepsi na świecie

środa, 16 marca 2011 17:32

  

 Membra Jesu Nostri

 

     Monteverdi Choir - założony w 1964 r. przez Johna Eliota Gardinera - od lat uważany jest za najlepszy chór na świecie.  Specjalizuje się w muzyce dawnej, barokowej, między innymi na nowo odkrywa i przypomina wspaniałych a niesłusznie zapomnianych kompozytorów, jak Gabrieli, Gesualdo, Carissimiego, Schütz, Buxtehude, Campra i Leclaira. Chór specjalizuje się również w nowych, na najwyższym poziomie wykonaniach Haendla, Bacha, Beethovena czy Mozarta. Oratorium "Israel w Egipcie" Haendla można było usłyszeć także w Polsce na Wratislavia Cantans. 

     Dyskografia Chóru Monteverdiego liczy ponad 250 pozycji, więc naprawdę jest czego posłuchać i wybór, jeśli chce się ograniczyć do kilku pozycji,  nie jest łatwy.  Chyba że ktoś zdecydowanie gustuje w w określonym repertuarze i lubi słuchać konkretnego kompozytora.  A do wyboru jest cała plejada twórców: od wspomnianych wyżej, nieco zapomnianych,  przez Beethovena, Brittena, Brahmsa, Berlioza, Haendla, Purcella, Monteverdiego oczywiście, Mozarta, Glucka po Schumanna, Schuberta, Verdiego i innych.

     Ostatnimi czasy zatknęłam się z Dietrichem Buxtehudem, zapomnianym kompozytorem niemieckiego baroku (urodzonym w Szwecji lub Danii), który wywarł olbrzymi wpływ między innymi na Bacha czy Haendla. Zresztą ciekawa jest historia kontaktów Buxtehudego z Bachem, który jako 20-letni chłopak odbył swoją pieszą "pielgrzymkę" do Lubeki, by zapoznać się z grą mistrza i posłuchać koncertów muzyki religijnej.  

    Postanowiłam i ja "udać się do Lubeki" , aby posłuchać Membra Jesu Nostri, w czym przewodniczy mi właśnie Monteverdi Choir prowadzony przez Sir Johna Eliota Gardinera. Jest to cykl kantat do siedmiu ran Chrystusa, tworzących całość nazwaną później „pierwszym luterańskim oratorium” (rok powstania 1680). Całość składa się z siedmiu części poświęconych cierpieniu ukrzyżowanego Chrystusa, a każda część jest skierowana do innej części ciała: stóp, kolan, rąk, boku klatki piersiowej, serca i głowy (Ad pedes, Ad genua, Ad manus, Ad latus, Ad pectus, Ad cor, Ad faciem).  

     Autorem słów poematu jest najprawdopodobniej średniowieczny poeta Arnulf z Louvain (istnieją hipotezy, że pierwowzór dzieła  jest autorstwa samego Bernarda z Clairvaux, ale to niepotwierdzone raczej). Kompozytor opatrzył poszczególne części wiersza mottem wybranym z Pisma Świętego, zwłaszcza Starego Testamentu, z wyjątkiem części V,  do której przypisano cytat z 1 Listu św. Piotra. Polifoniczna struktura pięciu głosów (SSATB - sopran, sopran, alt, tenor, bas), mimo zasadniczo smutnego rozważania głębi cierpień Chrystusa, w końcowym  Amen podnosi na duchu prowadząc myśl raczej ku przeżywaniu  miłości Zbawiciela do człowieka.  Muzyka jak najbardziej wielkopostna, otwierająca duszę na radość Zmartwychwstania, w pierwszorzędnym wykonaniu najlepszego na świecie chóru.

 




komentarze (5) | dodaj komentarz

czwartek, 25 maja 2017

Licznik odwiedzin:  378 055  

Kalendarz

« marzec »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
28293031   

O moim bloogu

Szczęście nie jest stanem posiadania, lecz sposobem odczuwania

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Ulubione strony

Anderszewski

Arie i Głosy

Bach

Balet

Chopin

Chóralnie

Garrett

Händel

Jaroussky

Kaufmann

Koncertowo

Mahler

Mariusz Kwiecień

Małas-Godlewska

Membra Jesu

Minkowski

Muzyka polska

Scholl

Xavier de Maistre

Zimermany

Źródła

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 378055

Lubię to