Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 273 396 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Nie lubię, nie cierpię gitary!...

wtorek, 26 lutego 2013 16:21

 

    To jakaś atawistyczna niechęć, całkowicie niewytłumaczalna. Nie rozumiem, jak można chcieć się uczyć na niej grać; dlaczego jest taka popularna na ogniskowych imprezach... jak ktoś wyciągał gitarę i zaczynało się wspólne zawodzenie, dostawałam białej gorączki  i cierpła mi skóra, dlatego przestałam chodzić na "gitarowe" imprezki. I wcale, ale to wcale mi z tego powodu nie jest przykro! Nie cierpię gitary. 

    No, chyba że...

 

      Joaquín Rodrigo Vidre (1901 - 1999) - oczywiście usłyszałam o nim po raz pierwszy w Dwójce. Nazwisko nic mi nie mówiło, ale posłuchałam muzyki. Akurat najsłynniejszy jego utwór, Concierto de Aranjuez niezbyt mi się podoba. Nie trafia do mnie. Może powinnam więcej razy posłuchać.  Cóż, trudno, nie znam się. A utwór zyskał nie tylko popularność,  przerabiany na harfę z orkiestrą czy aranżowany na trąbkę i grany przez Milesa Davisa, ale przyniósł kompozytorowi także splendor w postaci przyznanego w 1991 r. dziedzicznego tytułu szlacheckiego Markiza Ogrodów Aranjuez. 

       Rodrigo był niewidomy, pisał kompozycje w alfabecie Braille`a - nie mam pojęcia jak to może wyglądać. Uczył się grać na fortepianie i skrzypcach, ale to gitarę uczynił instrumentem orkiestrowym i koncertowym jak nikt przed nim. A jeszcze gdy gitarzystów jest czterech - plus cała orkiestra, to może i warto posłuchać.

 

Concierto Andaluz na 4 gitary i orkiestrę - Joaquin Rodrigo

 

        Czy tylko Hiszpanie tak potrafią? Okazuje się, że nie tylko. Aha, bo jest jeszcze druga rzecz, której nie lubię, to muzyka współczesna, taka bardzo współczesna. Też pewnie dlatego, że nie rozumiem, ale cóż, wolno mi. Krzysztofa Meyera (ur. 1943 ) więc raczej nie dlatego słucham,  że lubię, tylko przez przypadek, jak się trafi. Ma w dorobku kompozycje smyczkowe, fortepianowe, wiolonczelowe, chóralne... Ba, koncerty na saksofon, trąbkę, flet, obój, harfę... nawet na puzony, perkusje i nie wiem, co jeszcze. A tu bach! pojawia się i gitara.

 

 Krzysztof Meyer - Koncert na gitarę, kotły i orkiestrę smyczkową

 

Na gitarze gra Łukasz Kuropaczewski

 

Fajne! Takie lubię, dość niepokojące... te kotły... Ale tak w ogóle to nie cierpię gitary!...

 



komentarze (20) | dodaj komentarz

Niektórzy...

sobota, 23 lutego 2013 22:46

     

      .... mają wszystko: młodość, talent, urodę i... błyszczącą wiolonczelę. Ona ma to wszystko - a nawet jeszcze świetnie wpadające w ucho nazwisko.

Sol Gabetta - wiolonczelistka argentyńska, mieszkająca w Szwajcarii

 Co tu dużo pisać, fenomenalnie gra...

 

.... Haydna...

Sol Gabetta - Haydn, Koncert wiolonczelowy

 

 

... Elgara...

Sol Gabetta - Edward Elgar, Sospiri

 

 

---Szostakowicza

Sol Gabetta - Szostakowicz, Sonata na wiolonczelę i fortepian

 

 

        Sir Edward William Elgar (1857 - 1934) za twórczość kompozytorską uhonorowany został w 1904 r. tytułem szlacheckim. Jest autorem Ody koronacyjnej na cześć Edwarda VII. Z kilkuczęściowej Ody pochodzi słynna pieśń Land of Hope and Glory pełniąca funkcję nieoficjalnego brytyjskiego hymnu, śpiewanego co roku na zakończenie festiwalu The BBC Proms.

       A dla nas ciekawostka: w 1915 r. Elgar skomponował preludium symfoniczne Polonia dedykowane Ignacemu Paderewskiemu. W utworze pojawiają się motywy z Chopina (Nokturn g-moll), Paderewskiego (Polonez - fantazja), pieśni patriotycznych (Warszawianki, Chorału, Mazurka Dąbrowskiego). 

        Edward Elgar zmarł 23 lutego - tak, tak, dzisiaj przypada rocznica jego śmierci; i znów się będę zastanawiać, skąd o tym wiedziałam (bo przecież nie wiedziałam), że coś mnie do niego ciągnęło; bo najpierw go znalazłam, a potem zobaczyłam datę; zostało po nim muzyczne westchnienie - sospiri. A może tchnienie? Spiritus flat ubi vult. 

 



komentarze (18) | dodaj komentarz

Dwustuletni Verdi współcześnie

sobota, 16 lutego 2013 12:59

 

 

       Widziałem wszystkie stare zbrodnie świata ubrane w szaty świeże, nowym kołujące tańcem – ale ich koniec ten sam, co przed tysiącami lat – rozpusta, złoto i krew - pisał Zygmunt Krasiński w 1833 roku (wyd. Nie-Boskiej komedii 1855). Victor Hugo napisał  Le Roi s`amause w 1832 roku, a po kilkakrotnych przeróbkach sztuka stała się podstawą libretta opery Verdiego w 1851. Rozpusta - dla Księcia Mantui nie ma świętości, a ulubioną rozrywką jest uwodzenie kobiet, nieważne mężatek, panien, dziewic... bez różnicy  - Questa o quella. Złoto - za złoto mżna kupić czyjąś śmierć, dokonując zemsty. Zemsta ma dwa końce, jak się okazuje, i jej skutki uderzają w mściciela. Krew - najczęściej jest to krew najmniej winnej postaci. Tym razem córki tytułowego Rigoletta, Gildy, zamordowanej - o ironio - za pieniądze jej własnego ojca. Nie wiem, czy w worku ta śmierć, jak jest w oryginale. Chyba nie, ze zdjęć premierowych wynika, że rozpaczliwe uświadomienie sobie przez Rigoletta, że za sprawą jego intrygi ginie jego córka, dokonuje się w kabriolecie (V`ho ingannato) [Ach, nie, nie w kabriolecie, tylko w bagażniku samochodu, no tak, trupy wywozi się w bagażniku] - bywalców kasyn i graczy przy stołach z zielonym suknem stać na modne samochody, nawet jeśli byłyby tylko pożyczone pod zastaw przyszłej wygranej.

       Jaka jest różnica między hedonistycznym rozpasaniem XVI-wiecznego dworu w Mantui a konsumpcyjnym immoralizmem rozrywkowego świata w Las Vegas? Według Michaela Mayera nie ma różnicy, dlatego akcję Rigoletta umieścił w latach 60-tych w centrum światowego hazardu, Księcia Mantui (w tej partii Piotr Beczała) kreując na estradowego playboya odnoszącego sukcesy w świecie muzycznym. Podobno pierwowzorem był Frank Sinatra i jego kompani z nieformalnej grupy artystów Rat Pack. 

       Kto nie zna La donna e`mobile? Wszyscy znają i podziwiają, a tenorzy popisują się, wyciągając wysokie tony. A czy ci wszyscy, którzy tak łatwo rozpoznają wpadającą w ucho melodię wiedzą, że arię tę śpiewa najbardziej rozpustny i niemoralny Książę w dziejach opery? Piotr Beczała od roli Księcia Mantui rozpoczął karierę w MET (2006) i w tym sezonie, w jubileuszowym roku Verdiowskim powraca do niego w nowej odsłonie. Obok niego, w kolorowej musicalowej scenerii, która nie wszystkim się podoba ze względu na zbytnie odejście od operowego pierwowzoru, występują: Żeljko Lucić  (baryton) jako tytułowy Rigoletto; Diana Damrau (sopran) jako jego córka, Gilda; Stefan Kocan (bas) - Sparafucile, płatny zabójca; Oksana Volkova (mezzosopran) -  Maddalena, siostra Sparafucila.

      Gdyby szukać w czasach współczesnych znaków zapowiadających wieczór świata tego, trzeba mimo wszystko przyznać, że wieczór ten trwa już od jakiegoś czasu, od stuleci. Pisarze zapowiadali go od dawna, od dawna widzieli, a porównywanie naszych czasów z dawnymi prowadzi do jednego wniosku: nihil novi sub sole. 

       Czy należy współczuć Rigolettowi? Spotkała go straszna kara: stracił ukochaną córkę, która była jego oczkiem w głowie, którą chronił przed złem tego świata, niejako własnoręcznie pchając ją w ramiona śmierci. Tak, to prawda, ale on sam był tego zła w świecie wydatnym i aktywnym współtwórcą. Kiedy Książę Mantui uwiódł córkę  Hrabiego Monterone, nie miał dla nieszczęsnego ojca litości, drwiąc z niego z niewyobrażalnym okrucieństwem. Rigoletto był wiernym, cóż z tego, że błazeńskim, sługusem Księcia. Czy nie zakrawa to na hipokryzję, że chciał chronić córkę przed zepsuciem, któremu sam służył i to z taką gorliwością? 

       Można się zżymać na zbyt krzykliwą, ekstrawagancką scenografię, ale nie sposób nie przyznać słuszności spostrzeżeniu, że dwuznaczne uwikłanie człowieka w zło jest ponadczasowe. Byłoby ciekawe oglądanie Beczały w roli czarnego charakteru, ale ograniczę się do słuchania transmisji w Dwójce.

      Dzisiaj - 19:00 - transmisja z Metropolitan Opera

I przedsmak tego, co będzie można usłyszeć, a którzy mają blisko do miejsc, gdzie odbywają się transmisje HD - będą mogli dzisiaj zobaczyć.

 

Rigoletto (Questa o quella) - Piotr Beczała

 

 

  Ona jeszcze nie wie, że zakochała się w skończonym draniu.

 

 Caro nome (Rigoletto,Verdi) - Diana Damrau jako Gilda

 

 Jeszcze nic nie zapowiada katastrofy - czuła rozmowa ojca z córką. Choć nie, już coś zaczyna się psuć. Ona nie rozumie, dlaczego ojciec trzyma ją w ukryciu. On zaś nie wie, że córka już poznała Księcia, który od tej pory nie spocznie, aż ją zdobędzie.

 

Rigoletto i Gilda (duet) - Żeljko Lucić i Diana Damrau

 

 

      Czego oczy nie widzą... to uszy usłyszą. Czego za mało w libretcie Piavego, to zawarł Verdi w muzyce. Bezsprzecznie muzyka w Rigoletcie przewyższa treść. I mimo wszystko główny bohater zasługuje na współczucie. Może i dobrze, że nie oglądałam. Bujne życie w kasynie rozpraszałoby odbiór warstwy muzycznej. A muzyka jest jednak potężna i tragiczna. Wbrew pomysłom wszelkiej maści reżyserów. Kiedy Gilda pada ofiarą mrocznych knowań ojca, a zarazem własnych uczuć, jest to moment straszny, bo nieodwracalnie spełniający nieubłagane fatum zapowiedziane pod koniec I aktu. Kiedy wkrótce potem Rigoletto najpierw napawa się dokonaną zemstą, a następnie wytrącony z równowagi słyszy złowieszczą melodię beztroskiego Księcia - La donna e mobile pojawia się tu kilkakrotnie jako ironiczna, drwiąca zapowiedź realizacji klątwy rzuconej przez Monterone - o, zdecydowanie to nie jest piękna i radosna piosenka; dopiero w kontekście całości słychać jaką rolę odgrywa - odkrywa straszną prawdę: La maledizione! wywołuje dreszcz przerażenia.  Rigoletto Żeljko Lucica zdecydowanie zasługuje na współczucie. Zarazem pozostawia nas całkowicie bezradnymi. Nic nie można zrobić. Absolutnie nic. 

     Znowu nie będę mogła zasnąć...

 

19 lutego

 

Tego szukałam i znalazłam. Koniec aktu II - Rigoletto przysięga dokonać zemsty. Wspaniała muzyka i świetne wykonanie.  Rigletto w wykonaniu Lucica jest naprawdę groźny. Mocne, przejmujące.

 

Si, vendetta... (Rigoletto) - Żeljko Lucić

 



komentarze (11) | dodaj komentarz

Zniża się wieczór świata tego...

poniedziałek, 11 lutego 2013 20:54

       Ujrzałem ten sam schyłek epoki, podobnie rozsypującą się jedną obyczajowość, kiedy nowa ledwo zaczęła się kształtować, te same problemy związane z odchodzeniem, ze zmierzchem starych klas... te same obłędne namiętności, które wyzwalają w ludziach moment przełomu i to samo okrucieństwo, które powoduje atawistyczna nienawiść, jednym słowem: ujrzałem podobne umieranie czasu.

         Świat współczesny, rzekomo tak gloryfikujący humanistyczne wartości, człowieka samego (znaczy: samotnego niestety) stawiający na piedestał… O, nie, nie człowieka samego, tylko podobno jego wolność samą, nieskrępowaną wolność … od czego... do czego?...

 

 

Człowiek jest zawsze

budowniczym więzienia.

I żeby kogoś dobrze poznać,

trzeba wiedzieć, jakie więzienie zbudował.

 

      Złudzenie!... Człowiek współczesny żyje w złudzeniu, że wie, czego chce, gdy w istocie chce jedynie tego, czego się odeń wymaga. A może nie?  Pragnienie kariery, bo kariera jest dzisiaj probierzem sukcesu. Wmówiono nam to. Pragnienie sukcesu, bo sukces jest dzisiaj miernikiem wartości człowieka. Wmówiono nam to. Pragnienie wiecznej młodości, bo młodość jest gwarancją atrakcyjności. Wmówiono nam to. Atrakcyjność na miarę celebrytów i idoli z pierwszych stron gazet i nieustannego podglądania kamer, bo takie życie ma być ideałem wolnego człowieka - wmówiono nam to. Pragnienie akceptacji dla wszystkich swoich czynów, pragnienie podziwu,  oklasków, lajków, bo wmówiono nam,  że od nich zależy, czy jesteśmy wartościowymi ludźmi, że w ogóle istniejemy, więc opowiadamy, opowiadamy, opowiadamy  wszystkim o wszystkim: przed kamerami, na blogu, w wywiadach, w rozmowach w toku… Żadnej prywatności. Żadnej intymności. Wszystko na sprzedaż. Człowiek sprzedaje nie tylko towary; sprzedaje samego siebie i sam czuje się towarem. Wataha krwiożerczych hien się rzuca na news,  mam to, nagrałem!  słychać krzyk. A ty się sprzedajesz. I podglądasz, jak sprzedają się inni. 

 

zniża się wieczór świata tego

nozdrza wietrzą czerwony udój

z potopu gorącego

zapytamy się wzjem ktoś zacz

 

       Zmienia się? Tak, zmieniają się rządy, rządzący, nazwiska i twarze, a poza tym widziałem wszystkie stare zbrodnie świata ubrane w szaty świeże, nowym kołujące tańcem – ale ich koniec ten sam, co przed tysiącami lat – rozpusta, złoto i krew. A tobie się marzy, że świat zmieniasz.  Doprawdy, Jam jest niewolnik – ale zbuntowany! Ha, kto uwierzy za sto, dwieście lat, że byłeś, istniałeś, że świat nasz był taki ważny, nieporównany z niczym, wyjątkowy. Raczej

 

Zostanie po nas złom żelazny

I głuchy drwiący śmiech pokoleń

 

      I jakaż obrona przed rozpaczą? Nie wierzyć w nic?

Ja rzucam miecz, sam wyjdę bezbronny…

… i?...

 

       Cytaty z utworów Tadeusza Borowskiego, Józefa Czechowicza, Ericha Fromma, Roberto Juarroza, Zygmunta Krasińskiego, Włodzimierza Odojewskiego, Juliusza Słowackiego, z portalowych newsów oraz z inspiracji twórczością Tadeusza Parnickiego.

 



komentarze (22) | dodaj komentarz

Świat na opak wywrócony

sobota, 09 lutego 2013 0:14

 

        Podczas  koncertu zorganizowanego dla uczczenia pamięci Händla jeden z chórzystów spadł ze stromej  pochyłości, gdzie stał chór, i wleciał do kontrabasu, skąd wystawały tylko jego nogi. Że kontrabas może zmieścić człowieka, jestem w stanie sobie wyobrazić, ale którędy on wpadł do środka, nie wiem.

        

       Dziadek Händla był kotlarzem, ojciec cyrulikiem, a on sam – według zamysłów i ambicji rodzicielskich – miał zostać prawnikiem. Nie udało się.

 

       Podczas  karnawałowej maskarady w 1749 r. w Londynie pewna dama pojawiła się jako Ifigenia składana na ołtarzu w ofierze, czyli właściwie nie przebrana a rozebrana i prawie całkiem naga.

 

       Na początku osiemnastego wieku herbata była tak droga, droższa niż kawa, że wykorzystane  liście ponownie barwiono i przeznaczano do kolejnego użycia.

 

        19 kwietnia 1747r. podczas publicznej egzekucji Lorda Lovata, szkockiego przywódcy jakobitów, zawaliła się trybuna z przybyłymi na widowisko gapiami i zginęło wielu z nich, chociaż przyszli tylko popatrzeć na śmierć, a nie w niej uczestniczyć osobiście.

 

        Cesarz Karol VI Habsburg zmarł, zjadłszy na kolację wielki gar grzybów. Czy aby na pewno one wszystkie były jadalne?...

 

         W 1821 r. pewnej karnawałowej nocy w Wiedniu odbywało się 1600 balów. Toż to niemożliwe! Musieli na nie przyjechać goście z okolic, bo samych mieszkańców by nie wystarczyło.

 

         Kiedy w 1755 r. Lizbonę nawiedziło trzęsienie ziemi, w którym zginęło od 20 do 30 tys. ludzi,  na znak żałoby w Paryżu Madame de Pompadour przez tydzień nie używała różu do policzków.

 

         Horacemu Walpole przyśnił się kiedyś straszny zamek z wysoko biegnącymi schodami, na szczycie których zobaczył olbrzymią rękę w zbroi. Kiedy się obudził, zaczął pisać Zamczysko w Otranto, pierwszy romans grozy.

 

        Po sukcesie Harriet Smithson w roli Ofelii w paryskim Theatre Odeon przebojem fryzjerskim stała się nowa koafiura: liście trawy wplecione we włosy otoczone czarną woalką.

 

       Wojna postu z karnawałem nadal trwa...

 

Pieter Brueghel, zdjęcie z Wikipedii

 



komentarze (26) | dodaj komentarz

piątek, 24 listopada 2017

Licznik odwiedzin:  409 393  

Kalendarz

« luty »
pn wt śr cz pt sb nd
    010203
04050607080910
11121314151617
18192021222324
25262728   

O moim bloogu

Szczęście nie jest stanem posiadania, lecz sposobem odczuwania

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Ulubione strony

Anderszewski

Arie i Głosy

Bach

Balet

Chopin

Chóralnie

Garrett

Händel

Jaroussky

Kaufmann

Koncertowo

Mahler

Mariusz Kwiecień

Małas-Godlewska

Membra Jesu

Minkowski

Muzyka polska

Scholl

Xavier de Maistre

Zimermany

Źródła

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 409393

Lubię to