Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 273 396 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Fandorin

środa, 21 grudnia 2016 20:02

      Fandorin wiedzie życie bardzo ciekawe i prezentuje niezwykłe umiejętności. Zna kilka języków, w tym japoński, którym posługuje się całkiem biegle. Na przykład, gdy nie chce zostać zrozumiany, a brzydkie słowa cisną się na usta, używa japońskiego. Fandorin jest niezwykle wysportowany, a wręcz kaskadersko przygotowany, aby wychodzić cało z wszelkich opresji. Potrafi ruchem jednego palca uderzyć tak precyzyjnie, że przeciwnik przez tydzień leży co prawda przytomny, lecz sparaliżowany. Fandorin postępuje tak z osobami, które zamiast współpracować, chcą mu bruździć w jego poczynaniach. W ten sposób oczyszcza sobie drogę. Nie zawsze jednak kończy się bez rozlewu krwi, o nie. Jeszcze nie wiem, ile zabił osób, może kiedyś się dowiem. Fandorin ma poczucie sprawiedliwości, ale jego natura skłania go ku całkowitemu zatopieniu się w harmonii bytu, czyli niedziałania. Kiedy sprawa go nie interesuje, poświęca się zdobywaniu wewnętrznej równowagi. Niestety, było to możliwe dopiero wówczas, gdy po wielu latach poszukiwań wydobył z zatopionego wraku beczki ze złotem. Stał się niezależny. Wcześniej wielokrotnie narażał życie, ale jak już wspomniałam, jest zbyt sprytny, aby zginąć. Otoczony kilkoma przeciwnikami trzymającymi spluwy w rękach nie myśli o poddaniu się, tylko precyzyjnie oblicza, którego "kopnąć" najpierw. Po takim "kopnięciu" żaden wróg nie ma prawa wstać. Fandorin bowiem pobierał nauki u mistrzów sztuk walki. Jeden z nich, jego wierny przyjaciel, wciąż mu towarzyszy, a bywa czasem tak porywczy, że trzeba go powstrzymywać. Fandorin wszędzie był, wszystkiego próbował, wszędzie czuje się u siebie i nigdzie się nie spieszy. Ma niezbyt pochlebne zdanie o politykach i władzy, ale kocha swoją ojczyznę, choć w niej nie mieszka. Bo Fandorin jest poniekąd sybarytą i lubi wygodne życie, co jednak mu nie przeszkadza w razie konieczności wystawić na szwank swojej nienagannej fryzury, wyprasowanych na kant spodni i równo przystrzyżonych wąsów. Potrafi wszystko: nurkować pod wodą i płynąć  statkiem, łamać szyfry i wspinać się na skały. Fandorin w pełni wykorzystuje wszystkie zmysły, a kiedy zawodzą oczy i uszy, potrafi odbierać świat przez skórę jakby widział w podczerwieni. Kiedy chce, potrafi być niewidzialny.  Fandorin jest ninja. Kiedy go poznałam, dobijał do pięćdziesiątki. Nie wiem, ile jeszcze pożyje. Prowadzi przecież życie pełne niebezpieczeństw. Chyba że w końcu osiągnie całkowity spokój wewnętrzny i jak budda pogrąży się w medytacji nad harmonią wszechrzeczy. Ale człowiek z jego charakterem?... Mam wątpliwości. 

 

Erast Pietrowicz Fandorin - bohater serii kryminałów Borisa Akunina, przy czym Akunin w zasadzie też nie istnieje naprawdę ;-)

 

 



komentarze (8) | dodaj komentarz

Między kryminałem a poezją

środa, 07 grudnia 2016 22:23

       Po lekturze dwóch tomów Marcina Wrońskiego, Morderstwa pod cenzurą i Portretu wisielca, pierwszej i ósmej części z serii o komisarzu Maciejewskim, chwilowo mam dosyć przedwojennego kryminalnego Lublina. Jedna rzecz się potwierdziła, jeśli chodzi o charakter powieści Wrońskiego. Te dwie pozycje są bardzo różne. Pod względem sprawności narracyjnej i prowadzenia akcji ta druga jest zdecydowanie lepsza. Mam wrażenie, że bardziej przemyślana, a zbrodnicze motywy działań bohaterów wyjątkowo wyrafinowane (no, może pomijając Dobrowolskiego, który okazał się postacią wręcz trywialną). Pisarz wymieszał tutaj wielokulturowe polsko-żydowskie lubelskie animozje, żydowską mistykę, kulowską biblistykę, personalne rozgrywki w polskiej i żydowskiej szkole, mroczne życie lubelskiej biedoty, wojskowe "parady", a na koniec jak deus ex machina sprawę rozwiązuje przy pomocy trąby powietrznej, która porywa Maciejewskiego z coraz bardziej oszalałego konia. Bohater wylądował pogruchotany w szpitalu. Nie wiem, czy koń przeżył?

       W każdym razie po tych dwóch próbkach pisarstwa Wrońskiego za sprawą internetowego dnia darmowej dostawy, który wykorzystałam na złożenie zamówień w kilku księgarniach, przyszedł czas na zagłębienie się w literaturze zgoła innej. Tym bardziej, że kurczliwość grudniowego dnia sprawia wrażenie, że i czasu mam jakby mniej, więc na początek poszły rzeczy najcieńsze: dwa poetyckie tomiki. Bo któż dzisiaj by się skusił na wielkie tomiszcze z wierszami? Swego czasu Szymborska ustaliła limit minimalistyczny liczący od 18 do 22, 23 wierszy. Ale Noblistka była mistrzynią zwięzłości, niewielu innym taka sztuka się udaje. Czytnik linii papilarnych Ewy Lipskiej liczy 31 utworów, natomiast późnych sonetów Aleksandra Ziemnego jest 27 - to już blisko noblowskiego ideału ;-) 

       Tomik Ewy Lipskiej wymaga skupienia. Przyznaję, nie wszystkie drogi poetyckiego rozumowania są dla mnie czytelne. Poetka znana mi dotąd z ciekawego budowania metafor wydobywanych z życiowego konkretu tutaj poszła w stronę tak wyrafinowanej abstrakcji, że nie zawsze czytelnej. Przynajmniej czytelnej nie od razu. I nawet jej rozszyfrowanie nie wzbudza zachwytu, co najwyżej spod zdumionych brwi mimowolnie wykluwa się pytanie: czy naprawdę nie można było prościej? Wiersz Kilka słów o etyce jest chyba najlepszym przykładem tego, o czym mówię:

 

Światła etyki oślepiają nas

całymi nocami wieków.

Starzy kierowcy rozpoznają ten błysk

spekulacji teorii dekalogów sądów.

 

Przepraszam, ale co to w ogóle jest? (Zwolenników i wiernych czytelników Ewy Lipskiej uprzejmie proszę o zabranie się ze swoimi kamieniami gdzie indziej). To są abstrakcje, tylko abstrakcje, nie żadna poezja. Dalej wcale nie jest lepiej, połączenia rzeczowników konkretnych tworzą coś, co ewentualnie mógłby namalować tylko Salvador Dali:

 

Na brzegu grupa ludzi

usiłuje sprzedać morze

żywiołowi ognia. Rynek bez serca.

 

Ostatecznie okazuje się, że wiersz jest... nie wiem... opisem, diagnozą, może przestrogą, może rachunkiem sumienia ludzi bez sumienia, cywilizacji opartej na handlu, inwestycjach, giełdzie i elektronice. 

      Nie jest to jedyny wiersz w  tym tomiku obrazujący meandry współczesnej mocno stechnicyzowanej współczesności. Na tym tle wibruje, drga i próbuje wydobyć się na pierwszy plan jakiś wątek miłości, czułości, spychany przez wartkie życie na margines. Dobrze, niech będzie, ale wszystko to sprawia bardzo smutne wrażenie. Całość odebrałam jako pełne rezygnacji zwątpienie, podkreślane choćby taką metaforyką jak: stracona szansa, wygasłe uczucie, świat (...) gwizdał na nasze pytania, ktoś rozmieniał nas na drobne, tablice rejestracyjne maja numer zbrodni (słowo daję, nie wiem, o co w tym chodzi). Czasem, tylko czasem przebłyskuje w tych utworach ta dawna Lipska, którą znałam, bawiąca się dosłownością języka, wydobywająca absurdy codzienności, nieoczekiwane ( a raczej oczekiwane) aczkolwiek nie od razu widoczne prawdy:

... z lenistwa libretta

zabrakło im partii wokalnych

 

Umarli skorzystali

z odmowy zeznań.

Spadkobiercy 

nie mają szans.

 

Całujemy się

miliardami ust.

(to akurat dobre podsumowanie facebookowego lajkowania i internetowych znajomości).

     Może ktoś odnajdzie w tych wierszach siebie, swój świat. Mnie się nie udało. Na obronę mam słowa samej poetki: Nic innego/ nie przychodzi mi do głowy. W przeciwieństwie do Późnych sonetów Ziemnego, który w udany, na pozór klasyczny sposób odświeża tradycyjną formułę rygorystycznego czternastowersowego trzynastozgłoskowca. O ile wiersze Lipskiej określiłabym jako wybitnie cywilizacyjne, przesycone współczesnością, o tyle sonety Ziemnego są erudycyjne, aczkolwiek nieprzesadnie. Świat współczesny i świat wspomnień tworzą w nich płynną przestrzeń, z której poeta czerpie inspiracje dla uogólniającej refleksji. Zdecydowanie inny sposób pisania, pełnozdaniowe frazy, konstrukcje logicznego wynikania sprzyjają podążaniu za myślą autora, aby móc później we własnej już zadumie zastanowić się, na ile znajdujemy w tym poetyckim świecie własne doświadczenia i przeżycia. Przyznaję, że muszę te sonety poczytać jeszcze, mam wrażenie, że na razie prześlizguję się tylko po powierzchni. Niemniej urzekają mnie już teraz ciekawe rozwiązania formalne, jak oryginalność rymów, odwaga budowania asonansów: Leopold - miernotą, rzędach - pęta, miano - tożsamość itd. Jest ich mnóstwo, nawet jeszcze bardziej odległych. Zaskakujące, gdzie można znaleźć współbrzmienia. I jeszcze ta naturalność stylu nienapuszonego, choć wiadomo, że sonet wymaga precyzji i nie znosi prostactwa. Ziemny potrafi jednak nasycić go żywiołowością, potocznością i codziennością krowich placków na majdanie, zapachem cmentarnych lip i klonów, rogatkami miasta, śpiewem ptaków w ogrodzie Śródborowskim, imionami... Mocny sonet Bez różnicy drastycznie obrazuje współczesną dominację podziałów na "ludzkie piętra". I tu nawet wulgaryzm się pojawia, ale jakże trafnie! Na koniec zaś nieco tradycji Staffowskiej ;-) Przecież te krowie placki na majdanie to wypisz wymaluj aluzja do Gnoju. W innym sonecie fraza: Jużem myślał, że dzień mój do końca zamknięty. wygrzebuje z pamięci podobne słowa: Chciałem już zamknąć dzień... - zbieżność nieprzypadkowa jak sądzę. Takich nawiązań znajdzie się więcej, zanurzam się więc w poetyckie śledztwo ;-)

 

Ewa Lipska: Czytnik linii papilarnych. Wydawnictwo Literackie 2015.

Aleksander Ziemny: Późne sonety. Wydawnictwo Literackie 2004 (dodruk)



komentarze (9) | dodaj komentarz

piątek, 24 listopada 2017

Licznik odwiedzin:  409 410  

Kalendarz

« grudzień »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
262728293031 

O moim bloogu

Szczęście nie jest stanem posiadania, lecz sposobem odczuwania

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Ulubione strony

Anderszewski

Arie i Głosy

Bach

Balet

Chopin

Chóralnie

Garrett

Händel

Jaroussky

Kaufmann

Koncertowo

Mahler

Mariusz Kwiecień

Małas-Godlewska

Membra Jesu

Minkowski

Muzyka polska

Scholl

Xavier de Maistre

Zimermany

Źródła

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 409410

Lubię to