Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 263 286 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Nieoczekiwana podróż zimowa

wtorek, 29 grudnia 2015 6:31

      Ten wyjazd okazał się najbardziej szalony. Miałam tylko skoczyć rowerem na godzinkę, dwie i wrócić, a okazało się, że zostałam na noc, po której nieprzespaniu (chyba?) znalazłam się w "wielkim mieście". Co można robić w mieście zimą w okresie świątecznym, gdy zmrok zapada wcześnie? Spacerować i nasłuchiwać, gdzie śpiewają kolędy.

        Śpiewali w Katedrze. Tam właśnie zmierzaliśmy, tym bardziej, że mieliśmy zaproszenie a niektórzy z nas mieli brać "czynny" udział w koncercie. Stare miasto jak zawsze urokliwe przenosi w czasy przeszłe,mijaliśmy sporo ludzi, ale bez przesady, tłoku nie było. Na miejscu jednak okazało się, że... ciasno. Zainteresowani występem weszli, a mnie "zatrzymało" przed wejściem. Tyle razy tam byłam... na zewnątrz jakoś ciekawiej. Śpiewać nie będę, wolę posłuchać z daleka. Zaczęło się chóralnie i dzwoneczkowo. Przyjemnie nawet. Ale sobie myślę, tylu słuchaczy, może pójdę gdzie indziej.

         Poszłam wąską uliczką spacerkiem: brama, kamieniczka, brama, hotelik, brama schody, bruk, wnęka, latarnia. Nagle - nieoczekiwanie - stoją. Ludzie stoją. Wszyscy  młodzi i w eleganckich ubraniach. Ponieważ ciepło, zimy nie ma przecież, niektórzy panowie w samych garniturach. Stoją i śpiewają. Wszyscy! Ach, stoją przed wejściem do małego kościółka, w którym nigdy dotąd nie byłam. Ukryty, przylepiony do muru i kamienic, nie przyciąga wzroku okazałością. A przecież wiedziałam, że tam jest, pamiętałam kiedyś pod jakim wezwaniem: świętego Wojciecha może? W środku widać pełniusieńko ludzi, skoro tyle osób stoi na zewnątrz. Oblepili wejście, placyk przed nim, niektórzy opierają się o balustradę. Podeszłam. Śpiewali pieśń po łacinie. Dosyć wyraźnie, szybko złapałam słowa, nawet ktoś miał na kartce. Tylko cztery wersy. Ale melodia była tak ładna, tak nieziemska, że słuchałam coraz uważniej. Zaczynał bas solo, bardzo nisko, niemal ponuro, powtórzył dwa razy. Potem włączył się cały chór, ale inaczej: radośniej i wyżej, soprany poniosły samogłoski pod niebiosa. I znowu, i znowu. Koło mnie śpiewali wszyscy, włączyłam się i ja. Trudno, najwyżej będą sarkali, że fałszuję ;-)

        Od śpiewu robiło się coraz bardziej świątecznie. Od czasu do czasu próbowałam rozwikłać zagadkę, kto śpiewa, z jakiej okazji i w czym biorę udział. Bo przecież zwyczajni przechodnie nie śpiewaliby po łacinie i tak równo! Nagle olśnienie: to kościół uczelniany! A w zasadzie "obsługiwany" przez Akademię Muzyczną. No, teraz rozumiem! Kurka wodna, będą się zżymać, że fałszuję :-( No nic, trochę słucham, trochę śpiewam, ale półgłosem ;-) Z sąsiedniej uliczki krzyżującej się tą, przy której znajduje się kościółek, wyłania się nieśmiało dziewczę "prawie" nastoletnie (wiek trudny do określenia), przez chwilę słucha, a potem się odzywa: "Mówi, że to źle, nie tak, nie tak się śpiewa". Nikt nie zwrócił uwagi, ale ja się rozejrzałam: kto mówi? Jakieś mamrotanie coraz głośniejsze z tej uliczki dobiega. Poszłam zobaczyć: bardzo niezadowolony mężczyzna, stoi pod ścianą, trzęsie z dezaprobatą brodatą głową. Teraz słyszę: "To nie tak - mówi - całkiem nie taka melodia, tak się nie śpiewało. Chodź - zwrócił się do dziewczynki - idziemy stąd, bo się źle nauczysz." Gdy odchodzili usłyszałam jeszcze, że zaczął śpiewać ten sam tekst, ale zupełnie, zupełnie inaczej. Faktycznie znał inną melodię.

        Śpiew w kościele właśnie się skończył i ludzie zaczęli się rozchodzić. Usilnie powtarzałam słowa zasłyszanej pieśni, żeby zapamiętać. Zaczął padać drobny śnieg i zrobiło się naprawdę świątecznie. Tym bardziej, że noc, świeciły uliczne lampy i świąteczne dekoracje. Nie spieszyło się nam i powolutku wracaliśmy ciesząc się widokiem jak dzieci. Przechodnie przemykali pod lampami chowając uszy w kołnierzach. Nasz powrót był iście wariacki. Jakiś autobus czy bus, jakiś przystanek, jakieś spóźnienie, na koniec taksówka i bagaże wyciągane na środku drogi. Nieważne już :-) Najważniejsze - okazało się, że umiem śpiewać i to po łacinie;-) Niestety, nie zapamiętałam słów. Może jeszcze mi się przypomną.



komentarze (14) | dodaj komentarz

Przypowieść o paryskim błocie

sobota, 12 grudnia 2015 17:05

       Rozumiesz może, że błoto w Paryżu jest to to samo błoto, co w Warszawie, Wilnie, Dreźnie, Berlinie i gdziekolwiek, nic więcej?... ani myśl tego. (…) Wszelako to jedno nigdy się nie zdarzyło i zdarzyć nie może, aby w Paryżu kiedykolwiek, nie tu, to tam, nie po tej stronie Sekwany, to po drugiej, błota nie było. Zima czy lato, wiatr czy upał, mróz czy grzmoty, posusza czy ślizgawka: tłem, towarzyszem zaprawą, wypadkiem, celem, początkiem i końcem wszystkiego jest tutaj błoto. Jak to się dzieje? Ja, który wiele innych rzeczy tłumaczyć nie umiem, nie wiem i tego; ale pójdź, gdzie chcesz,  zrób, co chcesz, bądź, gdzie chcesz: całe życie nie wyjdziesz z błota; umrzesz nareszcie, już wiozą cię na cmentarz, wprzód jednak całun, co trumnę okrywa, wszystek od góry do dołu musi być w błocie; przechodzący i przejeżdżający obryzgując go przez cały czas drogi, oddają ci przez to ostatnie paryskie honory, ostatnią paryska posługę, ostatnie paryskie namaszczenie! W błocie tedy wszystkie ściany, wszystkie drzwi, wszystkie okna, wszystkie sklepy, wszystkie ich wystawy;  w błocie wywieszone mięso, z którego za parę godzin zrobią ci rosół i pieczyste; w błocie ty sam, twoi znajomi i nieznajomi, twoi przyjaciele i nieprzyjaciele: słowem, błoto w Paryżu jest to generalny pierwiastek wszelkiej rzeczy, która jego jest: kto wie nawet (ale to już tylko wątpliwość), czyby się go jakaś odrobina odkryć także nie dała we wszystkich czysto paryskich systematach, pomysłach, wynalazkach, Sztukach, Filozofiach?... Błoto (…) tym jeszcze jest dla Paryża, czym dla starej jakiej babki faworyt kotek albo faworyt kanarek: ciągle ją zajmuje i zatrudnia. Z błota co ranek myją tu ściany, bramy, drzwi, okna; od błota na wszystkich rogach ulic stoją chłopcy ze szczotkami; błoto ustawicznie zdzierają po sklepach ze wszystkiego, co tylko na ulicę było wystawione; błoto było, więc dają ci kalosze; błoto będzie, więc dają ci parasol; wchodzisz gdziekolwiek, do kościoła czy do muzeum, do jakiego warsztatu czy do zamku królewskiego, pierwszą rzecz, co widzisz, jest napis, proszę wytrzeć się z błota, pierwsza rzecz, co słyszysz, jest głos portiera o toż cię samo proszący: wycierasz się zatem, jak możesz, wchodzisz… na nic ostrożność, już weszło z tobą błoto! Czy było wewnątrz twej nowej, białej rękawiczki, czy w łańcuszku od zegarka, czy w perfumach na fraku albo szalu? Dosyć że jest już i w tym błyszczącym salonie, i w tym rozkosznym buduarze; toteż po całym mieście, ze wszystkich a wszystkich okien, zimą i latem wytrząsają, wytrzepują na głowy przechodzącym błoto z dywanów, dywaników, firanek, pokrowców, serwet. Wierzę i wiem, że świat ma zginąć przez ogień, ale myślę, że dla Paryża będzie wyjątek i że on zginie przez błoto.

 

Stefan Witwicki, List z Paryża. Paryż, quai Voltaire. (1832-1841)



komentarze (9) | dodaj komentarz

czwartek, 17 sierpnia 2017

Licznik odwiedzin:  403 911  

Kalendarz

« grudzień »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
28293031   

O moim bloogu

Szczęście nie jest stanem posiadania, lecz sposobem odczuwania

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Ulubione strony

Anderszewski

Arie i Głosy

Bach

Balet

Chopin

Chóralnie

Garrett

Händel

Jaroussky

Kaufmann

Koncertowo

Mahler

Mariusz Kwiecień

Małas-Godlewska

Membra Jesu

Minkowski

Muzyka polska

Scholl

Xavier de Maistre

Zimermany

Źródła

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 403911

Lubię to