Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 263 287 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

"Rok biblijnego życia" - konkluzje

środa, 29 grudnia 2010 19:49

     Skończyłam Rok biblijnego życia. A.J. Jacobs, zakończywszy eksperyment, powrócił do zwyczajnego życia, czego pierwszym przejawem było zgolenie iście biblijnej, mojżeszowej brody. Ale wcześniej poczynił pewne refleksje, które zachowują swoją prawdziwość niezależnie od systemu wartości, który się wyznaje. Na przykład na temat wolontariuszowej aktywności.

     W jadłodajni prawie zawsze jest jakaś młodzieżowa grupa kościelna. Nawiasem mówiąc, jeszcze nie spotkałem młodzieżowej grupy ateistów. Tak, wiem, religijni ludzie nie mają monopolu na dobre uczynki. jestem pewien, że wielu agnostyków i ateistów podaje tłuczone ziemniaki w innych jadłodajniach dla ubogich. Wiem, że świat pełen jest bezinteresownych grup świeckich, jak "Lekarze bez granic". Ale muszę powiedzieć, że o wiele łatwiej jest czynić dobro, gdy się wierzy w księgę, która wymaga od nas, żebyśmy byli dobrzy.

     Przyznam, ja się dotąd nad tym nie zastanawiałam. I zapewne nie mam takich doświadczeń jak autor, chociażby z tego powodu, że nie udzielam się w żadnej jadłodajni dla ubogich, a wszystkie organizacje czy stowarzyszenia na rzecz ubogich na moim terenie działają przy parafiach. Zastanawiające.

     O ironio! Cały rok Jacobs starał się żyć według zasad biblijnych, wśród których tak wiele się odnosi do właściwego ułożenia relacji z innymi ludźmi. Większość z dziesięciorga przykazań o tym mówi: nie zabijaj, nie kradnij, nie cudzołóż, nie m ów fałszywego świadectwa, nie pożądaj... Tymczasem w całkowitej samotności, niezauważalnie, w absolutnej ciszy i przy braku zainteresowania umarła kobieta, jego sąsiadka z korytarza, którą odnaleziono martwą dopiero wtedy, gdy na klatkę schodową wydobywał się już smród rozkładającego się ciała. Zwyciężył indywidualizm, atomizacja współczesnego społeczeństwa, całkowita alienacja, brak zainteresowania najbliższymi sąsiadami do tego stopnia, że nikt nie zauważył zniknięcia kobiety, która nie pokazywała się od kilku dni. Czy to nie straszne?

      Jakaś ostateczna konkluzja roczne życia z Biblią pod pachą?

      Wciąż jestem agnostykiem. Ale według słów Eltona Richardsa teraz jestem pobożnym agnostykiem. To nie jest oksymoron, przysięgam. Teraz wierzę, że czy jest jakiś Bóg, czy go nie ma, istnieje taka rzecz jak świętość. Życie jest święte. Szabat może być dniem świętym. Modlitwa może być świętym rytuałem. Istnieje coś transcendentnego poza dniem codziennym. jest możliwe, że ludzie stworzyli tę świętość sami, ale to nie odbiera jej mocy i znaczenia.



komentarze (2) | dodaj komentarz

Z Biblią na co dzień

poniedziałek, 27 grudnia 2010 19:28

     Jacobs, autor Roku biblijnego życia, dotarł właśnie do Księgi Koheleta. I tu zaskoczenie - przynajmniej dla mnie: autor przyznaje bowiem, że po raz pierwszy przeczytał o tej księdze w Encyklopedii Britannice. Szok! Autentycznie szok. Po pierwsze, wywodzi się z rodziny żydowskiej, dla której Biblia nie jest czymś nieznanym. Po drugie, kształcił się w w systemie szkolnictwa świeckiego co prawda, ale jednak wywodzącym się z kultury i tradycji europejskiej, mającej dwa podstawowe filary: filozofię i kulturę grecką oraz Biblię. Po prawdzie, nieznajomość Biblii choćby w najogólniejszych jej zarysach, uważam za zubożenie tejże kultury, jej atrofię, degenerację systemu oświaty. Nie chodzi o to, żeby od razu wierzyć, jeśli ktoś pochodzi z rodziny ateistycznej czy innego wyznania. Chodzi o to, żeby wiedzieć,  skąd wywodzi się kultura, która ukształtowała euroamerykański system wartości, kanony sztuki, podstawy demokracji, etyki i życia społecznego. A jeśli się tego nie wie, powstaje jakaś luka, przepaść, utrudniająca nawet zrozumienie czasów sobie współczesnych. 

     Generalnie, podejście autora do eksperymentu było zdecydowanie negatywne. Negatywne w sensie przyjętego założenia: "podjąłem ten eksperyment między innymi po to, żeby zademonstrować, że konsekwencją skrajnego legalizmu jest szlachetna głupota. Czy istnieje lepszy sposób na wykazanie absurdu żydowskiego i chrześcijańskiego fundamentalizmu? Jeśli faktycznie przestrzegasz wszystkich zasad, zachowujesz się jak szaleniec. Nadal w to wierzę. I wciąż planuję zrobić z siebie kompletnego głupka, żeby udowodnić swoją rację."

     Nie bardzo widzę w tym sens. Tendencyjne założenie nie sprzyja obiektywności, a w zasadzie eksperymentuje się, żeby dopiero zobaczyć, co z tego wyniknie. No i jak sprawdzić coś, czego się kompletnie nie rozumie? Nie czuje? Jak wspomniane wcześniej codzienne modlitwy autora skierowane do Boga, w którego przecież nie wierzy. Dość schizofreniczne podejście moim zdaniem. 

     To, co zaczyna być widoczne w postawie Jacobsa, to odczucie wpływu dyscypliny etycznej na psychologiczną stronę jego osobowości. Ale to nie jest żadna nowość! Dawno już odkryto tę prawidłowość w psychologii. Mianowicie, zgodnie z zakazem mówienia źle o innych ludziach (nie mów fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu swemu - ósme przykazanie) Jacobs powściągliwie wypowiada się o innych, unika plotkowania, czynienia złośliwych uwag a nawet unika negatywnych myśli o innych. Interesujące jest, że im rzadziej udzielam głosu negatywnym myślom, tym mniej takowych w ogóle przychodzi mi do głowy. 

Znana metoda: myśl pozytywnie a będziesz pozytywniej żyć. Pozbądź się złych myśli, a poczujesz się szczęśliwszy, inaczej spojrzysz na świat.  Jednak autor dość pokrętnie wytłumaczył sobie tę zmianę tym, że jest po prostu leniwy. Leniwy w poszukiwaniu tego, co w świecie złe, wadliwe, brzydkie i warte skrytykowania.

     Kolejne odkrycie: religia jest drogą wspólnoty, drogą społeczną. Nie uprawia się religii samotnie, indywidualnie, ale we wspólnocie - to należy do jej najgłębszej istoty. Tymczasem przedsięwzięcie, jakie podjął, jest indywidualne - obchodzi święta sam, poszukuje właściwej formuły modlitwy samodzielnie, poszukuje odpowiedzi na własną rękę. Zgodnie z wysokim wartościowaniem indywidualizmu we współczesnej kulturze. Jednak w aspekcie religijnym to się nie sprawdza, bo mimo spełniania zasad religijnego życia, człowiek czuje pustkę. Być może powinienem przestać  fetyszyzować indywidualizm. Byłaby to dobra rzecz; epoka  radykalnego indywidualizmu i tak już przemija. Myślę, że świat idzie drogą Wikipedii. Wszystko będzie dziełem wspólnym.

     Ale owe samotne poszukiwania doprowadziły autora do odwiedzenia w Izraelu ostatnich przedstawicieli ewangelicznego plemienia Samarytan, których populacja liczy około 700 osób. Żywy relikt biblijnej historii. Niesamowite musiało być doświadczenie spotkania z nimi. Zaczyna się mistyka. Jak w nagłym uderzeniu myślą wykraczającą poza doczesno-ludzki horyzont doświadczenia: Oto siedzę sobie i odczuwam dumę ze stworzenia artykułu w amerykańskim czasopiśmie średniej wielkości. A Bóg - jeśli istnieje - stworzył świat. Stworzył flamingi, supernowe, gejzery, i żuki, i kamień na te schody, na których teraz siedzę.

- Bogu niech będą dzięki - mówię głośno.

(...) Czy Bóg w ogóle potrzebuje wysławiania? Bogu nie powinno brakować wiary w siebie. Jest bytem najwyższym.  Teraz jakby zaczynam rozumieć. To nie dla niego.  To dla nas.  Pomaga nam wyjść poza siebie i poza nasz chełpliwy mały móżdżek.



komentarze (0) | dodaj komentarz

"Rok biblijnego życia" Jacobsa

niedziela, 26 grudnia 2010 15:05

     Święta trwają, a miałam plany czytelnicze. Czas zajrzeć do książek. Rok biblijnego życia A.J. Jacobsa to całkiem odpowiednia pozycja na święta. Tylko jeśli autor poświęcił eksperymentowi życia zgodnego ze wszystkimi wskazówkami prawa biblijnego przez rok, to może i ja powinnam to rok czytać? Jeden rozdział dziennie?

     Nie da się, choćby ze względu na moją niecierpliwość. Nie potrafię odłożyć książki, skoro mam ochotę czytać. Tak więc jestem już na 173. stronie. Oczekiwałam czegoś innego. Wyobrażałam sobie, że autor zawiesił całe swoje dotychczasowe życie, wprowadzając na co dzień zasady biblijne co do joty, a więc, ze będzie mieszkał w namiocie na pustyni Negev. Przeliczyłam się. Nadal mieszka z rodziną, zajmuje się dzieckiem, pracuje w redakcji i... jeździ po świecie, rozmawiając z wieloma, bardzo wieloma ludźmi, przedstawicielami różnych organizacji, sekt i odłamów religijnych. 

     Po chwilowym zaskoczeniu jednak książka wciąga. W konfrontacji z różnymi poglądami na tematy wiary, religii, obecności Boga - a właściwie wyobrażeń na temat obecności Boga w życiu człowieka - można, śledząc poszukiwania autora, odnaleźć swoje osobiste poglądy, czasem nawet na co dzień nieuświadamiane. Można też dokonać kilku odkryć.

      Pierwsze zaskakujące odkrycie: kulinarne. Dlaczego w naszej kulturze pokutuje zakaz picia mleka po spożyciu mięsa? Nigdy się nad tym nie zastanawiałam. Zawsze w domu mówiło się, ze to niezdrowe, że grozi komplikacjami żołądkowo-jelitowymi, jednym słowem, że można dostać rozwolnienia. Zauważmy, że respektuje się tę zasadę we wszelkich punktach zbiorowego żywienia. Tymczasem i w mojej rodzinie znajdują się osoby, które nic sobie z tego nie robią. Twierdzą wręcz od lat, że  po mięsnej potrawie mają straszna ochotę na mleko i piją je bezpośrednio po posiłku.  I oczywiście nic się nie dzieje, nie mają żadnych trawiennych problemów. Też tak kiedyś spróbowałam. Wszystko było w porządku. Czyli nacisk społeczno-obyczajowy nie wynikał z rzeczywistych przesłanek zdrowotnych. Więc skąd? Z Biblii. Jak zauważa Jacobs, biblijny zakaz Nie będziesz gotował koźlęcia w mleku jego matki jest przez rabinów interpretowany jako staranne oddzielanie mięsa od mleka, za czym idą określone wskazówki, ile trzeba odczekać między daniem mięsnym a nabiałowym. I tak często, nieświadomie zupełnie, stosuje się na co dzień regułę mającą pochodzenie czysto religijne. Nie wiedziałam o tym.

     Obserwacja współczesnego życia doprowadza autora często do ciekawych i humorystycznych wręcz wniosków, np. na temat pracy: Przed moim rokiem biblijnym należałem do największych profanatorów szabatu w Ameryce. Jestem pracoholikiem. (...) Gdyby nadeszła Apokalipsa, nie ma wątpliwości, że pracowałby [ojciec autora] i wtedy, podnosząc wzrok dla zarejestrowania występujących z brzegów rzek krwi, a potem wracając do pracy. Ja pewnie zrobiłbym to samo. (...) Pracujemy w sobotę, żydowski szabat. Pracujemy w niedzielę, chrześcijański szabat. Pracujemy ciężej niż sam Bóg w Księdze Rodzaju. Nie da się zaprzeczyć - uwaga słuszna.

     Przyczyny podjęcia przez autora tematu i przeprowadzenia eksperymentu są nadal dla mnie niejasne. przewija się jakiś aspekty finansowy - realizacja zamówienia na napisanie książki opisującej eksperyment. Jest to o tyle zastanawiające, że Jacobs wychodzi z pozycji agnostyka, niewierzącego, który nawet nakaz codziennej modlitwy wykonuje niejako tylko technicznie, bo jak się modlić do kogoś, w kogo się nie wierzy? Na początku więc nawet nie wie, jakich słów używać. Życie w zgodzie z jakimikolwiek religijnymi zasadami jest dla niego niezrozumiałą abstrakcją, mimo że w jego rodzinie były i są osoby religijne. Niemniej podziwu godny jest punkt wyjścia autora: Więc przysięgam sobie poświęcić następne kilka dni na szukanie literalizmu biblijnego w najszlachetniejszym wymiarze. Otóż to, szukać w postawie i przekonaniach innych ludzi tego, co dobre i szlachetne bez względu na to, jak bardzo różnimy się światopoglądowo. To jedyny właściwy punkt wyjścia we wszelkim szukaniu porozumienia. Także na poziomie całkiem zwyczajnego codziennego życia między sąsiadami czy współpracownikami. Ateista, zamiast wyśmiewać rzekome zacofanie człowieka wierzącego, może znaleźć w jego postawie wielkoduszność, pokorę, życzliwość, poświęcenie... I odwrotnie: wierzący zamiast straszyć niewierzącego piekłem może znaleźć w nim człowieka o otwartym umyśle, racjonalnego, dociekliwego badacza, rzeczowego dyskutanta. 

Szukać w drugim człowieku tego, co najszlachetniejsze - czyż to nie jest piękne?



komentarze (0) | dodaj komentarz

Lektury na święta

czwartek, 16 grudnia 2010 18:47

     Nie są to wcale najnowsze nowości, ale pojawiły się jako nowe na moim biurku: bardzo naukowa książka Henryka Markiewicza Jeszcze dopowiedzenia,  Rok biblijnego życia A. J. Jacobsa i poetycki tomik Prawa natury autora najpoczytniejszych reportaży XX wieku Ryszarda Kapuścińskiego.

     Dopowiedzenia Markiewicza planuję czytać sukcesywnie, aczkolwiek nie zachłannie i nie całe od razu. To raczej utrwalanie i rozwijanie warsztatu zawodowego, pośpiech nie jest wcale wskazany. Na poezję Kapuścińskiego miałam ochotę już od jakiegoś czasu. Poznawanie poetyckiej wrażliwości reportera będzie niesamowitą przygodą, do której mam zamiar się odpowiednio przygotować: pachnąca kawa ze śmietanką w filiżance i tabliczka gorzkiej czekolady z żurawinami obok. Jakoś tak mi zwłaszcza ta gorzka czekolada do Kapuścińskiego pasuje. Sama nie wiem, czemu. Symbioza doznań smakowych i estetyczno-intelektualnych powinna zaowocować niezapomniana harmonią wrażeń.

     A świąteczny nastrój mam zamiar zintensyfikować Rokiem biblijnego życia. Na pewno nie będę oglądać durnowatych powtórek ani popkulturowych sylwestrowych koncertów i szopek, które najzwyczajniej mnie nudzą. Dobra książka na świąteczne zimowe wieczory to najlepszy wybór. Tak więc najważniejsze zakupy już zrobiłam - nudzić się nie będę. Tylko znając swoją czytelniczą wydajność zastanawiam się, czy trzy pozycje wystarczą? No ale przecież będą jeszcze modlitwy, kolędy, życie rodzinne i towarzyskie, życzenia i prezenty... Czyli damy radę.


Tagi: książki

komentarze (0) | dodaj komentarz

Kamienie ciepłe jak żywe ciało

niedziela, 05 grudnia 2010 16:34

    

     To nie miała być rzecz z gatunku science fiction, a jednak jest. Podróże w czasie, przekraczanie granic realizmu, rozmowy z bogami to wyróżniki tego gatunku w Samotności Bogów Doroty Terakowskiej. Właściwie niczego się specjalnie nie spodziewałam, bo nie znam twórczości tej pisarki. To pierwsza jej książka, która wpadła mi w ręce. Przyjemna w czytaniu, aczkolwiek niepokojąca w wątku rozważań o przemijaniu, o brutalnym zamieraniu znanych i oswojonych światów, które pod naporem cywilizacji, o bezlitosnym wycinaniu korzeni. W zasadzie więc jest to książka dość smutna. 

     Dopóki stare kamienie, posągi starych bogów istnieją w świadomości żywych ludzi, dopóty one same też żyją niosąc w sobie ciepło przeszłości. Kamienie umierają, gdy zanika pamięć o nich. To jeden z wątków rozwijany przez pryzmat umierania Światowida, posągu dawnego bóstwa, o którym nakazano plemionom zapomnieć pod wpływem misjonarskiej działalności krzewicieli chrześcijaństwa. Tymczasem siła wołania, samotnego wołania dawnych bogów odzywa się raz po raz w kolejnych pokoleniach, ale nikt go nie rozumie, bo zapomniano starożytne języki kultury.  Zatarły się w pamięci społeczeństwa siłą wprowadzonego w koleiny cywilizacji.  

     Cywilizacja to wygoda, to skrócenie czasu podróży, to nowe wysokie i ogromne domy, to potęga. Ale tak samo w nowej epoce, jak w starej ludzie mordują się w imię Boga wierząc, że taka jest Jego wola. Źródłem największego zła, konfliktów i wojen jest zawsze przesadna pewność siebie. Misjonarze żądający od mieszkańców Wioski zniszczenia pogańskich figurek i zaprowadzenia siebie przed oblicze największego posągu ukrytego w puszczy byli tak samo pewni swoich racji, jak owi mieszkańcy, którzy spełniając życzenie przybyszów zamordowali ich składając w ofierze potężnemu Światowidowi. Rzecz cała, jak zauważa jeden z bohaterów, wynikła po prostu z nieporozumienia.

     Nieporozumienie to trwa już tysiące lat, tyle, ile historia ludzkości. Ludzie wymyślali sobie różne bóstwa, karmili je swoimi wyobrażeniami, przypisując im swoje leki,s woje wady i zalety. Stąd rodziły się krwawe ofiary, hekatomby, płonące stosy.  Wszystko z nieporozumienia, gdyż źródłem zła jest zawsze i tylko człowiek. To człowiek, nie rozumiejąc zapomnianego języka Bogów, mylnie odczytuje ich wezwanie, czując się powołanym do składania krwawych ofiar. 

     Czasami niektórzy starcy, jak wioskowy szaman i sędziwy kapłan Isak dochodzą do tych samych wątpliwości, mimo że pozornie stoją po przeciwnych stronach cywilizacyjnego frontu. Wątpliwości ich łączą i okazuje się, że tak naprawdę nie dzieli ich wiara ani przekonania. Piękny i wzruszający jest wątek ich przyjaźni, która sprawiła, ze umierają tego samego dnia, jeden u wezgłowia drugiego.

     Symboliczna postać Błazna Ariela, który porzuciwszy zarobkowe zabawianie możnowładców, odnajduje swoje korzenie, miłość i sens życia jest metaforą współczesnego człowieka znużonego cywilizacją. Życzliwy ludziom, niewyrachowany choć mający smykałkę do zarabiania pieniędzy, inteligentny i dowcipny Ariel od początku budzi sympatię. Ale i on zapomniał już języka, którym niegdyś przemawiała do jego protoplastów Tradycja, i on musi narodzić się na nowo, szukając uzasadnienia w całkiem nowej rzeczywistości.

     O postępie dziejów mówi się w powieście Terakowskiej jak o procesie nieuchronnym, choć krwawym, budzącym niejednokrotnie grozę i sprzeciw. Taki jest los. Tak jest i będzie. Biegu rzeczy nie da się zmienić. Jednak od każdego człowieka zależy na ile uczłowieczy on swoje otoczenie, na ile uczyni go ludzkim. Narzucająca się dość moralizatorska wymowa utworu narzuca się jak dla mnie zbyt łatwo i nachalnie. na szczęście Jon, główny bohater, umiera w imię swojej misji, nie prowokując cudownym powrotem nazbyt łatwego happy endu. Jego syn zaś pozbawiony został pamięci nie tylko o ojcu, ale i o matce, stawszy się żywym dowodem prężności i ekspansji cywilizacyjnego postępu. I prawdę mówiąc jego - Bogumiła - najbardziej mi szkoda w całej plejadzie bohaterów utworu. Budzi najwięcej współczucia. 

     Co mówią kamienie wokół nas? Pomniki, brukowane ulice, głazy porośnięte mchem, ukryte w paprociach? Może warto się im przyjrzeć. Czy da się z nich odczytać dawno zapomniane hieroglify naszej przeszłości? Kamienie żyją, dopóki coś dla nas znaczą. Umierają, gdy przechodząc mimo lub depcząc po nich nie rozumiemy już wzoru, w jaki się układają. 

     Samotność Bogów to książka o ludziach i kamieniach, o religiach i Bogach, o tradycji i postępie, o dobru i złu i o... książkach: Księgi to też żywi ludzie. Gdy palisz księgę, to tak, jakbyś palił człowieka.

     



komentarze (0) | dodaj komentarz

czwartek, 17 sierpnia 2017

Licznik odwiedzin:  403 939  

Kalendarz

« grudzień »
pn wt śr cz pt sb nd
  0102030405
06070809101112
13141516171819
20212223242526
2728293031  

O moim bloogu

Szczęście nie jest stanem posiadania, lecz sposobem odczuwania

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Ulubione strony

Anderszewski

Arie i Głosy

Bach

Balet

Chopin

Chóralnie

Garrett

Händel

Jaroussky

Kaufmann

Koncertowo

Mahler

Mariusz Kwiecień

Małas-Godlewska

Membra Jesu

Minkowski

Muzyka polska

Scholl

Xavier de Maistre

Zimermany

Źródła

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 403939

Lubię to