Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 273 395 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Pożegnanie jesieni

wtorek, 26 listopada 2013 16:32

Zapomniałam o jeszcze jednym listopadowym kwiatku czy raczej owocu.

         owoce róży dzikiej.JPG 

       

 

 

 

 

 

       

 

 

 

 

 

 

 

 

       

 

 

 

 

 

 

 

        Nadszedł czas zmian. Nie mogę prowadzić obu blogów jednocześnie. Za mało mam czasu. Tutaj nadal zostaje wszystko po staremu: dodać nowych blogów do ulubionych nie mogę, tak samo uzupełnić listy linków muzycznych ani nawet wprowadzić poprawki do niej. Jak stanęło, tak stoi. Zmieniać wygląd  blogu na nowy szblon niezbyt mnie pasjonuje.  Nie mam czasu ani ochoty uczyć się jakichś skryptów, nowych skomplikowanych opcji, poszukwiać rozwiązań, a jak czytam na zaprzyjaźnionych blogach i to wszystko są półśrodki jedynie, nikogo w pełni nie zadowalające. 

       Być może twórcom tej "zreformwoanej" platformy chodziło o przyciągnięcie młodych wyposażonych w nowoczesne gadżety. Cóż, w takim razie ja się do nich nie zaliczam i żaden "srajfon" tylko do prowadzenia blogu nie jest mi potrzebny. Zostawiam wpisy, linki (niedziałające!), listę blogów (nie do ruszenia!), trochę sentymentu...

       Większość wpisów będę robiła na blogu założonym na blogspocie. Tam będę pojawiać się stale i na bieżąco. Może i tu coś się od czasu do czasu pojawi, jak mi wróci natchnienie. Tymczasem zapraszam na zapiski nr 2

 

http://zapiskizkultury.blogspot.com/

 

Na pożegnanie kilka jeszcze jesienno-listopadowych widoczków. To wszystko było... trzy dni temu,  zanim spadł śnieg.

 

gwiazda ogĂłrecznika.JPG

liście.JPG

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 nagietek drugi.JPG

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

śnieguliczka.JPG

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 



komentarze (26) | dodaj komentarz

Taki sobie koncert z barokową nutą

piątek, 22 listopada 2013 17:39

         Kameralny - obecnych jakieś 120 osób, niezbyt nagłośniony, w Muzeum Narodowym - 16 listopada 2013 r.

        Właściwie wybierałam się obejrzeć wystawę malarstwa Guercino. Ostatecznie wyszło na to, że wystawy nie obejrzałam, za to byłam na koncercie. Nic straconego, bo wystawa potrwa do lutego, a koncert był tylko jeden. 

        Skrzypiec w połączeniu z harfą jeszcze nie słyszałam dotąd. Nadarzyła się okazja, a jeszcze gdy miała to być muzyka barokowa -  trzeba koniecznie. I nieważne wcale, że rozróżnienie Bononciniego od Frobergera i Frescobaldiego leży daleko poza moimi możliwościami; o Colombim i Berardim w życiu nie słyszałam, ale za to Tomaso Antonio Vitali ładnie się nazywa i przypomina Vivaldiego. 

 

Dla porządku więc:

 

Girolamo Frescobaldi 1583 - 1643 - ur. w Ferrarze, zasłynął jako organista Bazyliki św. Piotra w Rzymie i ceniony pedagog; na początku drogi twórczej  był śpiewakiem w Accademia  di Santa Cecilia; prekursor polifonicznej muzyki instrumentalnej;

Marco Uccellini 1603 - 1680 - kompozytor i skrzypek; maestro di capella w Modenie i Farnese;  twórca smyczkowych canzon i sonat; 

Johann Jacob Froberger 1616 - 1667 -  ur. w Stuttgarcie; uczeń Frescobaldiego; twórca południowoniemieckiej szkoły organowej; dworski organista w Wiedniu; kompozytor wieloodcinkowych toccat oraz klawesynowych suit; w europjekskich podróżach, poza Rzymem, poznał też Drezno, Paryż, Brukselę, Norymbergę, Ratyzbonę, Londyn;

Angelo Berardi ok. 1636 - 1694 - tworzył muzykę kameralną, pieśni sakralne, msze; maestro di cappella w Tivoli i Viterbo, zmarł w Rzymie; 

Giovanni Maria Bononcini 1642 - 1678 - skrzypek i kompozytor; dwaj jego synowie też byli kompozytorami; tworzył kantaty i madrygały; 

Giuseppe Colombi 1645(`35?) - 1694 - ur. w Modenie, kompozytor sonat i symfonii; 

Tomaso Antonio Vitali 1663 - 1745 - ur. w Bolonii; autor sonat skrzypcowych;  zmarł w Modenie, gdzie rozpoczynał karierę muzyczną jako  instrumentalista, a następnie został dyrektorem orkiestry; najsłynniejsze dzieło Chaconne g-moll (Ciaccona) - niektórzy badacze twierdzą jednak, że to nie jest jego dzieło; 

    Jego czy nie jego, ładne było.  Piękne zakończenie występu duetu Arparla: Davide Monti - skrzypce i Maria Christina Cleary - harfa. 

 

Szkoda tylko, że barokowej muzyce nie towarzyszyła równie barokowa oprawa, jak tutaj. Davide nie do poznania :-)

 

 

Ale też było super.  



komentarze (17) | dodaj komentarz

Szekspir komiczny i kosmiczny

niedziela, 17 listopada 2013 20:55

        O balecie dawno było, więc nadrabiam zaległości...

 

Sen nocy letniej

 

Balet  Johna Neumeiera według Williama Szekspira do muzyki  Feliksa Mendelssohna Bartholdy`ego, György Ligetiego i katarynki 

Polski Balet Narodowy

Orkiestra - dyrygent - Łukasz Borowicz

TWON 16 listopada 2013

 

       Choreografia Neumeiera z 1977 roku została zrealizowana w TWON w marcu 2013. Na wiosnę nie zdążyłam, pojechałam teraz. 

       Reportaż z realizacji wyjaśnia wszystko, albo prawie wszystko i można sobie dużo wyobrazić. Dodam tylko to, czego nie powiedziano.

        Ponieważ całość oparta została na sztuce Szekspira, trzeba najpierw przeczytać. Tę niby oczywistość nie wszyscy za oczywistą przyjmują.  W zasadzie można i nie czytać, ale wówczas tajemniczy świat elfów z Oberonem i Tytanią na czele, magicznymi sztuczkami Puka i oślimi uszami Spodka mogą okazać się niezrozumiałe. Jednak zastosowana przez Neumeiera czytelna konwencja snu dużo wyjaśnia: świat elfów może być po prostu snem  Hipolity. Co prawda najpierw komplikują się w nim, a następnie rozstrzygają losy dwóch par: Lizandra i Hermii oraz Demetriusza i Heleny, ale zabieg ten pozwala na obsadzenie w partiach Tytanii i Oberona tych samych tancerzy, których na początku widzimy jako Hipolitę i Tezeusza. Oznacza to, że w jednym spektaklu raz prezentują się w balecie klasycznym do klasycznej muzyki Mendelssohna, a w akcie 1 w diametralnie zmienionej scenografii, w cielistych błyszczących kostiumach, do kosmicznej muzyki Ligetiego widzimy taniec współczesny z "niemożliwymi" do wykonania akrobacjami ;-) W podwójnej roli głównych dwóch par zaprezentowali się Yuka Ebihara i Vladimir Yaroshenko. I przyznam, że jako władczy i złośliwie obrażony Oberon Yaroshenko podobał mi się bardziej niż w roli Tezeusza, ale to mało istotny szczegół.

       Po drugie, wszystkie sceny z amatorską trupą teatralną rzemieślników pod wodzą Spodka są tak nieodparcie komiczne, że można z nich skomponować całkowicie niezależną burleskę ku uciesze gawiedzi. Paweł Koncewoj jako Fujara, przebrany w kostium baletnicy, przewracający się na pointach, w roli Tysbe dał popis nie tylko taneczny, ale i aktorski.  Podobnie zresztą jak inni z rzemieślniczej aktorskiej trupy. Kurusz Wojeński jako Spodek grający Pyrama to istny Achilles pokonujący Lwa (jako Lew stolarz Cichy, czyli Bartosz Anczykowski), a potem zabijający się w rozpaczy po rzekomej śmierci  żony - Tysbe. Naprawdę wzruszył mnie do łez (ze śmiechu) Głodzik, czyli Carlos Martin Perez z wielkim zaangażowaniem grający Światło Księżyca, niosąc owe ciało niebieskie w postaci pękatego białego abażuru na kiju.  A biedak miał trudne zadanie, bo bohater ciągle mu się przemieszczał i on tak musiał za nim biegać z tym księżycem. 

       Czy ktokolwiek wyobraża sobie jak zagrać ścianę?? Neumeier i tu stworzył koncept oparty na pomysłowym kostiumie, w którym występowali we dwóch Michał Tużnik jako Pigwa i Michał Chróścielewski jako Ryjek.

        Elementy humorystyczne nie ograniczają się do amatorskiej trupy rzemieślników pod wodzą kataryniarza. Mamy przecież Demetriusza, zawadiackiego oficera, który z desperacją ucieka przed narzucającą mu się Heleną. Maksim Woitiul jako Demetriusz pokazał talent komiczny pierwszej klasy, a w takiej roli jeszcze go nie widziałam. Zapętlenie losów czworga postaci (Demetriusza, Heleny, Lizandra i Hermii) za sprawą roztargnionego Puka kończy znowuż zabawna sekwencja  totalnej awantury, w  której panowie mają już na sobie resztki koszul, a panie w wystrzępionych sukienkach ostatecznie postanawiają sprawę wyjaśnić damskim boksem, czyli wyrywaniem sobie nawzajem włosów.  Tak, tak, bez czarów się nie obejdzie. Dzielny Puk namieszał i teraz rzecz całą musi odkręcić, czyli znowu pomachać zaczarowaną różą.

       Puk (Patryk Walczak), ten spiritus movens całej intrygi, najpierw przy dźwiękach niesamowitej muzyki Ligetiego wyłania się z mgły i wypróbowuje  czarodziejską moc machania kwiatkiem bez ładu i składu, potem ma niezły ubaw z całego zamieszania, następnie przywołany do porządku przez Oberona musi w ciężkim znoju przywrócić ład w sercach ludzi.  I żyli długo i szczęśliwie. 

       Ostani taniec Hipolity i Tezeusza w dniu zaślubin wydał mi się nieznośnie po Mendelssohnowsku patetyczny. Inna rzecz, że muzyka Ligetiego z kolei puszczana z nagrania była stanowczo za głośna, siedziałam zdecydowanie za blisko. Ale świat elfów wykreowany poprzez idealne zestawienie muzyki, scenografii (niesamowite "straszne" te ruchome drzewa niczym Las Birnam), kostiumy, taniec, stanowi wizję niesamowicie spójną, przemawiającą do wyobraźni. Baśń, ale z elementami grozy; kosmiczna atmosfera, ale oparta na ludzkich emocjach. 

       Takiej mieszanki klasycznej muzyki z klasycznym baletem, z elementami liryki i patosu, połączonej ze współczesną muzyką z taśmy (nawet jeśli pierwotnie to były organy i klawesyn), tańcem rytmicznym i akrobatycznym oraz humorem i nostalgią  katarynkowej nuty ulicy jeszcze nie widziałam. 

 

A tu można zobaczyć zdjęcia

 http://www.teatrwielki.pl/repertuar/balet/kalendarium/sen_nocy_letniej.html

 

    Ciąg dalszy warszawskiej odysei na 

http://zapiskizkultury.blogspot.com/2013/11/czarno-biae.html



komentarze (15) | dodaj komentarz

Z Chopinem i Paderewskim patriotycznie

wtorek, 12 listopada 2013 14:36

        Koncert był, pianiści grali, Tuwima czytano, a ludzie...

 

        Chopin Chopinowi nierówny, zależy kto gra i kiedy. Tym razem grali Stanisław Drzewiecki i jego żona Jekaterina, którzy specjalne na listopadowo-patriotyczny wieczór dobrali utwory dwóch polskich kompozytorów: Fryderyka Chopina i Ignacego Jana Paderewskiego. Chopin, wiadomo, dlaczego; Paderewski tym bardziej wiadomo, skoro świętujemy rok 1918. Ale jakby te powody były niewystarczające, jest to po prostu wspaniała muzyka. 

         Stanisław Drzewiecki był cudownym dzieckiem pianistów Jarosława Drzewieckiego i Tatiany Szebanowej. Pamiętam jego koncerty jeszcze w czasach, kiedy mówiło się o nim "Staś" - debiut koncertowy w wieku lat pięciu! Jest laureatem Konkursu Eurowizji dla Młodych Muzyków w Norwegii i Paszportu Polityki w roku 2000 (był najmłodszym laureatem Paszportu - 13 lat). Teraz to już dojrzały pianista, mający  w dorobku dziesięć płyt, grający w najbardziej prestiżowych salach koncertowych świata, od  Moskwy, Londynu, Amsterdamu,  Tokio, po Carnegie Hall w Nowym Jorku.

       Przemyślnie dobranym fragmentom Kwiatów polskich Tuwima - Rok Juliusza Tuwima mamy przecież - towarzyszyły polskie tańce z polonezem i mazurkami przede wszystkim. Z przyjemnością patrzyłam i słuchałam choćby takiego Poloneza A-dur Chopina,  zagranego z werwą i wyraźnie tanecznym akordem, że aż człowiek widział cały ten symboliczny pejzaż polski, zebrany w towarzyszącym muzyce aktorskim podaniu poematu Juliana Tuwima z obowiązkowym rzecz jasna fragmentem : Chmury nad nami rozpal w łunę... No wzruszyłam się całościowo w tym momencie. 

        I był jeszcze Paderewski, ale nie wiem, co, bo za mało go znam, żeby tak ze słuchu rozpoznać (fragmenty Fantazji polskiej?). W każdym razie zasłuchałam się. Pani Jekaterina, młoda fajna osóbka, wykazała się całkiem sporą energią wykonawczą. Skąd w tych młodych dziewczynach taka siła? Więcej delikatności i czułości w kontakcie z klawiszami prezentował jej mąż Stanisław Drzewiecki, a może tylko mi się wydawało, bo wynikać to mogło z charakteru utworów. Ale w Polonezie energia była "piorunowa", stosownie do Tuwimowskiego tekstu. 

         A ludzie? A ludzie przyszli jakby z przypadku. Sala była owszem, w miarę zapełniona, ale z widocznymi wolnymi miejscami. Czyli luz. W trakcie koncertu luzu zrobiło się jeszcze więcej, bo przypadkowi - jak to nazwać inaczej - słuchacze zwyczajnie sobie wychodzili. Pytanie się ciśnie: to po co przyszli? Pokazać się, że są kulturalni? Nie wiedzieli, czego się spodziewać? W dzisiejszych czasach rozwiniętej technologii informacyjnej wystarczy sobie zwyczajnie wygooglować nazwisko i mamy multum informacji kto zacz i z czym przyjeżdża.  Ciągłe rozmowy, kopanie w siedzenia, przemieszczanie się między rzędami,  raz po raz otwierające się za mną drzwi to naprawdę nie pomagało się skupić na odbiorze sztuki muzyki i słowa prezentowanej na scenie.  Doprawdy zbyt wiele osób wciąż zapomina, że idąc na koncert nie oni są najważniejsi i nie oni znajdują się w centrum uwagi. Wyraźnie widać - po frekwencji i zachowaniu, że brakuje tradycji  obcowania ze sztuką wysoką, a do odbioru muzyki klasycznej potrzebne jest większe skupienie niż podczas biwakowania. 

        Na pytanie, dlaczego się przychodzi, gdy cały czas tylko przeszkadza się innym, nie znajduję sensownej odpowiedzi.
 
 
        O, tutaj Drzewiecki jest i liryczny, ale tego nie grał, a szkoda.
 
 
 
 
A tu Paderewski gra... Paderewskiego (?) :-)
 


komentarze (14) | dodaj komentarz

Listopad???

niedziela, 10 listopada 2013 23:44

         Nadal gryzę, dlatego unikam kontaktu z potencjalnymi ofiarami (patrz wpis na http://zapiskizkultury.blogspot.com/ )

        Na miejsce odosobnienia wybrałam swój własny ogródek. Zaglądajac tu i tam pod liście, zastanawiałam się, czy to naprawdę listopad? 

Czy tak wygląda listopad???

 

Wszystkie zdjęcia robione wczoraj.

 

aksamitka listopadowa.JPG

Aksamitka

 

nagietek listopadowy.JPG

 

 Nagietek

 

nasturcja listopadowa.JPG

 

 Nasturcja

ostróżka listopadowa.JPG

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 Ogórecznik

 

rumianek listopadowy.JPG

 

Jakiś gatunek rumianku samosiejki

 

miechunka listopadowa.JPG

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Przynajmniej miechunka wyglądała na jesienną - nieco zmarnowana i pozbawiona liści.



komentarze (16) | dodaj komentarz

piątek, 24 listopada 2017

Licznik odwiedzin:  409 436  

Kalendarz

« listopad »
pn wt śr cz pt sb nd
    010203
04050607080910
11121314151617
18192021222324
252627282930 

O moim bloogu

Szczęście nie jest stanem posiadania, lecz sposobem odczuwania

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Ulubione strony

Anderszewski

Arie i Głosy

Bach

Balet

Chopin

Chóralnie

Garrett

Händel

Jaroussky

Kaufmann

Koncertowo

Mahler

Mariusz Kwiecień

Małas-Godlewska

Membra Jesu

Minkowski

Muzyka polska

Scholl

Xavier de Maistre

Zimermany

Źródła

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 409436

Lubię to