Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 273 396 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Minimalista?

wtorek, 29 listopada 2011 0:23

 

 

      Czym dyryguje dyrygent? No czym?? Tylko bez żartów, proszę! Przecież musi jakoś orkiestrą kierować, no musi, prawda? Żeby równo grali, żeby wiedzieli, kiedy wejść ze swoim instrumentem, żeby puzy trwały tyle, ile trzeba i tak dalej. Tak zwykle to wygląda: dyrygent macha batutą, pomaga sobie drugą ręką, czasem nawet jednakowo macha obiema rękami jak chłop kosą w sianokosy, tułów mu faluje, nogi chodzą, że mało brakuje, a podest by mu się skończył, podskakuje, wychyla się, że gdyby bliżej muzyków stał, pewnie pacnąłby niejednego batutą w odpowiednim momencie, żeby się tam jeden z drugim nie zagapił.

 

Sir Simon Rattle dyryguje Brahmsem

 

      Ale może być zupełnie, zupełnie inaczej.  Dyrygent się napracował podczas prób, wyciskając siódme poty z siebie i muzyków, zrobił z nich mistrzów synchronizacji, więc na koncercie może odpocząć. Wyszkolił ich! Patrzcie i podziwiajcie :-)

 

Leonard Bernstein dyryguje??? Haydnem

 

         Czym więc dyryguje prawdziwy Maestro? 

 

 




komentarze (25) | dodaj komentarz

"... czuję nieśmiertelność, nieśmiertelność tworzę..."

poniedziałek, 28 listopada 2011 0:31

 

 

       Kiedy Gustav Mahler pisał IX Symfonię, która nie miała się wcale nazywać "dziewiąta", miał już zdiagnozowaną nieuleczalną w owych czasach chorobę serca. Prawykonania swojego dzieła nie dożył. Ale wierzył, że nadejdzie czas, gdy jego dzieła zostaną docenione. Wierzył w nieśmiertelność swojej twórczości. Dzisiaj przez niektórych Mahler jest uznawany za jednego z największych - obok Beethovena - symfoników. 

       IX Symfonia, interpretowana jest jako wielki motyw pożegnania, przemijania i śmierci. Schorowany, nierozumiany przez współczesnych artysta tworzy nieśmiertlene dzieło wbrew wszelkim przeciwnościom i wbrew nadziei. Contra spem spero. Wierząc, że jego czasy jeszcze nadejdą,  ze świadomością odchodzenia  z tego świata opatruje rękopis adnotacją Lebewohl (Pożegnanie). Czteroczęściowe monumentalne dzieło, w zależności od ustalonego przez dyrygenta tempa, może trwać od 75 do 85 minut. Ze światem nie można żeganć się w pośpiechu i byle jak. To akt najważniejszy w życiu, wymaga skupienia.

       Część czwarta to swoista elegia, pożegnanie – w ostatnich minutach symfonii można wręcz dostrzec odwzorowanie fizjologicznego zapadania w sen, odrętwienia, pogrążania się w niebyt, co realizowane jest poprzez konsekwentną redukcję poziomu dynamicznego i wprowadzanie coraz dłuższych pauz w dyskursie muzycznym -pisze Ryszard D. Golianek. Jest ona utrzymana w tonacji Des-dur i emocjonalnie przypomina mój ulubiony Nokturn Des-dur Chopina.

       To nie jest najlepsze nagranie i nie najlepszy technicznie film.  Z drugiej strony jest to najdoskonalsza interpretacja, jaką można sobie wyobrazić. Ani przez moment nie widać orkiestry.  Muzyka wypływa spod palców dyrygenta,  z jego twarzy, spod zamkniętych powiek - rzecz nie do opisania. To trzeba zobaczyć.

 

Ja mistrz wyciągam dłonie!

Wyciągam aż w niebiosa i kładę me dłonie

Na gwiazdach jak na szklannych harmoniki kręgach.

To nagłym, to wolnym ruchem

Kręcę gwiazdy moim duchem.

Milijon tonów płynie; w tonów milijonie

Każdy ton ja dobyłem, wiem o każdym tonie;

Zgadzam je, dzielę i łączę,

I w tęczę, i w akordy, i we strofy plączę,

Rozlewam je we dźwiękach i w błyskawic wstęgach.

(...) Pieśń to wielka, pieśń - tworzenie.

Taka pieśń jest siła, dzielność,

Taka pieśń jest nieśmiertelność!

Ja czuję nieśmiertelność, nieśmiertelność tworzę,

Cóż Ty większego mogłeś zrobić - Boże?

                                         

  (Adam Mickiewicz, Dziadów część III, Wielka Improwizacja)

 

Mahler, IX Symfonia - Leonard Bernstein

 




komentarze (12) | dodaj komentarz

Ależ się nasłuchałam...

czwartek, 24 listopada 2011 19:57

 

 

 

       Kiedy dzień w dzień, a właściwie co wieczór muszę, koniecznie MUSZĘ słuchać kolejnych rewelacyjnych koncertów, na nic lekarskie zalecenia i zakazy. Ja naprawdę NIE MOGĘ przestać pić kawy i kłaść się spać przed północą. Moja lekarka jeszcze o tym nie wie, ale nieźle się zdziwi, gdy za miesiąc zobaczy, że jej metoda leczenia nie przynosi rezultatu.

         Zaczęłam w niedzielę transmisją ze Studia Koncertowego Polskiego Radia im. Witolda Lutosławskiego koncertu w ramach III Festiwalu Mazovia goes Baroque. Zespół Al Ayre Espańol kierowany przez Eduardo Lópeza Banzo wraz z sopranistką Marią Espada zaprezentował kantany religijne i muzykę instrumentalną
Jose de Nebra i Domenico Scarlattiego.

        Jose Melchior Baltazar Gaspar Nebra Blasce (1702 – 1768) był kompozytorem hiszpańskim, pochodzącym z muzycznej rodziny. Jego ojciec, dwaj młodsi bracia a także sam Jose byli organistami. Jose de Nebra komponował oczywiście przede wszystkim muzykę liturgiczną : msze, litanie, psalmy, a nawet kolędy. Ma też w dorobku opery i sonaty.

        Muzyka hiszpańska, poza  kilkoma powszechnie kojarzonymi nazwiskami, jak choćby Manuel de Falla,  jest dla mnie terra incognita, tym chętniej poznałam ułamek twórczości, w której nagraniach zespół Al Ayre Espańol przoduje. Maria Espada swoim głębokim i bogatym w odcienie głosem po prostu mnie oczarowała. Dlatego koniecznie musiałam poszukać sobie jeszcze youtubowych nagrań.


 Jose de Nebra - Maria Espada


       W poniedziałek Dwójka retransmitowała z tegorocznego festiwalu BBC Proms Eliasza Feliksa Mendelssohna-Bartoldy`ego, w którego wykonaniu pod batutą Paula McCreesha (dyrektor festiwalu Wratislavia Cantans) wziął udział między innymi Chór Filharmonii Wrocławskiej oraz Gabrieli Consort (zespół chóralny założony przez McCreesha w 1982 r. do wykonywania wielkich dzieł chóralnych, oratoriów Händla czy Bacha).

        Eliasz, chyba najbardziej natchniony starotestamentowy prorok, bezkompromisowy, radykalny, współczujący (wskrzesza przecież syna biednej wdowy), którego imię jest  najczęściej przywoływane w Nowym Testamencie, jako tego, który nie umarł, lecz wśród wichru wstąpił do nieba, zapowiadając w ten sposób wniebowstąpienie Jezusa.

 

Eliasz wstępujący na złotym rydwanie do nieba


        Oratorium Eliasz przyniosło Mendelssohnowi niebywałą sławę od pierwszego wykonania 26 sierpnia 1846 roku w Birmingham. W liście do brata pisał: Już na pierwszej próbie w Londynie widać było, że podoba się, że grają je i śpiewają chętnie. Ale że na koncercie wykonane będzie z takim zapałem i rozmachem, to przyznam, sam się nie spodziewałem. Jaka szkoda, że nie byłeś przy tym! Przez półtrzecia godziny, tyle trwał utwór, cała ogromna sala z dwoma tysiącami widzów, wielka orkiestra i wszystko tak było skoncentrowane na tym, co się dzieje, że nie dochodził z widowni najlżejszy szmer, ja zaś mogłem robić ze świetną orkiestrą, co tylko chciałem… Szczególnie wtedy, kiedy nadeszły deszczowe chmury, kiedy jak opętani grali i śpiewali chór końcowy i kiedy po skończeniu pierwszej części musieliśmy cały fragment bisować. Bisowaliśmy aż cztery chóry i arie, a w całej pierwszej części nie było ani jednego potknięcia.

        Nie ujmując niczego  z artyzmu solistom, najświetniejsze w Eliaszu są partie chóralne.


Mendelssohn - Eliasz


        We wtorek znowu III Festiwal Mazovia goes Baroque i  Il trionfo del Tempo e del Disinganno (Triumf Czasu i Prawdy) – pierwsze oratorium Händla z 1707 roku. Utwór z uosobionymi postaciami Piękna (Bellezza), Czasu (Tempo), Rozkoszy (Piacere) i Rozczarowania (Disinganno) przypomina średniowieczne misterium, w którym człowiek postawiony wobec sprzecznych wartości i pożądań musi wybierać to, co przyniesie zbawienie jego duszy. Wtorkowym koncertem orkiestry Les Ambassadeurs i solistami: Sabine Devieilhe – sopran (Bellezza), Annie Gill – mezzosopran (Piacere), Mélodie Ruvio – kontralt (Disinganno), Nicholas Mulroy – tenor (Tempo), dyrygował Alexis Kossenko. Podczas pierwszej części byłam nieco rozkojarzona, więc chyba nie w pełni muzyka do mnie docierała, za to w drugiej  byłam już zasłuchana i może stąd też wynikało moje wrażenie większej dynamiczności. Tym bardziej, że szczególnie czekałam na jedną z najbardziej znanych i lubianych arii Lascia la spina, o wiele częściej kojarzoną pod tytułem Lascia ch`io pianga z opery Rinaldo. Oczywiście, znając barokowe zwyczaje wielokrotnego stosowania tej samej arii w różnych utworach i to przez różnych kompozytorów, tym mniej dziwi, że sam Händel własną kompozycję przeniósł z oratorium do późniejszej opery. Jakie to ma znaczenie, gdy rzecz słucha się z prawdziwą przyjemnością, a przecież chodzi przede wszystkim o nasze słuchaczy zadowolenie.

 

Händel, Il trionfo - Lascia la spina - Ann Hallenberg

 

       Ale Il trionfo to także  dzieło porywające wspaniałymi muzycznymi dialogami solistów. Czemuż się dziwić; choć Händel pisząc je miał zaledwie 22 lata, był przecież geniuszem. 

 

Händel, Il trionfo - Natalie Dessay (sopran) i inni:  Ann Hallenberg (mezzosopran), Sonia Prina (kontralt), Pavol Breslik (tenor) / Le Concert dAstrée, dyr. Emmanuelle Haim.

 

       No a wczoraj to już w ogóle odpłynęłam na  Missa votiva Jana Dismasa Zelenki w wykonaniu  Collegium 1704 pod dyrekcją Václava Luksa, soliści: Raffaella Milanesi – sopran, Markéta Cukrová – alt, Sebastian Monti – tenor, Tomás Král – bas. Tę dziękczynną Mszę Zelenka skomponował po cudownym wyzdrowieniu z ciężkiej choroby. Chyba dlatego jest to muzyka tak bardzo osobista i jednocześnie głęboko emocjonalnie odbierana przez słuchacza. Na Zelenkę natknęłam się wcale nie tak dawno temu i od razu mnie zachwycił. Wczorajszy koncert w tym zachwycie mnie utwierdził. To był naprawdę świetny kompozytor, a jego muzyka ma cudownie kojące, powiedziałabym nawet - lecznicze właściwości. No cóż, z dwojga złego, to ja już wolę niedomagać fizycznie niż wpędzać się w cierpienia duchowe, rezygnując z takiej muzyki.

 

Zelenka - Missa votiva, Credo in unum Deum


(Nagranie tego samego zespołu, którego słuchałam wczoraj w Dwójce - Collegium 1704, dyr. Vaclav Luks)

Na YouTube jest cała Msza podzielona na poszczególne części liturgiczne.

 

Ale głupoty popisałam! Eliasz, owszem był, ale w poprzedni poniedziałek, 14 listopada. Wszystko mi się pomieszało, to znaczy tylko daty, na szczęście cała reszta się zgadza. A z tego wynika, że między jednym a drugim poniedziałkiem nic się nie działo, więc mi czas uciekł i się skurczył. To czego słuchałam w ostatni poniedziałek? Jak nie radia, to pewnie płyty: Rameau, Une symphonie imaginaire, Les Musiciens du Louvre, dyr. Marc Minkowski. A w drodze są kolejne :-)

 


 

 



komentarze (21) | dodaj komentarz

100 metrów pod ziemią

poniedziałek, 21 listopada 2011 18:24

 

3 kwietnia 2010 - Kopalnia Soli w Wieliczce, Kaplica Św. Kingi


Pod ziemią też ładnie głos się niesie

 

 

 




komentarze (19) | dodaj komentarz

Polka

sobota, 19 listopada 2011 23:19

 

 

Rodem warszawianka, sercem Polka, a umysłem obywatelka świata

 

       Pozwoliłam sobie sparafrazować słynne zdanie Norwida o Chopinie, ponieważ jak żadne inne pasuje idealnie.

 

        Jest patronką trwającego Światowego Roku Chemii, ogłoszonego przez UNESCO.  Ponadto rok 2011 został oficjalnie jej poświęcony w Polsce i we Francji.

Jako pierwsza kobieta uzyskała dyplom z nauk ścisłych na Sorbonie.

Była pierwszą kobietą profesorem na Sorbonie ( 1906).

Jedyna kobieta dwukrotna laureatka Nagrody Nobla (1903, 1911).

Jedyny naukowiec (bez rozróżnienia płci) z Nagrodami Nobla w dwóch rożnych dziedzinach: fizyki i chemii.

Pierwsza kobieta pochowana w paryskim Panteonie (1995).

W 2009 r. w rankingu magazynu „New Scientist” uznano ją za największego naukowca kobietę wszech czasów.

A w marcu tego roku wybrana Polką wszech czasów w plebiscycie Muzeum Historii Polski i Magazynu Historycznego "Mówią Wieki".

 

 Maria Salomea Skłodowska – Curie

 

      Rok 2011 jest także rokiem Marii Skłodowskiej-Curie w sztuce, a właściwie wielu dziedzinach sztuk. Z tej okazji powstały i powstają o niej spektakle teatralne, filmy, opery, publikowane są książki.

         Znany i popularny aktor Alan Alda napisał sztukę RadianceThe Passion of Marie Curie, której czytana premiera miała miejsce 1 czerwca tego roku z okazji otwarcia Światowego Kongresu Nauki w Centrum Lincolna  w Nowym Jorku. Na początku listopada miała miejsce premiera sceniczna dramatu w teatrze Geffen Playhouse w Los Angeles, gdzie będzie grany do 11 grudnia.

        Z okazji setnej rocznicy drugiej Nagrody Nobla  dla Skłodowskiej-Curie i francusko-polskiego roku jej imienia powstają nowe filmy. Reżyserka Márta Mészáros przygotowująca film fabularny,  do głównej roli zaangażowała Krystynę Jandę. Z kolei już w grudniu będzie można obejrzeć polsko-francuski fabularyzowany dokument „Śladami Marii Skłodowskiej-Curie” w reż. Krzysztofa Rogulskiego. W tytułową rolę wcieliła się 32-letnia Elisabeth Duda, a jej męża, Piotra Curie odtwarza znany francuski aktor Eric Deshors. 
       Najnowsza publikacja książkowa o polskiej uczonej, wydana w październiku przez Studio Emka, ma charakter nietypowy. Jest to opowieść o życiu i pracy Skłodowskiej-Curie ukazana poprzez fotografie, do których jako komentarz posłużyły fragmenty listów i zapisków.  Publikacja jest trójjęzyczna: polsko-francusko-angielska.

 

 

        Byłoby coś niekompletnego w prezentacji postaci Polki wszech czasów, gdyby nie zainteresowała się nią także muzyka. 15 listopada w siedzibie UNESCO w Paryżu miała miejsce światowa premiera opery Madame Curie Elżbiety Sikory z librettem  Agaty Miklaszewskiej. Realizację przygotowała Opera Bałtycka w Gdańsku.

W obsadzie między innymi:

jako Maria Skłodowska- Curie – Anna Mikołajczyk, w partii jej męża Pierre`a Curie – Paweł Skałba. Jako Paul Langevin – współpracownik, z którym Marię po śmierci męża łączył romans, po jego zaś ujawnieniu doszło do wielkiego skandalu – Tomasz Rak. W partii starszej córki Ireny – Marta Siewiera.

Polska premiera – 25 listopada w Operze Bałtyckiej w Gdańsku.

 

Elżbieta Sikora o Madame Curie


Tu recenzja z paryskiej premiery

http://szwarcman.blog.polityka.pl/2011/11/16/madame-curie-z-wizyta-w-unesco/

 

I tu także, ze zdjęciami, można zobaczyć kostiumy i fragmenty scenografii:

http://www.rmf24.pl/kultura/news-sukces-madame-curie-w-paryzu,nId,386523

 

Ciekawe wypowiedzi o muzyce i wykonawczyni głównej partii po premierze:

http://cjg.gazeta.pl/CJG_Trojmiasto/1,109143,10655638,Gdanska__Madame_Curie__w_Paryzu__po_premierze.html

 

JUŻ JEST

Wypowiedź Anny Mikołajczyk o pracy nad rolą Madame Curie


Anna Mikołajczyk o Madame Curie


     Czy genialność, a przynajmniej pewne zdolności i predyspozycje intelektualne są dziedziczne? Klan Curie potwierdza, że tak. Córka Marii i Perre`a, Irene Joliot-Curie otrzymała Nagrodę Nobla w 1935 r. za odkrycie sztucznej promieniotwórczości, a wnuczka (córka Irene) prof. Helene Langevin-Joliot jest emerytowanym fizykiem nuklearnym. Była dyrektorem badawczym paryskiego Instytutu Fizyki Nuklearnej w Orsay, odpowiedzialnym za 580-osobowe laboratorium oraz za synchocyklotron, który udoskonalono pod jej kierownictwem. Wnuk Marii , a brat Helene, Pierre Joliot, jest biochemikiem w Centre National de la Rocherche Scientifique. 

       Eve Curie, młodsza córka Marii, miała uzdolnienia humanistyczne i artystyczne. Była pisarką, dziennikarką, pianistką i politykiem. Jej mąż, Henry Richardson Labouisse jako dyrektor UNICEF odebrał w 1965 r. Pokojową Nagrodę Nobla przyznaną tej organizacji. Stąd też można mówić, że członkowie jednej rodziny otrzymali aż pięć razy tę prestiżową nagrodę: Maria dwa razy, Pierre - jedną, córka Irene wraz z mężem - jedną i drugi zięć - jedną. Rekord Guinessa!

Eve zmarła w 2007 r. w wieku 102 lat.




komentarze (18) | dodaj komentarz

piątek, 24 listopada 2017

Licznik odwiedzin:  409 409  

Kalendarz

« listopad »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
282930    

O moim bloogu

Szczęście nie jest stanem posiadania, lecz sposobem odczuwania

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Ulubione strony

Anderszewski

Arie i Głosy

Bach

Balet

Chopin

Chóralnie

Garrett

Händel

Jaroussky

Kaufmann

Koncertowo

Mahler

Mariusz Kwiecień

Małas-Godlewska

Membra Jesu

Minkowski

Muzyka polska

Scholl

Xavier de Maistre

Zimermany

Źródła

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 409409

Lubię to