Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 273 396 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Vieni! Vieni!

środa, 30 października 2013 22:34

Soffro, lontan lontano

Le nebbie sonnolente

Salgono dal tacente

Piano!

 

Alto gracchiando, i corvi,

Fidati all`ali nere,

Traversan le brughiere

Torvi!

 

Dell`aere ai morsi crudi,

Gli addolorati tronchi

Offron, pregando, i brochi nudi.

Come ho freddo!

 

Son sola,

Per grigio ciel sospinto

Un gemito destinto

Vola.

 

E mi ripete: vieni!

E buia la vallata.

O, triste, o, disamata,

Vieni! Vieni!

 

____________

Cierpię, daleko daleko

senne mgły na równinie

wschodzą.

Wysoko krakanie, wrony

ufne czarnym skrzydłom

przemierzają wrzosowiska

ponuro.

W bolesnych podmuchach powietrza

modlą się nagie gałęzie drzew.

Jak mi zimno!

Jestem sam,

przez szare niebo szybuje

martwy (zmarłych?) jęk

I powtarza mi: chodź!

W ciemność doliny

(w dolinie jest ciemno?).

O, smutny, o, samotny niekochany,

chodź! Chodź!

 

 

Nebbie (Mgły) - słowa Ada Negri (1870 -1945)

Muzyka - Ottorino Respighi (1879 -1936); Nebbie skomponował na głos i fortepian w 1906 r. 

Rzecz bardzo trudna do zaśpiewania

 

 

 

 

 

 



komentarze (7) | dodaj komentarz

Reportaż inny niż wszystkie

poniedziałek, 28 października 2013 18:03

      Z powodu posuchy internetowej miałam czas na przeczytanie książki. Żartuję. I tak bym miała, bo od czasu pewnej audycji radiowej na tę pozycję ostrzyłam sobie zęby. Więc jak już książkę mi przysłano, poświęciłam jej prawie całą noc - z trudem oderwałam się od lektury tłumacząc sobie jak małemu dziecku, że następnego dnia wstaję bardzo rano i wyjeżdżam, to lepiej zostawić resztę niedoczytanych stron na podróż. Udało się powstrzymać moją czytelniczą zachłanność i kończyłam w autobusie.

      Jak ktoś umie tylko narzekać i twierdzi, że żadna książka mu się nie podoba, niech napisze lepszą. Michał Książek tak właśnie zrobił.  Jak sam w audycji poświęconej jego publikacji Jakuck. Słownik  miejsca powiedział, napisał ksążkę taką, jaką sam chciałby przeczytać. Jest to reportaż, jaki i ja zawsze chciałam przeczytać, tylko nawet o tym nie wiedziałam. A teraz wiem, dlaczego w pewnym momencie przestałam reportaże czytać: bo wszystkie mniej lub bardziej przypominały Kapuścińskiego. A ja chciałam czegoś innego.  Jakiegoś innego spojrzenia. 

      Tym spojrzeniem w Jakucku jest język. Dlatego podtytuł Słownik miejsca.  Tok narracji przetykany jest hasłami słownikowymi, ale napisanymi tak, że przybliżają one sposób myślenia ludów Jakucji (samych Jakutów, ale też Ewenów, Ewenków,  Tunguzów, Kurykanów i innych). Zaczyna się od nazw miesięcy. Miesiące zimowe mają tylko liczby: miesiąc siódmy - listopad, ósmy - grudzień, dziewiąty - styczeń, dziesiąty - luty. Dopiero marzec poza liczbą ma swoją nazwę własną - miesiąc narodzin źrebaków, a następnie kwiecień to miesiąc spływania lodu.

       Reportaż Książka zaczyna się od września - miesiąca domu (balaghan yja), kiedy ludzie i wszystko, co żyje, zaczynają przygotowania do długiej i mroźnej syberyjskiej zimy. Kilka lat pobytu autora w Jakucji i samym Jakucku zostało skondensowanych do jednej w miarę linearnej opowieści od jesieni 2007 do wiosny 2009 roku. Pojawiają się jednak i retrospekcje ze zdarzeń wcześniejszch, jak choćby wielka odyseja autora w roli pomocnika kierowcy ciężarówki (dalniebojszczika) w 2005, kiedy zawędrował na daleką północ do ujścia rzeki Indygirka nad Morze Wschodniosyberyjskie.

      Ogólny zarys wędrówek autora poparty jest załączoną we wnętrzu jednej strony okładki mapką  całej Jakucji, a z drugiej mapą centrum stolicy - Jakucka - gdzie Książek spędzał jesień, zimę oraz wiosnę 2008/2009, udając się na wypady w teren w poszukiwaniu śladów pobytu największego badacza ludów Jakucji, polskiego zesłańca, Wacława Sieroszewskiego, autora monumentalnego dzieła Dwanaście lat w kraju Jakutów, dzięki któremu uzyskał amnestię i zgodę na powrót do ojczyzny. 

      Obserwacje czasu teraźniejszego konfrontowane są z opisami Sirki (jak w skrócie nazywano Sieroszewskiego). Książek podczas kilkakrotnych wypraw do Namu i Appany odnalazł prawdopodobne miejsce, gdzie Sieroszewski spędził ostatnie 6 lat zesłania. Mało tego, uzyskał zgodę na przeprowadzenie  głębszych poszukiwań, to znaczy rozkopania wzgórza, gdzie wraz z miejscowymi pomocnikami znalazł kilka przedmiotów domowego użytku, w tym haczyk na ryby wykonany z gwoździa. Sieroszewski wspomina, że zrobił takich haczyków ok. 12.  Książek przywiózł ten gwóźdź ze sobą do Polski, obecnie bowiem mieszka wraz z żoną - Jakutką - i dwojgiem dzieci w kraju.

      Wędrówka śladami Sieroszewskiego to tylko jeden z wątków reportażu.  Chyba nawet nie najważniejszy, chociaż dla nas ze zrozumiałych względów interesujący.  Najważniejszym tematem  jest jednak zima: 50-stopniowe mrozy, zamieranie miasta, zanikanie szos, zamarzanie rzeki Leny, po której zimą przejeżdżają ciężarówki,  oklejanie okien i ścian,  wielowarstwowe ubieranie się, i dosłowne, dosłowne zamarzanie pod zwałami śniegu bezpańskich psów i czasem także bezdomnych, których ciała odkrywają dopiero wiosenne roztopy. Najgorszym nieszczęściem w zimie jest utrata czapki, a ponieważ ze względu na palenie w piecach nad całym Jakuckiem unosi się wielki smog, a poza tym słońce świeci ledwie przez dwie godziny, złodzieje mają szerokie pole do popisu.

       Na wiosnę pojawia się słowo podsnieżnik - nazwa kwiatu, jak nasz przebiśnieg, ale też trup człowieka znaleziony w topniejących zimowych zaspach. Też zwiastun wiosny, jak pisze Książek.  Tak samo określano nieboszczyków odnajdowanych na wiosnę w łagrach, szczególnie w miejscach wyrębu lasu. Idąc śladami słówek Książek zahacza i o rzeczywistość łagrową, i o komunistyczny reżim na terenach Jakucji i dzisiejszą rzeczywistość sfederowanych narodów Rosji. Przez cały czas bowiem uczy się jakuckiego języka, wciąż zapisuje nowe słówka, odkrywa nowe znaczenia, wyszukuje analogie.  Nierzadko zaskakuje tym rdzennych mieszkańców, którzy biorą go za szpiega NATO, gdy potrafi odezwać się w ich rodzimym języku, jak w pewnym sklepie w zagubionej w śniegach wiosce, gdzie na coraz ostrzejsze podejrzenia tubylców wyjaśnił, że przyszedł tylko zrobić zakupy.  

       Ciekawe są krótkie scenki rodzajowe o wiele więcej mówiące o ludziach niż całe tomy socjologicznych analiz. Jak na przykład gościnność Władymira Nasiedkina, byłego kryminalisty, ściganego nawet za zabójstwo, który:

pytał, czy nie chciałbym czegoś takiego na pamiatkę. Nie rozumiał argumentów: za czubuku (chodzi o skórę białej owcy śnieżnej) można pójść siedzieć, za mamuta (powszechnie potajemnie handluje się kłami mamutów wykopanymi spod śniegu)  grozi co najmniej mandat, a skóra (chodziło o skórę niedźwiedzia) jest większa niż mój pokój.

 - A ren? - zapytał mój gospodarz.

-  No przeciez on jest żywy - wyjąkałem.

- To go zabijesz, jak dojedziesz. I zjecie sobie z żoną. Co?

- Nie, dzięki - odparłem bardzo uprzejmie.

        Nauczona doświadczeniem z relacji ze spektaklu nie będę więcej zdradzać szczegółów treści, bo znowu ktoś skomentuje, że nie  ma potrzeby czytać, bo już wszystko opisałam ;-) Dodam tylko, że z reportażu Książka można się dowiedzieć, z jakich skór wyrabia się najcieplejsze czapki, rękawice i buty na 50-stopniowe mrozy; jaka grubość lodu jest bezpieczna, żeby przejść po zamarzniętej rzece, a jaka żeby przejechać samochodem i to kamazem;  co to jest pustolód i jak tonie ciężarówka; dlaczego szatniarz zszył autorowi rozdarty rękaw kurtki ściegiem chirurgicznym, kto nadal śpi na narach w dawnym łagrze. Poznamy relację z pewnego polowania na basiora (samiec przewodnik wilczego stada) oraz niezwykłą historię o kocie Kuzia, który przewędrował 2030 km przez tajgę wracając do domu do swojej pani.

 

Na koniec jedno hasło z jakuckiego słownika:

 

 Tajgha - oznacza różne rodzaje syberyjskich borealnych i górskich lasów. Ale w jakuckim i syberyjskim rosyjskim jest też synonimem dali. Odległości. Pustki. I zawiera nawet pewne ostrzeżenie przed podróżą: tam już tylko tajga.

 

 

   Michał Książek, Jakuck. Słownik miejsca. Wydawnictwo Czarne. Wołowiec 2013.Jakuck.jpg



komentarze (16) | dodaj komentarz

Teatr z punktu widzenia siedzenia na balkonie

wtorek, 22 października 2013 13:58

      Tym razem poszłam na teatr. A poszłam, bo teatr przyjechał do mojego zadupia, pardon,  miasteczka.  Taak, teatr objazdowy to był. Rzecz nietrudna, gdy występują zaledwie cztery osoby, a akcja dzieje się w jednym pomieszczeniu, to znaczy w sumie w trzech pomieszczeniach, bo w trzech odsłonach,  ale co za różnica, skoro i tak zawsze to sypialnia: 3 razy łóżko. No taki właśnie tytuł. Sztuka komediowa Jana Jakuba Należytego w reżyserii Piotra Dąbrowskiego z Teatru Palladium.  Ale ponieważ my - znaczy prowincjusze - do Warszawy się nie wybieraliśmy - łóżko przyjechało do nas. 

      A w tym łóżku widzieliśmy Adriannę Biedrzyńską z Piotrem Skargą po latach małżeńskiego stażu; Emilię Komarnicką (? tu nie jestem pewna, bo z balkonu nie widać dokładnie, gdy się ma astygmatyzm) i Mateusza Damięckiego jako to samo małżeństwo, ale na początku stażu, a potem jako rodzeństwo - dzieci tegoż małżeństwa. Niejasne?

      Najpierw młode aktorskie małżeństwo łapie fuchy reklamowe, żeby zarobić na kredyty, remonty itp. On będzie twarzą "schabu bez kości za 9,99 kg", ona będzie "piersiami kampanii społecznej profilaktyki raka piersi". Na tym tle dochodzi do pierwszego komicznego dialogu między bohaterami o to:

- kto więcej na swojej reklamie zarobi;

- kto bardziej przysłuży się sprawie;

- czyje sprzedawanie się w reklamie jest bardziej poniżające: bycie twarzą schabu, czy bycie piersiami bez twarzy;

- kto powinien ze swojej fuchy zrezygnować w imię ratowania małżeństwa;

- czy truskawki w zimie to ekstrawagancja (bo ona najpierw reklamuje truskawki);

- i dlaczego w końcu nie pojadą na wieś do jego rodziców?

Efekt końcowy: rozstanie.

       Scena druga - tych samych dwoje spotyka się w łóżku w przerwie nagrywania kolejnych odcinków durnowatych seriali, w których znaleźli stałe zatrudnienie. W międzyczasie zaszły zmiany: kiedy ona odchodziła poprzednio, była w ciąży, teraz mają więc syna i trzeba się zająć wychowywaniem dziecka. Kolejna poważna rozmowa, zaraz po upojnych ekscesach w łóżku oczywiście. Od połowy tej sceny widzowie słabo śledzą tok rozmowy, bo uwagę wszystkich zaprząta zagadka, w co ubierają się bohaterowie, wkładając na siebie niecodzienne kawałki kostiumów.  On zakłada rajstopy, ona okręca się pluszową kotarą; on ma żółte kapcie wielkości arbuzów na stopach, ona zwisające macki czy czułki itp. A dialog wzajemnych pretensji, rozliczania przeszłosci trwa. Aż do pięknego finału: on w kostiumie pękatego Gucia z pszczółki Mai, ona jako ośmiorniczka albo jakis żuczek godzą się definitywnie.

       Scena trzecia: taż sama para po latach. W łóżku oczywiście. Syn dzwoni do ojca, córka do mamusi i zaczyna się kolejny groteskowy dialog: kto kogo kryje, kto komu za bardzo poluzował, no i czyj serial jest ważniejszy. Ostatnia odsłona wreszcie gromadzi całą rodzinę razem: rodziców i dwoje dzieci, przy czym sceneria jest przedświąteczna, a największym problemem jest, kto zabije karpia. Ojciec już nie chce być mordercą, syn się do tego nie nadaje, najlepiej nadawałaby się matka - przynajmniej, kiedy daje instrukcje, jak to zrobić, jest bardzo przekonująca - ostatecznie bez słowa rozprawia się z karpiem najmłodsza latorośl - córeczka. Po prostu dlatego, że karp pływał w wannie, a ona chciała się wykąpać.

        Martwy karp nie załatwia jednak wszystkiego, bo zaraz nastąpi najgorsze: przyjazd mamusi. Na gwałtowny dzwonek u drzwi wszyscy w przestrachu gotują się do wizytacji, pardon, wizyty: głowa rodziny zakłada sweterek z reniferem, syn maskuje glany i kulturalnie wygładza spodnie, chowając kowbojski kapelusz, córka się ubiera, matka krytycznie spogląda na ustawioną w szeregu rodzinę... światła gasną! 

       Dowcipne dialogi Jana Jakuba Należytego nie pozwalają niemal złapać oddechu między kolejnymi wybuchami śmiechu. Żart, dowcip, gag i ironia to atuty tekstu, który błyskotliwie podany najpierw wzbudza serdeczny śmiech, ale po prawdzie, dużo w nim obserwacji nie zawsze wesołej rzeczywistości.  Dodajmy, że jest to rzeczywistość ze świata przeciętnych aktorów, tych, którzy łatają budżet reklamami i łapią fuchy w tasiemcowych beznadziejnych serialach. Na szczęście Należyty nie robi z tego dramatu, ot, takie jest życie aktorów, z których większość nigdy nie zdobędzie Oscara. A przecież oglądamy ich codziennie. 



komentarze (21) | dodaj komentarz

Oooo!

środa, 16 października 2013 8:27

 

Był sobie kompozytor, był jego fortepian, a potem nastał pianista :-)

 

 

Jutro wszystkie polskie wierzby będą szumiały Requiem d-moll

 

 

Coś się odblokowało.

 

Ale teraz to ja nie mam czasu szukać arii zachwytu, więc całkiem  na sucho i milcząco będzie. 

 

Ciekawe, co się wydarzy wieczorem.

 

Bo najczęściej wieczorami giną blogi, wpisy, komentarze i w ogóle nawigacja internetowa szwankuje. W dzień ludzie pracują, a wieczorami hulaj dusza! wszyscy siedzą w sieci.

 

Coś mi się wydaje, że spełnia się czarne proroctwo - Internet się zapycha. No przecież nawet w wirtualnym świecie przestrzeń jest ograniczona wydolnością krzemowych łączy.



komentarze (20) | dodaj komentarz

W pogoni za ideałem

wtorek, 08 października 2013 21:13

E' la solita storia del pastore…
Il povero ragazzo
voleva raccontarla, e s'addormi.
C'è nel sonno l'oblio.
Come l'invidio!
Anch'io vorrei dormir cosi,
nel sonno almeno l'oblio trovar!
La pace sot cercando io vò:
vorrei poter tutto scordar.
Ma ogni sforzo è vano... Davanti
ho sempre di lei il dolce sembiante!
La pace tolta è sempre a me...
Perché degg'io tanto penar?
Lei!... sempre mi paria at cor!
Fatale vision, mi lascia!
mi fai tanto male!
Ahimè!

___________________

 

To zwykła historia o pasterzu ... 
biedny chłopiec chciał opowiedzieć 
i zasnął.

Sen przynosi zapomnienie. 

Jak ja mu zazdroszczę! 
Ja również chciałbym spać tak 
aby znaleźć zapomnienie! 
Szukam tylko spokoju. 
Chciałbym być w stanie zapomnieć o wszystkim! 
Jednak każdy wysiłek idzie na marne. 
Przed sobą zawsze mam 
jej słodkie oblicze 
i spokój mnie opuszcza. 
Dlaczego muszę tak cierpieć?
Ona zawsze przemawia do mojego serca. 
Fatalna zjawo, zostaw mnie,

ranisz mnie tak głęboko! 

Niestety!

 

      Lamentem Federika podczas parapremiery w Mediolanie 27 listopada 1897 roku objawił się światu najsłynniejszy tenor wszech czasów - Enrico Caruso. Od tamtego czasu arię śpiewali wszyscy wielcy tenorzy, od Beniamina Gigliego po Pavarottiego. A dzisiaj słucham w wykonaniu Jonasa Kaufmanna. 

 

      Opera Arlezjanka Francesco Cilei (1866 - 1950) utrwaliła w kulturze romantyczny motyw nieistniejącego ideału. Już Gustaw w IV cz. Dziadów rozpaczał rozczarowany:

Szukałem, ach! szukałem tej boskiej kochanki,

Której na  podsłonecznym nie bywało świecie,

(...) Lecz gdy w tych czasach zimnych nie ma ideału,

Przez teraźniejszość w złote odleciałem wieki,

Bujałem po zmyślonym od poetów niebie,

Goniąc i błądząc, w błędach nieznużony goniec;

(...) I znalazłem ją na koniec!

Znalazłem ją blisko siebie,

Znalazłem ją!... ażebym utracił na wieki!

 

       Federico również znalazł, ale nawet nie było mu dane z nią porozmawiać.  Zakochał się w nieznajomej mieszkance Arles (stąd tytuł Arlezjanka). Intryga, jak to bywa w romantycznej operze, prowadzi do smutnego zakończenia. Federico nigdy nie poznawszy nieznajomej, w której się zakochał, popełnia samobójstwo. W tym też przypomina Mickiewiczowskiego Gustawa. Pogoń za ideałem nie może się udać. 

      Tytułowa Arlezjanka to postać, która nigdy nie pojawia się na scenie, jak żona słynnego detektywa Columbo. A jednak nie dość, że widnieje w tytule opery , to na dodatek doprowadza bohatera do śmierci. Świat nie jest przyjazny dla marzycieli goniących za ideałami. Niestety!

Ahime!

 

 

 

 

PS. Goniąc ideały żyć jest trudno i umiera się szybko. Nie goniąc za nimi także się umiera, choć może, może... ale to wcale nie jest takie pewne -  spokojniej. 



komentarze (29) | dodaj komentarz

piątek, 24 listopada 2017

Licznik odwiedzin:  409 404  

Kalendarz

« październik »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
28293031   

O moim bloogu

Szczęście nie jest stanem posiadania, lecz sposobem odczuwania

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Ulubione strony

Anderszewski

Arie i Głosy

Bach

Balet

Chopin

Chóralnie

Garrett

Händel

Jaroussky

Kaufmann

Koncertowo

Mahler

Mariusz Kwiecień

Małas-Godlewska

Membra Jesu

Minkowski

Muzyka polska

Scholl

Xavier de Maistre

Zimermany

Źródła

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 409404

Lubię to