Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 263 286 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

One są naprawdę dobre

czwartek, 12 stycznia 2017 23:22

      Dostałam dwa tomiki wierszy od znajomej poetki. Nie miałam czasu zajrzeć wcześniej, dopiero teraz, jak zwykle do wanny wzięłam ;-)  Po znajomości nie powinnam pisać, ale... one naprawdę są dobre. Te wiersze, Róże z Pierii - taki tytuł. Są jak róże w wielu kolorach. Najpierw zaczęłam od innego tomiku: Wiersze jak ziarna. To zbiór utworów w stylu poezji ludowej, nawiązujących do ludowości, do folkloru, ku pamięci ludowych twórców i bliskich, chłopskich rodziców Autorki. Pisane prostym językiem, z tematami klasycznej wsi polskiej. Może nie nad wyraz wysublimowane, ale wzruszające. Bo znam te tematy, te motywy, zapachy, dźwięki i chropawość życia. Dlatego wzruszyłam się. Nawet więcej, poczułam wszystkie pory roku. Przywołam jeden wiersz, o jesieni. Bardzo mi się podoba:

* * *

nostalgiczna

jak skargi żurawi gnanych

dzikim instynktem do podróży

po kres

 

nieważna

jak poniewierające się 

po ścieżce

kartoflane pędy

 

niespełniona

jak rozkwitające

w październiku

słoneczniki

 

bezsensowna

jak wsiąkające w ziemię

łzy za utraconym

latem

 

rozczarowująca 

jak wszystko co przychodzi

bez niespodzianki i odchodzi

mimochodem

 

tegoroczna jesień

 

      Tak, ten wiersz mnie zastanowił, zatrzymał. Nie przeszedł mimochodem. Poszłam za ciosem i otworzyłam drugi tomik. Nie chcę snuć analiz formalnych ani rozbierać na drobne ukrytych treści. Wiersz ma przemawiać całością. I tak właśnie w przypadku utworów Haliny Graboś odbieram. Owszem, zatrzyma mnie jakaś świetna fraza, jakaś metafora, mogłabym wymieniać sposoby budowania nastroju, opisywania przestrzeni wewnętrznej, wskazywać tropy i nawiązania, aluzje literackie w zdumiewających Różach z Pierii. Ale po porostu szkoda. Szkoda na to miejsca na blogu i czasu. Tak rzadko się zdarza, że czytając wiersz, czujemy jak wbija się ostrzem w samo nasze istnienie: w ciało, umysł, emocje i duszę. Nie znaczy to wcale, że wiersze te są w jakiś niewyobrażalny sposób genialne. Nie. One są po prostu poezją. Tylko i aż.          

       Tyle już konstruowano definicji poezji, a żadna nie jest satysfakcjonująca. Sprawdzianem dla niej zawsze jest moment czytelniczej recepcji. Wiele zależy od samego czytelnika, ale nie przesadzajmy. skok z mostu wahań zawsze będzie poezją, nawet bez czytelnika, a przedświt, być może, kto wie, kongenialnym zapisem relacji między naturą, pędzlem  a szaleństwem van Gogha. Ja w każdym razie poczułam, że tak właśnie mogły się rodzić jego obrazy. 

      Jestem na trzydziestej stronie, jeszcze zostało ponad 50. Nie wiem, czy napiszę więcej o tych wierszach po zakończeniu całości. Może nie. Dzisiaj chciałam napisać o tych, które już we mnie zostaną. Nie o wszystkich, bo się nie da. I trudno je cytować w całości, to nie aforyzmy, choć wiele z nich uderza pointą. Jak wiersz bez tytułu poświęcony Pamięci Wandy Karpińskiej: 

 

"śmierć jest lepsza

(od takiego życia)"

lecz nikt nie wie na pewno

czy nie są

tym samym

istnieniem

 

      Trudno powiedzieć, dlaczego są słowa, które przenoszą nas w inny wymiar. Ale jeśli poezja ma moc przekraczania granicy życia i śmierci, jak wierzył Horacy, to może już teraz, czytając, czasami dotykamy nieśmiertelności? 

 

echo

 

nie jesteś już moja chwilo

choć byłaś mi bliższa niż skóra i kości

i każdy kochany człowiek

prostota naszych uczuć była bardziej jasna

niż spojrzenie w oczy

zależność bardziej złożona niż struktura kryształu

byłaś mną a ja tobą

i nie pragnęłyśmy niczego więcej

nie chciałaś odejść

lecz czas wyrwał mi ciebie

nie było szans bym pokonała go

w bezpośredniej walce

podchodziłam go podstępnie i nie fair play

biegłam za tobą wołałam

nawet jakiś błędny ognik

pokazywał mi drogę

byłam blisko widziałam cię

lecz ty już mnie nie pamiętałaś

zakotwiczałaś się w kimś innym

szukam cię ciągle takiej samej

a znajduję tylko to samo echo

 

Nie dziwią nas wcale

 

W snach, zmarli mają sukienki w grochy,

korale na szyjach, kapelusze i płaszcze

jak w zwyczajnym życiu.

Kolczyki, bransolety i złote pierścionki,

które ze zdjęciami wnuków włożyły do trumien

zabobonne ciotki.

Nie dziwią nas wcale,

zajęci ścinaniem kwiatów, w zwyczajnie kwiatowym,

niemagicznym, ogrodzie, ścieranie  kurzu

w zwyczajnie nieastralnym pokoju.

Jadąc autobusem machają rękoma, nie na pożegnanie, 

tylko z wymownym gestem pozdrowienia.

Przystają, obejmując nas przyjacielsko, patrzą w oczy

radośnie żywi, życiem tryskający.

Rozmawiają zwyczajnie o niezwykłych sprawach,

że dzisiaj słońce zamieniło się miejscem z księżycem,

lub, że za trzy minuty odwiedzą nas goście

z Galaktyki Andromedy.

I zupełnie nas to nie dziwi.

Jemy razem czereśnie, przeskakujemy kałuże.

Przez moment coś nam chodzi po głowie,

chcemy o coś zapytać, ale zaraz odrzucamy tę myśl:

chyba nie o to...? to niedorzeczne,

przecież się wcale nie boimy,

że mogliśmy się u nich zasiedzieć,

tak zwyczajnie, po prostu

jakby na zawsze.

 

Halina Graboś: Róże z Pierii. Wydawnictwo TAWA. Chełm 2014.

Halina Graboś: Wiersze jak ziarna. Chełm 2016.



komentarze (11) | dodaj komentarz

Palcem po mapie

sobota, 07 stycznia 2017 13:45

       Województwo tarnopolskie... Buczacz, Zaleszczyki, Okopy Świętej Trójcy, Trembowla, Złoczów, Ponikwa… Skąd znam Ponikwę? Z historii? Nie, raczej z literatury. Z jakiegoś wiersza? Z powieści? Ze wspomnień? Czytam nazwy i za każdą stoi jakieś skojarzenie, nazwisko, utwór, fragmenty przeszłości. Czytam i zwiedzam – palcem po mapie. Mapka formatu A4. Malutkie niewyraźne literki: Bilcze Złote… ach, byłam tam .. w wyobraźni,  zwiedzając skarb z Werteby (patrz tutaj). To miejsce, gdzie zaczęła się europejska cywilizacja ;-) Nazwa "Werteba", choć określa tę jedną archeologicznie cenne stanowisko, tak naprawdę jest słowem pospolitym podziemnych zapadlisk, wklęsłości tworzących jaskinie: W wielu miejscach Miodoborów wskutek zapadnięcia się podziemnych grot gipsowych powstały zaklęsłości  tzw. werteby – pisze autor przewodnika. I tak oto zagadka wyjaśniona. Przynajmniej ta jedna.  Miodobory, tak zwaną Podolską Szwajcarię, opiewał Wincenty Pol: Tam ku górom Miodoborskim,/ Coraz wyżej kraj się wznosi…

      O rzut beretem Zaleszczyki. Polski biegun ciepła, słynne uzdrowisko – wszyscy jeździli do Zaleszczyk. Miasto jak cypel z trzech stron otoczony Dniestrem chlubi się kąpieliskami i klimatem porównywalnymi z czarnomorskim czy adriatyckim. Na letni wypoczynek przyjeżdżał Jan Kasprowicz. Podobno tutaj w kryzysie emocjonalnym po zdradzie żony,  która uciekła z Przybyszewskim, napisał „Święty Boże, Święty Mocny” z cyklu „Hymnów” o charakterze ekspresjonistycznym. W Zaleszczykach śpiewała Salomea Kruszelnicka, diva wielu europejskich scen operowych, partnerująca między innymi samemu Enrico Caruso w La Scali. Obiecywała wrócić do Zaleszczyk Maria Pawlikowska –Jasnorzewska w wierszu „Nitka Ariadny”. Wojenny los nie pozwolił jednak na spełnienie obietnicy. W opisie Zaleszczyk zaciekawiła mnie rola tutejszego kasyna: W kasynie biblioteka i czytelnia. Musiałam doczytać, że bynajmniej nie chodzi o przybytek hazardu, lecz kasyno urzędnicze pełniące funkcję miejsca spotkań towarzyskich i zarazem domu kultury. Z ciekawostek geograficznych można wspomnieć o ciekawych formach skalnych w okolicach Holihradów, z których autorzy Przewodnika wspominają Sfinksa podolskiego i Puchar Sobieskiego. Znalazłam zdjęcie starej pocztówki z tym pierwszym:

thumbnail-by-url.json.jpg

      Górzyste tereny zaleszczyckiego powiatu zasłużyły sobie na określenie Naddniestrzańskiej Szwajcarii. W Beremianach na zachodnim skraju powiatu urodził się w 1823 r. „podolski Jeremiasz” Kornel Ujejski. Mimo zagranicznych wojaży na stałe związany z tą ziemią, najpierw jako uczeń gimnazjum w Buczaczu, następnie ożeniwszy się z Henryką Komorowską przez pewien czas gospodarował wraz z teściem w majątku Pawłów w powiecie radziechowskim. W późniejszych latach gospodarował jeszcze w Podlipcach w powiecie złoczowskim, aby ostatecznie na starość powrócić do Pawłowa, którego wówczas był właścicielem syn Ujejskiego, Roman. Tam też ostatecznie zmarł w 1897 roku i został pochowany.  Kilkanaście km na północ od Pawłowa, w Witkowie Nowym została pochowana Gertruda z Komorowskich Potocka, opiewana jako Maria w powieści poetyckiej Antoniego Malczewskiego. Powiat radziechowski jakoś szczególnie bogaty  jest w mogiły znanych osób, ponieważ w mieszczącym się w jego granicach Łopatynie znajdziemy jeszcze majestatyczny grobowiec generała Józefa Dwernickiego (zm. w 1856 r.), znanego z bitwy pod Stoczkiem.

       Brzeżany to kolejna miejscowość słynna swoimi niezwykłymi mieszkańcami. Sieniawscy, założyciele miasta, dbający o jego rozwój, pozostawili po sobie obronny zamek z barokową kaplicą, w której pochowani zostali możni tego rodu. Poruszenie serca wywołują nawiasowe wtrącenia autorów przewodnika, którzy informują, że kunsztowne sarkofagi Sieniawskich jeszcze nie wróciły (w 1928 r.) do zamkowej kaplicy z Krakowa, dokąd je wywieziono przed najazdem bolszewików. Z Krasnopuszczą położoną w odległości 22 km od Brzeżan wiąże się legenda ufundowania przez Jana III Sobieskiego klasztoru oo. Bazylianów. Król, zgubiwszy się w puszczy podczas polowania, znalazł schronienie w chatce pustelnika. Jako żywo przypomniała mi się komedia „Henryk VI na łowach” Wojciecha Bogusławskiego. Buczacz niesławny traktatem z Turkami (1672) wielokrotnie opierał się najazdom dzięki warownemu zamkowi, ale w czasach międzywojennych pozostały z niego tylko ruiny. W szeregu przesiąkniętych historią i literaturą miejscowości dawnego województwa tarnopolskiego nie można pominąć Trembowli i jej okolic. Ciekawostką jest tzw. step Pantalicha od nazwy miejscowości pochodzący Pantalicha (podobnie jak Pustynia Błędowska od Błędowa). Step ten już w czasach przedwojennych został częściowo osuszony, a  po wojnie przeznaczony pod rolnictwo.

      Znamienna jest liczba zamków, zameczków, warownych budowli, stawianych przez kolejnych właścicieli, reprezentantów magnackich rodów, których nazwiska przewijają się w połączeniu z nazwami historycznych miejscowości: ruiny zamku Lanckorońskich w Skale, zamek Kąckich w Krzywczach, zamek Żółkiewskich w Brodach, Sieniawskich w Brzeżanach, ruiny zamku Buczackich, następnie odnowiony przez  Potockich nad Strypą, pozostałości zamków Kalinowskich w Husiatynie i Sidorowie, zamek Wichrowskiego, następnie Firlejów w Skałacie, zamek w Grzymałowie należący kolejno do Ludzickich, Sieniawskich, Lubomirskich, Rzewuskich i Pinińskich, zamek Tarnopolskich, Sobieskich i Korytkowskich w Tarnopolu, zamek Siemieńskich w Złoczowie i wiele innych, a niepełną tę listę niech zakończy warownia utrwalona w literaturze przez Sienkiewicza w „Ogniem i mieczem” – Zbaraż broniony pod dowództwem „strasznego Jaremy” przed armią kozacko-tatarską. Prawdziwa kraina kresowych warowni zwieńczona w samym najwęższym cyplu u zbiegu trzech granic (polskiej, rosyjskiej i rumuńskiej) Okopami Świętej Trójcy.

      Na koniec perełka w Podhorcach – największy zabytek architektoniczny województwa tarnopolskiego. Wzniesiony przez hetmana Stanisława Koniecpolskiego drogą darowizny przeszedł ręce Sobieskich, a następnie nabyty przez Rzewuskich, od których odkupili go Sanguszkowie przeobrażając we wspaniałą rezydencję i zarazem muzeum. Właściciele pałacu zgromadzili  w nim miedzy innymi obrazy Tycjana, Rubensa, Renbrandta, Reniego, sufity zdobione malowidłami o tematyce mitologicznej i biblijnej, meble do wyposażenia sprowadzano z Francji, sale muzealne wykończone w różnych kolorach i dekoracjach: zielona, żółta, bilardowa, mozaikowa… Tak było dawniej, a  dziś, cóż, nikogo nie stać na odbudowanie obiektu i utrzymanie go w stanie użytkowym nawet dla celów turystycznych.

      Opisy atrakcji województwa ułożone zostały według alfabetycznego spisu powiatów. Uderza w nich bogactwo życia społecznego, wszędzie działają różne stowarzyszenia i organizacje społeczne, „Sokół”, Towarzystwo Strzeleckie,  oddziały TTK, Kasy Rolnicze, różne spółdzielnie, banki, ale co mnie zdumiewa najbardziej: we wszystkich powiatowych miejscowościach są stacje kolejowe! A są to miejscowości w zasadzie małe, od czterotysięcznych Przemyślan do piętnastotysięcznego Złoczowa (pomijając stolicę województwa Tarnopol z 35 tysiącami mieszkańców). Stacje kolejowe są albo w samym środku miasteczek, albo w odległości 3-4 km, skąd kursują np. dorożki (których cennik jest w przewodniku podany). Tymczasem w moim regionie w 30-tysięcznym mieście powiatowym jest jeden pociąg osobowy na dobę ze stacją 4 km od centrum, przy czym budynek stacji został kilka lat temu rozebrany i stoi się na mrozie deszczu (nie wspominając, że żadnej „dorożki” nie uświadczysz ;-)), w innym powiatowym 15-tysięcznym stacji nie ma wcale, nawet w pobliżu, w trzecim 20-tysięcznym stacja kolejowa była 8 km od centrum, ale przejazdy pasażerskie zawieszono i dopiero po protestach mieszkańców przywrócono, ale tylko na okres letni! Więc te stacje kolejowe w 5-, 6-, 7-tysięcznych podolskich przedwojennych miasteczkach wywierają wrażenie :-)

Tomasz Kunzek: Przewodnik po województwie tarnopolskim z mapą. Tarnopol 1928 (reprint Wydawnictwo Libra)

 



komentarze (8) | dodaj komentarz

czwartek, 17 sierpnia 2017

Licznik odwiedzin:  403 882  

Kalendarz

« styczeń »
pn wt śr cz pt sb nd
      01
02030405060708
09101112131415
16171819202122
23242526272829
3031     

O moim bloogu

Szczęście nie jest stanem posiadania, lecz sposobem odczuwania

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Ulubione strony

Anderszewski

Arie i Głosy

Bach

Balet

Chopin

Chóralnie

Garrett

Händel

Jaroussky

Kaufmann

Koncertowo

Mahler

Mariusz Kwiecień

Małas-Godlewska

Membra Jesu

Minkowski

Muzyka polska

Scholl

Xavier de Maistre

Zimermany

Źródła

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 403882

Lubię to