Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 243 141 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Listy na wieczność. Cz. 2

czwartek, 29 stycznia 2015 19:16

         O tym, co łączy mimo oddalenia. Z listów od H.

 

         I znowu Bocheński czytający Herberta, opowiadający - momentami sięgając do bardzo osobistych wspomnień - o perypetiach wydawniczych i niezwykłej konstrukcji kompozycyjnej jego Labiryntu nad morzem, tomu reportaży, esejów, refleksji z podróży poety do Grecji. Prawdziwa komunikacja między pisarzem a czytelnikiem, między nadawcą  i adresatem zachodzi wtedy, gdy przedmiot rozmowy jest powiązany ze wspólnotą odczuwania i rozumienia. Wówczas przenikanie myśli, nawet jeśli odłożone w czasie, nierówne, czasem przerywane i falowe, przebiega równolegle i dwukierunkowo. Ta szczególna więź, trwała nawet mimo odległości, mimo życiowych zakrętów i przeciwności, możliwa jest dzięki komunikacji znacznie głębszej niż słowa i zdania, będące dla niej tylko sposobem materialnego (w dźwięku mowy lub w postaci pisma) zaistnienia. Impulsem zadzierzgnięcia węzła duchowego pokrewieństwa między Bocheńskim a Herbertem była Grecja i łacina. Nieprzypadkowo dla Bocheńskiego Grecja jest szczepionką. Substancją, którą trzeba przyjąć, wchłonąć i nosić we krwi. A dalej niemal wprost odpowiada na Herbertowe Dlaczego klasycy : ona wyrabia w człowieku zdolność odczuwania szacunku." Dlatego esej ma tytuł właśnie Z Herbertem w labiryntach, a nie nad Herbertem w labiryntach czy nad labiryntem u Herberta.

          Otóż z pewnymi listami jest tak samo. Nie pochylamy się nad nimi, lecz wchodzimy do wewnątrz, jesteśmy we wspólnym świecie: ktoś, kto pisał i ktoś kto czyta. Przesunięcie w czasie nie ma znaczenia, nie dewaluuje ani jednego napisanego słowa. Świat wspólnych i ponadczasowych wzruszeń niewiele ma wspólnego z rzeczywistością tymczasowej koniunktury. Tak było zawsze, tak jest teraz, tak będzie...

 

          List z listopada 2005 roku:

 

          Komu zależy dzisiaj na kulturze? 26 listopada - 150-lecie śmierci Mickiewicza. I co? I nic! Minister kultury nie ma na ten cel ani złotówki. Paryż domagał się obchodów rocznicy naszego wreszcie wieszcza. Powiedziano, że pomysł wart uwagi, ale... (to z Rzeczpospolitej przed kilku dniami). To my (Związek Emerytów) - ludzie na wymarciu i przeciętni jeździmy z jego Słowem na poranki i wieczory poetyckie, bo ludzie tego chcą.

          Poniedziałkowy Teatr Telewizji już w archiwum pamięci. Konkurs Szopenowski - poza finałowym koncertem i 3-minutowymi migawkami nie było nic, mimo że dużo osób pragnęło słuchać...

           Kiedyś miałam ulgę idąc do teatru czy kina, bo odznaka Zasłużony Działacz Kultury coś znaczyła. Dzisiaj mogę skorzystać ze zniżki idąc do kina, ale na godz. 2. w nocy. A ja boję się chodzić ulicami w biały dzień, bo złodziejstwo i bandytyzm (3 lata temu przeżyłam napad z nożem).

             (...) Narzekanie nie leży w mojej naturze, ale patrząc na to, co się dzieje, wydaje mi się, że to ROZWLECZONE  W  CZASIE   CELOWE   WDEPTYWANIE   W  ZIEMIĘ  NASZEGO  NARODU - bo naród bez kultury nie istnieje.

            Latam więc, gdzie można coś wartościowego zobaczyć i wysłuchać. Jestem niemal na każdej wystawie w BWA - za ostatnie emeryckie grosze. To się ARTYSTOM  NALEŻY! W czwartek byłam na wystawie Hasiora. Nie wstrząsnęła mną jak przypuszczałam. Fakt, że nie było tych prac, które się pamięta (dziecko pod igłą maszyny czy w wózku z płonącymi śmieciami). Cieszę się, że zobaczyłam Ofelię w cierniowej koronie. Nawet Sztandar Ekstazy otwierający wystawę, rozpięty prawie na całej ścianie holu BWA, nie zawładnął mną całą. Ale to MISTRZ w swoim sposobie przekazu.

           Wysłuchałam "Halkę" w wykonaniu naszej Filharmonii, naszego znakomitego chóru prof. Wawrzyczka i solistów oper z Poznania, Krakowa i Bytomia. M. Komandera - utalentowany młody tenor - nie w pełni usatysfakcjonował mnie śpiewając dumkę Jontka "Szumią jodły..." Ucho moje zarejestrowało ją w wykonaniu Kiepury. I tak już pewnie zostanie. Do tej pory nikt mu nie dorównał. Niezależnie od historycznych i pomnikowych zasług "Halka" warta jest przypominania - zawsze - po prostu jako piękna muzyka Moniuszki.

           Widzisz teraz, dlaczego biję czołem przed każdym, kto tworzy piękno - (...) TO WARTOŚĆ SAMA W SOBIE!"



komentarze (9) | dodaj komentarz

Listy na wieczność. Cz. 1

czwartek, 22 stycznia 2015 23:23

       Jacek Bocheński, analizując listy Jerzego Stempowskiego, dochodzi do wniosku, że zamierzał on napisać książkę lub przynajmniej esej poświęcony transfiguracjom gospodarczym, mitycznym, symbolicznym przyrody i człowieka w związku z poezją i dziedzictwem po Owidiuszu.  Sugerować to mają ślady lektur, planów i mniej lub bardziej rozbudowanych analiz rozsiane w listach do Krystyny Marek, Marii Dąbrowskiej, Stanisława Vincenza czy Józefa Wittlina. Interesujące przypuszczenia Bocheńskiego wysnute z korespondencji  przypomniały mi o dawno powstałym a dotąd niezrealizowanym projekcie opisania (zebrania, uporządkowania, skatalogowania…) najciekawszych listów z mojej szuflady.  W dobie zaniku sztuki ręcznego pisania w ogóle coraz bardziej cenne stają się świadectwa umiejętności epistolograficznej komunikacji.

       Mam w tej szufladzie listy liczące do ośmiu stron A4 pisanych drobnym ręcznym pismem, z dopiskami na marginesach, rysuneczkami, exlibrisem w nagłówku, pisane nieraz przez  kilka dni i tygodni.  Mam koperty ręcznie ozdabiane i wyklejane.  Mam  kartki pocztowe zapisane od brzegu do brzegu, z podpisem nadawcy dopisanym maczkiem pod adresem.  Prawdziwe dzieła sztuki, świadectwa emocjonalnej bliskości, pisane dowody wspólnoty zainteresowań, podobnej wrażliwości, duchowego pokrewieństwa, intelektualnej wymiany myśli i fascynacji.

       Kochani Autorzy, zawsze czytam Wasze listy kilkakrotnie, odnajdując co rusz nowe treści ukryte między wierszami, ciesząc się każdym słowem.  Dostarczacie mi wiele wzruszeń, inspiracji, wzbudzacie podziw, rozbudzacie niecierpliwe oczekiwanie na kolejne listy. Czasem prowokujecie do śmiechu, gdy czytam, że jest wcześnie  9-ta. Piję trzecią kawę (mocną!), jestem pod dwóch kieliszkach nalewki, która miała być na V Zlot Czarownic. (…) Przy każdym ruchu głową czuję się jak Batory podczas sztormu.  A innym razem: 24:00. Idę spać!!! Gęba mi się drze, a na nową mnie nie stać! Zdarza się i takie świadectwo: Już świta. 5:30 – ślepki zakropliłam, pigułki zżarłam. (…) Może uda mi się słów kilka jeszcze dopisać, chociaż ciągnie mnie do biografii Janis Joplin – dziewczyny z makowych pól.  Z dwoma sercami, w tym jedno  malutkie wytatuowane na prawej piersi. Żal, że to z lewej strony piach dawno pogrzebał (…) włos się jeży do dzisiaj, kiedy czasem ją słychać, a miała tylko 27 lat.

        Nocne listy pisze do mnie H.: Jest 1:00 w nocy. Ledwie widzę. Piszę już okropnie, o stylu i estetyce nie wspomnę. Idę spać. Rano może kilka zdań dopiszę. Dobrej nocy!

I dopisek poranny, a jakże: Witam, dobrego dnia! Nie wiem, gdzie posiałam długopis. Chcę tylko dopisać, że collage musi mieć tytuł. (to ostatnie zdanie odnośnie jednego z wątków listu) Nic dziwnego, że listy powstają przez kilka dni, a czasem tygodni: Kończę już, bo inaczej będziesz musiała czekać kolejny tydzień.  Fakt, czekanie na takie listy strasznie się dłuży, gdy się wie, że wewnątrz będzie skarbnica tematów, opisy codzienności i odświętnych wzruszeń, fascynacji i refleksji. I to wszystko tylko dla mnie: Nie czytam tych głupot, które powypisywałam (za długi). Zaklejam go i lecę na pocztę. Listonosze strajkują, ale może kiedyś Ci go dostarczą. – Dzięki, H., dostarczyli :-)

       Z kolei A. przysyła szczelnie zapisane pocztowe kartki. W kilku zdaniach potrafi zawrzeć  opis miejsca i pogody, własne wrażenia, bogactwo kulturowe miasta, w którym przebywa. I przy okazji wzbudzić zazdrość, że mnie tam nie ma ;-) To chyba najpiękniejsze miasto  z tych, w których miałem przyjemność spędzić kilka chwil… Szwendam się od domu Voltaire`a do domu Rousseau i od czasu do czasu moczę nogi w Rodanie, bo 36 stopni to troszkę za dużo… Innym razem pocztówkowy raport z Bazylei: Po raz drugi dotarłem już do tego centrum kultury… Miasto jest zatłoczone prawie jak znienawidzona przez nas oboje Warszawa. Spokój można odnaleźć tylko w muzeach, których tutaj nie brakuje. Zdołałem co prawda zwiedzić zaledwie jedno, ale za to najważniejsze!  Muszę powiedzieć, że szczęście mi dopisuje, bo załapałem się na wystawę Miejsca Impresjonizmu i jeszcze teraz jestem pod wrażeniem obrazu Moneta Katedra w Rouen. Poza tym ku mojemu wielkiemu zdziwieniu znajduje się tutaj Płonąca żyrafa. Paul Klee zrehabilitował się w moich oczach obrazem Ozar. A Andy Warhol…u… ma świetne pomysły, jeżeli chodzi o tytuły (np. czarnobiałe 4 śmierci 17 razy…). Przepraszam, że pismo pochyłe, ale piszę na kolanie na Ascherplatz. Prawda, że mógłbym być lekarzem???!

      Ten wpis – pierwszy z cyklu – miał być o wiele dłuższy, ale cały po napisaniu został wyautowany przez system blooga.  Drugi raz nie wyszedł mi już taki obszerny. Ale będą następne odcinki.  Na koniec przykład ręcznie zdobionej koperty z listem od H.  Czy jakiekolwiek elektroniczne formy komunikacji są w stanie zastąpić  ten rodzaj sztuki i przyjaźni?...

rysunek na kopercie.JPG



komentarze (6) | dodaj komentarz

Sztuka zwykłych kobiet

niedziela, 18 stycznia 2015 19:54

         Przyznaję, nie mam pojęcia jak takie rzeczy się robi. Nie to, żebym nie wiedziała i nie widziała jak maluje się obraz. Znam też osoby zajmujące się dzierganiem, szydełkowaniem, naklejaniem, dekupażowaniem, szyciem, obszywaniem, majsterkowaniem... Ale naprawdę nie wiem i nie wyobrażam sobie, jak kobieta pracująca, matka dzieciom i przykładna żona znajduje czas na projektowanie i wyrabianie prawdziwych arcydzieł z ręcznie robionego i malowanego filcu. Jestem pełna podziwu dla kobiet - bo to same kobiety były - którym naprawdę się chce. I są to rzeczy robione na różne sposoby, na pewno pracochłonne i czasochłonne, ale jakże piękne. Spotykają się raz w tygodniu na zajęciach plastycznych prowadzonych w domu kultury. I wyżywają się: z przedmiotów codziennego użytku robią rzeczy niecodzienne. Z kawałków i strzępów materii robią dzieła sztuki.

         Byłam na wystawie artystycznego rękodzieła.

etola wiśniowa.JPG

 

Etola ze sztucznego futerka

Poniżej cały zestaw kominów i szali w różnych łączeniach z filcem

 

komin jasny.JPG

 

komin drugi.JPG

 

komin kremowy.JPG

komin motylkowy.JPG

komin z frędzelkami.JPG

 

komin z tuniką.JPG

 

Były też pełne kreacje

 

pełny kostium.JPG

 

Oraz różne dodatki, sznurkowe naszyjniki, biżuteria, kapelusze... Domowe serwetki i różności.

naszyjnik.JPG

sznurkowe z kapeluszem.JPG

różne drobiazgi.JPG

serwetki.JPG

 

Rzeczy piękne:

szal serweta - piękne.JPG

 

i zabawne  włoczkowy kot.JPG

W szeregu obrazów dominowały kwiaty

martwa natura.JPG

obraz kwiaty.JPG

 

A w to chciałabym się ubrać

szal niebiesko-czerwony.JPG

 

 

 



komentarze (8) | dodaj komentarz

Zachcianki codzienne :-)

niedziela, 11 stycznia 2015 21:30

O zmienności wartościowania i niezmiennych wartościach

poniedziałek, 05 stycznia 2015 11:37

      Zacznijmy od cytatu: Otóż musimy sobie zdawać sprawę, że przez większą część tego czasu, kiedy ludzkość istnieje na ziemi, faktycznemu rozwojowi kultury towarzyszyło zupełnie inne przeświadczenie o wartościach. Banalne, prawda? A jednak wciąż nagminne jest ahistoryczne podejście współczesnych wobec przodków, co szczególnie widoczne bywa przy okazji dyskusji o tekstach pisanych, czy to literackich, czy innych. Czytając o niewolniczym systemie społecznym w starożytności mamy naturalną tendencję zżymania się, oburzania, no bo jak to?! Co za barbarzyńcy! Zapominamy przy tym, że ustrój niewolniczy był wówczas inaczej rozumiany, inaczej wartościowany i na pewno nie był tym, co dzisiaj pod tym pojęciem potocznie się rozumie. Czyli całkowite nieporozumienie. 

      Obserwuję, choćby w publicystyce, coraz szersze kręgi kompletnego braku nawet cienia chęci zrozumienia odmienności sposobu myślenia, co przejawia się najbardziej właśnie w języku. Współczesny punkt wyjścia, że my wiemy lepiej, trąci pychą i ignorancją. 

       Zacznijmy od tego, że to, co dzisiaj powszechnie jest wartościowane pozytywnie, a więc nowość, nowoczesność, innowacje, POSTĘP, przez całe tysiąclecia (!) nie miało aż takiego znaczenia, po prostu  tego nie ceniono, gdyż obowiązywał inny paradygmat: trwałości, solidności, niezmienności, stabilności i tradycji. Chyba dopiero od XVIII wieku można by mówić o powolnym przewartościowywaniu tego stanu rzeczy, a dopiero wiek XIX poprzez industrialny i urbanistyczny rozwój coraz większy nacisk kładł na pozytywne aspekty tak zwanej postępowości. Tak więc nasz system wartości jest w gruncie rzeczy bardzo młody. Dwieście, trzysta lat w porównaniu do tysięcy poprzednich. Jaką daje to gwarancję, że to MY mamy rację?...

       Przez całe wieki kultury i cywilizacje całej ludzkości zwrócone były w przeszłość, ich trwanie i rozwój gwarantowały solidne podstawy osiągnięć przodków.  Przodków należało naśladować, chcąc im dorównać, dlatego Rzymianie naśladowali choćby Greków, a ustna forma przekazu występująca we wszystkich kulturach pierwotnych utrwalała dawne wzorce i wartości. Ten sposób utrwalania (i trwania) kultury wykształcił  tradycyjny, znany nam model edukacji: uczymy się tego, co jest zdobyczą minionych pokoleń. Paradoksalnie, wyniesienie na piedestał postępowości stoi w sprzeczności z wartościowaniem uczenia się, gdyż uczyć się - to znaczy godzić się, że ktoś wie lepiej. Tymczasem lepsze jest tylko to, co nowe, a nie zastane. Człowiek nowoczesny nie uczy się ani nie poddaje procesowi wychowana, gdyż nowatorstwo i postępowość wykluczają dostosowywanie się do jakichkolwiek reguł. Idea postępu prowadzi do prowizorki i tymczasowości, gdyż niczego nie utrwala, cokolwiek powstanie nowego już w momencie powstania staje się anachroniczne i trzeba to zburzyć, wprowadzić nowe. I tak bez końca. 

         Smutne te w gruncie rzeczy konstatacje pojawiają się na marginesie eseju Jacka Bocheńskiego Rzeczy stare i nowe, będącym próbą odpowiedzi na pytanie, jak badacz starożytności radzi sobie z trudnościami odczytywania i przekładania historycznego sposobu myślenia i wartościowania na język zrozumiały dla współczesnego odbiorcy. Przykładem może być próba wyjaśnienia znaczenia wożenia kurnika przez armie rzymskie i wróżenia przed bitwą z zachowania kur dziobiących ziarno. Człowiek współczesny wychowany w pogardzie dla zabobonów (pozornie, zresztą, ale to temat na osobne, całkiem niemałe rozważania), automatycznie z pozycji wyższości wzrusza ramionami i prycha z dezaprobatą na ciemnotę i nieracjonalność takiego zachowania. Bocheński jednak znajduje wyjaśnienie inne, przywołując choćby współczesne obrzędy mszy polowej. W obu przypadkach: rzymskiego kurnika i współczesnego obrzędu wcale nie chodzi o zapewnienie sobie pomyślnego wyniku bitwy, tylko o podniesienie ducha żołnierzy przed walką, o  wzmocnienie hartu, budowanie pewności siebie i poczucia zjednoczenia. Jeśli Rzymianie byli nieracjonalni, to my też jesteśmy, tylko współczesne formy myślenia magicznego oraz - dzisiejszym językiem mówiąc - techniki socjologiczne nie są dla nas aż tak rażące.

          Tak więc choć autor znajduje ów sposób tłumaczenia dawnego na nasze w zastosowaniu analogii, przekładaniu historycznego zachowania na współczesne struktury myślowe wyobrażone  w języku, mam wrażenie, że jest to działanie z biegiem czasu coraz bardziej skazane na niepowodzenie. Powszechna niechęć do poznawania dorobku tradycji, w jakiejkolwiek dziedzinie, a już szczególnie nauk humanistycznych, święci tryumfy w oficjalnym nastawieniu instytucji odpowiedzialnych za kształcenie młodych pokoleń oraz bombarduje nas codziennie z łamów publicystyki. Z wielkim trudem daje się wytłumaczyć, że opis Wiedźm w Makbecie, które są niby kobiety,/ choć brody każą wątpić w to - nie jest Szekspirowskim rozważaniem o niejednoznaczności płciowej ani zapowiedzią współczesnego gender, tylko prostą obserwacją sceniczną elżbietańskiego teatru, w którym postacie młodych kobiet grali młodzi chłopcy, a role starych jędzowatych wiedźm powierzano dorosłym brodatym mężczyznom.

       Podobnie jakakolwiek rozmowa o filozoficznych podstawach myślenia starożytnych mija się z sensem, gdy współczesny nafaszerowany ekologicznymi hasłami człowiek ma trudności w zrozumieniu, że kiedy Seneka pisze: najwyższe dobro to życie zgodne z naturą, to nie chodzi mu wcale o uprawianie ekologicznego gospodarstwa, przywiązywanie się łańcuchem do drzewa, protestowanie przeciw zabijaniu wielorybów i bieganie boso po trawie. Albowiem należy zawsze pamiętać o tym, czym jest natura świata, a czym moja. (...) Z trzech części się składasz: z ciała, tchu i rozumu. Z tych dwie pierwsze są twymi tak długo, jak długo się o nie starać musisz, a jedynie trzecia jest twoją bezwzględnie - wtóruje Senece Marek Aureliusz. I dalej Seneka: natura stworzyła nas do tego oto: do kontemplacji i do działania. (...) Gdyż natura obdarzyła nas umysłem chciwym wiedzy. 

       W świetle  jednak powyższych rozważań może należałoby definicję człowieka zweryfikować? Nie jest on chciwy wiedzy, lecz pożąda nowości, zmienności, nowoczesności, chce burzyć (nawet, a może przede wszystkim to, czego nie zna i nie rozumie?), łamać, rozbijać w proch i pył. Nie jest już Homo sapiens, lecz Homo novans, jak pisze Jacek Bocheński. Bo przecież uczyć się oznacza uznać czyjąś nad sobą wyższość, a tego współczesny człowiek nie zniesie.

        Mimo to nadal dziwnie aktualnie brzmią słowa filozofa: wielu ludzi osiągnęłoby mądrość, gdyby nie sądzili, że już ją osiągnęli. (Seneka)



komentarze (7) | dodaj komentarz

czwartek, 25 maja 2017

Licznik odwiedzin:  378 047  

Kalendarz

« styczeń »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
262728293031 

O moim bloogu

Szczęście nie jest stanem posiadania, lecz sposobem odczuwania

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Ulubione strony

Anderszewski

Arie i Głosy

Bach

Balet

Chopin

Chóralnie

Garrett

Händel

Jaroussky

Kaufmann

Koncertowo

Mahler

Mariusz Kwiecień

Małas-Godlewska

Membra Jesu

Minkowski

Muzyka polska

Scholl

Xavier de Maistre

Zimermany

Źródła

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 378047

Lubię to