Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 277 196 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Paradoksy Conrada

poniedziałek, 08 stycznia 2018 21:51

       Michał Komar napisał "Piekło Conrada" 40 lat temu. Wydawnictwo "Czuły Barbarzyńca" wydało wznowienie uzupełnione dodanym na końcu wywiadem z autorem. Czyta się tak samo trudno jak przed laty. Ale i tak samo z poczuciem buntu i niezgody. Conrad bowiem nie jest i nigdy nie był w interpretacji Komara pisarzem o przygodach marynarzy. To zresztą oczywista oczywistość i jakby potwierdzenie nawet pierwszej pobieżnej lektury. Nic nie wygląda tak, jak się wydaje. Przecież w najsłynniejszych powieściach, "Lordzie Jimie" i "Jądrze ciemności" większość akcji wcale nie rozgrywa się na morzu, lecz na lądzie. Paradoks! Nie jedyny zresztą. 

        Komar nazywa Conrada pisarzem zaprzeczeń. "Jeśli dzieła czynione pod słońcem... "wszystkie one dym są marny i ulatują z wiatrem", jeśli własnie dlatego pytania o sens są tak ważne, że niezbywalne - to trzeba je wziąć w nawias, zapomnieć o nich,  udać, że ich nie było. Dążenie do absolutu jest zajęciem zbyt wzniosłym, by należało nieustannie o nim myśleć. Zbyt wzniosłym, by było poważne. poważne są sprawy praktyczne. Dlatego, że znikomo-przyziemne." Prawda o przestrzeni między Bogiem a człowiekiem nie nadaje się do opisania. Opisać można zwyczajny dzień i troskę o rzeczy przyziemne. 

        Każdy esej zawarty  w książce obnaża fałszywe tropy Conradowskiej narracji. Pisarzowi nie wolno ufać. Cokolwiek napisze, za moment podważa. Najszczersze prawdy wkłada w usta nikczemników, np. generała rosyjskiej tajnej policji, a bohaterom na pozór spiżowym przydaje szyderczy uśmiech jak Heystowi ze "Zwycięstwa". Dobro i zło okazują się dwiema stronami tej samej prawdy. "Są takie chwile graniczne, gdy okazuje się - za sprawą olśnienia ze strachu lub najgłębszego wstydu, a nigdy radości -  że to, co dotąd uchodziło za nieuchronne, jest tylko zbiegiem przypadków, których można było uniknąć" - pisze Komar odczytując symetrię etyki Heysta i Jonesa. 

       Powszechnie znaną była awersja Conrada do rewolucji. Poświęcił jej, przez niektórych uważaną za najlepszą, powieść "W oczach Zachodu". A jednak Razumow, jeśli wierzyć nazwisku, jest bohaterem rozumnym. Dokonując zdrady przyjaciela, wydając Haldina carskiej policji, postępuje rozumnie, gdyż broni ładu i porządku świata, chociaż jest to ład i porządek despotyzmu. Natomiast Haldin jest moralnie czysty, chociaż popełnił zbrodnię. Conradowska sprzeczność podważa wierność i honor jako wartości absolutne. Wierność sumieniu Razumowa czyni z niego donosiciela i zdrajcę; Haldin staje się zbrodniarzem będąc wierny dążeniom człowieka do wolności. "Obaj są usprawiedliwieni, lecz dla obu nie ma wybaczenia, bo nie ma wybaczenia dla nikogo" - pisze Conrad. Grzechem wszelkiej rewolucji jest nieusuwalna sprzeczność między ideałem wolności, do której dążą, a nienawiścią do wszystkiego, co chcą zburzyć. Paradoks polega na tym, że chcąc ulepszać świat, sprawiając, że życie staje się wygodniejsze, czy za sprawą rewolucji, rozwoju technologii, cywilizacji czy ideałów i haseł humanitarno-demokratycznych, ludzkość zmierza do skarlenia charakteru. "Ludzkość jest podła" - konkluduje Conrad. 

        Głosząc śmierć Boga epoka współczesna sprawiła, że piekło znalazło się na ziemi; w kongijskiej dżungli, w Patusanie, w Costaguanie. Cóż bowiem znaczy nazwa państwa Costaguana? Zastanawialiście się kiedyś? Dosłownie jest to Wybrzeże Ptasiego Gówna. Zaiste piękna metafora ludzkiego świata! 

 

Michał Komar: Piekło Conrada oraz czterdzieści lat później: wywiad z Michałem Komarem. Czuły Barbarzyńca Press. Warszawa 2017.

 



komentarze (7) | dodaj komentarz

Z, o, nad i po.... dzień rocznicowy

piątek, 29 grudnia 2017 20:28

       Z Barańczakiem dzień spędzony, o Barańczaku przeczytane, nad Barańczakiem pochylenie, po Barańczaku poezja jaka?

       To był nieuświadomiony impuls, żeby od rana zaczytać się wokół Barańczaka. Wokół, ponieważ zajrzałam do esejów Barbary Toruńczyk w "Nitce Ariadny". Rozdział pod tym właśnie tytułem złożony z tekstów około Barańczakowych. Najpierw długi esej na marginesie książki Lidii Burskiej "Awangarda i inne złudzenia. O pokoleniu `68 w Polsce". Recenzja wnikliwa i rzetelna, nieodmawiająca autorce zasług za analizę poezji Nowej Fali. Niemniej równoważny wątek to jednak polemika w kwestii oceny samego charakteru pokolenia `68, zbyt wąskiej według Toruńczyk charakterystyki pomijającej ważne odłamy, postawy i wartości. Stąd też niejako uzupełniając panoramę Burskiej Barbara Toruńczyk sięga do własnych doświadczeń pokoleniowych i częściowo odmiennych ocen. Dla historyka materiał interesujący.

        Obszerna recenzja wzbogacona subiektywnym spojrzeniem autorki jest wstępem do rozdziałów poświęconych stricte poezji. Najpierw o "Podróży zimowej" Stanisława Barańczaka, następnie krótko o "Chirurgicznej precyzji" tegoż i na koniec tej części książki o "Niewidzialnej ręce" Adama Zagajewskiego. Krytycznoliteracka analiza "Podróży zimowej" jest kongenialnie zachwycająca jak omawiany tomik. Zgodnie z tytułem nawiązuje do "Podróży zimowej" Schuberta skomponowanej w 1827 roku do wierszy Wilhelma Müllera. Stanisław Barańczak odwrócił kolejność: do muzyki napisał swoje własne utwory wydane w tomiku w 1994 roku. 

      Punktem wyjścia jest refleksja nad mistycyzmem codzienności obecnym w twórczości poetyckiej II połowy XX wieku. Zjawisko "bliskie intuicjom Camusa, ustanawiające jedną z wielu powojennych prób stworzenia świeckiej teologii, metafizyki niereligijnej, upominające się o duchowe pogłębienie i postawę moralnej odpowiedzialności". W konsekwencji doszło do zredefiniowania "pojęć odziedziczonych: hartu, solidarności, sensu życia, pokroju marzeń i snów".  W obliczu "rozpadu świata i milczenia bogów"  twórczości Miłosza, Herberta czy Kołakowskiego tomik Barańczaka autorka analizuje jako odpowiedź na pytanie o poezję współczesną. W wielowarstwowej konstrukcji poetyckiej Toruńczyk wyodrębnia "cztery tempa": diagnozę zła współczesnego świata zobrazowanego poprzez pejzaż zimy,  stylistyczna równowaga języka ("credo nasze powszednie"), modlitwa pokornego zrozumienia ludzkiej ułomności i tempo ocalenia dzięki muzyce (pieśń ocala? pieśń ujdzie cało?). Można te wiersze czytać jako samodzielne niezależne utwory, ale najpełniej objawią się jednak w połączeniu z muzyką Schuberta. "Podróż zimową" z polskim tekstem śpiewał niegdyś Andrzej Biegun. 

       Krótkie wprowadzenie do "Chirurgicznej precyzji" pozostawia niedosyt "emocji trzymanych na wodzy i nie pozwalających przesłonić sceny swojego widzenia". Jakie to Herbertowskie! O powinowactwach z Herbertem Barbara Toruńczyk wspominała już w rozdziale o "Podróży zimowej". To chyba to zanurzenie w językowej dwuznaczności, renesansowa szerokość kultury, aria Mozarta spływająca na głowy przechodniów "z okna na którymś piętrze". 

       Na razie tutaj się zatrzymałam. Przed chwilą Ian Bostridge śpiewał Schuberta. A teraz Christian Gerhager jako Faust zmaga się z piekłem własnej duszy. 

26 grudnia minęła trzecia rocznica śmierci Stanisława Barańczaka. 



komentarze (10) | dodaj komentarz

Od hazardu do matematyki

niedziela, 17 grudnia 2017 21:07

      Oczekuję, że w końcu dotrę do sedna sprawy i znajdę odpowiedź. Tymczasem przedzieram się przez pierwszą część książki. Wstępy bywają z reguły nudnawe, ale najtrwalszą naukę, jaką wyniosłam ze studiów jest przekonanie, że są konieczne do przebrnięcia ;-) Facet wiedział, jak mnie podejść!!! Pod tytułem "Filozofia przypadku" jest podtytuł "Kosmiczna  fuga z preludium i codą". No i co miałam zrobić?! Kupiłam :-) A teraz patrzę nierozumnym zgoła okiem na wzór wartość oczekiwaną zmiennej losowej typu dyskretnego. Nie potrafię tego wzoru tutaj zapisać ani skopiować w oryginalnej formie ułamkowej, zamienia mi na zapis liniowy, ale to już nie ma takiej elegancji ;-) W każdym razie, jeśli ktoś chce wiedzieć, to średnia wartość oczekiwana rzutu kostką wynosi 3,5, a im dłuższy jest ciąg rzutów, czyli im dłużej się gra, tym bardziej owa średnia zbliża się do tej liczby. W ten sposób oto zagłębiłam się w pierwsze zastosowanie i początki teorii wielkich liczb Bernoulliego. Tak się zaczyna historia matematycznego rachunku prawdopodobieństwa, stochastyki, statystyki i szacowania szans na wygraną w totolotka ;-) 

        To jednak margines, aczkolwiek chyba potrzebny, żeby wprowadzić w temat. Między wierszami wczytuję się w ciekawostki, np. o dawnych matematykach. Niejaki Gerolamo Cardano był nałogowym hazardzistą i z tego czerpał czasami niezłe dochody. Zmysł matematyczny pozwalał mu lepiej oceniać szanse. Swoje doświadczenia i obserwacje opisał w "Księdze o grach losowych". Tak oto hazard stał u początków ogromnej dziedziny matematyki, która rozwija się do dzisiaj. Pascal zainteresował się obliczaniem prawdopodobieństwa na prośbę znajomego, również amatora gier hazardowych, który postawił przed nim problem, jak podzielić stawki pomiędzy graczy, gdy gra zostanie niespodziewanie przerwana i nie może zostać dokończona. Pascal z kolei postanowił sprawę skonsultować z Fermatem i tak oto w korespondencji między dwoma gigantami matematyki powstały teorie, które później doczekały się ściślejszych matematycznych opracowań i do dziś obowiązującej terminologii rachunku prawdopodobieństwa. Świadczyć to może o niezbywalnym dla nauki pożytku z pisania listów ;-) Ciekawa anegdota wyjaśnia, jak powstała "Logika z Port Royal". Pewien dostojny człowiek wspominał, że w młodości spotkał kogoś, kto w 15 dni nauczył go logiki. Przysłuchujący się rozmowie słuchacz stwierdził, że on mógłby wyłożyć całą logikę w cztery lub pięć dni. No i trzeba było spełnić rzuconą ad hoc przechwałkę. Powstało dzieło znane potem właśnie pod nazwą "Logika z Port Royal", pierwotnie wydane  (1662) anonimowo, lecz napisane przez Antoine`a Arnaulda i Pierre`a Nicole`a, a wkład w nie miał też Blaise Pascal

        Jednakże to także tylko margines właściwego tematu rozważań Michała Hellera o filozofii przypadku. Chodzi bowiem o pytanie fundamentalne: czy światem rządzi przypadek czy konieczność i czy przypadkowość da się przewidywać. Jak to mawiają niemieccy uczeni, schon Aristoteles sagt, że przypadkowość przeczy racjonalności. Nie można go obliczyć, badać, przewidywać. Dopiero wprowadzenie pojęcia przygodności świata (mógłby być taki lub inny) stopniowo w greckiej racjonalności przygotowuje grunt pod prawdopodobieństwo jako zjawisko mierzalne. Nie będę streszczać krok po kroku całego wywodu, na razie jestem po lekturze "Preludium", czyli pierwszej części książki, przede mną cała "Fuga" i "Coda" :-) Kilka tylko odkryć, jak się zdaje, oczywistych. Na przykład taka właściwość, że im mniejsza liczba badanych przypadków, tym trudniej uchwycić prawidłowość. Niby oczywiste, a w doświadczeniu codziennym o tym zapominamy. Człowiek ma tendencję do uogólniania swojego osobistego doświadczenia życiowego i wyciągania z tego wniosków ogólnych. Najczęściej błędnych. Skoro JA zostałam oszukana w sklepie, to ZNACZY, że SKLEPY OSZUKUJĄ itp. w każdej dziedzinie. I właśnie to najczęściej jest przyczyną nieporozumień, wręcz kłótni, wynikających z różnej oceny świata. Myślę, że refleksja nad przyszłością byłaby mniej fantastyką, gdyby czasami towarzyszyła jej pasja poznawcza właściwa dla umysłów matematycznych (nawet jeśli prowadziło to do wielkich kłótni, jak Maupertuisa z Cassinim o kształt Ziemi). Jak bowiem twierdził Bernoulli "domyślać się to znaczy zmierzyć prawdopodobieństwo". Trzeba jednak pamiętać, że nigdy prawdopodobieństwo nie osiągnie liczby 1, gdyż wtedy byłoby pewnością. Tak więc prawdopodobieństwo to próba odkrycia przez ułomny ludzki rozum przy pomocy języka matematycznego wydarzeń przyszłości. W kosmicznym wymiarze czasu zdarzenia losowe są koniecznością, tylko my o tym nie wiemy, bo dla nas są nieoczekiwane. Za krótko żyjemy ;-)

 



komentarze (6) | dodaj komentarz

Medytacyjny Arvo Pärt

wtorek, 28 listopada 2017 10:53

      Do kompozycji Arvo Pärta najlepiej pasuje określenie, że jest to cisza między dźwiękami. Estoński kompozytor od wielu lat podąża swoją własną ścieżką, tworząc poza trendami współczesności. Słuchacze nazywają jego utwory muzyką niebios lub muzyka raju. Przykładem może być "Silentium" wchodzące w skład "Tabula rasa" - kompozycji z 1877 roku. Jest to pierwszy utwór Arvo Pärta w stylu tintinnabuli, którego nazwa nawiązuje do dźwięku dzwoneczków. Skład instrumentów jest tutaj minimalistyczny, jak w wielu innych kompozycjach. Dwoje skrzypiec lub skrzypce i altówka jako prowadzące główną linię melodyczną, fortepian podkreślający od czasu do czasu centralny dźwięk skrzypiec, oraz wiolonczela i kontrabas. Całość jest powolna, bardzo wyciszona, mistyczna. Arvo Pärt jest bowiem największym mistykiem wśród współczesnych kompozytorów i największym kompozytorem wśród mistyków. Już sam jego wygląd nasuwa skojarzenia z pustelnikiem żyjącym w innym wymiarze. Pisałam już o nim i jego specyficznej twórczości - Tintinnabuli Tym razem okazją do przypomnienia muzyki wieczności jest fakt, że utwór Tabula rasa z mojej rekomendacji znalazł się w sobotnim programie Dwójka na życzenie. Pokusiłam się ponownie o wysłanie smsa ze wskazaniem na dzieło jak najbardziej pasujące do listopadowej zadumy. A przy okazji wygrałam płytę. Tym razem są to nagrania fragmentów z tetralogii Wagnera "Pierścień Nibelunga" pod batutą innego Estończyka, Kristjana Järviego. Ale o tym może napiszę, gdy przesyłka do mnie dotrze :-)

Tymczasem muzyka wieczności:

 

Na koniec, kto chciałby też spróbować i wziąć udział w zabawie,  link do strony Dwójki z regulaminem głosowania na kolejną sobotę



komentarze (8) | dodaj komentarz

Ossendowski w radiu

poniedziałek, 13 listopada 2017 18:23

      Antoni Ferdynand Ossendowski to postać ze wszech miar nietuzinkowa. Podróżnik, dziennikarz, chemik z  wykształcenia, szpieg z powołania, pisarz z dokonań literackich, "tajny agent". Pisałam o nim, gdy wpadło mi w ręce wznowienie jego "Huculszczyzny" - Między słowami 

        Tym razem przypomina o nim radiowa Dwójka. Od środy (15 listopada) w wieczornym paśmie "Książka do słuchania" o godz. 19:00 czytana będzie reportażowo-beletrystyczna książka Ossendowskiego "Przez kraj ludzi, zwierząt i bogów". Czytałam ją z innym, choć zbliżonym tytułem "Zwierzęta, ludzie i bogowie".  Odmienność tytułów bierze się chyba z tłumaczeń, ponieważ rzecz pierwotnie ukazała się po angielsku. Pisarz zaś był poliglotą, to mógł sobie pisać wedle uznania ;-) Tak czy inaczej, kto czytał, dla przypomnienia, kto nie czytał i o Ossendowskim nie słyszał, powinien zaplanować najbliższe wieczory na półgodzinne spotkania z pisarzem konkurującym popularnością z Sienkiewiczem. Czekają nas opisy Mongolii przemierzanej przez autora, obyczajów, wierzeń religijnych, dzikiej przyrody i zaiste nieprawdopodobnych przygód. 



komentarze (2) | dodaj komentarz

niedziela, 21 stycznia 2018

Licznik odwiedzin:  416 310  

Kalendarz

« styczeń »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728
293031    

O moim bloogu

Szczęście nie jest stanem posiadania, lecz sposobem odczuwania

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Ulubione strony

Anderszewski

Arie i Głosy

Bach

Balet

Chopin

Chóralnie

Garrett

Händel

Jaroussky

Kaufmann

Koncertowo

Mahler

Mariusz Kwiecień

Małas-Godlewska

Membra Jesu

Minkowski

Muzyka polska

Scholl

Xavier de Maistre

Zimermany

Źródła

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 416310

Lubię to