Bloog Wirtualna Polska
Są 1 254 302 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Z zapisków

czwartek, 22 czerwca 2017 22:37

"Biada temu, kto wyobraźni swojej da spocząć" (Julia Hartwig)

      

      Gdy Giustino śpiewał "Bel riposo de mortali....", w Rezerwacie Cisów im. Leona Wyczółkowskiego szukałam dzikich przejść pomiędzy omszałymi pniami. Przewodnik pokazywał jedyne w Polsce stanowiska dzbanusznika łuskowatego, żółtego porostu na jakimś betonowym przepuście nad kanałem. Był lipiec, ocalony Idomeneo szedł boso przez parzący piasek plaży. Wtedy umarłam, a cała przeszłość zamknęła się w garści popiołu. Bezsensowny czas miniony... Od kiedy zmartwychwstałam, przyszłość kurczy się każdego dnia i budzę się z przerażeniem, że nie zdążę. Wróżbita Lem przewidział powstanie internetu - globalnej sieci informacji oraz badania genetyczne, co nie znaczy, że był swoimi przewidywaniami zachwycony. Należymy do gatunku bezinteresownych morderców - twierdził. Mimo to Mirare wydaje płyty z muzyką barokową. Odkryli na przykład Neuburgera. Ale on chyba nie gra baroku. Czy dziewięciokrotne powtórzenie słowa "wieczność" w "Der Abschied" Mahlera sprawi, że stanie się ona nieco krótsza? Nie aż tak bez końca? Podobno nie istnieje miłość bez wzajemności, do miłości trzeba dwojga. Czyżby? Co więc sądzić o tym, jak Kaspszyk przyznaje się do swojej miłości do Mahlera? Michael Chance  śpiewał w tym czasie Messiaena. Wszechświat jest pełen martwych gwiazd , a muzyka trwa.

lumi potete piangere

na czystym niebie księżyc

zabłądził w podróży

jest go mniej i bledszy

przenosi pod powieką noc

przez jasność poranka

do kolejnego wieczoru

gdy  ginące światło

znowu zapłacze

Koncert fortepianowy G-dur Ravela w sam raz na upalne lato. Gra Zimerman z orkiestrą Bouleza. W Krakowie się było, Japonię na fotografiach oglądało. Nad jaśminową herbatą czekam na naleśniki z brokułami. Herbata japońska, naleśniki polskie. Szykuję się na Carnaval sztuk-mistrzów w Lublinie, ale czy naprawdę mam ochotę oglądać połykaczy ognia i drżeć na widok spacerów po linie rozwieszonej nad Krakowskim Przedmieściem? "Królowie bynajmniej nie ze wszystkich cieszą się zaproszeń, nie wszystkie też stawiane sobie pomniki oklaskują" - to oczywiście Parnicki, "Muza dalekich podróży".

- "Ku zachodowi ukłon powitalny kierując powiemy: Qui vivra verra. Ku wschodowi ukłon pożegnalny kierując powiemy: Pożywiom uwidim.

- Żegnamy szyny i perony i tunele. Żegnamy lokomotywy. Witamy natomiast i wołny gołubyje i lotne w powietrzu bociany długim szeregiem.

- Ten długi szereg nie najlepiej jest do lotnych w powietrzu bocianów dopasowany.

- Geniuszom wszystko wolno. A już szczególnie takim, którzy i wieszczami też zostali obwołani."

O jak mi smutno

i coraz smutniej

gdy w ciszy porannej

gołębie oblatują niebo

z notesu adresów wykreślam

nazwiska i telefony

powiększa się krąg odżałowanych osób

Znajduję dedykację dla A.: "Nie mogę, naprawdę nie mogę samotnie przesiadywać całymi dniami w fotelu i rozmyślać o tym, jaki jestem cudowny. Potrzebny jest pierwiastek ludzki, potrzebny jest cudzy podziw."

Potrzebuję lekarstwa - nalewka miętowa:

10 gałązek świeżej mięty zasypać cukrem (10 dag) i zalać spirytusem (1 l), odstawić na 3-4 tygodnie w ciepłe miejsce. Następnie zlać i przefiltrować do innego naczynia, odstawić na 2 tygodnie. Zalecana w schorzeniach układu pokarmowego.

W Karpatach byłam... nie, o Karpatach czytałam... albo to jeszcze coś zupełnie innego, ale one, Karpaty istnieją naprawdę: sędziwe góry w milczącym przerażeniu i tragicznym konaniu. Słucham fado, gdy noc coraz ciemniej otula ulice i zagląda do okien. Nie śpimy: ja i księżyc. Czas przesypuje się w wydmach, nie zostaje ślad. Taka kolej rzeczy. Zbliżała się ta chwila nieuchronnie, zapowiedziana w rozczarowującym wyznaniu: "wkrótce nie będę już miał schronienia dla mych marzeń". Gerard de Nerval powiesił się w nieistniejącym już dzisiaj paryskim zaułku Vieille-Lanterne. Jak twierdził bowiem Alfons Karr: "Poeci rodzą się na prowincji, a umierają w Paryżu".



komentarze (4) | dodaj komentarz

Lubelska Noc Kultury 2017

wtorek, 06 czerwca 2017 9:11

      3/4 czerwca wędrowałam szlakiem Lubelskiej Nocy Kultury po raz kolejny sycąc oczy kolorami, światłem, muzyką i tańcem. Pamiętam, że po raz pierwszy będąc na Nocy Kultury, nie spałam całą noc, taki człowiek był zachłanny. Teraz już jestem bardziej wybredna (?) czy po prostu zmęczona (?), że moja obecność była krótsza. Niemniej jeszcze za widna, od 19:00 wędrowałam uliczkami Starego Miasta co rusz przystając i podziwiając świat jak z bajki. Nad ul. Grodzką zatrzymały się w locie balony niosące w koszach kukiełki, lalki, których główki spoglądały z góry na przechodniów na pewno z poczuciem wyższości. Balonów jest kilkanaście, pod każdym co rusz zatrzymuje się grupka robiących zdjęcia. Nie zdążyłam dojść do końca ulicy, gdy niemożebny korek pieszych zatrzymał falującą masę turystów. Wszystkich zatrzymuje Floral - kwietna instalacja Bramy Rybnej. Brama udekorowana została tysiącem/ami żywych kwiatów stanowiąc niezapomnianą feerię barw nad głowami przechodzących dalej, w głąb ulicy. Dominują gerbery we wszelakich możliwych kolorach. idąc dalej Rybną, dochodzę do Zielonej Herbatki - na podwyższonym skwerku wokół drzewa w porcelanowych okruchach (spodeczkach, czajniczkach, filiżankach, kubeczkach, maślniczakch...) posadzone zostały różne kwiaty ozdobne, tworząc jedyną w swoim rodzaju pachnącą zastawę. Przysiadłam na chwilę nad filiżanką niezapominajek, planując dalszą część eskapady.

      Impreza dopiero się rozkręcała, a ludzi przybywało. Jeszcze udało mi się przecisnąć do sceny na deptaku, gdzie zespoły tańca ludowego lubelskich uczelni prezentowały swoje umiejętności. Zespół Tańca Ludowego Akademii Rolniczej przypomniał mi piosenkę z dzieciństwa "Tańcuj macha, dam ci piróg..." Ech, pośpiewałam sobie z nimi i powspominałam. O grajkach i tancerzach ulicznych rozsianych po całej przestrzeni zabrakłoby miejsca pisać. Zewsząd roznosiła się muzyka, śpiew i migały kolorowe stroje. Obok lubelskiej nuty ludowej, egzotyczne rytmy afrykańskie, brazylijskie, kubańskie dochodzące z Placu po Farze. Tutaj największa atrakcją był zespół Groove Onkels - w nurcie modnego dzisiaj recyklingu grają muzykę z "odzysku" ;-) Mówiąc prosto za instrumenty służą im śmietniki, butelki, doniczki, puszki itp. 

Tu próbka ich możliwości i przy okazji choreograficznego popisu :-)

 

Ale mnie ciągnęło gdzie indziej - u Dominikanów miał wystąpić Archidiecezjalny Chór Chłopięco-Męski w klasycznym repertuarze chóralnym. Najliczniejszą częścią chóru jest Pueri Cantores Lublinenses, powołany dwa lata temu, a prowadzi go i malowniczo dyryguje - widziałam! - ks. Attila Honti. Proszę się nie dziwić nazwisku - to polski ksiądz ;-) ((No dobra, nie do końca całkiem polski, choc polski; urodził się na Węgrzech w Debreczynie, ale całą edukację szkolną, muzyczną od ukończenia klasy fortepianu I stopnia, poprzez klasę organów II stopnia, po aktualne studia muzykologiczne odbywał w Polsce, tak samo jak edukację seminaryjną i święcenia kapłańskie, na drugie imię ma Adam - z wichajsterkami nad "a"))

 Wygląda sam bardzo chłopięco, ale widziałam jak panuje nad 70-osobowym chórem, w  którym większość to dzieci, chłopcy ze szkoły podstawowej. Gdy wychodzili na schody prezbiterium Bazyliki - starsi, a potem coraz młodsi i mniejsi, podejrzewałam, że najmłodsi jeszcze chyba nie umieją czytać, ale z powagą rozkładali nuty przed sobą przed wykonaniem utworu :-) Zdarzyło się jednemu czy drugiemu zagapić, rozglądać na boki. Ks. Attila reagował natychmiast i zdecydowanie gestem każąc rozkojarzonemu chórzyście patrzeć na jego ruchy dyrygenckie i skupić uwagę. A program przedstawili ambitny: piękne zakończenie Stabat Mater Pergolesiego, Lacrimosa Mozarta, Alleuja Haydna czy pieśni a cappella Gorczyckiego (chyba, nie jestem do końca pewna). 

Ale to śpiewali właśnie:

No, niestety, widać, że ludzie tego nie znają i zaczęli klaskać za wcześnie. Na Nocy Kultury taka wpadka się nie zdarzyła. 

 

       Na zakończenie zwędrowałam jeszcze na targi designu i wszelkich oryginalnych pierdółek. Koncepcje sukienek, szali, torebek z kartonu i papieru pakowego, poszewki na poduszki szyte na zamówienie, ręcznie wykonywana  biżuteria. spersonalizowana porcelana, zdobnictwo rzeczy zwykłych i codziennych i loteria fantowa :-) Wszystko ulokowane w nowoczesnym budynku Centrum Spotkania Kultur, w którym jeszcze nie byłam, więc nadarzyła się okazja obejrzeć, pochodzić, zgubić w labiryncie schodów i korytarzy. Można wejść aż na oszklone przejścia, tarasy na dachu. Niestety, wszystkie pietra widać niemal na wylot przez szklane sufity i lek wysokości zatrzymał mnie na niższych kondygnacjach. A z zakupów wyniosłam tylko kilka rodzajów i mieszanek herbat. 

      Na tym skończyło się moje uczestnictwo w tegorocznej Lubelskiej Nocy Kultury. Przed oczami mam jeszcze ogromną kolorową instalację Trybunału, którego ściana od dachu po chodnik udekorowana została tysiącem balonów różnej wielkości. Balonowa ściana służyła za tło pamiątkowych zdjęć wędrujących amatorów wrażeń. 

 



komentarze (5) | dodaj komentarz

Stara nowa płyta

wtorek, 30 maja 2017 22:48

      Ostatni tydzień w Dwójce nie mógł upłynąć bez wspomnień o Zbigniewie Wodeckim. Wspominali go muzycy, krytycy, przyjaciele. Profil Dwójki sprawił, że komentatorzy podkreślali fakt klasycznego wykształcenia muzycznego Wodeckiego, który muzyczną karierę zaczynał jako zawodowy skrzypek w orkiestrze. Dopiero później zainteresował się piosenką estradową, a jego głos sprawił, że na cztery dziesięciolecia stał się rozpoznawalnym wykonawcą polskiej piosenki. Ktoś tam zastanawiał się, jak potoczyłaby się jego kariera, gdyby zamiast piosenki estradowej, wykonywał repertuar operowy. Zapewne mniejsza liczba fanów nuciłaby jego piosenki. Ale nie ma co gdybać. Intrygująca sprawa znajduje się gdzie indziej.

       Mianowicie na płycie sprzed czterdziestu lat. Ja jej nie pamiętam, choć pamiętam debiut Wodeckiego jako młodego chłopca w okularach w Opolu. Płyta "Zbigniew Wodecki" ukazała się w roku 1976. Po czterdziestu latach ukazała się znowu - zgodnie z najnowszymi zdobyczami techniki nagraniowej, Wodecki z towarzyszeniem chóru, pełnej orkiestry i zespołu Mitch & Mitch jeszcze raz zaśpiewał tamte piosenki. Członkowie zespołu wspominali na antenie radia ciekawostki z sesji nagraniowej. Jak to Wodecki przychodził na próby pierwszy i tym mobilizował innych, jak konsultował z trębaczem, żeby zagrał tak, jak on sobie wyobraża, że powinno się w tym czy innym miejscu grać. Płyta "1976: A Space Odyssey" nagrana w Studiu im. Witolda Lutosławskiego w trakcie dwóch koncertów zdobyła w 2016 r. dwa Fryderyki: w kategorii Album roku pop i Piosenka roku: "Rzuć to wszystko, co złe". I tak oto historia muzyczna Wodeckiego zatoczyła koło. 

      Trwający ponad godzinę album oryginalny z 1976 roku w całości Dwójka przypomniała w programie Wieczór płytowy w niedzielny wieczór. Piosenki zabrzmiały świeżo i nostalgicznie. I nie znałam ich wcześniej, może tylko niektóre. Piękne poetyckie teksty Leszka Długosza, Andrzeja Kuryły, Janusza Terakowskiego tak ciepło i refleksyjnie mógł zaśpiewać tylko Wodecki. Tamta płyta jest nie do zdobycia, ale nowa wersja to wciąż świeża sprawa. 

 

A to bardzo lubię. 

 

 



komentarze (7) | dodaj komentarz

Molier prowincjonalnie

wtorek, 25 kwietnia 2017 23:49

      Na prowincjonalnej amatorskiej scenie teatralnej największym powodzeniem cieszą się komedie. Czasami dawne, czasami autorów współczesnych, może nie z pierwszych scen ogólnokrajowych, raczej scenopisarzy niż dramaturgów. Ale klasyka też się zdarzy: Fredro i Molier mają nadal moc przyciągania widzów. 

      Uczone białogłowy Moliera to kolejna propozycja komediowa, wyreżyserowana przez Marylę Olejko. Trzeba przyznać, tekst w tłumaczeniu Boya-Żeleńskiego dla dzisiejszego widza dość trudny. Trzeba więc było w zrozumieniu zawiłości języka dopomóc odpowiednią mową ciała i plastycznością gestów, z czego większość aktorskiej obsady wywiązała się znakomicie. Treść pseudopoetyckich sonetów Trysotyna została tak groteskowo przerysowana gestykulacją, że znaczenie słów było zgoła nieistotne. Rzecz cala została sprowadzona do egzaltacji słuchaczek: Filaminty, Armandy i Belizy oraz rozkoszowania się własnym głosem przez autora owego dziełka. Sławomir Pluta  grający Trysotyna pokazał, nie pierwszy raz zresztą, że nie straszna mu żadna postać i doskonale poradzi sobie nawet w konwencji groteskowej.

      Na docenienie zasługują także role Chryzala (Adam Kozera) i Filaminty (Elżbieta Kłosek) zbudowane na wyrazistym kontraście charakterów: dominującej silnej osobowości żony i ugodowym, wycofanym nieco zachowaniu męża "pod pantoflem". Rysem nadrzędnym Filaminty jest ponadto mocny, wręcz kontraltowy głos przenikający na wskroś przestrzeń sceniczną. Na tym tle postać siostry Chryzala, Belizy, zagranej brawurowo przez Dorotę Balicką w konwencji ezoterycznej muzy odbierającej wyimaginowane hołdy wielbicieli, wprowadza na scenę niemal absurdalną poetyckość. Czerwony szal Belizy i taneczne przemykanie po scenie narzucają skojarzenia z postacią Racheli z Wesela w reż. Andrzeja Wajdy.

       Dla uproszczenia monologowych dłużyzn tekst został skrócony na tyle, by intryga i relacje między postaciami pozostały nadal czytelne. Spektakl grany jest bez przerwy, prowokując do humorystycznego odczytania, zgodnie z tytułem, pozornej uczoności. Co prawda tyrada Marcyny o tym, że "nie babska rzecz przewodzić (i ja, choć kobita,/Wiem, że chłop ma we wszystkim górą być) i kwita" trąci myszką, ale pseudouczoność nadal ma się dobrze w różnych kręgach społecznych i środowiskach. Internet sprzyja popularności "uczoności", gdy prawdziwa mądrość, jak w każdej epoce, prezentuje się skromnie i nie zabiega o popularność. Popularność pozornych autorytetów pewnie i dzisiaj mogłaby być inspiracją dla niejednej molierowskiej satyry.

 

Molier: Uczone białogłowy

Tłumaczenie: Tadeusz Boy-Żeleński

Reżyseria: Maryla Olejko

Obsada:

Chryzal - Adam Kozera

Filaminta - Elżbieta Kłosek

Armanda - Aneta Kwiatkowska

Henryka - Lidia Grabowska

Aryst - Piotr Bazan

Beliza - Dorota Balicka

Klitander - Sławomir Niemiec

Trysotyn - Sławomir Pluta

Wadius - Grzegorz Kubik

Marcyna - Ewa Niedźwiecka

Rejent - Andrzej Mazurek

 



komentarze (10) | dodaj komentarz

Dr Jekyll i Mr Hyde

wtorek, 04 kwietnia 2017 22:17

"Geniusz o dwóch twarzach" - taki podtytuł nadała tej biografii jej autorka, Maria Wilczek - Krupa. Książka jest sporawa, ponad 400 stron z przypisami, indeksami i kalendarium, ale pochłonęłam ją w dwa wieczory i ranek. Dr Jekyll i Mr Hyde - tak siebie samego określał. 

Dr Jekyll -

- w dzieciństwie dźgnął ojca nożem, gdy groził mu "sąd" rodzinny z powodu przeklinania w domu;

- pierwsze lekcje muzyczne okazały się totalną porażką pedagogiczną: nie zamierzał uczyć się absurdalnych nut i nauczycielka, do której posłali go rodzice, poddała się całkowicie;

- uwielbiał słodycze, a zwłaszcza makowiec, musiał mieć dwa: jeden zjadał na miejscu, a  drugi brał na wynos;

- gdzieś w wieku 14 lat z premedytacją nauczył się palić papierosy, przezwyciężając naturalny odruch fizycznego wstrętu i do końca życia palił jak smok;

- pierwsze półrocze w najlepszym gimnazjum w Krakowie zakończył z sześcioma ocenami niedostatecznymi - w tym z gimnastyki;

- wyjechawszy do Paryża po otrzymaniu stypendium na studia u Nadii Boulanger, spędził 10 miesięcy na hulankach, przesiadywaniu w spelunkach, knajpach i nocnych lokalach, poznając przez ten czas wszystkie możliwe rodzaje dostępnych alkoholi; jego trybu życia nie wytrzymał ani Penderecki, który w tym czasie również tam się zjawił,  ani Andrzej Jasiński przebywający także w ramach stypendium;

- kochał dobre samochody, kupował zawsze najlepsze i najnowsze marki ze wszystkimi gadżetami, z czasem były to fordy i mercedesy; jazda 200 na godzinę nie była czymś rzadkim podczas podróżowania z Katowic do Warszawy na przykład; pewnego razu kupił najnowszy model mercedesa dużych rozmiarów i zamartwiał się, jak go zmieści w dość małym garażu, żeby przy tym wygodnie do niego wsiadać;

- w okresie największego pijaństwa do legendy przeszła historia pobytu w jednym z lokali, z którego z przyjaciółmi wyszedł po trzech dobach picia, jedzenia i spania na kawiarnianej kanapie;

- wyrwany telefonem z łóżka przed południem potrafił w najbardziej nieparlamentarnych słowach wywrzeszczeć do słuchawki, co o tym sądzi;

- podczas podróży wybierał najdroższe i luksusowe hotele; 

- nie zniżał się do komponowania muzyki do reklam, ale raz to zrobił, ponieważ była to reklama... papierosów, które uwielbiał i palił namiętnie;

 

Mr Hyde -

- wszystkie dyplomy, nagrody, tytuły, plakaty filmowe i koncertowe, świadectwa sukcesów trzymał w przedpokoju, a statuetki w kuchni; tam było ich właściwe miejsce;

- w domu na katowickim Brynowie przez całe lata wraz z żoną, a później sam prowadził kocią jadłodajnię;

- od pierwszych utworów przedstawianych na kolejnych Warszawskich Jesieniach zyskiwał nieoczekiwany przez niego samego aplauz i uznanie;

- nigdy nie obśmiewał, nie obmawiał, nie krytykował muzycznych kolegów, do tego stopnia, że nie czynił krytycznych uwag nawet podczas prób jego własnych utworów, stąd muzycy czasami nie zdawali sobie sprawy, że grają nie tak, jak kompozytor sobie by tego życzył i planował; 

- zawsze dotrzymywał terminów, nie wyobrażał sobie nie oddać kompozycji na czas; 

- sfinansował leczenie chorej dziewczynce z Ośrodka dla Dzieci Niewidomych w Laskach, rehabilitację i sprzęt pewnej staruszce z Ukrainy, operację serca muzyka i dyrygenta (obecnie jednego z bardziej znanych, założyciela orkiestry Aukso) Marka Mosia, wyposażył OIOM w jednym ze śląskich szpitali, finansował prace projektowe i wyposażenie Domu Muzyka Seniora w Kątach... nigdy o tym nie opowiadał;

- skomponował hymn Europejskiego Kongresu Federacji Ekumenicznej;

- był w komitywie z Opatrznością, bo kiedy zmęczony wieloletnią pracą nad kompozycjami filmowymi w żartach powiedział, że teraz zamierza odpocząć i od tego zamiaru odwieść go mogłaby tylko propozycja napisania muzyki do filmu kostiumowego z XIX wieku, następnego dnia zadzwoniła Jane Campion, która kręciła "Portret damy", film osadzony w XIX wieku z Nicole Kidman w roli głównej; 

- napisał recenzję nagrania dziewczynki, której dziadek po operacji serca wsiadł w samolot, żeby polecieć na koncert wnuczki uczestniczącej w konkursie młodych talentów BBC;

- do końca trwał przy żonie, Basi, która przez wiele lat ciężko chorowała; do swoich mercedesów zamawiał specjalne tablice rejestracyjne z napisem BASIA.

 

Geniusz - 

- skomponował utwór dodekafoniczny zanim dowiedział się, co to takiego i poznał jego największych twórców;

- uwielbiał pisać dyktanda muzyczne ze słuchu profesora Bryzka: profesor zapraszał na lekcję kwartet smyczkowy i kazał im grać, a uczniowie mieli zapisać muzykę na żywo ze słuchu;

- razem z Pendereckim studiował kompozycję, dyrygenturę i kontrapunkt u Artura Malawskiego w Krakowie;

- kiedy komponował utwory klasyczne, w domu musiała panować cisza, żona najczęściej wtedy wyjeżdżała; kiedy zaś muzykę do filmów, można było mu niemal chodzić po głowie i nic go nie wzruszało: goście, grający telewizor, rozmowy, hałasy.. 

- kiedy komitet wojewódzki w latach 50. chciał zamówić u niego muzykę do wiersza o Leninie, wybuchnął śmiechem i powiedział, że nie umie, bo w wierszu jest taki rytm, że nie da się do niego muzyki podłożyć; 

- muzykalność sprawiała, że dzięki niej w lot chwytał języki obce: francuski, niemiecki, angielski i od lat szkolnych szczególnie lubił łacinę; 

- skomponował muzykę do niemal dwustu filmów, dokładnej liczby nie znam, ale pada w pewnym momencie liczba 160, a do końca książki jeszcze było sporo stron ;-) 

- kiedy pytano go, ile razy zamierza przeczytać "Pana Tadeusza" , żeby skomponować muzykę do filmu Wajdy, odpowiedział: "Ani razu. Nie piszę przecież muzyki dla Mickiewicza."

- pracując nad muzyką do "Pianisty" w przerwach nagraniowych śpiewał z Polańskim najbardziej nieprzyzwoite lwowskie piosenki ku zgorszeniu całej ekipy filmowej, a zwłaszcza takiej jednej osoby, "która prowadziła dość swobodne życie, delikatnie mówiąc. To się nazywa hipokryzja, tak to bywa najczęściej" - wspominał;

 

Człowiek - 

- nigdy nie pojechał do rodzinnego Lwowa, odkąd w dzieciństwie opuścił go w 1944 roku; kiedy dowiedział się, że z balkonu dawnego domu widać pomnik Stepana Bandery, wiedział, że ten widok byłby nie do zniesienia;

- uwielbiał kryminały Agathy Christie i horrory Stephena Kinga, ale sceny z Kathy Bates rozbijającej bohaterowi stopy młotkiem nie mógł oglądać;

- wieloletnia przyjaźń i współpraca z Krzysztofem Zanussim zaczęła się od wyrywania sztachet przez reżysera do muzyki skomponowanej do filmu "Struktura kryształu";  

- kiedy dojrzał do decyzji zerwania z alkoholem, wytrwał w całkowitej abstynencji 45 lat;

- pierwszego zawału mało nie dostał, gdy zobaczył swoje nazwisko na wydrukowanej w "Trybunie Robotniczej" liście Rady Krajowej Patriotycznego Ruchu Odrodzenia Narodowego; od razu zadzwonił do Wydziału Kultury Komitetu Centralnego z wyrzutami, a w redakcji gazety zrobił awanturę i zażądał sprostowania; 

- prawdziwego zawału dostał wieczorem po pierwszej rozmowie z Coppolą w sprawie muzyki do filmu "Drakula";

- po wszczepieniu by-passów zażartował, żeby resztki żył, które wycięto mu z nogi zachować dla jego kotka;

 

Tak opisywał go Zanussi: "Umiał się z siebie śmiać, to pewne. Był ponad snobizmem, a jednak kpił z siebie, że musi mieć najdroższą marynarkę, taką, po której nie będzie widać, że jest aż tak droga. Bez końca opowiadał historię o Rosjanach, kiedy jeden się chwalił, że kupił sobie bardzo drogi szalik, a drugi się żachnął: "Ty idioto! Obok jest sklep, gdzie można było kupić jeszcze drożej!". No więc taki był Wojtek - ubrany nonszalancko, piekielnie inteligentny, z nieprzeciętnym poczuciem humoru, także względem siebie. Chciał zachować niezależność i żądał, żeby salony przed nim klęczały i żeby on mógł do nich nie chodzić."

 

"Kilar. Geniusz o dwóch twarzach", Maria Wilczek - Krupa. Wydawnictwo ZNAK. Kraków 2015. 



komentarze (13) | dodaj komentarz

poniedziałek, 26 czerwca 2017

Licznik odwiedzin:  379 950  

Kalendarz

« czerwiec »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
2627282930  

O moim bloogu

Szczęście nie jest stanem posiadania, lecz sposobem odczuwania

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Ulubione strony

Anderszewski

Arie i Głosy

Bach

Balet

Chopin

Chóralnie

Garrett

Händel

Jaroussky

Kaufmann

Koncertowo

Mahler

Mariusz Kwiecień

Małas-Godlewska

Membra Jesu

Minkowski

Muzyka polska

Scholl

Xavier de Maistre

Zimermany

Źródła

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 379950

Lubię to