Bloog Wirtualna Polska
Są 1 205 793 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

czasem umierają

wtorek, 13 września 2016 1:10

ludzie

znani od lat i poznani wczoraj

rozmawiamy w przelocie między

bankomatem a wizytą u lekarza

czasem w tłumie na chodniku urywa się dialog

na wspólne milczenie nad kawą nie ma czasu

spóźnimy się idziemy biegniemy

ludzie

przemykają ze swoimi ukrytymi talentami

ona maluje autoportrety ustawiane w piwnicy

on naśladuje nocą słowiki 

w zakamarkach pamięci lista nikomu niepotrzebnych

zadań do zrealizowania w wolnej chwili

pisanka wyklejana sznurkiem na styropianie

ciemne butelki bez przeznaczenia

niedokończony plan ziołowego ogródka

wzór na serwetkę pusty gąsiorek na domowe wino

nieotwierane farby gotowe pędzle czysta paleta

książki na baczność w oczekiwaniu pusta kartka

ludzie

codziennie kroją chleb dobierają skarpetki do pary

gubią i odnajdują klucze sprawdzają pogodę

planują poważną rozmowę z szefem o podwyżce

odliczają godziny zmęczenia i próbują zasnąć przed świtem

wpadają w irytację bo właśnie skończyła się pasta do zębów

ludzie

za młodzi żeby patrzeć wstecz

za starzy żeby wierzyć w jutro

między codziennymi porcjami zwyczajności

czasem umierają 

 

 

 

 

 



komentarze (5) | dodaj komentarz

Jack Strong

poniedziałek, 05 września 2016 23:44

      Nie oglądałam, gdy było w kinie, obejrzałam teraz na Kulturze. To znaczy kilka dni temu. O Kuklińskim czytałam lata temu, gdy jego sprawa stała się głośna. Gdy jeszcze ciążył na nim wyrok śmierci wydany przez sąd wojskowy i później, gdy został zrehabilitowany. Tak więc zarys jego biografii i działalności był mi znany. 

       Film "Jack Strong" Władysława Pasikowskiego ani mojej wiedzy nie uzupełnił, ani nie rozwiewa żadnych  wątpliwości. No cóż, nie jest film historyczny. Jest to po prostu film o bohaterze. Wszystkie treści historyczne i polityczne w nim zamieszczone są ogólnie dostępne na najbardziej podstawowych internetowych stronach. Natomiast jak śmierć synów Kuklińskiego była niewyjaśniona, tak też i w filmie nie ma nawet próby rozszyfrowania któregokolwiek tropu. Chodzi tylko o szpiegowską, chwytliwą akcję, budowanie postaci kryształowego - bardziej kryształowego niż w rzeczywistości - niezłomnego bohatera. 

      Owszem, jest jedna scena wstrząsająca. Scena początkowa - wrzucenie żywcem do pieca hutniczego Olega Pieńkowskiego, zdemaskowanego jako szpiega. W dalszej części filmu mamy polską rzeczywistość lat 60. i 70. a na tym tle rozwijaną karierę szpiegowską Ryszarda Kuklińskiego z centralną sceną pościgu samochodowego po oblodzonych polskich drogach. Kompozycja filmu korzysta z dobrze znanych chwytów, jak inwersja, kiedy poznajemy Kuklińskiego jako starszego pana opowiadającego o początkach współpracy z amerykańskim wywiadem, klamrowe zamknięcie, kiedy rozstajemy się z bohaterem po zakończeniu owej opowieści i tajemnicza śmierć starszego syna już w Stanach. Po drodze zaś reżyser stosuje stopniowanie napięcia, suspensy, podsuwa fałszywe tropy i zestawia mylne informacje.

       Tak, to wszystko służy filmowej kreacji, jak się rzekło, niezłomnego bohatera. Film ogląda się nie dlatego, że nie wiemy, co się stanie i jak się zakończy. Przeciwnie, właśnie dlatego, że WIEMY, jaki będzie koniec. Można więc skupić się na szczegółach scenografii, aktorach i paru ciekawych dialogach. Aktorzy są świetni, i to zarówno polska obsada, jak rosyjska. O ile weźmie się poprawkę na upraszczające zdemonizowanie Rosjan oraz przesadne uszlachetnienie Amerykanów. Dimitri Bilov jako tajemniczy "Don Pedro"  Sasza Iwanow jest genialnie mroczny. Jego pojawienie się w domu Kuklińskiego "prosto z lotniska", gdy ten właśnie przygotowuje siebie i rodzinę na własne samobójstwo, gdyby został zdemaskowany, jest rewelacyjne. Z polskiej obsady drugoplanowej zapadli w pamięć Ireneusz Czop, Mirosław Baka, Zbigniew Zamachowski, Krzysztof Globisz, czyli kadra oficerska. Nie dorównuje im okrzyczany amerykański aktor Patrick Wilson grający agenta Davida Fordena kontaktującego się z Kuklińskim. Niestety, ponownie utwierdziłam się, że nie lubię Mai Ostaszewskiej. Kompletnie nie rozumiem, co ona gra. Tak było w "Katyniu", tak było i tutaj. Obserwowanie jej ról w najlepszym razie wprowadza widza w konsternację, a w najgorszym sprawia estetyczny i psychologiczny ból. Naprawdę nie mamy lepszych aktorek?

       Pomijając fakt, że z Ryszarda Kuklińskiego zrobiono herosa, no, prawie, Ryszard Dorociński sprawdził się w tej roli jak należy. Właściwie oglądałam ten film dla niego, bo pod względem historycznym dzieło odkrywcze nie jest. Z typową dla siebie oszczędną grą aktorską Dorociński buduje napięcie poszczególnych scen. Pamiętam, że po raz pierwszy widziałam go w jakimś serialu telewizyjnym, a zachwycił mnie w niezwykłym "Boisku bezdomnych". Później były kolejne filmy. Nie wszystkie oglądałam, ba, świadomie niektóre omijałam szerokim łukiem, ale przypuszczam, że Dorociński jest w stanie zagrać wszystko. Na herosa też się nadaje ;-)

     



komentarze (10) | dodaj komentarz

Wyciągnięte z półki

wtorek, 26 lipca 2016 0:40

      Z dorobku Konrada Lorenza posiadam tylko Regres człowieczeństwa, rzecz wcale nie najbardziej znaną jego autorstwa. Kiedyś już zaczynałam czytać, ale przerwałam. Może zabrakło mi cierpliwości, aby przebrnąć przez opisy meandrów ewolucji zwierzęcej zanim autor dojdzie do dziedziczenia w sferze kultury. Teraz zamierzam doczytać do końca. Może zygzakowate ścieżki filogenezy okazują się bardziej frapujące z perspektywy czasu, a wywodzenie sposobu pływania współczesnych waleni od lądowego galopu ich praprzodków - na co wskazuje budowa kręgosłupa - potrafi uwieść umysł znacznie starszy niż wówczas, gdy zabierałam się do lektury po raz pierwszy wiele lat temu? Ze zdziwieniem dla siebie samej dostrzegam, że facet miał naprawdę ciekawe pomysły i trudno nie przyznać, że język miał obrazowy, a sposób myślenia nietuzinkowy. Ba, i jakże przenikliwy, biorąc pod uwagę pewne zjawiska współczesności, których symptomy zauważał już wówczas, ponad  30 lat temu. 

       Zastanawiałam się nieraz, co, jakie zjawisko stanowi wyróżnik naszych czasów, dlaczego niepokój wzbudza absurdalny pośpiech, pogoń za czymś, jakieś podejrzenie nienaturalności postawy wyśmiewanej przez satyryków, a diagnozowanej przez psychologów i psychiatrów. Lorenz dawno zauważył, że hasło: wszystko, co zrobione być może, zrobione być musi, stało się wręcz nakazem technokratycznej religii. To jest to! Diagnoza współczesnej kultury i współczesnego człowieka: opanowała nas kultura natręctw! Chcę, mogę, muszę: błyszczeć, rywalizować, być najlepszym, wyprzedzić innych, dotrzeć, zdobyć, kupić. Muszę to MIEĆ! Większość mogłaby wypisać sobie to hasło na czole jak życiowe motto. Paradoks, że od wieków zdobywana wolność, idea wyboru, tak łatwo i bezrefleksyjnie została powszechnie zastąpiona przez przymus: MUSISZ TO MIEĆ, prawda?

       Lorenz zdecydowanie odrzuca przymus, w procesach ewolucji jednakowo obowiązujących w świecie przyrody i w świecie kultury widzi szansę na realizowanie ludzkiej wolności i odpowiedzialności, odrzucając zdecydowanie pogląd jakoby proces ten miał jakikolwiek dający się ująć rozumowo, naukowo czy moralnie cel. Przyzwyczailiśmy się sądzić, że ewolucyjny rozwój organizmów służy doskonaleniu, prowadzi do wzrostu wartości. Lorenz odrzuca ten pogląd. Ewolucja jest absolutnie niezdeterminowana, całkowicie przypadkowa, ma więcej ślepych zaułków niż dróg zakończonych jasno wyznaczoną metą, ponieważ wysoki stopień specjalizacji (osiągany w procesie długiej i skomplikowanej ewolucji) jest  na dłuższą metę  zawsze niebezpieczny dla danej formy żyjącej. I dlatego, jak pamiętam z pewnego filmu przyrodniczego, gepardy wyginą. Zabrnęły w ślepą uliczkę własnej gepardziej specjalizacji: budowa ciała służąca osiąganiu spektakularnej szybkości doprowadziła do tak ogromnego wydatku energii, że po udanym polowaniu zwierzę nie ma siły jeść ani obronić upolowanej zwierzyny. Zdarza się więc, że łup zostaje mu odebrany przez inne zwierzęta, np. hieny.

       Kolejna - odkrywcza, choć przecież, jak się przyjrzeć - oczywista i logiczna konstatacja. Mówi się, że człowiek udomowił psa, konia, owcę czy kury. I te udomowione zwierzęta stopniowo zatracają swoje pierwotne instynkty, kształty, nawyki i umiejętności. Ot, choćby te pokraczne gatunki psów pokojowych mieszczących się w kieszeni bluzki, noszonych an rękach, ubieranych w kamizelki i buciki od zimna, czy wysoko wyspecjalizowanych do określonego typu zachowań: pasterskie, obronne, szybkie do wyścigów, tropiące do polowań, a dziś chyba bardziej do wyszukiwania szmuglowanych narkotyków itp. Te psy daleko odbiegły od swoich praprzodków, przypominają bardziej zabawki niż żywe stworzenia. Ale przecież człowiek najpierw udomowił SAMEGO SIEBIE, doprowadzając do regresu swoiście ludzkich cech i osiągnięć przywołujących przerażające widmo nieludzkości. Człowiek współczesny całkowicie odciął się od informacji ze świata zewnętrznego, czerpiąc tylko i wyłącznie wiedzę z procesów wewnątrzgatunkowych, a te nie decydują o skuteczności przystosowania się do warunków bytu, do swojej przestrzeni życiowej. Człowiek ową przestrzeń zawęził do sztucznego świata przez siebie wytworzonego. Człowiek udomowiony jakże daleki od swego początkowego wzoru stał się estetycznym zaprzeczeniem ideału! Dodajmy: ewolucyjnego ideału, czego świadectwem jest:

- utrata harmonii ciała;

- utrata wielu sprawności fizycznych;

- regres zmysłów;

- niezdolność do radzenia sobie w warunkach natury, ot, choćby w warunkach naturalnej aury, zmienności pogody;

- konieczność "podpierania się" licznymi narzędziami, i urządzeniami do poruszania się w terenie (utrata orientacji w terenie);

- coraz powszechniejszy brak odporności na zjawiska naturalne: alergie!

Cóż, jesteśmy w ślepym zaułku ewolucji, ewolucji bezmyślnej, w odróżnieniu od ewolucji twórczej, która - według Lorenza - jest oparta na INFORMACJII. Bowiem, jak twierdzi, przystosowanie jest procesem poznawczym, a my nie jesteśmy przystosowani, stajemy się coraz słabiej przystosowani, czyli zamiast gromadzić i wykorzystywać zasoby informacji ze świata zewnętrznego, odcinamy się od nich, zamykając się w szklanych kulach... Nie, nie szklanych kulach, zamykamy się w świecie krzemowych łączy Internetu. To jest nasz świat, sztuczny świat, fikcyjny, pozbawiający nas intelektualnego bodźca rozwoju na poziomie komórkowym czy wręcz genetycznym. Co mi z tego, że z Internetu się dowiem, jaka jutro pogoda, skoro ja tej pogody, powiedzmy deszczowej, burzowej czy śnieżnej NIE PRZETRWAM fizycznie, utraciwszy zdolności przystosowawcze?

      Po tym wstępie filogenetycznym  autor przechodzi do opisywania - językiem równie przyrodniczym - zjawisk dziedziczenia i ewolucji w kulturze, ale to następnym razem. 



komentarze (4) | dodaj komentarz

Poetycki duet

niedziela, 05 czerwca 2016 7:22

       Od lat znam Jacka Żyburę i jego twórczość. Czytam jego wiersze i opowiadania. Poezja Jacka jest wymagająca, czasami trudna, porusza tematykę egzystencjalną, ale bywa też malownicza, zniewalająca wyszukaną metaforyką. Niektórzy nazwaliby ją mroczną. Mnie się podoba i daję się wciągnąć w wyraźnie słyszalne rytmy przemijania. Tak, to jest poezja o przemijaniu, o stałym przechodzeniu z czasu teraźniejszego w przeszły. Taki poetycko przetwarzany motyw vanitas. 

        W prozie Jacek Żybura posługuje się spersonalizowana narracją budującą napięcie. To zastanawiające, że na pozór nie ma w nich wyrazistej, szybkiej, spektakularnej akcji, a tak naprawdę cały dramat rozgrywa się w psychice bohatera/narratora., na styku między światem realnym a reakcja bohatera na niego,  na świat, który jest dla niego niezrozumiały, groźny lub tajemniczy. 

       Elżbietę Sokołowską znam jeszcze dłużej (nie zdradzę, ile lat). Nie wiedziałam jednak, że pisze wiersze. I oto wyciągnęła je z szuflady, pokazała światu. Zaskoczyła mnie, nie powiem, bardzo pozytywnie. Jej wiersze są zupełnie inne niż Jacka. Bardziej bezpośrednie  w nazywaniu uczuć, z wyeksponowanym "Ja" lirycznym. Bohaterka wierszy Elżbiety to kobieta rozliczająca się z miłością, tęsknotą, poszukująca swojego miejsca i swojego prawdziwego oblicza. Prowadzi nas meandrami swoich emocji w procesie nadawania sobie i światu właściwych nazw, powiedzielibyśmy: imion rzeczy - jak biblijny Adam - poprzez słowa nadaje sens rzeczywistości. 

        I oto tych dwoje spotkawszy się, wydało wspólny tomik Wczorajszy zapach, wczorajszy kształt (Warszawa 2015). Na wczorajszym spotkaniu autorskim opowiadali o pracy nad tomikiem, dobieraniu tekstów, układzie, wzajemnym czytaniu i krytyce. Wiersze Elżbiety i Jacka ułożone zostały na przemian, kilka tekstów jego, kilka jej, dobranych według autorskiego klucza. Ten klucz dopiero będę odkrywać, czytając całość, oni sami twierdzą, że chodziło o podobieństwo tematyki. Niemniej już teraz po pobieżnej, wyrywkowej lekturze widać, że wiersze Jacka, jak zawsze, są rozpoznawalne poprzez metaforykę, ukrytą, a wyczuwalną rytmizację, nastrój. Wiersze Elżbiety są bardziej intymne, spersonalizowane, sensualistyczne, erotyczne.

       Refleksje obecnych wczoraj na spotkaniu czytelników w jednym były podobne, że lepiej czytać osobno wiersze Elżbiety jako całość, a osobno Jacka. Niejako wbrew tomikowemu układowi sugerującemu czytanie na przemian. To chyba nie ma, jak sądzę, aż takiego znaczenia. Element eksperymentu widoczny w zestawieniu tak odmiennych poetyckich języków, osobowości i wrażliwości artystycznej, sam w sobie jest pociągający.

        Delikatny erotyzm wiersza sukienka Eli Sokołowskiej stanowi tło dla rozwoju emocji: od pełnych nadziei obietnic i niecierpliwego pożądania do gorzkiego smaku rozczarowania. Indywidualna historia podmiotu lirycznego, kobiety dokonującej rozrachunku ze wspomnieniami, prowadzi do uniwersalnej refleksji o utracie złudzeń. Wszystko odbywa się bez krzyku, bez rozpaczy. Wyciszona refleksja, być może któregoś poranka przy kawie, otwiera oczy na prawdziwą relację między bohaterami, uczestnikami minionych zdarzeń. 

 

Elżbieta Sokołowska - sukienka

 

przy stole nakrytym

wspólnymi chwilami

ubrana w obietnice trwania

z włosami przewiązanymi

zmysłami

niecierpliwie wierzyłam

że szczęście

zwane pożądaniem

nie straci smaku

 

nocą zrywałeś kwiaty

z łąki na mojej sukience

pachniały rozkoszą

 

uschły rano z braku czułości

i obudziłam się naga

 

w południe

bezdomna samotność

skosiła trawę z mojej sukienki

twoje usta miały zapach siana

   

       W poniższym wierszu Jacka - Słoneczniki -najpierw uderzył mnie jego rytm, naturalna melodia języka przypominająca Czechowicza. Podkreślone paralelizmami trwanie słonecznikowego życia zostaje nagle złamane urywanym staccato. Po nim następuje końcowa refleksja w klamrowym powtórzeniu pierwszego wersu, uzupełnionego wanitatywną konkluzją o przemijaniu, przypominającą Villonowskie ubi sunt? Obrazowanie metaforyczne z kolei nieodparcie nasuwa skojarzenia z językiem Schulza: otchłań wszystkich dni, zwiotczałe liście ramion, migdałowe oczy owadów. Z kolei nicość w trwodze zdziwienia wprowadza czytelnika poza granice realizmu. Jak w Leśmianowskich zaświatach nicość ma formę i swoje równoległe toczy życie. W momencie spotkania dwóch światów: realnego i niewidzialnego okaże się, który przetrwa. 

 

Jacek Żybura - Słoneczniki

 

Słoneczniki słońcem kwitnące okręgi

w płaskich talerzach ciasno stłoczone serca

 

nieme łodygi pełne włókien sekretów

ruszają całe w blasku zielonych szat

przez królestwo światła

przez fale miękkiego błękitu

po łące z niebieskiej wełny

po łące z mleka i pszczół

naprzeciw komety życia i śmierci

naprzeciw okrutnej prawdzie

 

zanim zostawią za sobą

diamentowe niebo i chaos galaktyk

żywiołów przestrzeń i otchłań wszystkich dni

zanim nicość w trwodze zdziwienia

obejmie za pokorne szyje

jeszcze całe w wonnym uśmiechu lata

jeszcze odziane w migdałowe oczy owadów i strojne motyle

jeszcze słyszą jak ziemia oddycha miłością i nocą

 

nasycone istnieniem i sensem

wabią wróble zmysłową geometria nasion

pozdrawiają życiem krajobraz atomów i rzeczy

podziwiają welony nocnych gwiazd

 

i nagle stają

jak wspomnienie

znieruchomiałe

zwiotczałe liście ramion

wsparły o kolumn płomienny płot

 

Słoneczniki słońcem kwitnące okręgi

cóż po was zostanie w brzuchu nieszczelnej planety

 



komentarze (8) | dodaj komentarz

Kalendarz muzyczny

czwartek, 02 czerwca 2016 0:07

10 czerwca, Zamość - Sala Koncertowa Orkiestry Symfonicznej im. Karola Namysłowskiego, godz. 19:00 - prawykonanie Suity Etnicznej Marcina Gumieli, kompozycji na orkiestrę, głos biały i dźwięki elektroniczne,  śpiew głosem białym wykona Helena Bregar;

19 czerwca, Lublin - Filharmonia Lubelska, godz. 16:00 - koncert pieśni w ramach Festiwalu Spotkań Kultur (wstęp wolny);

19 czerwca, Kazimierz Dolny - Klasztor oo. Franciszkanów, godz. 20:00 - koncert kameralny (śpiew i organy - na organach Robert Grudzień) w ramach Festiwalu Spotkań Kultur, (wstęp wolny)

30 czerwca, Kraków - Filharmonia, godz. 19:30 - Feliksa Nowowiejskiego oratorium "Quo vadis"

9 lipca, Kraków - Aula Collegium Novum, godz. 12:00 - Sławomir Zubrzycki wystąpi z recitalem na zrekonstruowanym według szkiców Leonardo da Vinci instrumencie o nazwie viola organista;

15 lipca, Gdańsk - Oliwa - godz. 20:00 - wystąpi włoski organista Giampaolo di Rosa:

17 lipca, Kraków - kościół św. Katarzyny godz. 20:00 - III symfonia Henryka Mikołaja Góreckiego, znana pod tytułem Symfonia pieśni żałosnych, wstrząsające dzieło;

31 lipca, Rzeszów - w Katedrze Najświętszego Serca Jezusowego o godz. 20:00 wystąpi z koncertem organowym Franz Lörch, organista i dyrektor artystyczny Międzynarodowych Koncertów Organowych w Monachium

12 - 21 sierpnia - Gościkowo, pocysterskie opactwo "Paradyż", Festiwal Muzyka w Raju; będzie między innymi Davide Monti (skrzypce), którego słuchałam swego czasu na żywo w Muzeum Narodowym oraz Reinoud van Mechelen (kontratenor) w programie "Orfeusz w piekle" - 19 sierpnia, godz. 20:45;

Van Mechelen gotowy do boju: 

17 sierpnia, Warszawa - Bazylika św. Krzyża, godz. 22:00 - Tobias Koch wystąpi z recitalem na historycznym Erardzie;

18 sierpnia, Warszawa - Sala Koncertowa Filharmonii Narodowej, godz. 20:00 - Nelson Goerner, Europa Galante i Fabio Biondi w koncercie z Chopinem i Mendelssohnem

19 sierpnia, Warszawa - Bazylika  św. Krzyża, godz. 21:00 - moje ulubione Collegium 1704 oczywiście z Vaclavem Luksem grać i śpiewać będzie Requiem Donizettiego;

20 sierpnia, Warszawa - w Filharmonii Narodowej o 20:00 wystąpi Ian Bostridge w pieśniach Schumanna i Brahmsa;

21 sierpnia, Warszawa - Filharmonia Narodowa, godz. 20:00 - Tobias Koch i Collegium 1704 we wspólnym koncercie;

21 sierpnia po raz drugi, Warszawa - Bazylika św. Krzyża, godz. 22:00 - recital Szymona Nehringa, jedynego Polaka w finale ubiegłorocznego Konkursu im. F. Chopina;

21-28 sierpnia, Jarosław - Festiwal Pieśń Naszych Korzeni - szczegółowy program wkrótce; ma być między innymi "Orfeusz" Monteverdiego

22 sierpnia, Warszawa - Filharmonia Narodowa, godz. 20:00 - ponownie Szymon Nehring w bardziej zróżnicowanym recitalu, nie tylko Chopin;

24 sierpnia, Warszawa - Filharmonia Narodowa, godz. 20:00 - laureat II nagrody w ubiegłorocznym Konkursie im. F. Chopina: Charles Richard-Hamelin zagra nie tylko Chopina z Sinfonią Varsovią

26 sierpnia,Warszawa - Filharmiia Narodowa o 20:00  - wystąpią Charles Richard-Hamelin oraz Apollon Musagete Quartett

28 sierpnia, Warszawa - Filharmonia Narodowa, godz. 20:00 - Seong-Jin Cho - zwycięzca ubiegłorocznego Konkursu im. F. Chopina

29 sierpnia, Warszawa - Studio im. Lutosławskiego, godz. 17:00 - wystąpi cała plejada: Goerner (fortepian), Wakarecy (fortepian), Meyer (klarnet), Długosz (flet), Jakowicz (skrzypce), Zdunik (wiolonczela), Wawrowski (skrzypce), Budnik-Gałązka (altówka), Rozlach (kontrabas);

 

I sto innych ;-)



komentarze (11) | dodaj komentarz

sobota, 1 października 2016

Licznik odwiedzin:  347 475  

Kalendarz

« październik »
pn wt śr cz pt sb nd
     0102
03040506070809
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31      

O moim bloogu

Szczęście nie jest stanem posiadania, lecz sposobem odczuwania

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Ulubione strony

Anderszewski

Arie i Głosy

Bach

Balet

Chopin

Chóralnie

Garrett

Händel

Jaroussky

Kaufmann

Koncertowo

Mahler

Mariusz Kwiecień

Małas-Godlewska

Membra Jesu

Minkowski

Muzyka polska

Scholl

Xavier de Maistre

Zimermany

Źródła

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 347475

Lubię to