Bloog Wirtualna Polska
Są 937 744 bloogi | losowy bloog | poleć tego blooga | inne bloogi | zaloguj się | załóż blooga
Kanał ATOM Kanał RSS

On jest Bachem...

poniedziałek, 14 maja 2012 20:58

 

 

 

      Philippe Herreweghe dyryguje (i wygląda), jakby sam tę muzykę napisał. On JEST teraz Bachem. Oto belgijska precyzja. Nie wiem, ile on to z nimi ćwiczył, ale jest doskonałe.  Collegium Vocale Gent (z Gandawy) - chyba  najlepszy dzisiaj chór śpiewający Bacha, założony przez Herreweghe`a w 1970 r.

      Porywające! Słyszycie te soprany?! Ciarki przechodzą, ah!


Bach, Pasja według św. Mateusza - dyr. Herreweghe

 

       Niepojęte, że ten facet miał zostać lekarzem i psychiatrą (chyba nawet ukończył studia w tych kierunkach). Widać jednak Bach interweniował z góry, żeby tak się nie stało ;-)

Na jego cześć odkrytą w 1998 r. planetoidę krążącą wokół Słońca nazwano Herreweghe.


 

      

Trackback: http://bloog.pl/id,331091672,trackback

komentarze (21) | dodaj komentarz

Dzisiaj będziemy szaleć...

sobota, 12 maja 2012 18:58

       

 

       ...  z Orlandem. Jutro nieważne. Co tam pobudka o czwartej rano, bo to raz nie przespałam nocy? I żyję! 

 

Vivaldi, Orlando furioso

 

No i ta najwspanialsza aria Ruggiera :-)

 

Vivaldi, Orlando furioso - Sol da te, Jaroussky

 

 

      A teraz na spokojnie.

     

      W radiowej Dwójce leci nie Orlando furioso Vivaldiego, tylko Orlando Händla. A co? Pomarzyć mi nie było wolno? Choć i tak jestem zadowolona bardzo, bo tych Orlandów tylu jest, że mi się mylą, więc chętnie posłucham i osłucham się nieco dokładniej.   


A więc wiczór operowy się zaczął:


Georg Friedrich Haendel Orlando (Bruksela, Teatr La Monnaie, 24.04. 2012)

 wyk.

Bejun Mehta – alt (kontratenor) - Orlando

Sophie Karthäuser – sopran - Angelica

Kristina Hammarström – kontralt - Medoro

Sunhae Im – sopran - Dorinda

Konstantin Wolff – bas - Zoroastro

B'Rock Baroque Orchestra, dyr. René Jacobs

 

      Orlando będzie szalał z zazdrości niby na jawie, niby we śnie.  Skromna obsada osobowa pozwala na pełne wykorzystanie możliwości śpiewaków w cyklu popisowych arii.  Wraz z najważniejszą Ah, stige larve - Vaghe pupille - w wieńczącej akt II scenie szaleństwa Orlanda. Ostatnia handlowska partia dla wielkiego Senesina. Biedny Orlando, nie dość, że mu ukochana uciekła w... chmurce, to jeszcze w pomieszaniu zmysłów mylą mu się postacie i bierze Dorindę za potwora, strącając ją w przepaść. Tak oto z rycerza staje się zabójcą. No, prawie... Jak na czarodziejską operę przystało ci, co niby mieli zginąć, zostają w cudowny sposób uratowani za sprawą czarodzieja Zoroastra. Orlanda też ratuje przed jego szaleństwem i przywraca... rycerskiemu rzemiosłu, bo to miłosne wzdychanie, szaleństwo zazdrości było takie niemęskie, nierycerskie zgoła.  A muzka, jak to u Händla, ani spokojna, ani nudna, ani normalna. Jest zróżnicowana, zmienna, szalona, nieziemska... Zwariowana? W tym Orlandzie na pewno. Piorun trzasnął, Angelica zniknęła, Orlando szaleje.

 

Haendel, Orlando - Ah, stige larve...- Bejun Mehta

 

Znalazłam! To z tego spektaklu była transmisja! Co ja bym zrobiła bez internetu?!...

 


Trackback: http://bloog.pl/id,331086368,trackback

komentarze (13) | dodaj komentarz

Na głowie..

środa, 09 maja 2012 12:59

 

 

      ... stanęło wszystko. Naprawdę trudno się połapać, gdy z dnia na dzień zmienia się kalendarz, plany się sypią, znajomi dzwonią i mejlują, a mnie nie ma. Kiedyś życie było prostsze; teraz  jest internet i zaglądając wczoraj wieczorem na stronę zawodową dowiedziałam się (!), że nie idę do pracy rano, lecz na popołudnie. Z kolei wczoraj zaczynałam od szóstej trzydzieści rano. Kiedy mówię przyjaciółce, ze takie mam teraz godziny, ona nie wierzy i pyta, jak to możliwe i w ogóle, kiedy znajdę czas, żeby się spotkać, przygotować wieczór (a właściwie poranek) literacki z okazji Roku Kraszewskiego. No kiedy? Skoro człowiek nie jest pewny dnia ani godziny? Dobrze, że przeczucie kazało mi sprawdzić piątek, bo okazało się, że też zajęty i to od rana do wieczora, mam zapisane czarno na białym, ale w pamięci się nie utrwaliło i byłam przekonana, że po południu wolne i jak zwykle wyskoczę na wieś do ogrodu choćby na dobę (bo w niedzielę I Komunia chrześniaczki) a tu... wszystko stanęło na głowie. Cóż poradzić? Włączyć muzykę i cieszyć się chwilą. A że odebrałam właśnie kolejną paczkę z płytami, to...


... na wycieranie kurzy i skakanie po szafkach i półkach polecam Slavic Heroes Mariusza Kwietnia ze szczególnym uwzględnieniem (co najmniej trzy razy pod rząd) arii Miecznika ze Strasznego Dworu Moniuszki. Nie ma nagrania na youtubie! Skandal! Mogłabym wgrać z płyty na komputer i puścić, ale chyba to nielegalne?... Więc, niestety, inne nagranie. Nie ma to jak sprzątanie w rytmie poloneza :-]

Moniuszko, Straszny Dwór - aria Miecznika

 

      Muzyka Moniuszki nie była przedmiotem mojej fascynacji do czasu, gdy usłyszałam ją pod batutą Łukasza Borowicza. Nie wiem, co on w sobie ma, że jego Moniuszko bardzo mi się spodobał. Mariusz Kwiecień nagrał swoją płytę z Orkiestrą Symfoniczną Polskiego Radia, której dyrektoruje i dyrygentuje właśnie Borowicz. Doskonałe połączenie muzycznych talentów obu panów.

      No a potem, kiedy się zmęczyłam polonezem z mopem, czas na relaksacyjne zasłuchanie w muzykę Vivaldiego na przykład. Korzystając z jakichś obniżek i rabatów, zakupiłam Uwertury Operowe tegoż w wykonaniu Modo Antiquo pod Federico Maria Sardellim.  No i się słucha, rozwieszając na przykład pranie i podlewając kwiatki. 

 

Vivaldi, Griselda - Uwertura

 

Aż się boję, co zdarzy się jutro...



Trackback: http://bloog.pl/id,331079318,trackback

komentarze (19) | dodaj komentarz

Trochę z jawy, trochę ze snu...

niedziela, 06 maja 2012 11:54

       

 

       Łażenie po Adrszpaskim skalnym mieście w upale  może zmęczyć, ale ile przy tym przyjemności, gdy się wchodzi w zacienione skalne korytarze, gdzie słońce nie dochodzi i nawet śnieg jeszcze w załamkach skalnych  leży. Albo wąski przesmyk na pół osoby zwany mysią dziurą. Po zawrotach głowy z powodu lęku wysokości tutaj dla odmiany można się nabawić klaustrofobii. Schodkami w górę, schodkami w dół, przesmyk, szczelina, znowu wspinaczka i zejście… Tłum turystów, rdzenni mieszkańcy: Karkonosz i Babka chyba gdzieś się pochowali, tylko ogromne skalne krzesła po nich pozostały.

 

(Formacje skalne z piaskowca w Adrszpasko-Teplickim masywie górskim będącym fragmentem Gór Stołowych; Adrszpasko-Teplickie Skały znajdują się w okolicach miasteczka Teplice  nad Metują i wsi Adrszpach, stąd ich nazwa; po lewej na zdjęciu "krzesło" Karkonosza z widocznym oparciem)


       Rozchodzone nogi mimo zmęczenia nie chcą usiąść i ciągną na wędrówkę. Tym razem dla odmiany po uliczkach starego miasta. W pełnym słońcu, od kramu do kramu, od sklepu do sklepu, od kawiarni do kawiarni… Na wystawach biżuteria,  szkło artystyczne, na parapecie przed małym okienkiem antykwariatu książki za grosz. W głębi pasażu o wiele cenniejsze ogromne atlasy z kolorowymi mapami, oprawiane w skórę foliały, stuletnie  i dwustuletnie wydania w różnych językach. Zapach pergaminu, skóry, płótna, papieru… zapach biblioteki, zapach przeszłości.

 

(No i zagwozdka, nie wiem, gdzie to zdjęcie zrobiłam. Średniowieczna księga, a właściwie jej reprint, bo oryginał jest zbyt cenny, żeby wstawiać na widok publiczny, zdaje się, że pochodzi ze skarbca Kapituły Bazyliki św. św. Piotra i Pawła na Wyszehradzie, ale głowy za to nie dam, ot, nie zapisałam od razu)

       

       Idzie się. Jedni wchodzą tu, inni obok, reszta podziwia witryny i kłębiący się tłum. Tu piękne hafty na obrusach i serwetkach, a tam Music Box, o, coś dla mnie? Nie, to tylko kawiarnia na Ulicy Paryskiej. Zamieniliśmy górskie ciężkie buty na letnie sandały, za to bagaże ciążą coraz bardziej. W tym cały urok, nigdzie nam się nie spieszy.  Idzie się, snuje się, przystaje, zadziera się głowy do góry podziwiając renesansowe sgraffito, wymyślne gzymsy, kolorowe mozaiki… Misterne roślinne wzory i pokraczne miny groteskowych diabłów na fasadzie. Wyobraźnia dawnych artystów i moja, absolutnie powalona widokiem śnieżnobiałego pawia w Ogrodach Wallensteina. W fontannie turyści moczą nogi, co za ulga na twarzach.

(Fragment ściany pałacu Schwarzenbergów z renesansowym zdobieniem typu sgraffito, widok od strony Placu Hradczańskiego)


(Mozaikoway Sąd Ostateczny z XIV w. nad Złotą Bramą gotyckiej Katedry św. św. Wita, Wacława i Wojciecha na Hradczanach; nad mozaiką znajduje się największy pod względem powierzchni witraż)

       

       W promieniu stu metrów różnojęzycznego tłumu łatwo się zgubić. „Ja idę tu” – ktoś wskazuje ręką. „Ok, my tam będziemy” – brzmi odpowiedź. Jak się nie zgubić? Niemożliwe. Po kwadransie każdy wędruje osobno, bez mapy. Zostały przecież w antykwariacie. Piętra kamienic, tarasy piwno-kawiarnianych ogródków z parasolami, pętle brukowanych uliczek wiodą gdzieś… do zamkniętej bramy ozdobionej grzywiastą głową lwa. Uliczka bez drzwi i okien prawie, tylko mury po obu stronach i tramwajowe szyny przez środek. Zakręt i.. dalej to samo. Wszystkie wejścia gdzieś z drugiej strony. Powinna się nazywać Ulica Tylna. Gdzieś w podcieniach sklepik z wyrobami z papieru czerpanego.  Kusi wystawa, ale drzwi zamknięte. Dziwne. Wokół pootwierane sklepiki dla turystów do późnego wieczora, godzina zamknięcia napisana tylko dla formalności. Mija dwudziesta, dwudziesta pierwsza, dwudziesta druga... W okienkach nad Orlojem  pojawiają się figury Dwunastu Apostołów. Tłum gapiów zadziera głowy do góry i błyskają flesze.

     Idzie się na oślep i … „Hej, hej! Tu jesteśmy” Jakimś cudem znajdujemy się jednak. Magia? Przed wejściem do Klementinum dostaję program majowych koncertów: Strauss, Bizet, Verdi, Lehar, Dvorak oczywiście i Puccini. W roli głownej artyści Opery Narodowej i... barokowe organy.

      Fronton Teatru Estates – to tutaj 29 października 1787 roku miała miejsce światowa premiera Don Giovanniego, o czym przypomina mroczna figura Komandora.

(Fot. Aktron / Wikimedia Commons)

(Autorką rzeźby, zwanej też Płaszczem Sumienia, jest Anna Chromy)

       

      Uliczni grajkowie, na oko średnia szkoła muzyczna lub pierwszy rocznik konserwatorium przygrywają na klarnecie i skrzypcach. Z daleka niesie się głos gitary.

       Idzie się… Wełtawa wcale nie jest błękitna jak w piosence, ale wieczorem bije od niej przyjemny chłód i kaczki unoszą się na fali nic sobie nie robiąc z przepływających łodzi i turystycznych stateczków. Bezdomny z psem na Moście Karola umościł się do snu. Portreciści, karykaturzyści zwinęli już swoje sztalugi. Tam, po przeciwnej stronie oświetlona „korona” dachu  Rudolfinum. Kiedyś tu wrócę jeszcze. 

 

Don Giovanni, Aria Komandora

Don Giovanni, zaprosiłeś mnie...

 

       Uwaga: w nagraniu są przerwy, obraz nie nadąża za dźwiękiem i takie tam, a może to tylko wina mojego sprzętu, ale zamieszczam, bo w partii Don Giovanniego - Mariusz Kwiecień

 


Trackback: http://bloog.pl/id,331070121,trackback

komentarze (27) | dodaj komentarz

Bliskie spotkanie nie tylko muzyczne

czwartek, 03 maja 2012 1:44

 

  

Grobowiec Antonina Dvoraka na cmentarzu przy Bazylice św.  św. Piotra i Pawła na Wyszehradzie w Pradze

 

Antonin Dvořák (1841 - 1904) Symfonia Z Nowego Świata

http://www.youtube.com/watch?v=LmkBbnQCmSI&feature=relmfu


 

       I widziałam jeszcze coś takiego: woda, światło, muzyka i film. Bo takie połączenie właśnie było. Z muzyką Andrew Lloyda Webbera z Upiora w operze, w połączeniu z innymi kompozycjami w zasadzie znanymi z filmów, trochę Vangelisa (jak i w załączonym linku), pod wspólnym tytułem:  Głosy Aniołów i Demonów, z wybranymi kadrami filmowymi wyświetlanymi na ścianie wodnej służącej za ekran. 

       Křižikova Fontanna, od nazwiska swego twórcy, architekta i wynalazcy zwanego czeskim Edisonem, Františka Křižika, została otwarta w 1891 r. Po wielu latach udoskonaleń technicznych, przynoszonych wraz z cywilizacyjnymi nowinkami, stanowi dzisiaj atrakcję turystyczną Pragi. Oprócz wodnych dyszy i pomp fontanna wyposazona jest w 1300 kolorowych reflektorów, a na tle powstajacej ściany wodnej wyświetlane są fragmenty filmów, z kórych prezentowana jest muzyka danego pokazu. Na zmianę w różnych terminach pokazy obejmują 12 odrębnych koncertów, z których każdy trwa ok. 40 minut. Jednym z nich jest pokaz przygotowany do muzyki Dvoraka właśnie, ale na nim nie byłam. A na pewno byłoby ciekawe zobaczyć, jakie zaprojektowano wodne figury do Nowego Świata. Może jeszcze kiedyś się uda. A tymczasem dwa inne kawałki.

Krizikova Fontanna


Fontanna raz jeszcze

 

O północy na Złotej Uliczce... Duch Franza Kafki?...

 

Obrazek ten kupiłam za ostatnie korony. 

Coś mi poprzednie zdjęcie nie wyszło, obcięło latarnię. Dlatego druga wersja:

 

Ha, ha! Ale kolory! W oryginale to obrazek czarno-biały.

 

 

Bilety na Opowieści biblijne nadal do wzięcia!

 


Trackback: http://bloog.pl/id,331062326,trackback

komentarze (22) | dodaj komentarz

piątek, 18 maja 2012

Licznik odwiedzin:  36 408 (wersja testowa)

Kalendarz

« maj »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
28293031   

O moim bloogu

Szczęście nie jest stanem posiadania, lecz sposobem odczuwania

Księga Gości

Ostatni wpis w księdze:

  • data: 16.05.2012 5:52:57
  • autor: jankosie09
  • treść: Jakim¶ przedsma...

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Ulubione strony

Anderszewski

Arie i Głosy

Bach

Balet

Chojnacki

Chóralnie

Garrett

Händel

Jaroussky

Kaufmann

Koncertowo

Mahler

Małas-Godlewska

Membra Jesu

Minkowski

Scholl

Steve Reich

Źródła

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Konkursy i nagrody

Ostatnio przyznana nagroda:

  • data: 14.01.2012 15:00:53
  • autor: czesia
  • punkty: 100
  • treść: Za wzorowy porządek ...

Lubię to